piątek, 29 kwietnia 2016

Mariza wystąpiła w Krakowie (17.04.2016 r.)

Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
W wiosenną niedzielę, dokładnie 17 kwietnia na koncert do Krakowa przyjechała Mariza. Artystka promuje swoją ostatnią płytę Mundo, która ukazała się 9 października ubiegłego roku (pisałem o niej tutaj), i utworów z tego albumu nie zabrakło podczas występu w Krakowie. Ale po kolei.

Koncert składał się z dwóch części, chyba że bisy uznamy za trzecią.
Najpierw na scenę weszli muzycy – Pedro Jóia grający na gitarze akustycznej, José Manuel Neto na gitarze portugalskiej i Yami, który udzielał się na gitarze basowej, ale także wokalnie, w chórkach. Yami jest w Polsce całkiem dobrze znany, występował już u nas wielokrotnie, solo i z innymi artystami (poza Marizą m.in. z Sarą Tavares i Anną Marią Jopek), i pewnie pojawi się jeszcze nie raz. Ma zresztą swój fan club w Polsce, prężnie działający.

Potem na scenę weszła Mariza, ubrana w czarną suknię z czymś w rodzaju dużego wisiora na szyi i rozpoczęła koncert wykonując tradycyjnie utwory fado, z towarzyszeniem tylko gitar, w niepełnym świetle, siedząc tuż przed publicznością z pierwszych rzędów. Od razu zrobiło się nastrojowo co udzieliło się też publiczności, która od początku nagradzała gwiazdę wieczoru gromkimi brawami. Wstyd się przyznać, ale nie rozpoznałem większości z tych utworów po tytułach, poza ostatnim, którym był Primavera, a było ich pięć lub sześć. Mniej więcej po drugim lub trzecim utworze Mariza powitała się z publicznością, przywitała też ambasador Portugalii w Polsce Marię Amélię Paiva, która przyjechała na koncert z mężem. Trzeba dodać, że przywitała się z fanami po polsku, mówiąc Dobry wieczór!


Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
Po krótkiej części z tradycyjnym fado na scenę wszedł perkusista Vicky Marques i rozbrzmiało intro inspirowane utworem Melhor de Mim. W tym czasie Mariza wyszła zmienić sukienkę i rozpoczęła się druga część koncertu. Niestety nie pamiętam już kolejności utworów (po raz kolejny żałuję, że nie napisałem posta od razu po powrocie; sporo Was było na koncercie - będę wdzięczny za uwagi o tym, czego nie napisałem, i co jeszcze Mariza śpiewała itp.), ale na początku były głównie utwory z Mundo. Trochę się obawiałem jak będą brzmieć na żywo, w końcu to nowy materiał i nie fado, okazało się jednak że niepotrzebnie, bo utwory live brzmiały jeszcze lepiej niż na płycie, a sama Mariza była niesamowita. Zmieniła nieco repertuar, ale nie zmieniła sposobu śpiewania, przekazywania przez śpiew emocji i wyrażania tego, co chce przekazać samą sobą. Kilkakrotnie zaprosiła do śpiewania publiczność. Początkowo szło trochę opornie, mimo iż trzeba było powtarzać tylko „once forever, once for all” – był to utwór Padoce de Céu Azul. Potem jednak fani się rozkręcili i było coraz lepiej. Mariza namawiała też do wspólnego śpiewania utworu Rosa Branca i Missangas. Podczas zapowiedzi utworu Meu Amor Pequenino okazało się, że wśród publiczności jest mąż Marizy, bo piosenkę dedykowała właśnie jemu (moja interpretacja była taka, że jest to utwór dla syna, o czym pisałem w recenzji płyty, tymczasem okazało się że dla męża; przy okazji okazało się, że Mariza ma męża ;-)). Rewelacyjna jest koncertowa wersja Almy, nieco zmieniona w stosunku do płyty, z dłuższymi wokalizami, równie genialnie wybrzmiały singlowe Paixão i Melhor de Mim. Przy okazji zapowiedzi piosenki Caprichosa wokalistka opowiedziała, skąd wziął się pomysł, by ją zaśpiewać. Z Googole! To znaczy tam Mariza ją znalazła, szukając argentyńskiej piosenki o portugalskiej dziewczynie. Okazuje się, że ojciec wokalistki, Portugalczyk, wiele lat spędził w Argentynie. Caprichiosa wybrzmiała wdzięcznie i zgrabnie, co doceniła publiczność gromkimi brawami.
Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
Były utwory z Mundo, na początku tylko one, potem Mariza wykonała też swoje największe przeboje. Nie zabrakło pięknego Chuva, była też Primavera, jako ostatni wybrzmiał utwór Ó Gente Da Minha Terra, podczas którego Mariza zeszła ze sceny i śpiewając ściskała ręce słuchaczy siedzących w rzędach blisko przejścia. To gest wykonywany przez Artystkę na zakończenie koncertu nie po raz pierwszy, ale trzeba przyznać, że bardzo miły, a nawet wzruszający. Sama Mariza też wyglądała na wzruszoną, być może tym, że po raz kolejny doświadczyła uznania wśród polskiej publiczności, która jest jej niezwykle przychylna, ceni ją, a bilety na koncerty wykupuje na długo przed występami, jak było i tym razem.

Dla mnie był to bardzo udany koncert, drugi Marizy, na którym byłem. Poprzedni, rok temu w londyńskim Barbicanie (zob. tutaj), bardzo mi się podobał, ale ten w Krakowie był jeszcze lepszy. Być może miało znaczenie to, że tym razem siedziałem bliżej sceny i mogłem dokładnie obserwować co się na niej dzieje, jakie miny robi Mariza (a robi różne ;-)),i co robią muzycy, co zawsze bardzo mnie interesuje.



Za zdjęcia dziękuję: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography

Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz