poniedziałek, 12 listopada 2018

Ana Laíns w Katowicach - zachwycający koncert w Filharmonii Śląskiej na otwarcie cyklu Fado w Katowicach (9.11.2018)


9 listopada 2018 roku przejdzie do historii jako dzień pierwszego koncertu Any Laíns w Polsce, który jednocześnie otworzył cykl planowanych przez nasze Stowarzyszenie koncertów pod nazwą Fado w Katowicach. To był niesamowity wieczór zwieńczający ciężką, kilkumiesięczną pracę. Nowe wyzwania i doświadczenia. Ale było warto!
O samej Anie było już sporo na tym blogu – prezentowaliśmy jej biografię i płyty, i po tym całym oczekiwaniu na koncert, poprzedzonym wsłuchiwaniem się w dźwięki jej muzyki i wspaniały głos, po czytaniu recenzji z innych koncertów w Europie oczekiwaliśmy czegoś specjalnego. I dostaliśmy to. Nie boję się napisać, że uczestniczyliśmy w  wyjątkowym wydarzeniu.

Wyjście Any na scenę poprzedziła zapowiedź pani Reginy Gowarzewskiej, która w kilku słowach
Regina Gowarzewska
przekazała informacje o Anie, o Stowarzyszeniu, i o Fado w Katowicach. Potem przyszedł czas na gwiazdę wieczoru. I mimo iż Ana Laíns nie uważa się za gwiazdę, w pełni zasługuje na ten tytuł, co pokazała podczas katowickiego koncertu. Najpierw na scenie pojawili się muzycy – Paulo Loureiro (fortepian), Carlos Lopes (akordeon), Bruno Chaveiro (gitara portugalska) i João Coelho (perkusja). Rozpoczęło się od utworu Portucalis w wersji instrumentalnej. Od razu zrobiło się magicznie.  Tak jak Portucalis doskonale wprowadza nas w nastrój płyty Any o tym samym tytule, tak samo podczas koncertu dzięki temu utworowi od razu wiedzieliśmy, czego spodziewać się tego wieczoru. Oczekiwania od razu wzrosły, ale zostały w pełni zaspokojone. Głos Any pojawił się po pierwszych dźwiękach niesamowitego Fado do Tempo Morto. Od razu wzbudził entuzjazm publiczności, która usłyszała go na żywo po raz pierwszy. Następne w kolejności było fado z Mourarii Zanguei-me Com o Meu Amor, czyli Mouraria Estilizado, które zapewne znacie z różnych wykonań. Wersja Any jest zachwycająca – jej diamentowy głos nadaje tej pięknej piosence dodatkowych walorów. Po tym utworze Ana przywitała się z publicznością i zebrała gromkie brawa za całkiem udane próby używania języka polskiego. Potem zaśpiewała utwór z płyty Quatro Caminhos, którego tytuł brzmi Não Sou Nascida do Fado. Oprócz tego, że to niesamowita piosenka, jest o tyle wyjątkowa, że to także debiut Any jako autorki tekstów. Muzykę napisał tu Reynaldo Varela. Kolejny utwór, tym razem z płyty Portucalis, to również wyjątkowa kompozycja – muzykę do wiersza Fernanda Pessoi napisał Luiz Caracol (którego możecie kojarzyć ze współpracy z Sarą Tavares). Não Sei o Quê Desgosta na płycie Artystka wykonuje razem z Luísem Reperesasem. Wersja solo z Katowic była tak samo genialna, jak na płycie. Artystka pokazała nam, że owszem, jej duety są niesamowite i zachwycają, ale tak naprawdę nie potrzebuje ona nikogo więcej, by stworzyć magię i prawdziwe wokalne arcydzieło.


Não Sei Quantas Almas Tenho to kolejny wyjątkowy utwór z płyty Portucalis. Tym razem muzykę do wiersza Fernanda Pessoi skomponował grający tego wieczoru na fortepianie Paulo Loureiro, skądinąd mąż Any. Dwa kolejne utwory również pochodzą z płyty Portucalis. To wyjątkowe kompozycje, o których Ana opowiedziała publiczności. Ich nagranie na płytę i wykonywanie na koncertach jest, tak jak zresztą cała twórczość, wynikiem wyjątkowej pasji Artystki, którą jest Portugalia i język portugalski, ale także kultura, tradycja i cała muzyczna spuścizna tego wyjątkowego kraju, który ona sama kocha ponad wszystko. Mowa o galicyjsko-portugalskim Ai Flores do Verde Pino i niezwykle czarującym Mi Morena – utworze z regionu Trás-os-Montes śpiewanym w języku Mirandés. Ana powiedziała, że to drugi oficjalny język w Portugalii, który już niestety nie jest nauczany w szkołach i jego znajomość zanika. Emocje sięgały zenitu, bo to były niezwykle udane wykonania, a przecież to nie była nawet połowa koncertu! W dalszej kolejności przyszedł czas na utwór Sebastião Antunesa i Paula Loureiro A Verdade da Mentira, który był pierwszym singlem z Portucalis, i do którego powstał pomysłowy teledysk. 

Paulo Loureiro & Ana Laíns
Po tym kolejnym genialnym utworze Ana grzecznie wyprosiła muzyków, proponując im kawę. Na scenie została tylko z Paulem. To była zapowiedź niesamowitego Fado das Horas rozsławionego przez uwielbianą przez Anę Teresę de Noronha. Wersja jedynie przy akompaniamencie fortepianu, na którym tak zmysłowo gra Paulo Loureiro, wzbudziła powszechny zachwyt, nawet wśród tych osób na widowni, którzy nie mieli wcześniej za dużo styczności z fado (wiem to z wiadomości, które mi przekazujecie). Quatro Caminhos to tytułowy utwór z drugiej płyty Any, który napisali Amélia Muge i Diogo Clemente. Możecie go znać, bo pojawił się na niektórych składankach fado w Polsce. Tym razem po raz pierwszy wybrzmiał tu na żywo i jeszcze bardziej mogliśmy się utwierdzić o jego wyjątkowości. Roseiral to z kolei ekscytująca kompozycja z debiutanckiej płyty Sentidos, której autorem jest Jorge Fernando. Ciekawym momentem wieczoru był utwór Charanga do Tempo, który na płycie Ana wykonuje razem z Mafaldą Arnauth. To kompozycja Carlosa Lopesa (tego, który zagrał dla Was na akordeonie) ze słowami Any. Podczas koncertu próbowała ona nauczyć publiczność śpiewać fragmentów, ale nie było to łatwe. Tekst to zabawa językiem portugalskim, która tworzy w efekcie bardzo interesującą piosenkę. Bardzo spodobała się ona publiczności, która nagrodziła Artystów niezwykle dużymi brawami. Po tym ciekawym momencie koncertu przyszedł czas na dwa tradycyjne utwory − kolejne, które Ana zaczęła wykonywać w wyniku fascynacji swoim krajem i jego tradycjami. Pojawia się tutaj niezwykły instrument muzyczny, portugalski adufe, który jest niejako spuścizną po Maurach zamieszkujących niegdyś portugalskie ziemie. Niesamowita interpretacja Senorha do Almortão oraz Cantiga Bailada przeniosły nas do mniej znanej, lecz niezwykle kulturalnie i muzycznie bogatej Portugalii, w regiony nie tak często odwiedzane przez turystów, przez co autentyczne i tak bardzo interesujące. Ta część katowickiego koncertu wywołała burzę najbardziej pożądanych przez Artystów reakcji. Publiczność była zachwycona i oczarowana żywiołowymi i dynamicznymi dźwiękami, które właśnie poznała, bo zdecydowana większość nie słyszała do tej pory ani adufe, ani utworów z regionu Beira Baixa.


Na koniec wróciliśmy wszyscy jeszcze do tawerny z fado i usłyszeliśmy dwa niezapomniane utwory Amálii Rodrigues – Barco Negro i Vou dar de beber a dor, które w wykonaniu Any zyskują nowych walorów, a jednocześnie sprawiają, że czujemy się jak w Lizbonie, gdzie niemal co noc rozbrzmiewają głosami różnych fadystów.
Nieoczekiwanie zbliżał się koniec koncertu. Po ponad 90 minutach bycia w świecie magii i krainie Portucalis wyczarowanej tego wieczoru przez Anę Laíns, nastał czas pożegnania. Na koniec Artystka podziękowała organizatorom i Filharmonii, firmie nagłaśniającej koncert, a przede wszystkim publiczności. Potem były jeszcze kwiaty dla całego zespołu, które w dalszej kolejności częściowo trafiły do publiczności. Ta nie chciała od razu wypuścić swojej nowej ulubionej Artystki i jej zespołu, nie obyło się więc bez bisów. Usłyszeliśmy jeszcze m.in. niezwykłą kompozycję – utwór z repertuaru podziwianej przez Anę Dulce Pontes z muzyką Ennio Morricone – Amor por Portugal (tekst Dulce Pontes). Jest to niezwykle emocjonalny, chwytający za serce utwór. Opowiada o miłości do Portugalii. Podczas wykonywania tej pieśni Artystka bardzo się wzruszyła, publiczność jednak wynagrodziła jej to owacjami na stojąco. Oto magia muzyki Fado.


Fado w Katowicach stało się faktem, a jego pierwsza odsłona przeszła do historii. Dla nas jako Stowarzyszenia to było duże wyzwanie, ale chyba nam się udało – co sądzicie? Jesteśmy zaszczyceni tym, że Ana Laíns przyjęła zaproszenie na ten koncert, a jednocześnie wdzięczni za jej pomoc i cenne wskazówki organizacyjne. Jesteśmy też dumni, że zyskaliśmy nowych tak wspaniałych przyjaciół, z którymi dane nam było spędzić kilka dni, pokazać Katowice, które się spodobały (akurat nie było za dużo smogu), naszą kuchnię (śląski żur zrobił furorę!)  i opowieści o naszym regionie. Mamy nadzieję, że zabrali ze sobą garść pozytywnych wspomnień. My swoje na pewno zachowamy na długo!


W tym miejscu jest też pora na podziękowania. Dziękujemy RMFClassic za bardzo nas zadowalającą współpracę redakcyjną. „DziennikowiZachodniemu”, zwłaszcza paniom Annie Ładniuk i Krystynie Augustyniak dziękujemy za publikację obszernych materiałów o Artystce. Dziękujemy Polsko-PortugalskiejIzbie Gospodarczej za promocję koncertu oraz patronom medialnym wydarzenia: portalowi „Wybieram Kulturę”, „Ultramarynie”, „Co Jest Grane24” i „GazecieWyborczej Katowice”. Dziękujemy też partnerowi wydarzenia, fundacji LegalnaKultura, za promowanie wydarzenia wśród legalnych źródeł, a także Radiu Wrocław Kultura (Ula Andruszko), Radiu Opole (Mariusz Majeran), Radiu Katowice i Telewizji Katowice. Marcinowi Kydryńskiemu dziękujemy za ciekawe zapowiedzi koncertu w audycji Siesta.
Bardzo dziękujemy wszystkim portalom internetowym oraz instytucjom za informowanie w swoich kanałach o naszym wydarzeniu, a także za możliwość dystrybucji ulotek i plakatów. Dziękujemy Instytutowi JęzykówRomańskich i Translatoryki UŚ (Sylwia Klos) oraz Instytutowi FilologiiRomańskiej UAM (Grażyna Jadwiszczak). Za informowanie o koncercie dziękujemy też warszawskiemu oddziałowi Instytutu Camõesa. Q Hotelowi w Katowicach dziękujemy za miłe przyjęcie Artystów, a sympatycznemu taksówkarzowi z Echo Taxi za profesjonalne usługi przewozowe. Za promowanie koncertu dziękujemy fantastycznym ludziom z wydawnictwa Claroscuro, a także innym Świadomym Wydawcom obecnym na Śląskich Targach Książki. Serdecznie dziękujemy też Filharmonii Śląskiej za cenne wskazówki dotyczące realizacji koncertu, za zaangażowanie Pani Elżbiety Huzior oraz za fachową obsługę i pomoc w dniu koncertu, a panu Romanowi Huziorowi za piękne zdjęcia z koncertu. Krzysztofowi Rosenbergerowi dziękujemy za koleją porcję fantastycznych zdjęć oraz finansowe wsparcie, bez którego koncert nie mógłby się odbyć. Za zaangażowanie dziękujemy też Justynie Kłaczany, a Oli Tarnawie za zaprojektowanie plakatów promocyjnych i loga Fado w Katowicach. Za fachowe konsultacje z dziedziny księgowości dziękujemy Annie Kłaczany, natomiast wszystkim członkom Stowarzyszenia zaangażowanym w organizację koncertu dziękujemy szczególnie. I liczymy na Was wszystkich przy realizacji kolejnych wydarzeń.
Ubolewamy nad tym, że nie udało nam się pozyskać finansowego wsparcia sponsorów oraz udzielenia patronatu honorowego przez Ambasadę Portugalii w Warszawie.

Dziękujemy wszystkim za przybycie. Nieście w świat pozytywną energię, jaką przekazała Wam Ana Laíns wraz ze swoim Portucalis i polecajcie jej muzykę!

Autorami zdjęć są Roman Huzior i Krzysztof Rosenberger



Paulo Loureiro & Ana Laíns
Brubo Chaveiro
Carlos Lopes & Ana Laíns
Paulo Loureiro & Ana Laíns
Bruno Chaveiro & João Coelho



Próba - Carlos Lopes i Bruno Chaveiro

Próba - Ana Laíns i zespół
Na chwilę przed rozpoczęciem

piątek, 2 listopada 2018

Fado i saudade są w DNA Portugalczyków − wywiad z Aną Laíns

Carlos Lopes & Ana Laíns (źródło zdjęcia tutaj)
Czym jest dla Ciebie muzyka? Skąd się wzięła w Twoim życiu?
Nie pamiętam siebie bez Muzyki! Śpiewam, odkąd byłam małą dziewczynką. Miałam 6 lat, kiedy pierwszy raz zaśpiewałam publicznie. Wierzę, że mogę powiedzieć, że Muzyka to nie tylko moja „praca”. Prawie wszystko, co przeżyłam i co mnie uszczęśliwiało, zawsze było konsekwencją mojej Muzyki. Poznałam mojego męża z powodu muzyki. Podróżuję po świecie z powodu muzyki. Stałam się kobietą pasjonującą się muzyką swojego kraju z powodu muzyki. Muzyka to moje życie!
 Jak się zaczęła Twoja przygoda z Fado? Skąd taki wybór gatunku i jaki jest Twój stosunek do tradycji Fado?
Zaśpiewałam moje pierwsze Fado w wieku 15 lat, więc to nie był mój pierwszy wybór. I myślę, że nie wybrałam ani Fado, ani żadnego innego portugalskiego gatunku muzycznego. To po prostu się stało! Wszyscy portugalscy muzycy mają kontakt z Fado, ponieważ jest to naturalna część naszej kultury. Zaciekawiło mnie, kiedy po raz pierwszy je zaśpiewałam! Zaczęłam więc słuchać Amalii, Fernandy Marii, a szczególnie Dulce Pontes, której twórczość miała na mnie największy wpływ.
Zawsze mówię, że nie jestem „fadistą”. Jestem portugalską piosenkarką muzyki tradycyjnej, która śpiewa także Fado.
Muzyka portugalska jest bardzo bogata i pełna różnych i interesujących tradycji, ponieważ przez stulecia byliśmy najeżdżani przez różnych ludzi, na przykład Maurów, Rzymian itd., ale także kolonizowaliśmy i odkrywaliśmy ludzi na całym świecie. Jesteśmy więc genialną mieszanką muzyczną wszystkich tych wpływów.
Śpiewam Fado z Lizbony, Toadę z Beiry Baixa grając na portugalskim adufe, śpiewam w „Mirandês” naszym drugim oficjalnym języku portugalskim. A Portucalis, mój ostatni album, jest bardzo reprezentatywny dla tej „portugalskości”, która inspiruje mnie każdego dnia!
Co według Ciebie sprawia, że ta muzyka jest ponadczasowa i przyciąga fanów na całym świecie, także w Polsce? I jak widzisz przyszłość tego gatunku?
Nigdy nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie! Ale spróbuję…
Wierzę, że ma to coś wspólnego z etniczną ciekawością, pięknem języka portugalskiego, dźwiękiem z nieba, gdy gra portugalska gitara, a przede wszystkim z intensywnością ekspresji naszego śpiewu. Jest to bardzo „czysty” stan duszy! Ludzie na całym świecie mają te same uczucia. Nawet jeśli nie rozumieją tekstów piosenek, mogą poczuć „prawdę” duszy. Dusza nie ma języka, jest uniwersalna.
Ana Laíns grająca na tradycyjnym portugalskim instrumencie adufe
(źródło zdjęcia tutaj)
Czy twoim zdaniem każdy dobry fadysta nosi w duszy saudade?
Saudade jest we krwi każdego Portugalczyka!!! (Ahahahah) Poczucie rodzaju stałej nostalgii jest częścią tożsamości naszej duszy! I tak, może z tego powodu Fado jest tak wyjątkowe. To jest jak „siła” tango lub flamenco! Hiszpańska i południowoamerykańska tożsamość jest całkowicie reprezentowana przez ich taniec! I te różnice między ludźmi sprawiają, że świat jest tak interesujący!
Jaką Twoim zdaniem rolę odgrywa język portugalski w Fado? Fado zaśpiewane po angielsku byłoby tą samą muzyką?
Nie ma mowy! Język portugalski jest również odbiciem naszego DNA! A to DNA jest najważniejszą rzeczą w Fado.
A o czym są teksty, które śpiewasz? Niektóre piszesz sama…
Śpiewam życie! A przede wszystkim śpiewam moje życie, moje uczucia, moje pytania, moją żarliwość, moją siłę... Lubię zagłębiać się w zawiłości ludzkich uczuć... zawsze szukamy siebie samych i lubię „pomagać” swoim śpiewaniem! Mój ostatni album jest poświęcony przede wszystkim ludzkiemu dualizmowi. Dualizm jest bardzo ważną kwestią, jeśli chodzi o nasze rozumienie ludzkości!
Jakiej muzyki słuchasz na co dzień? Kogo podziwiasz?
Słucham każdego rodzaju muzyki. To zależy tylko od mojego ducha!
Muzyka karmi nasze ciało, naszą duszę i w zależności od dni, czasami potrzebujesz jednej rzeczy, a innym razem drugiej!
Uwielbiam Lorenę Mckennitt, która karmi moją duszę... Się, która karmi moje ciało... Idana Raichela, który karmi i jedno, i drugie (ahahaha)
Nie słucham Fado! Tylko gdy śpiewam w miejscach związanych z Fado, słucham go na żywo! Ale słucham takich artystów, jak Adufa, Brigada Vitor Jara, Xicara, Dulce Pontes, itd... wszystko to są bardzo interesujące portugalskie projekty!
A czy masz ulubionego artystę Fado? Jednego pewnie trudno wymienić…
Amália, Maria Teresa de Noronha, Fernanda Maria, Camané!
Co Cię inspiruje na co dzień?
Proste rzeczy.
Prostota. Miłość. Uśmiechy. Uczciwość. Natura. Zapach natury. Obejmowanie świata życzliwością. Równość, parzystość. Gotowanie dla tych, których kocham i widzę ich twarze, kiedy jedzą. Kawa z moimi przyjaciółmi. Moja matka. Mój ojciec. Talent. Wiara. Bardzo proste rzeczy...
Twoja ostatnia płyta to Portucalis, która ukazała się pod koniec ubiegłego roku. To wspaniała porcja pięknej muzyki inspirowanej nie tylko Fado, ale także muzyką z różnych regionów Portugalii. Zaprosiłaś też wspaniałych gości. Opowiedz, jak ją przygotowywałaś, dlaczego zaprosiłaś tych, a nie innych artystów do duetów, napisania muzyki i tekstów? O czym opowiada ta płyta?
Powiedziałbym, że jest ona inspirowana przez portugalskość, w tym także Fado.
Nagrywałam ją 8 lat po Quatro Caminhos, moim drugim albumie. Zajęło mi 8 lat, aby poczuć się gotowym na przyjęcie mojej stuprocentowo portugalskiej charyzmy! Musielibyście zwiedzić Portugalię z północy na południe, wypić każde wino, spróbować każdego jedzenia, przemierzyć każdą drogę, posłuchać wszystkich instrumentów etnicznych, aby zrozumieć moją pasję do mojego kraju!
To jest wiadomość. Portucalis to kraj moich marzeń. Chciałabym, żeby każdy Portugalczyk mógł zobaczyć go takim, jak widzę go ja! Chciałabym, aby każda osoba na świecie mogła poczuć, że jest to kraj taki, jakim ja go czuję.
Wykonanie tego przesłania stało się łatwiejsze poprzez zbudowanie procesu, w którym wybrałam moich muzyków! Wszyscy oni bardzo dobrze mnie znają. Paulo Loureiro, który zna mnie lepiej niż ja sama, był producentem i dyrektorem muzycznym, ale ten album jest wynikiem duszy każdego muzyka biorącego udział w tym projekcie.
Poza tym, jak już mówiłam, chciałam opowiadać o dualności, znalazłam więc sposób, aby o tym mówić w każdym tekście, w każdej piosence, ponieważ o pewnych rzeczach możemy też „mówić” bez słów... poprzez wybory, decyzje, które podejmujemy, itd...
Zaprosiłam więc autorów tekstów piosenek, którzy mnie znają i głęboko rozumieją mój sposób postrzegania świata!
Mafalda Arnauth zna mnie tak dobrze, że mogłaby być moją psychoterapeutką (ahahah)
Luís Represas reprezentuje bardzo ważny rodzaj piosenkarzy, którzy od zawsze poświęcają swoją twórczość portugalskości, a więc on broni tego samego, co ja.
Ivan Lins to moje marzenie, które się spełniło. A najbardziej niesamowitą rzeczą jest to, że wybrał mnie do współpracy, nie wyobrażając nawet sobie, jak bardzo jego muzyka jest dla mnie ważna.
Filipe Raposo gra na pianinie w taki sposób, że czuję jakbym to była ja. Gdybym umiała grać na fortepianie, chciałabym robić to z jego niesamowitą wrażliwością.
Po raz pierwszy połączyłam na płycie dźwięk adufy i Fado – coś, co robię na moich koncertach od prawie 20 lat... I było to niemalże zabronione.
Ana Laíns & Sebastião Antunes, współtwórca utworu A Verdade da Mentira
 z płyty Portucalis (fot. Krzysztof Rosenberger)
Tym razem czułam, że mam prawo „krzyczeć”: To ja! Zdecyduj się! Jak sobie życzysz!
A co oznacza tytuł Portucalis?
Nic. Ale dla mnie, tak jak wcześniej powiedziałam, jest to wymyślone przeze mnie słowo, które reprezentuje Portugalię moich marzeń.
Podobno lubisz być nazywana „kolorowym piosenkarzem”, to prawda? Co to oznacza?
Pewien portugalski dziennikarz użył takiego wyrażenia – spodobało mi się i zaadoptowałam je. Określa ono typ piosenkarza, który nie wykonuje określonego gatunku. Ja łączę je wszystkie i moja muzyka jest wynikiem wszystkich kolorów tradycyjnej muzyki portugalskiej i ludowej.
W 2010 roku nagrałaś dwa bardzo piękne utwory na płytę Beto Betuka Catavento, gdzie byłaś gościem obok wielu innych wybitnych osobistości muzycznych. Często przyjmujesz tego typu propozycje współpracy?
Tak. Dzielenie się muzyką z innymi kolegami jest jedną z najbardziej uczciwych rzeczy, które muzycy mogą zrobić! Zawsze przyjmuję tego rodzaju zaproszenia, jeśli czuję nić połączenia. Jeśli nie – odmawiam. Po prostu.
A jak doszło do nagrania piosenki z Boyem Georgem? Śledzisz jego twórczość?
Szczerze mówiąc nie! Ale bardzo go szanuję. Kiedy mnie zaprosił, poczułam że to bardzo dziwna rzecz… jednocześnie pomyślałam, że to będzie bardzo ciekawy sposób, by pokazać mój głos w Anglii i przełamać mury. Muzyka potrzebuje przełamywania murów i budowania mostów. On znalazł mnie na My Space i skontaktował się z moją wytwórnią! To był szok, ale też bardzo miłe doświadczenie.
Na wspomnianej płycie Beto Betuka zaśpiewała też w kilku utworach polska piosenkarka Anna Maria Jopek, która nagrała kiedyś portugalską płytę z udziałem artystów z Twojego kraju. Słyszałaś może o tej artystce?
Tak, i bardzo ją lubię. Pracowała też z Pathem Methenym i tak poznałam jej głos.
Miałaś może jakiś kontakt z polską muzyką?
Tylko z Anną Marią oraz z piosenkarką, która nazywa się Dominika Ziemnicka. Znam też mazurka – polski styl taneczny. Chyba się nie mylę?
Skoro jesteśmy przy Polsce – przyjedziesz tutaj po raz pierwszy na koncert. Co wiesz o naszym kraju, jakie masz wyobrażenia?
Cóż, słyszałam, że w Polsce są najpiękniejsze dziewczyny na świecie (ahahahah) i nie jestem pewna, czy to mi się podoba!!!!! (Ahahahah)
Często słyszę też, jak moi koledzy mówią, że polska publiczność jest bardzo zainteresowana i ma wiedzę na temat Fado! Biorąc pod uwagę, że moja muzyka jest nieco inna od tradycyjnego Fado, jestem bardzo ciekawa, jaka będzie reakcja polskiej publiczności!
Jakie jest najdziwniejsze miejsce, w którym występowałaś?
Na pewno śpiewałam w wielu dziwnych miejscach, chociaż w tej chwili żadnego nie mogę sobie przypomnieć…
Pewnego dnia napiszę książkę o życiu muzyków w drodze, bo podczas takich podróży wszystko może się zdarzyć. Loty, za którymi tęsknimy, to że źle się czujemy przed koncertami, a mimo to wciąż musimy śpiewać…
Podczas mojego ostatniego koncertu w Stambule, we wrześniu, 30 minut przed koncertem zdałam sobie sprawę, że nie mam ze sobą żadnych kosmetyków do makijażu! Zostawiłam wszystko w Niemczech, gdzie śpiewałam dzień wcześniej. Wpadłam w panikę i poprosiłam o pomoc producenta, który w 10 minut obdzwonił wszystkie swoje przyjaciółki i przyniósł mi tyle kosmetyków, że wystarczyłoby mi ich do końca życia! 
Teraz przypominam sobie koncert, który miał się odbyć na placu w małej portugalskiej wiosce, jednak zaczęło mocno padać i cała impreza została przeniesiona do budynku straży pożarnej. Scenerią mojego występu były samochody strażackie, które się tam znajdowały. I nie miałam makijażu!!
Byłaś ambasadorką języka portugalskiego z okazji celebrowania ośmiu wieków tego języka. Jak do tego doszło i z czym to się wiązało?
Zostałam zaproszona przez Portuguese Comité do wzięcia udziału w obchodach ośmiu wieków języka portugalskiego. Ich prezes usłyszał jak śpiewam podczas wydarzenia państwowego dla prezydenta Portugalii Cavaco Silvy, słyszał jak bronię naszego języka i poetów. Podszedł do mnie i zaprosił mnie do reprezentowania portugalskiej muzyki i poezji podczas tego wydarzenia.
Byłam producentem różnych koncertów, które odbywały się w ramach obchodów, ale najważniejszy był koncert zamykający, z udziałem ośmiu krajów używających języka portugalskiego, z muzykami i poetami z każdego z nich. To był jeden z najbardziej niesamowitych koncertów w moim życiu, a do tego ogromna odpowiedzialność.
A jakie jest Twoje ulubione portugalskie słowo?
Pneumoultramicroscopicossilicovulcanoconióticos – najdłuższe portugalskie słowo w naszym słowniku.
Przywiązujesz dużą wagę do tekstów swoich piosenek. Czy literatura piękna ma w Twoim życiu jakieś szczególne miejsce? Jakie książki czytasz, masz swoich ulubionych pisarzy?
Jest kilku poetów i pisarzy, których podziwiam! Moją ulubioną portugalską poetką jest Florbela Espanca, której teksty również śpiewam. Kocham również Camõesa, także ze względu na odpowiedzialność za moją pasję do języka portugalskiego. Fernando Pessoa, Sophia de Mello Breyner, Natália Correia, Ary dos Santos, Mia Couto, itd. Ale lubię też takich autorów, jak Ruben Dario z Nikaragui, Pablo Neruda i innych zagranicznych pisarzy i poetów.
Uwielbiam czytać! Nie tylko poezję, ale prozę. Czytanie daję szansę na stworzenie swojego własnego świata za pomocą słów utalentowanych pisarzy i ucieczkę z „prawdziwego świata”.
Jakie są Twoje ulubione miejsca w Portugalii? Mieszkasz w Lizbonie, ale pochodzisz z innego regionu kraju. Często tam wracasz?
Jestem całkowicie zakochana w moim kraju! Urodziłam się w regionie Ribatejo w centralnej Portugalii, lubię więc wieś i kontakt z naturą. Jednak w pełni wierzę, że Portugalia jest małą „potpourri” wypełnioną historią, pięknem, morzem, dobrym jedzeniem i winem, a także tradycją. Większość osób odwiedzających Portugalię zostaje jedynie w Lizbonie i Porto. A mamy przecież obwód dwunastu historycznych portugalskich wsi, które ja uwielbiam odwiedzać (Castelo Rodrigo, Sortelha, Monsanto, Castelo Novo, Castelo Mendo, itd.). Co roku na początku stycznia biorę parę dni wolnego i podróżuję śladem tego szlaku. Działa to na mnie odradzająco, daje mi siłę i odwagę, których potrzebuję do końca roku. Czuję wówczas połączenie z moimi korzeniami!
Lubisz jeść? Jaka jest Twoja ulubiona kuchnia, potrawa? Słyszałaś coś o polskiej kuchni? Ponoć Mariza zawsze gdy jest w Polsce zajada się naszymi pierogami…
Opowiem o polskim jedzeniu w moim następnym wywiadzie (ahaha), po moim pierwszym występie w Waszym kraju!
Uwielbiam jeść! To jest to, co najbardziej lubię w moim życiu!!! No i kocham portugalską kuchnię, ale także tę z innych części świata. Uczenie się, jak doceniać typową dla danego regionu kuchnię jest sposobem na zrozumienie i poszanowanie dziedzictwa ludzkości. Uwielbiam kuchnię indonezyjską, włoską turecką, marokańską, japońską, brazylijską… mocne i charakterystyczne smaki J
Ulubione miejsce na Ziemi? Poza Portugalią J
Świat jest moim domem. Chciałabym móc odwiedzić wszystkie narody świata. Im więcej podróżujemy, tym bardziej stajemy się tolerancyjni i rozumiemy innych. Byłam już w wielu miejscach i podobały mi się wszystkie. Ale w dalszym ciągu nigdy nie byłam w Belize (Great Blue Hole), w Peru (Machu Picchu), na Malediwach, Bora Bora, w Buthanie czy w Ziemi Ognistej na południu Argentyny. Mam nadzieję, że pewnego dnia będę mogła zobaczyć wszystkie te niesamowite miejsca!
Chciałabyś coś powiedzieć swoim polskim fanom, których teraz pewnie przybędzie?
Wiem, że powiem im: Miło mi Cię poznać, czy chcesz być moim przyjacielem?”. Ja nie mam fanów, mam przyjaciół! J

Ana Laíns z zespołem (źródło zdjęcia tutaj)


poniedziałek, 22 października 2018

Ana Laíns – „Sentidos” + KONKURS

Sentidos to debiutancka płyta Any Laíns, choć ukazała się w 2006 roku, po kilku latach od rozpoczęcia przez nią działalności na muzycznej scenie. Artystka nagrywała wcześniej różne utwory na kompilacje z muzyką fado i nie tylko, a w 2005 roku weszła do studia z zamiarem nagrania swojej pierwszej płyty. Do współpracy przy produkcji krążka zaprosiła Diogo Clemente, wybitnego portugalskiego gitarzystę i producenta. Choć potem produkował on wiele płyt innych artystów, jak Carminho, Mariza czy Raqel Tavares, Sentidos była jego producenckim debiutem.

Płyta pt. Sentidos zwróciła powszechną uwagę w prasie portugalskiej i międzynarodowej. W Portugalii nazwano ją „wielkim objawieniem” i uważano za pewnego rodzaju punkt zwrotny we współczesnym fado, przynoszący nowe muzyczne brzmienie i wyjątkową świeżość głosu Artystki. Także brytyjski magazyn „Songlines” wyróżnił ją pochwałą jako współczesny wyraz fado i znak siły portugalskiej sceny muzycznej.

Ana Laíns interpretuje na krążku wiersze takich autorów, jak Florbela Espanca, Lydia Oliveira, Helder Moutinho i Antonio Ramos Rosa, a wśród autorów muzyki są Jorge Fernando (ten, który dopiero co występował w Polsce na koncertach z Fábią Rebordão), Diogo Clemente, Miguel Ribeiro, João Pico czy Fernando Araújo. Trasa promocyjna obejmowała całą Portugalię, ale także Hiszpanię, Belgię, Holandię, Rosję czy Grecję.


To płyta „prawdziwa”,  ukazuje współczesne podejście artystki do fado, które jak wiemy na przestrzeni lat ewoluowało. Znajdziemy tu utwory na wzór kołysanek, które przenoszą nas do czasów dzieciństwa, ale tego z naszych wyobrażeń; a z drugiej strony jest też prawdziwe fado w najbardziej klasycznej formie. I jak już wtedy u Any  – mnóstwo różnych wpływów portugalskiej muzyki tradycyjnej.

Ana zaśpiewa kilka utworów z tej płyty na katowickim koncercie - 9 listopada 2018 roku w Filharmonii Śląskiej. Będzie to pierwszy występ Artystki w Polsce, i zapewne jedyny w tym roku. Nie przegapcie!!

KONKURS
Dla uczestników koncertu mamy niespodziankę – wśród osób, które do 7 listopada 2018 r. kupią bilety na koncert rozlosujemy płytę Sentidos z autografem. Pięć kolejnych osób otrzyma natomiast plakat z dedykacją od Any! Więcej o konkursie tutaj. Po bilety zapraszamy na Ticketmaster lub do partnerów – Empik, Media Markt lub Saturn.

Puco tempo

Eu

O fado que me traga