Przejdź do głównej zawartości

Książki


Historia fado 

Rui Vieira Nery

tłum. Grażyna Jadwiszczak

 Replika 2014


Historia Fado to niezwykła pozycja książkowa, zwłaszcza jeśli chodzi o nasz rynek. niezwykła przez sam fakt, że została przetłumaczona na język polski. Słowa pochwały należą się wydawcy za podjęcie się wydania tej niezwykle cennej jeśli chodzi o wiedzę na temat fado książki. Tym bardziej cennej u nas, gdzie ten gatunek nie jest jakoś super powszechny, a wiadomości o nim są jeszcze skromniejsze. A właściwie były, bo zaległości nadrabia dzieło portugalskiego badacza gatunku Rui Vieiry Nery.
Wydanie, które ukazało się w Polsce nakładem Wydawnictwa Replika jest tłumaczeniem drugiego wydania portugalskiego z roku 2012, poprawionego i uzupełnionego. Pierwsze ukazało się w Portugalii w 2004 roku.
Drugie wydanie zostało opatrzone wstępnym rozdziałem zatytułowanym Osiem lat później 2012. Autor w skrócie charakteryzuje w nim panoramę fado na tle portugalskiego społeczeństwa w pierwszej dekadzie XXI w., która w pierwszym wydaniu w zasadzie nie mogła być omówiona, nie licząc trzech pierwszych lat. Tymczasem autor zauważa dwa ważne zjawiska. Pierwszym z nich jest wzmocnienie dynamicznej ekspansji gatunku fado, która rozpoczęła się już w latach 80. XX w. zarówno w kraju, jak i za granicą. Drugą ważną i charakterystyczną rzeczą dla wspomnianego dziesięciolecia było zakończenie historycznej debaty na temat polityczno-ideologicznej wierzytelności i estetycznej godności tego gatunku. O tym, że debata ta toczyła się niemal od początku istnienia fado przekonamy się czytając książkę, bo wątek przewija się właściwie przez wszystkie jej rozdziały. W rozdziale wstępnym autor omawia także rozwój gatunku, który można obserwować w ostatnich latach w mediach (np. powołanie i działanie z sukcesem radia Amália), w ilości sprzedawanych płyt z muzyką fado (sporo przeważającej nad innymi gatunkami muzyki portugalskiej), czy po prostu w ogólnonarodowej akceptacji gatunku, powodującej odkrywanie na nowo zasłużonych dla niego postaci czy wydarzeń. Autor poświęca też uwagę nowym twórcom i wykonawcom, którzy pojawili się pod koniec lat 90. XX w. i na początku XXI w. i w poprzednim wydaniu zostali właściwie tylko wspomniani. To cała plejada doskonale znanych nam dzisiaj wykonawców, wśród których są Mísia, Cristina Branco, Aldina Duarte, Katia Guerreiro, Mariza, Ana Moura, Carminho, Cuca Roseta, Joana Amendoeira, Mafalda Arnauth, Ricardo Ribeiro, Teresa Tarouca, Raquel Tavares, Gonçalo Salgueiro, Helder Moutinho, jego brat Pedro, Duarte, Marco Rodrigues i inni. Autor nie pomija też zasług starszego pokolenia, wymieniając zasługi Carlosa do Carmo, Argentiny Santos, Paula de Carvalho, Ruia Veloso i wielu innych. Niewątpliwie jednym z najważniejszych wydarzeń było wpisanie fado w 2010 roku na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Kultury Ludzkości UNESCO, do czego przygotowania rozpoczęto w 2004 roku (autor omawianej książki miał w tym spory udział i zasługi). Więcej tutaj.

Antonio Muñoz Molina - Zima w Lizbonie
przeł. Wojciech Charchalis
Dom Wydawniczy REBIS 2016


Muzyka jest jednym z bohaterów książki, a dokładnie utwór Lizbona skomponowany przez Billego Swana, członka i szefa zespołu, w którym występował Santiago Biralbo, a właściwie już wtedy Giacomo Dolphin. Skąd ta zmiana nazwiska, jakie wydarzenia do tego doprowadziły dowiecie się czytając powieść. W każdym bądź razie większą część historii poznajemy z opowieści Billego Swana, a nam, czytelnikom opowiada ją narrator, dawny przyjaciel Biralba.

Bohaterów poznajemy w Madrycie, w klubie nocnym „Metropolitano”, gdzie występuje grupa Giacomo Dolphin Trio. Narrator spotyka tam Biralba po kilkuletniej przerwie, i to spotkanie jest niejako inspiracją do opowiedzenia historii muzyka. Historii, w której oprócz jazzu dużą rolę odegrała nieszczęśliwa miłość. Pojawia się Lukrecja i już samo jej imię wydaje się trochę niesamowite, trochę wzbudzające strach, że na pewno będą z nią kłopoty. I po części są to uzasadnione obawy. Lukrecja i Biralbo zakochują się w sobie, mimo iż ona jest żoną innego, Malcolma, który zresztą na początku tej historii oszukał Biralba. Jednak to miłość tych dwojga kochanków, ukrywających się ze swoim uczuciem w hotelach na godziny, namieszała sporo w dalszym biegu opowiedzianej historii. W kolejnych rozdziałach Lukrecja i pianista co jakiś czas spotykają się w różnych miejscach, a także korespondują ze sobą, gdy Lukrecja i Malcolm wyjeżdżają do Berlina. Ta korespondencja też ma znaczenie dla rozwoju akcji, niespiesznej zresztą, aczkolwiek wciągającej.

Pomiędzy stronami poznajemy ten wątek powieści, w którym Lukrecja z Macolmem są poza San Sebastian, początkowym miejscem zamieszkania wszystkich bohaterów i miejscem początku całej historii (na początku wspomniałem o Madrycie, tam jednak zaczyna się opowieść, jednak nie jej początki). Małżonek bohaterki prowadzi nielegalne interesy związane m.in. z handlem sztuką. Jeden z wątków opowiada o tym, co wydarzyło się pewnej sylwestrowej nocy, którą Lukrecja i Malcolm spędzają z inną parą dosyć nieprzyjemnych typów. Ba, nieprzyjemnych to mało powiedziane. Nie chcielibyście ich spotkać na ulicy nawet w dzień. Na chwilę pojawia się jeszcze kolejny bohater o pseudonimie Portugalczyk, jednak jego los jest raczej przesądzony. Dowiecie się dlaczego. Ta noc sprawiła, że Lukrecja odważyła się odejść od męża, wiedząc jednocześnie, że skazuje się na ciągłą ucieczkę i ukrywanie się przed wyżej wymienionymi typami. To wówczas wraca na chwilę do San Sebastian i opowiada swoją wersję tej historii dawnemu kochankowi, którego uczucia do Lukrecji ożywają w jednej chwili. W wyniku różnych postanowień tych dwojga wraca temat Lizbony, już nie tylko w piosence. Ale czy kochankowie docierają tam razem? Nie zdradzę, by nie psuć Wam lektury. Napiszę tylko, że o naszym ulubionym mieście Biralbo, który, tak, znalazł się tam, opowiada tak, jakbyśmy oglądali stary czarno-biały film z niespieszną akcją, dobrą muzyką i doskonale kadrowanymi scenami. Trochę oddaje to okładka książki (mimo iż zdjęcie na niej jest współczesne). Nie padają żadne nazwy miejsc, mijanych ulic i placów poza Birmą. No właśnie, Birma w Lizbonie to coś, co też przeplata się od początku tej historii. W końcu wraz z Biralbem poznajemy to miejsce. Wtedy też dowiadujemy się, również razem z naszym jazzmanem, o pewnym cennym obrazie. W poprzednim moim poście o Zimie w Lizbonie, dotyczącym innego wydania książki (tutaj), napisałem o jakiego malarza chodzi, wnikliwym pozostawiam odnalezienie tej informacji (zamiast w poście polecam jednak w książce). Czy Lukrecja albo jej były (?) mąż również mają z tym coś wspólnego? Nawet niezbyt uważna lektura pozwoli Wam odpowiedzieć na te pytania.

Tymczasem z opisów Lizbony Biralba wiemy, że błądząc zaspanymi uliczkami mija tramwaj, wjeżdża windą Santa Justa do górnej części miasta, a z dworca Casis do Sodre ciemną nocą jedzie pociągiem do Cascais, jednak nie wysiada na ostatniej stacji. Cóż to zresztą była za jazda! W Cascais odnajduje dom, Quinta dos Lobos, który był celem jego podróży. Ciekaw jestem, jakie jeszcze miejsca w Lizbonie i okolicach rozpoznacie Wy po przeczytaniu powieści. I jak Wam się podoba taka Lizbona, której niby w książce nie ma zbyt wiele, a jednak snuje się przez całą historię... Waszej ocenie pozostawiam też, czy książka rzeczywiście zasługuje na pochwały. Więcej tutaj.


Gonçalo M. Tavares – Przypadki Lenza Buchamnna  
przeł. Wojciech Charchalis
Wydawnictwo Literackie 2015
Portret psychologiczny bohatera na wskroś złego. Oj jak mnie wkurzał ten facet − Lenz Buchmann, któremu czytając chce się życzyć źle i jednocześnie nie można przestać być zaciekawionym, co jeszcze złego zrobi. A tymczasem książka zaczyna się nieco zabawnie – od inicjacji seksualnej bohatera, którą wymusza na nim ojciec. Ojciec, do którego potem bohater w życiu się odwołuje, ale w taki sposób, by usprawiedliwiać swoje zło. Nawet nie usprawiedliwiać, bo on nie uważa że to, co robi należy usprawiedliwiać. Gdy jeszcze jest lekarzem chirurgiem zabija, bo uważa, że tak powinien. Potem porzuca zawód na rzecz polityki, nie przestając być złym człowiekiem i bezwzględnym mordercą. To wręcz narasta. Jednocześnie uchodzi za przykładnego obywatela − najpierw szanowanego lekarza, potem uznanego polityka i szefa partii. Gdy u niego wykryto nowotwór, i gdy zostają o tym poinformowani czytelnicy, nie ma mowy o współczuciu dla Lenza Buchmanna. Ja jako czytelnik ucieszyłem się, że w końcu mu się to przytrafiło. Też jest we mnie zło, jak i w każdym z czytelników, bo zapewne każdy z nich ucieszył się czytając o chorobie bohatera. A może jednak nie? 
  

Na ostatniej stronie okładki czytamy: „Ta obłędna biografia bohatera uosabiającego dzisiejsze zło pokazuje, w jak niepokojąco mistrzowski sposób mieszkający w Lizbonie pisarz wypełnił lukę w literaturze światowej, jak w lustrze swej wyobraźni odzwierciedlił szaleństwo, władzę i chorobę”. Szaleństwo, władza i choroba – te słowa w całości oddają treść książki. Dotyczą bohatera, który jest uosobieniem współczesnego zła, ale też zła w ogóle. Autor wykazuje się tutaj niezwykłym kunsztem literackim wnikając w umysł bohatera i ukazując drzemiące w nim pokłady zła jako coś, co może tkwić w każdym z nas lub coś z czym każdy z nas może spotykać się w innych. Jednocześnie mamy odczucie, że są to sprawy, które niepokoją Tavaresa we współczesnym świecie, i które próbuje w jakiś sposób okiełznąć poprzez uosobienie ich w postaci Lenza Buchanna. Książkę polecam, aczkolwiek jest to lektura dosyć ciężka, i na pewno nie każdemu się spodoba.

Więcej tutaj
 
Gonçalo M. Tavares – Panowie z dzielnicy 
rys. Rachel Caiano; przeł. Michał Lipszyc
Świat Książki 2007
To bardzo ciekawa, w pewnym sensie (a może po prostu?) zabawna książka. Składa się z sześciu opowiadań będących jednocześnie sześcioma portretami dziwaków zamieszkujących tę samą dzielnicę. Panowie są absurdalnie oryginalni, a słowo dziwak do każdego z nich pasuje jak ulał. Te filozoficzne przypowiastki, jak możemy nazwać opowiadania, są dodatkowo opatrzone graficznymi ilustracjami autorstwa Rachel Caiano, uzupełniającymi treść opowiadań. Bohaterowie rozdziałów to Valéry, Henri, Brecht, Juarroz, Kraus i Calvino. 
Każdy z nich ma jakieś dziwactwa. Jeden jest niskiego wzrostu, więc skacze by dorównać innym. Następny przechowuje pustkę w szufladzie i jest ona dla niego rzeczą bezcenną. Kolejny uważa że absynt, jego sens życia, został wynaleziony wcześniej niż inteligencja, a jeszcze inny, mój ulubiony, zawsze ma przy sobie sześć egzemplarzy tej samej książki. Któryś z nich każdą ulicę przemierza w innej parze butów, co sprawia mu trochę problemów. Chyba któregoś pominąłem… Był jeszcze taki, który codziennie na świeżym powietrzu otwierał książkę na innej stronie, tak by słońce mogło ją poczytać. Nie jestem pewien, czy to on miał w walizce kilka egzemplarzy jednego tytułu... 
Więcej tutaj

Gonçalo M. Tavares – Jeruzalem  
przeł. Michał Lipszyc
Świat Książki 2010
Na wewnętrznej stronie okładki czytamy: „Jest środek nocy w wielkim mieście. Śmiertelnie chora Mylia, cierpiąca na schizofrenię nagle postanawia pójść do kościoła. Jej były mąż, lekarz psychiatra Theodor, owładnięty manią zrozumienia całej ludzkości, chce znaleźć sobie prostytutkę. Hanna, »niepospolita« dziwka, wyrusza właśnie, by znaleźć klienta. Jej przyjaciel, naznaczony wojną Hinnerk, też wychodzi z domu, z naładowaną bronią…”. 
Kim naprawdę są ci ludzie? Co jeszcze ich łączy? Co stanie się, nim nadejdzie świt? Co zdarzy się w Noc Prawdy?
 
Bardzo zgrabna zachęta sprawia, że chce się przeczytać tę książkę. Intrygująca wydaje się postać Mylii, zastanawiający jest jej były mąż – ciekawe, czy prostytutką, którą weźmie sobie tej nocy będzie Hanna? I czy w ogóle dojdzie do takiej sceny? W końcu w tym samym czasie ma pojawić się jeszcze ktoś z naładowaną bronią, a opis powyżej sugeruje,

że wszyscy raczej się spotkają tej nocy. Tylko czy wszyscy naraz, czy może jakoś etapami? Każdy z każdym po kolei? 

Powieść Tavaresa można zakwalifikować jako psychodramę. W momencie wydania została okrzyknięta najlepszą i najgłośniejszą książką pisarza. José Saramago ogłosił, że „Jeruzalem to świetna książka, która w pełni zasługuje na swoje miejsce pośród wybitnych dzieł literatury zachodniej”. Giulia Lancii napisała natomiast: „Pisarstwo Tavaresa jest surrealistyczne, zabawne, poetyckie, głębokie i dramatyczne… to mała bomba, która burzy wszelkie ograniczenia i standardowe wzorce”. Obie wypowiedzi wydrukowano na ostatniej stronie okładki powieści i czytając je nie sposób nie zainteresować się książką. Jest w niej wszystko: zło, dobro, Bóg, szaleństwo, choroba, mechanizmy ludzkiej pamięci i umysłu, niedomówienia i tajemnice. Książka jest mroczna, ale i wciągająca, katastroficzna i czasem szokująca ,ale jednocześnie refleksyjna... Mnie osobiście wciągnęła mimo początkowego „zagubienia” w treści i losach bohaterów.
Więcej tutaj
 

Miguel Sousa Tavares
Królik i Chopin
Wydawnictwo Rea-SJ 2015

Tytułowy królik jest głównym bohaterem, ma na imię Ismael i 52 braci. Spośród licznego potomstwa ojciec wybrał właśnie Ismaela na przekazanie mu swojej niezwykłej wiedzy i umiejętności, tak jak odbywało się to w jego rodzinie od wielu pokoleń. Nasz króliczy bohater poznaje więc tajemnice lasu, w którym znajduje się jego rodzinna nora, poznaje świat otaczających go roślin i obserwuje zwierzęta, podziwiając grę niektórych z nich nad dużym jeziorem nieopodal. Ojciec uczył też Ismaela, jak znaleźć jedzenie w różnych porach roku, zwłaszcza w zimowych miesiącach, gdy zwierzętom jest o nie trudniej. Młody królik dowiedział się, dlaczego oliwki są dostępne głównie jesienią, a świeże kwiaty wiosną, które zwierzęta są wrogami dzikich królików i z którymi żyją w zgodzie. – A teraz – powiedział jednego dnia – pokażę ci tych, którzy są naszymi wrogami, i jak należy ich unikać. [...] Ludzie są dziwni, Ismaelu. Nie zawsze wybierają to, co lubią, co sprawia, że są nieszczęśliwi. Na koniec Ismael poznał największy sekret swojej rodziny – umiejętność odczytywania ludzkiego pisma i rozumienia ludzkiej mowy.

Królik i Chopin jest debiutem Tavaresa jeśli chodzi o literaturę dla dzieci. Akcja rozgrywa się w naturalnym środowisku, w idyllicznym otoczeniu, gdzie na skraju dużego lasu znajduje się gospodarstwo. Zwierzęta żyją tutaj w czystej harmonii z naturą. Ale Ismael, poszerzając swoją wiedzę na temat świata, tego otaczającego go, i tego daleko wykraczającego poza linię horyzontu, jest niezwykle ciekawy tego, o czym tylko słyszał lub czytał. Codziennie zwiększając terytorium swoich eksploracji, dociera w końcu do dworu znajdującego się we wspomnianym, nieco opuszczonym gospodarstwie. Zwabia go muzyka, która wydaje mu się niezwykła, intrygująca i wkrótce okazuje się, że królik może jej słuchać godzinami. Okazuje  się, że w domu zamieszkał młody kompozytor, który codziennie wiele godzin poświęca grze na fortepianie. Jest poważnie chory, dlatego zamieszkał w domu na skraju lasu, gdzie świeże powietrze i natura mają mu pomóc w dochodzeniu do zdrowia. Pewnego razu Fryderyk Chopin, bo to on jest tym muzykiem, zauważa swojego słuchacza, który wbrew naukom ojca zapomniał się i dał się złapać. Zauważa go i ze zdumieniem stwierdza, że zwierzak słucha jego muzyki. Wkrótce okazuje się, że Ismael i Chopin nawiązali ze sobą kontakt, wypracowali pewną metodę i potrafią się porozumieć, co początkowo wprawia kompozytora w osłupienie. Nawiązuje się między nimi przyjaźń, która jednak ma swój przykry dla obu finał. Stan zdrowia Chopina pogarsza się i jest on zmuszony wyjechać na leczenie, wie już że prawdopodobnie nie wróci do domu na skraju lasu i do swojego króliczego przyjaciela. Postanawia mu to wynagrodzić i pisze dla niego specjalny, piękny utwór, który jest wyjątkowy – także dlatego, że jest tylko Ismaela. Otrzymuje on jego zapis nutowy i odtąd jest to największy skarb królika.



W portugalskich recenzjach książki pisano, że jest ona przeznaczona dla dzieci, ale także dla rodziców, do wspólnej lektury. Ma uczyć odpowiedzialności, poznania, odpowiednich nawyków życia oraz jak tego uczyć dzieci. Książka jest też o mądrości, wrażliwości i sztuce odkrywania piękna.
Więcej tutaj

Magdalena Starzycka

Spijając filiżankami słońce

MG, 2010

Przyjemna opowieść nie tylko dla fanów Portugalii i Lizbony. Zderzenie dwóch światów: socjalistycznej peerelowskiej Polski i odległej, leżącej na samym krańcu Europy Zachodniej Portugalii. Autorka w bardzo ciekawy sposób łączy te dwie kultury i dwie całkiem różne w tamtym okresie rzeczywistości.
Bohater powieści to łodzianin znający portugalski, jeden z nielicznych wówczas ludzi w Polsce posługujący się tym językiem. Nie dziwne więc, że co rusz jest tłumaczem czy przewodnikiem zapraszanym na jakieś wydarzenia związane z podejmowaniem gości posługujących się językiem portugalskim czy hiszpańskim (bo ten też jest znany bohaterowi). Z kolei środowisko portugalskie zostało ukazane, gdy bohater został wykładowcą języka polskiego na uniwersytecie w Lizbonie i zamieszkał tam na kilka lat. Razem z nim poznajemy portugalskie zwyczaje lat 80. XX wieku, tamtejszych ludzi, ich historie i opowieści. Bohater spaceruje po stolicy Portugalii prezentując znane (przynajmniej mi) miejsca w innej perspektywie historyczno-obyczajowej. Trochę mu zazdroszczę – to na pewno wspaniała przygoda – wyjechać do Lizbony wykonywać pracę, którą się umie robić – osobiście to moje marzenie! Tylko że ja, w przeciwieństwie do bohatera, na pewno nie wróciłbym już po takim wyjeździe do Polski w innym celu, jak tylko w odwiedziny. Gorąco polecam!!

Notes portugalski

Wydawnictwo Austeria, 2013



Fantastyczne wydawnictwo, według zamysłu wydawcy notes podróżny, w którym można zapisywać swoje notatki z podróży, przemyślenia, refleksje, uwagi, pewnie też informacje praktyczne. Są różne edycje Notesu, ten zdaje się więc przeznaczony na podróż do Portugalii. Wydawnictwo to typowy notes, na którego kartkach co kilka stron pojawiają się ilustracje z Lizbony, Coimbry, Tomaru, Batalhy, Aveiro, Porto czy Pinhão. Ilustracje są uzupełniane wypowiedziami bądź fragmentami twórczości m.in. José Saramago czy Fernanda Pessoi. Wyboru cytatów dokonała Renata Gorczyńska, która jest też autorką fotografii. Doskonały pomysł na prezent (w taki sposób książka trafiła do mnie).


(nie)ciągłość. Portugalia w XX wieku od upadku monarchii do Rewolucji Goździków
teksty: José Miguela Sardica, Samuel P.Huntington
tłumaczenia: Dorota Kwinta (na polski), José Carlos Dias (na portugalski), Wojciech Góralczyk (na angielski)
Dom Spotkań z Historią, Instytut Camõesa
Warszawa 2014
 


25 kwietnia 2014 r. w warszawskim Domu Spotkań z Historią odbył się wernisaż niecodziennej wystawy – z okazji 40. rocznicy Rewolucji Goździków w Portugalii. Przy okazji ukazał się wspaniały katalog, który był nie tylko elementem towarzyszącym wystawie, ale także samodzielnym wydawnictwem. Wspominałem o wystawie w poście sprzed roku (tutaj), ale nie miałem jeszcze wówczas książki, dlatego postanowiłem napisać o niej przy okazji zbliżającej się już 42. rocznicy Rewolucji Goździków. Wystawa była organizowana przez Dom Spotkań z Historią oraz Instytut Camõesa w Warszawie, obie te instytucje są wydawcami katalogu.
Podobnie jak wystawa, książka zawiera 120 zdjęć, które dotąd w Polsce nie były znane. Pochodzą z archiwów portugalskich dzienników „Diário de Notícias” i „O Século” oraz fotografa Abla Resende i miłośnika i pasjonata Coimbry Fernanda Marquesa znanego pod pseudonimem „Formidávela”. Te zdjęcia są w większości anonimowe. 25 zdjęć zamieszczonych w ostatnim rozdziale zrobił Alfredo Cunha w dniu wybuchu rewolucji – 25 kwietnia 1974 r.
Kuratorem wystawy był Rui Prata, dyrektor Muzeum Obrazu w Bradze. W książęce jest jego wstęp, w którym czytamy między innymi: „Odwiedziłem najważniejsze archiwa prasowe, szukałem też w mniejszych zbiorach. Spośród tysięcy obrazów wiele musiałem odrzucić. Przyjąłem podwójne kryterium: z jednej strony swoje wybory uzależniałem od wartości estetycznej fotograficznego spojrzenia i obecnych w nim śladów różnych nurtów fotografii dokumentalnej; z drugiej strony – poszukiwałem jak najwierniejszego przedstawienia realiów każdego momentu. Starałem się uciec od ilustracyjnego ukazania instytucjonalnego obrazu kolejnych reżimów i ich ceremoniału, aby położyć nacisk na obyczaje zróżnicowanych mikrokosmosów, które razem tworzą społeczeństwo. Narracją wystawy rządzi chronologia wydarzeń – przede wszystkim tych o charakterze politycznym. Obserwujemy ludzi wyobcowanych z teatru politycznego, skromnych i wierzących, którzy wznoszą ręce do nieba; którzy pogodzeni ze swoim losem przebiegają palcami po strunach gitary; również takich, którzy starają się zapomnieć o goryczy codziennego życia podczas wycieczek na plażę czy wizyt w wesołym miasteczku.” (więcej tutaj)


Jan Stanisław Ciechanowski  

Portugalio, dziękujemy! Polscy uchodźcy cywilni i wojskowi na zachodnim krańcu Europy w latach 1940−1945

Oficyna Wydawnicza Rytm 2015



Portugalio, dziękujemy! Polscy uchodźcy cywilni i wojskowi na zachodnim krańcu Europy w latach 1940−1945 to album opracowany przez Jana Stanisława Ciechanowskiego, który w latach 2010−2016 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Album ukazał się w 2015 r. w ramach obchodów 75. rocznicy przyjęcia przez Portugalię polskich uchodźców cywilnych i wojskowych podczas II wojny światowej i jest pokłosiem wystawy „Polacy w Portugalii w latach 1940−1945”, która była prezentowana w 2011 r. w Estoril w Centrum Pamięci Uchodźstwa. Album został opracowany w trzech językach: polskim, portugalskim i angielskim jednocześnie, tak by mógł być zrozumiały dla każdego, do kogo trafi. Miał być symbolicznym podziękowaniem dla Portugalczyków za wsparcie i życzliwe przyjęcie uchodźców z Polski w trudnych latach wojennych. Celem autorów było też uświadomienie tego ważnego a mało znanego epizodu we wspólnej historii obu państw. W omawianych czasach do Portugalii trafiali obywatele polscy różnych narodowości i znajdowali tu różnego rodzaju wsparcie. Czasami Portugalia była tylko przystankiem przed dalszą podróżą, czasami dłuższym schronieniem, a dla niektórych miejscem, w którym osiedli znacznie dłużej, a nawet na stałe.
Książka rozpoczyna się przedmowami – pierwszą z nich jest ta Marii Amélii Pavia, portugalskiej ambasador w Warszawie. Potem jest przedmowa polskiego ambasadora w Lizbonie, Bronisława Misztala, a następnie Dyrektor Polskiego Instytutu Dyplomacji (a także polskiej ambasador w Lizbonie w latach 2007−2012) Katarzyny Skórzyńskiej. Jest też przemówienie wygłoszone przez Jana Stanisława Ciechanowskiego na otwarciu wystawy w Estoril, w którym przybliża on tragiczne czasy konfliktu II wojny światowej w kontekście stosunków polsko-portugalskich. Z Noty Edytorskiej dowiadujemy się, że album ma być rozwinięciem wystawy dającym możliwość zapoznania się z bogatym materiałem ikonograficznym szerszej publiczności. Jak czytamy, szczególną wartość mają zdjęcia ze spuścizny Stanisława Schimitzku, w większości jego autorstwa. Ten polski dyplomata od sierpnia 1940 roku pełnił w Lizbonie funkcję delegata Ministerstwa Opieki Społecznej rządu RP na uchodźstwie, potem także przewodniczącego Komitetu Pomocy Uchodźcom Polskim w Portugalii. Był on autorem cennych wspomnień z tego okresu i wykorzystanej w albumie obszernej dokumentacji fotograficznej.
Album został podzielony na dziesięć tematycznych rozdziałów, w których fotografie są dokładnie opisane i przejrzyście zaprezentowane odbiorcy na ponad 350 stronach albumu w formacje A4, pięknie wydanego na papierze kredowym i w twardej oprawie. Wydzielono rozdział dla polsko-portugalskich relacji przed II wojną światową i dla RP w przededniu wojny. Ciekawy jest rozdział o polskich osobistościach w Portugalii w czasie wojny oraz dotyczący cywilnych uchodźców i ich codziennego życia w kraju nad Tagiem. Zamieszczone w książce zdjęcia pochodzą głównie z Lizbony, ale także z innych miejsc, m.in. z Caldas da Rainha, Évory, Porto, Estoril, Cascais, Sintry, Óbidos, Alcobaça, Madery i innych. Te inne miejsca poza Lizboną zostały zilustrowane przed wszystkim w rozdziale Ośrodki poza Lizboną, w których przebywali polscy uchodźcy w czasie II wojny światowej, ale także w innych. Album jest bogatą galerią znanych i anonimowych postaci przebywających w czasie II wojny światowej w Portugalii. Jak czytamy we wstępie, wykorzystano 528 fotografii i 8 skanów dokumentów. Podano źródła pochodzenia tych zdjęć, spora ich ilość pochodzi z Narodowego Archiwum Cyfrowego w Warszawie.

Antonio Tabucchi 

przekład Joanna Ugniewska

Opowiadania ilustrowane

Czuły Barbarzyńca 2014

Opowiadania ilustrowane Antonia Tabucchiego przeczytałem już dość dawno temu i żałuję, że od razu o nich nie napisałem, bo są niesamowite. Postanowiłem nadrobić zaległości, by je Wam, Czytelnikom tego bloga szczerze polecić. Inne książki tego włoskiego pisarza też zasługują, i to bardzo, na uwagę, uważam jednak, że przygodę z literaturą Tabucchiego można rozpocząć właśnie od tych opowiadań. Na pewno pozostawią niedosyt, i tak jak ja od razu sięgniecie po więcej. Zwłaszcza, że nie tylko niektóre Opowiadania ilustrowane są o tematyce portugalskiej, ale i inne jego powieści. Zresztą ten włoski pisarz pokochał Lizbonę i Portugalię, zafascynował się nią w równym stopniu jak Fernandem Pessoą, nauczył się nawet języka portugalskiego do tego stopnia, że po portugalsku pisał niektóre swoje dzieła.
Do przeczytania Opowiadań ilustrowanych niech zachęci Was notatka wydawnicza zamieszczona na ostatniej stronie okładki książki: „W Opowiadaniach ilustrowanych napotkamy współczesnych malarzy włoskich, portugalskich, latynoamerykańskich, ale także stałe wątki twórczości Tabucchiego: »przestrzeń, czas, pamięć«, jak sam napisał. A wśród niezliczonych postaci, rzeczywistych i wyobrażonych, jedna powraca wielokrotnie, towarzysząc włoskiemu pisarzowi również w tym ostatnim zbiorze: Fernando Pessoa”. Tak, zapomniałem dodać, że tak jak w tytule, opowiadania są ilustrowane reprodukcjami dzieł sztuki. Więcej tutaj.


                                           Norman Lewis

Grobowiec w Sewilli. Podróż przez Hiszpanię u progu wojny domowej

Czarne, 2013

Tytuł książki w ogóle nie wskazuje na związki z Portugalią i zabierając się za lekturę takie miałem przekonanie. Lewis opowiada historię dwóch mężczyzn podróżujących z Anglii do Sewilli w celu odnalezienia rodzinnego grobowca - o to prosi ich ojciec (dla jednego) i teść (dla drugiego), Sycylijczyk o hiszpańskich korzeniach Ernesto Corvaja. Podróż chcą rozpocząć od San Sebastián blisko francuskiej granicy, a następnie nieco okrężną drogą, m.in. przez Salamankę i Valladolid, zwiedzając nieco Hiszpanię, podróżować do Sewilli.
Okazało się jednak, że ich podróż zbiega się z wybuchem w Hiszpanii walk tzw. Rewolucji 1934. Do Madrytu można się dostać jedynie przez Saragossę, bo tylko stamtąd odchodzą pociągi do stolicy, z kolei do Saragossy z Pampeluny najlepiej było iść pieszo... Gdy już znaleźli się w Salamance, najlepszym rozwiązaniem okazała się podróż autobusem do Barca d'Alva. A to już Portugalia. W związku z walkami w Hiszpanii większość dróg była zamknięta, nie kursowały pociągi, a wprowadzenie stanu wyjątkowego było tylko kwestią czasu. Droga przez Portugalię miała być dłuższa, ale pewniejsza.
Poczynając od końca rozdziału dziesiątego do trzynastego możemy poczytać o ciekawym spojrzeniu na Portugalię lat 30. XX w. Już sam początek trochę zadziwia a nawet przeraża bohaterów: [...] bo tam jest bardzo tanio. [...]. Portugalczycy podróżują, ile mogą, ponieważ uważają, że to pomaga na wątrobę. Jedna osoba na dwie nie wie dokąd jedzie ani kiedy dojedzie. Według nich im wolniejszy pociąg, tym lepsze trawienie. Może nie powinienem o tym wspominać, ale jeśli tam pojedziecie, to sami się przekonacie, że ekspres z Salamanki do Porto osiąga średnią prędkość dziesięciu kilometrów na godzinę. [...]. Teraz testują tam pociągi z silnikiem Diesla i elektryczną przekładnią, które na długich trasach uzyskują średnią trzech kilometrów na godzinę. I później, jeszcze w dziesiątym rozdziale, tak jeden z bohaterów widział portugalskie krajobrazy i przepiękne dziś tereny Alto Douro: Skrawki pejzażu, które stamtąd zdołaliśmy dostrzec [z siedzenia po turecku na podłodze wagonu, między bagażami], trochę nas rozczarowały. Wzgórza, między którymi wiła się Duero, były tak szczelnie okryte polami uprawnymi, że sama rzeka wydawała się równie atrakcyjna jak kanał nawadniający. [...]. Cały krajobraz był niczym jeden wielki, ciągnący się w nieskończoność zagon kapusty. Podróż do Sewilli panowie przerwali na wieść o sensacyjnym zabójstwie czarownicy w Marco de Canaveses, wiosce niedaleko Porto. Naprawdę warto przeczytać o tym wydarzeniu. Kolejnym celem podróży jest Coimbra, o której bohaterowie wiedzieli, że tutejsi lekarze specjalizują się w bólach krzyża, poza tym było to miasto niezliczonych herbaciarni i żebraków, słynące jednak przede wszystkim z dziwacznych wypadków (np. właśnie runął dom składający się z dziewięciu izb zbudowanych jedna na drugiej).
Z Coimbry do Lizbony podróż trwała osiem godzin (dziś  dwie pociągiem pospiesznym, Alfa Pendularem niewiele ponad godzinę). Ze stolicy Anglicy wyruszyli kolejnym pociągiem na południe. Opisują niespotykaną biedę, ludzi na ulicy w jednym bucie, domy bez okien i kominów, a w pociągu: Każda grupka wieśniaków wiozła z sobą dziesięciolitrowy kamienny dzban z winem, który krążył nad barierkami między przedziałami. Powiedziano nam, że w sklepie w Lizbonie winogrona kosztowały równowartość pensa za kilogram, a wino, bez którego nigdzie się nie ruszano, dwóch pensów za litr. Podróżowanie trzecią klasą okazało się atrakcją samą w sobie, a wspólne picie wina niemal sakramentalnym rytuałem, który błyskawicznie zacieśniał więzi miedzy współpasażerami.
Podróż zakończyła się w Villa Real de Santo António, gdzie po przekroczeniu rzeki można się było znaleźć w Hiszpanii. Pod koniec książki jest jeszcze epizod polskiego przestępcy oraz Niemca, którego wiza zaraz straci ważność. 




Iza Klementowska
Samotność Portugalczyka

Czarne 2014

Samotność Portugalczyka to reportaże o ludziach z Portugalii, białych, czarnych, Arabach, Cyganach, Portugalczykach. Iza Klementowska zamieszkała w Bairro Alto, lizbońskiej dzielnicy, i zebrała ciekawy materiał. Mówi o tym w wywiadzie dla „Dużego Formatu”, który warto przeczytać (można tutaj). A w samej książce przeczytałem wiele ciekawych rzeczy, których dotąd o Portugalii i jej mieszkańcach nie wiedziałem albo moja wiedza była niekompletna czy wręcz pobieżna. Czy wiedzieliście na przykład, że Portugalczycy wymyślili kompas? Albo że to Portugalczycy nauczyli Anglików pić herbatę, a pierwszą angielską królową, która to zrobiła, była Katarzyna Bragança – Portugalka? Albo że prawdziwe Casino Royal znajduje się w Cascais, a Jamesa Bonda wymyślono w Estoril? Inne ciekawostki? Livraria Bertrand w Lizbonie jest najstarszą księgarnią na świecie. Portugalia jest jedynym krajem w Europie, który nie spalił ani jednego templariusza i pierwszym krajem na świecie, w którym zniesiono karę śmierci. Sporo tego – resztę przeczytajcie sami!
Inne ciekawe rzeczy, o których pisze autorka to m.in. targ złodziei – Feira da Ladra, na którym byłem w sobotę, i na którym pięć lat temu spotkałem kobietę, która dawno temu do Lizbony przybyła z Polski – za dziećmi, które postanowiły tu osiąść. Staruszka dorabiała do emerytury sprzedając piękne haftowane obrusy, których bynajmniej nie kradła. Ciekawa jest historia trzech Marii, które zasiadły na ławie oskarżonych po opublikowaniu Nowych listów portugalskich (Novas Cartas Portuguesas) albo Dom Antoniego, który nie wiedział za co został aresztowany i torturowany w czasach dyktatury Salazara. Ciekawy jest reportaż poświęcony samemu dyktatorowi, któremu w pewnym momencie bardzo zasmakowały bażanty. Wzruszająca jest historia pochodzącej z Brazylii Amálii z Almady, która z okien sypialni swego mieszkania widzi Chrystusa, tego z pomnika w Almadzie, tak samo jak historia Any, która dostała siedem listów z pogróżkami. Opis Fatimy jest zbliżony do moich odczuć – miejsce, w którym robi się biznes, a naiwni wierni napełniają kieszenie tym, którzy go robią (aczkolwiek nigdy tam nie byłem, nie licząc przesiadki na dworcu autobusowym). Z pisarzem Gonçalo M. Tavaresem (jego książki ukazywały się w Polsce) autorka rozmawia o tym, co jest w stanie obrazić Portugalczyka, a z pewnym Erykiem o tym, dlaczego chce on wrócić do Angoli, i czy w Portugalii jest rasizm. O portugalskim rasizmie można znaleźć w książce więcej wypowiedzi. Jeśli ktoś nie zna, warto przeczytać rozdział o konsulu Mendesie, którego historię znałem do tej pory głównie z filmu Konsul z Bordeaux.
Więcej tutaj



Jurij Andruchowycz
Leksykon miast intymnych. Swobodny podręcznik do geopoetyki i kosmopolityki
Czarne 2014


Lizbona pojawia się tu tylko na dwóch stronach, ale i tak warto wspomnieć o książce w tym miejscu. Jurij Andruchowycz był w Lizbonie dwukrotnie - tak przynajmniej wynika z zapisków w Leksykonie - w 2000 i 2005 r. Książkę warto polecić zarówno tym, którzy odwiedzili opisywane miasta (a na pewno nie znajdzie się wielu, którzy będą znali wszystkie) i chcą sobie porównać wrażenia, jak i tym, którzy dopiero chcą poznać niektóre z nich. Każde miasto to pretekst do mniej lub bardziej, zazwyczaj bardziej ciekawej historii. Lektura miła w odbiorze, przynajmniej jak dotąd, bo całości jeszcze nie przeczytałem.
Pisząc o Lizbonie, Andruchowycz przytacza własną historię związaną z pewnym napisem na ścianie w Alfamie, a całą notatkę kończy następująco:
Gdyby Najwyższy Designer pozwalał każdemu z nas przed narodzeniem pojeździć po świecie i wybrać sobie przyszłą ojczyznę, to wybrałbym właśnie to piękne miejsce, w którym przekleństwo niczym nie różni się od błogosławieństwa i jest tylko jedną z jego form.
Więcej tutaj



José Luís Peixoto
Puste spojrzenie

Prószyński i S-ka 2008


Niektórzy piszą, że książka jest literackim majstersztykiem, inni że Portugalia ma już drugiego José Saramago. Dla mnie powieść na pewno była trudna w odbiorze, przynajmniej na początku, zanim udało mi się wgryźć w opisywany świat, wczuć w rolę bohaterów i utożsamić z portugalską społecznością małego miasteczka czy wioski, która istnieje nie wiadomo gdzie.
Powieść nie jest łatwa, bo i bohaterowie nie są oczywiści. Są tu syjamscy bracia złączeni opuszkiem małego palca u ręki, jest ślepa prostytutka, olbrzym, który zapładnia żonę Józefa, jest kaleki cieśla, kucharka, jest mnóstwo starych i jeszcze starszych ludzi (którzy tak długo mogą żyć tylko w tej powieści). Jednak charakteryzuje ich nie tylko fizyczność. Są charakterystyczni ze względu na swoją osobowość, dosadnie opisywaną przez Peixoto, która uwidacznia się podczas pogrzebów i innych dotykających ich nieszczęść, których w książce nie brakuje. Cierpienie jest tu niemal podstawą egzystencji bohaterów, a im ich ból jest wyrazistszy, tym życie ich wydaje się bardziej prawdziwe i realne. Nie bez znaczenia jest tu przyroda, którą autor bardzo umiejętnie wpisuje w losy bohaterów.
Gdzieś w internecie przeczytałem, że proza Peixoto mieści się w nurcie portugalskiego realizmu magicznego, przy czym stylem nawiązuje do twórczości José Saramago. Ciekawą recenzję książki można znaleźć tutaj, a ja zachęcam do lektury Pustego spojrzenia.
Więcej tutaj


                                                 Krzysztof Środa
Niejasna sytuacja na kontynencie. 
Prywatny przewodnik po różnych stronach świata
Czarne 2014

Autor wspomina w książce o Maderze i Funchal próbując ustalić tożsamość miejsca widocznego na reprodukcji pocztówki. Zamieszcza przy okazji informację, że w atlasie drogowym Europy firmy Makro & Metro brak mapy Madery, którą udało mu się znaleźć w Atlasie win świata Johnsona (na s. 212-213).












Neill Lochery, tłum. Arkadiusz Bugaj
Lizbona. Miasto światła w cieniu wojny 1939-1945

Czytelnik 2015


Portugalia była jednym z nielicznych państw w Europie, które pozostały neutralne w czasie II wojny światowej (obok Szwajcarii i Irlandii). Przynajmniej oficjalnie, bo historia pokazała, że nie dało się całkowicie uniknąć zawirowań wojennych, a niektóre głosy wręcz zarzucają, że początkowa neutralność pod koniec wojny istniała tylko w teorii.
Tytuł książki z kolei odzwierciedla niejako nocne spojrzenie na miasto z góry – podczas gdy cała Europa w okresie wojny kryła się w ciemności, Lizbona była rozświetlonym punktem na mapie. Tak jak na zdjęciu z okładki.

Stolica Portugalii była spokojnym miastem, w którym z rzadka bywali obcokrajowcy, a kawiarniane stoliki zajmowali miejscowi, głównie mężczyźni, którzy przy filiżance ulubionej bica i prasie omawiali bieżące wydarzenia. Wojna wydawała się początkowo odległą sprawą. Jednak sytuacja szybko uległa zmianie, a Lizbona stała się miejscem, do którego przez Hiszpanię zmierzali wszyscy ci, którzy przed niebezpieczeństwami wojny chcieli udać się do Palestyny lub Stanów Zjednoczonych. Z Lizbony odpływały w tych kierunkach statki i odlatywały wodnosamoloty, samoloty i sterowce.
Większość zagadnień pojawiających się w książce autor omówił w kontekście sojuszu brytyjsko-portugalskiego, jednak nie ma to żadnego negatywnego wpływu na lekturę książki czy też ogląd sytuacji. Portugalia była od dziesiątek lat partnerem Wielkiej Brytanii i po wybuchu wojny sytuacja ta miała nie ulec zmianie. Problemem, z którym musiał sobie poradzić Salazar, było postrzeganie tego sojuszu przez Niemców, którzy ewentualną dotychczasową współpracę mogli uznać za złamanie zasad neutralności. Sytuacja, w jakiej znalazła się Portugalia, skądinąd państwo słabe, biedne i słabo rozwijające się w owym czasie, wymagała od Salazara niezłej „gimnastyki”, która pozwoliłaby uchronić kraj i jego obywateli przed groźbą ataków i udziału w wojnie. W ogólnej ocenie bardzo dobrze mu się to udało, natomiast niektóre sposoby, do których się uciekał, pozostają kwestią dyskusyjną co do ich moralności czy uczciwości.
O tych wszystkich kwestiach można przeczytać w książce Brytyjczyka Neilla Lochery’ego Lizbona. Miasto światła w cieniu wojny 1939–1945. Autor jest historykiem i publicystą specjalizującym się m.in. we współczesnej historii regionu śródziemnomorskiego, co pozwala sądzić, że zna się na tym, o czym pisze w książce, a jej lektura uświadamia, że jego wiedza została poprzedzona licznymi badaniami źródłowymi.
Z książki można się dowiedzieć różnych, czasami bardzo zaskakujących informacji, ciekawostek, faktów..., na przykład tego, co było powodem, że Salazar zastąpił zdjęcie Mussoliniego na swoim biurku podobizną papieża, albo tego, ile wysiłku kosztowało go, by nie dopuścić do zajęcia Azorów przez wojska jednej lub drugiej z walczących w czasie wojny stron. Dowiemy się także, jaka była historia przyznania dyktatorowi honorowego tytułu naukowego Uniwersytetu w Oksfordzie oraz jak wyglądał rozkład dnia portugalskiego przywódcy.
Ciekawa jest historia księcia i księżnej Windsoru, którzy przybyli do Portugalii tylko na chwilę, a zostali znacznie dłużej w domu Ricardo Espírito Santo, skądinąd przyjaciela Salazara. Jak zakończyła się operacja „Willi”, i jakie skutki miała dla stron wojny? Jaką rolę odegrał w niej wspomnianyRicardo Espírito Santo? Wątek pary książęcej kończy się 1 sierpnia 1940 r. o godz. 15.00 – wówczas wsiadają na pokład parowca „Excalibur” i udają się w drogę na Bahamy, gdzie książę Edward miał objąć stanowisko gubernatora.
Jeszcze przed przybyciem książęcej pary Salazar zarządził zorganizowanieExposição do Mundo Português, czyli Wystawy Świata Portugalskiego w celu uczczenia osiemsetnej rocznicy powstania państwa portugalskiego (1140 r.) i trzechsetnej wyzwolenia spod panowania hiszpańskiego (1640 r.). Za techniczne aspekty organizacji wystawy odpowiedzialny był Duarte Pacheco, przedwcześnie zmarły (16 listopada 1943 r. w wyniku wypadku samochodowego) minister oraz prezydent Lizbony, budowniczy m.in. lizbońskiego lotniska, z którego wszyscy korzystamy do dziś. Wystawa oraz towarzyszące jej wydarzenia to jeden z szeroko opisanych w książce tematów.
Dzięki lekturze dowiemy się, że Marc Chagall, poproszony przez Peggy Guggenheim o pożyczenie na podróż 50 dolarów Maxowi Ernstowi, odmówił wykręcając się w niezbyt ładny sposób próbując tymczasem przetransferować do Stanów Zjednoczonych 8 tys. dolarów. Grupie uciekinierów, w której oprócz Peggy Guggenheim i Maxa Ernsta był Laurence Vail oraz ich rodzina i przyjaciele, pomagał Varian Fray, Amerykanin, którego historia pomocy żydowskim uchodźcom z Francji przez Hiszpanię i Portugalię również została opisana w książce. Podobnie zresztą jak losy Aristidesa de Sousy Mendesa, który swoje czyny przypłacił utratą stanowiska i dożywotnią banicją dyplomatyczną. Salazar w żaden sposób nie tolerował wychylania się poza wytyczone przez siebie ramy. Sporo miejsca poświęcono w książce temu dzielnemu ambasadorowi, jego historię można też poznać oglądając filmy biograficzne, które czasem pojawiają się w telewizji w Polsce − Konsul z Bordeaux oraz Désobéir (Aristides de SousaMendes). Autor umniejsza nieco jego rolę, ale tylko poprzez udokumentowaną redukcję liczb uratowanych, które dotychczas wydawały się mocno zawyżone, w żaden sposób nie umniejszając jego zasług.
A czy wiecie, czym była wolframowa gorączka? Jej wątek przewija się przez całą książkę, bo i przez całą wojnę wolfram odgrywał dużą rolę, zarówno dla obu walczących stron, jak i dla gospodarki portugalskiej. A może zwłaszcza dla niej. Czy ten neutralny kraj handlował wolframem uczciwie, i czy słusznie bogacił się na wydobyciu i sprzedaży tego cennego w czasie wojny surowca i jaki miało to wpływ na zwykłego portugalskiego obywatela? Okazuje się, że ogromny.
eden z rozdziałów poświęconoLesliemu Howardowi, gwiazdorowi znanemu m.in. z filmu Przeminęło z wiatrem, którego ostatnie zdjęcie, zrobione podczas kolacji w lizbońskim hotelu Aviz, zostało zamieszczone w książce. Dlaczego była to ostatnia fotografia aktora? Co stało się z samolotem do Anglii, na pokład którego wsiadł on 1 czerwca 1943 r.?
Leslie Howard to nie jedyny „hollywoodzki” wątek książki. Pod koniec filmuCasablanca jest scena, w której samolot z Victorem Laszlo i Ilsą Lund odlatuje w stronę neutralnej Lizbony. W książce czytamy, że „w latach drugiej wojny światowej realia tego miasta w niezwykłym stopniu przypominały scenerięCasablanki, tak iż wiele osób działających w Lizbonie w późniejszym okresie wojny określało stolicę Portugalii czułym mianem »drugiej Casablanki«”. Z kolei kasyno w Estoril było miejscem, w którym w blackjacka grał Ian Fleming, młody agent zajmujący się w Casino Estoril przygotowaniem akcji o kryptonimie Golden Eye. Lizbona i okolice były przepełnione szpiegami niemieckimi i brytyjskimi, którzy niemal otwarcie działali tam w czasie wojny, i którym poświęcono w książce sporo wątków, co z kolei sprawia, że czyta się ją jednym tchem.
Ciekawy wątek, dotyczący Salazara, pojawia się pod koniec książki. W pewnym momencie w prasie brytyjskiej opublikowano informację, żeAntónio de Oliveira Salazar wziął ślub z portugalską arystokratką Caroliną Assecą, a zdjęcie na jednej z okładek podpisano: „Salazar z Portugalii, dziekan dyktatorów”. Kwestia była o tyle ważna, że przywódca dawał wcześniej do zrozumienia, że nie zamierza mieć żony czy dzieci, by w pełni móc poświęcić się sprawom kraju. Spekulacje o związku, a tym bardziej ślubie niosły za sobą daleko idące przypuszczenia, że wówczas dyktator musiałby opuścić stanowisko. Nie było to całkiem dobrze widziane np. przez Anglię, o czym wyczerpująco pisze w swojej książce Neil Lochery.
Zgłębia też bardzo dokładnie kwestię portugalskiego, a właściwie nazistowskiegozłota, który stał się problemem międzynarodowym po wojnie, a Portugalia stanęła przed problemem zwrotu nabytych w czasie wojny sztabek. Zakończenie tej kwestii jest co najmniej zaskakujące. Tak samo jak to, że Portugalia znalazła się w gronie trzech neutralnych państw europejskich, których rządy przesłały do Niemiec kondolencje na wieść o śmierci... Hitlera.
Książkę przeczytałem niemal jednym tchem, co jest zasługą przede wszystkim lekkiego stylu, w jakim została napisana. Jednocześnie jest naszpikowana informacjami z okresu wojny, o których istnieniu większość z nas nie zdaje sobie sprawy, popartymi rzetelnymi odniesieniami do zachowanych dokumentów, do których udało się dotrzeć autorowi. Polecam lekturę zarówno fanom i wielbicielom Lizbony i Portugalii, jak i miłośnikom historii, a także wszystkim ciekawym i ciekawskim. 
Więcej tutaj

Arturo Pérez-Reverte; przekł. Joanna Karasek
Cierpliwy snajper
Wydawnictwo Znak 2015



Tytułowy Sniper jest znanym chyba na całym świecie grafficiarzem, tworzącym rozpoznawalne, szeroko omawiane i komentowane prace, które od razu są uznawane za dzieła – chyba głównie z powodu tego, kto jest ich autorem. Jest Hiszpanem, który początkowo tworzył w Madrycie, potem w innych rejonach Hiszpanii, a z czasem pojawiał się w Lizbonie, Anglii, we Włoszech i innych częściach Europy. Ma swoich wyznawców w postaci innych grafficiarzy, głównie młodych, ale nie tylko, którzy zawsze są gotowi wykonywać polecenia mistrza, stawiać się na wyznaczane przez niego akcje i uczestniczyć w nich. Sniper jest poszukiwany przez wielu, ale głównie przez pewnego milionera, którego syn zginął podczas jednej z akcji zorganizowanej przez grafficiarza. Oferuje za niego sporo pieniędzy i jest zdeterminowany, by zrobić wiele w celu schwytania swojego wroga.
Choć moim zdaniem główną bohaterką jest jednak dziewczyna Alejandra Varela, której wszyscy mówią Lex. Ma ona dość specyficzną pracę, która zresztą mogłaby mi się podobać. Zajmuje się wyszukiwaniem ciekawych autorów i książek, na zlecenie wydawców, którzy całkiem nieźle jej płacą (pod warunkiem, że doprowadzi zlecenie do końca). W żargonie wydawniczym taka osoba to skaut. I właśnie Sniper jest jej kolejnym zleceniem. Pewien wydawca chce opublikować książkę z pracami grafficiarza, wydaniu towarzyszyłyby wystawy w Nowym Jorku, a całość miałaby być ogromną sensacją, za którą organizatorzy są w stanie zapłacić naprawdę ogromne kwoty. Problem polega na tym, że nikt nie wie gdzie przebywa Sniper, ani jak do niego dotrzeć. I bardziej niż pewne jest też to, że raczej nie będzie zainteresowany ofertą, no chyba że ktoś go przekona... Lex podejmuje się zadania. Co ją do tego motywuje? Czy tylko spore pieniądze, czy może coś jeszcze? Być może jeszcze chęć poznania artysty uchodzącego za postać kultową, przystojnego mężczyznę, w którym grafficiarze widzą boga, a kobiety zwyczajnie się podkochują. Jednak Lex to raczej nie dotyczy, woli kobiety. Kiedyś zresztą była z jedną grafficiarką… Ale, jej motywacje czytelnik poznaje w trakcie lektury książki, zatem wszystko przed Wami.

No więc Lex ma za zadanie odnaleźć Snipera i przekazać mu ofertę wydawcy. Pierwsze kroki kieruje do znajomego policjanta, którego wypytuje o Snipera. Nie dowiaduje się zbyt wiele, ale pewien trop prowadzi do Lizbony, gdzie artysta zorganizował akcję, podczas której cała Lizbona została pokryta pewnym motywem nawiązującym do książki portugalskiego noblisty José Saramago Miasto ślepców. Na czym dokładnie polegała akcja, w żargonie grafficiarzy nazywana bombingiem? Całe miasto zostało pokryte tysiącami ślepych oczu, począwszy od siedziby Fundacji Saramago (na zdjęciu) promieniście rozchodzącymi się we wszystkie strony miasta. Na usuwanie skutków tej masowej i bezlitosnej akcji władze Lizbony wydały prawie pół miliona euro. Pewnych informacji o graffiti w Lizbonie, o zorganizowaniu przestrzeni dla tego typu artystów i znikomych o Sniperze udziela naszej bohaterce lizboński porucznik Caetano Dinis, do którego namiary dostała od swojego hiszpańskiego znajomego policjanta. Przy okazji lektury tej książki, jeszcze przed przyjazdem bohaterki do Portugalii, dowiadujemy się, czym się różnią graffiti od murali – no więc, cytując tytuł drugiego rozdziału, „jeśli jest zgodne z prawem, to nie jest graffiti”. 


Podczas pobytu Lex w Lizbonie spacerujemy razem z nią znajomymi uliczkami, którymi się przechadza, zaglądamy do jej ulubionego hotelu, w którym zazwyczaj się zatrzymuje podczas pobytów w stolicy Portugalii, czy robimy sobie przejażdżkę windą. Okazuje się także, że razem z nią stajemy twarzą w twarz z mężczyzną w zielonym płaszczu, którego pierwszego dnia pobytu bohaterka spotyka już trzeci raz. Być może tylko jej się wydaje, że ktoś ją śledzi – ale nic więcej nie napiszę, poza tym, że pan w zielonym płaszczu, w pewnym towarzystwie, pojawi się jeszcze w Weronie, potem we Florencji… 


A Lex w Lizbonie spotyka się jeszcze z dwiema dziewczynami, które tworzą murale i graffiti. Były siostrami bliźniaczkami o imionach Sim i Não – jako grafficiarki podpisywały się też pseudonimem As Irmãs, czyli siostry. Z Lex umówiły się na jednej z betonowych ramp nabrzeża Tagu, po lewej stronie miały wieżę Belém, a za plecami tory kolejowe i autostradę. Większość z Was już zapewne kojarzy, gdzie mniej więcej mogło się odbyć to spotkanie. As Irmãs opowiadają naszej bohaterce, dlaczego zajęły się tworzeniem graffiti, dlaczego zdecydowały się także na działalność legalną, i jaki jest dla nich sens tego, co robią. Dzięki tym rozmowom poznajemy trochę bliżej istotę sztuki jaką jest graffiti samo w sobie – czytałem o tym z zainteresowaniem, bo zazwyczaj jestem tylko ciekawym odbiorcą tego, co pojawia się na ścianach. Prawdopodobnie lektura tej książki nieco wpłynie na moje postrzeganie sztuki ulicznej. Siostry współpracowały kiedyś ze Sniperem, stąd zainteresowanie Lex dziewczynami – próbuje ona dowiedzieć się czegoś więcej na temat lizbońskiej działalności grafficiarza i natrafić na jego trop. Czy jej się to udaje i jakich informacji udzielają jej Sim i Não? Czy w ogóle są pomocne? Musicie o tym przeczytać sami, nie mogę zdradzać zbyt wiele, by czytało się Wam równie dobrze, jak mnie. 


Co się dzieje potem? Lizbona to tylko fragment książki, po niej akcja przenosi się do Włoch, można się więc domyśleć, że w Portugalii Lex nie odnajduje Snipera, a jakieś tamtejsze wydarzenia kierują jej kroki w stronę Werony. Ale czy na pewno pojawi się tam Sniper, i czy jego kolejne akcje są jeszcze możliwe, skoro artysta jest tak bardzo poszukiwany? Napiszę tylko, że jeszcze parę zwrotów akcja ma w książce miejsce, a samo zakończenie zaskoczyło mnie w stu procentach! Życzę udanej lektury i przyjemnego oglądania wszelakiej sztuki ulicznej!
Więcej tutaj


Częsty przechodzień = Passageiro frequenteDaniel Jonas; przeł. Michał LipszycInstytut Kultury Miejskiej w Gdańsku, Wydawnictwo Słowo/obraz terytoriaGdańsk 2016


Wpisujący się w literacką dyskusję o współczesnym świecie i człowieku tom zahacza o wiele ważnych kwestii. W wierszu Częsty przechodzień (tytuł taki sam jak całego tomu) tytułowa postać to ktoś, kto pojawia się z opóźnieniem, w którym to wydarzeniu nie bez znaczenia są początkowe słowa: „Oto on: przybyły z opóźnieniem z przedmieść / w samo serce wszystkiego, w centrum rzeczy”. Owo opóźnienie jest symboliczne, bo naznacza późniejszy spóźniony widok, chwiejny krok pomiędzy opuszczonymi zbombardowanymi domami, zmiażdżonymi ciałami, „bez fatygi społecznego piętna”. Sygnalizuje nieciągłość czasów, w których żyjemy za pomocą charakterystycznych dla całej tej poezji słów, próbując za ich pomocą bezskutecznie rozwiązać ów problem.
W ciągu poetyckiej świadomości poeta przekazuje swoje spostrzeżenia jako pewnego rodzaju krajobraz psychiczny, który najbardziej uwidacznia się w wierszu Plaża myślana. Mamy tu do czynienia z inscenizacją spektaklu własnej refleksyjności: „Pada na plażę myślaną. / O wietrze, który czuję, nie myślę, / przeszkadza mi, nie myślę o nim, / przeszkadza mi w tym, o czym myślę, / i wszystko czyni mniej prawdziwym, / bo tyle ma myśl jego przeszkód”.
O powtarzalnej beznadziejności, której bezwiednie doświadczamy, może być wiersz Agnus Dei: „Przed tym barankiem co roku, / tam, w miejscu wujków i cioć, / pan Rzeźnia siadywał i rżnął / krok po kroku”. Escher albo czas to wiersz o ostrożnym zaciekawieniu przemijalnością, upływającym czasem: „Pajęczyca czy co / po stepowaniu z sufitu się / spuszcza / lub wchodzi jak saper po słupie / ze śliny / ku mnie / może ciekawa / tej drugiej sieci / na mojej twarzy”. Upływający czas jest zresztą tematem wiersza Schyłkowe dni, który otwiera tomik. W pierwszych jego słowach czytamy: „Zbierz wszystko, co kiedyś było piękne, rozległe / i obiecujące, a potem zrób z tego paszę i dach dla twoich niechlubnych dni zeschłej słomy”. Wraz z tym przemijającym czasem przemija życie, które może skończyć np. jak „mucha uwięziona w pajęczym gulaszu”.  Więcej tutaj.

Max Bilski
Hotel w Lizbonie
Wydawnictwa Videograf 2015




Hotel w Lizbonie autorstwa Maxa Bilskiego to pierwsza książka z kryminalnej serii Podróże ze śmiercią, zainicjowanej przez Wydawnictwa Videograf z Chorzowa. Nie zaczytuję się w kryminałach jak niektórzy, tym bardziej nie przypominam sobie, bym czytał już książkę z tego gatunku, z akcją osadzoną w Lizbonie czy gdziekolwiek w Portugalii, więc nie wiedziałem czego się po tej książce spodziewać…

Akcja zaczyna się od tego, że para ludzi, dziennikarzy z Polski, leci na urlop do Lizbony. On, Michał, jest trochę zły na żonę Joannę, że wygrała tę wycieczkę w jakiejś loterii i teraz zamiast do Chorwacji muszą lecieć do Portugalii. Od razu poczułem lekką niechęć do głównego bohatera – też mi poświęcenie i powód do narzekania. Prawdopodobnie większość z osób zaglądających na bloga podziela moje zdanie, ale pewnie są osoby, dla których Chorwacja jest tym, czym dla nas Portugalia, więc w sumie w jakiś sposób rozumiem… No więc jest małżeństwo i jest ono trochę dziwne. Michał, który w powieści jest  narratorem, nazywa żonę parę razy suką, bo jest taka i owaka, uważa że jej okropna fryzura wreszcie pasuje do jej charakteru i takie tam. Ona często się na niego obraża, czemu się w sumie nie dziwię, zdarza jej się wrzeszczeć na niego w miejscach publicznych, albo znika na pół dnia i zapomina mu o tym wcześniej powiedzieć (a tymczasem w hotelu mordują!). No ale rozumiem, że takie charaktery zostały stworzone na potrzeby książki. Ciekawostką jest natomiast fakt, że oboje znają portugalski, bo kiedyś po prostu postanowili uczyć się języków obcych, jako rzecz niezbędna do podróżowania po świecie. Joannie nauka poszła nieco łatwiej, co jej mąż zgrabnie tłumaczy zwalając wszystko na wysoki poziom inteligencji odtwórczej małżonki (ona sama uważa, że po prostu ma chłonniejszy umysł).

Główni bohaterowie są na wycieczce do Lizbony razem z całą grupą turystów z Polski i wszyscy mieszkają w pewnym hotelu w centrum miasta (tak przynajmniej jest określana jego lokalizacja, chociaż z opisów miejsc  w pobliżu – niekoniecznie). Biuro podróży, organizator wyjazdu, wysłało wraz z nimi przewodniczkę Alicję, którą Michał obserwował już na lotnisku w Lizbonie, tuż po przylocie, i która była wtedy nienaturalnie zdenerwowana. Okazało się potem, że powodem zdenerwowania był…  − jednak nie napiszę, bo pewnie niektórzy od razu odgadliby kto kogo zamordował itp. A trupów w tej powieści jest kilka, i każda zamordowana osoba należała do polskiej grupy turystów. Zresztą kryminalne przygody zaczynają się już na początku pobytu w stolicy Portugalii, a w pierwszą z nich wplątuje się nasz główny bohater. Ujawnia się też jego dziennikarska dociekliwa strona i postanawia on rozwiązać zagadkę dziwnych śmierci w lizbońskim hotelu. Do współpracy namawia żonę i przystojnego portugalskiego policjanta Felipe, który okazuje się być także bardzo kompetentny w swoim fachu. Uroda Portugalczyka zostaje podkreślona w kontekście podekscytowania żony, z kolei odwrotne sytuacje są udziałem Michała, który ogląda się czasem za zgrabnymi nogami długonogiej Danieli czy innymi blondwłosymi pięknościami.

W sumie w powieści pojawia się kilka barwnych postaci – jest starsze małżeństwo, w którym on jest urzędnikiem pewnego (nie wiadomo jakiego) ministerstwa, a ona śmiertelnie chorą żoną, jest para rodzeństwa, które okazuje się nie być rodzeństwem – on jest kochankiem (ukrywającym się, bo żonatym), a ona jego kochanką, stanu wolnego. Inni członkowie wycieczki to pewna starsza pani (nazywana przez Michała „Złotą Dorotą”), która okazała się być babcią pewnego dziwnego mężczyzny zabierającego na urlop garnitury i koszule z kołnierzykiem, i pewien samotny mężczyzna, Bogdan, który wydawał się zwykłym podrywaczem-gawędziarzem. Innych członków wycieczki nie poznajemy, nie licząc przewodniczki Alicji. Czy wśród wymienionych osób są trupy, które sieją grozę wśród mieszkańców hotelu? I czy mordercą okaże się któryś z gości hotelowych, czy może jednak będzie to włamywacz, którego ścigał Michał? A może któryś z wymienionych przeze mnie członków polskiej grupy?

Mimo pewnych niedociągnięć w opisywaniu miejsca akcji, które mogą przeszkadzać znawcom Lizbony (np. bohater bez problemu pieszo pokonywał odległości między „starówką”, zamkiem św. Jerzego a klasztorem Hieronimitów; ani razu nie padła nazwa Alfama czy nawet Praça do Comércio), książkę czyta się lekko i przyjemnie, dzięki czemu jest to idealna lektura na wakacyjne popołudnie. Bo akurat tutaj nie szczegóły Lizbony a zagadki krwawych wydarzeń są ważne. A czy książka jest dobrym kryminałem? Niech ocenią znawcy gatunku.
Więcej tutaj

Anna B. Kann
Powrót do Barcelony
Pascal 2015


Powrót do Barcelony nie jest książką wymagającą ani specjalnie ambitną czy skierowaną do wyszukanego odbiorcy. Nie chcę przez to napisać, że to powieść płytka, i tylko ktoś o niewyrafinowanym guście czytelniczym będzie się nią cieszyć. Jest to lektura z serii lekkich, łatwych i przyjemnych, w sam raz do pociągu, czy do poczytania pod drzewem w letnie upalne popołudnie. Niewątpliwą zaletą powieści są opisy dwóch pięknych miast – Barcelony i Lizbony, a także dwóch charakteryzujących te miasta obszarów kultury – flamenco i fado. Nas oczywiście bardziej interesuje Lizbona i fado, zresztą tylko ze względu na nie sięgnąłem po Powrót do Barcelony.

Powrót do Barcelony jest drugą częścią historii zawartej wcześniej w Do zobaczenia w Barcelonie – być może zechcecie przeczytać w tej kolejności, jeśli jednak ktoś jak ja chce pominąć część pierwszą, też tak można. Bohaterką historii jest 40-letnia prawniczka Ewa, która ma problemy w małżeństwie, zakochuje się w nauczycielu flamenco, gorącym Hiszpanie, potem wyrusza do Hiszpanii w pogoni za miłością i ratowaniem siebie i swojego życia. To tak krótko, upraszczając. Potem sprawy komplikują się jeszcze bardziej, bo jej ukochany okazuje się być niewierny, co nasza bohaterka odkrywa przypadkiem. Postanawia opuścić Barcelonę i swojego chłopaka, nie wie jednak, co dalej. Na lotnisku wsiada do samolotu do Lizbony, z myślą, że tam zbierze myśli i zastanowi się, jakich dokonać wyborów.

Dalsza część książki to ta, która najbardziej mnie zainteresowała, czyli zdarzenia opisane po przylocie bohaterki do Portugalii. Muszę przyznać, że przywoływane opisy Lizbony, miejsca i sytuacje są opisane bardzo rzetelnie. Ba, są nawet przypisy wyjaśniające niezrozumiałe kwestie, wątki historyczne lub po prostu sytuacje niejasne dla kogoś, kto Lizbony czy jej zwyczajów nie zna. Byłem pozytywnie zaskoczony i spodobała mi się ta część bardzo. Mogłaby nawet, w kryzysowej sytuacji, zastąpić przewodnik turystyczny komuś, kto przypadkiem znalazł się w Lizbonie z tą tylko powieścią... A może przesadzam?
Są przechadzki po mieście szlakiem kawiarni, nostalgicznych miejsc i zwyczajnych atrakcji. Są spacery szlakiem knajpek z fado, a w jednej z nich występuje nawet Polka..., spacery magiczną lizbońską nocą, którą większość z nas zna i pewnie kocha… Ewa poznaje w Lizbonie pewną dziewczynę, Polkę mieszkającą tu na stałe, która przybliża jej uroki miasta. Ale poznanie Lizbony przedstawionej w tej książce pozostawiam Wam drodzy Czytelnicy, tak jak i Waszej konfrontacji ze znaną Wam Lizboną i Waszymi odczuciami odnośnie portugalskiej stolicy, jej klimatu i magii.Opisanie tutaj szczegółów zepsułoby Wam lekturę, do czego w żaden sposób nie chcę doprowadzić.

Kolejne strony powieści rozwiązują perypetie bohaterki w sposób nieco zaskakujący, autorka wprowadza w niej bowiem wątki kryminalne (?), które doprowadzają do końca ten etap historii Ewy. Przy okazji dowiadujemy się, jaki związek z całą opowieścią ma historia kobiety opisana w pierwszym rozdziale – dla mnie początkowo był to trochę niejasny wstęp, który długo nie łączył się z całością. Być może po prostu niezbyt uważnie czytałem, a może rzeczywiście brakowało mi początku historii, tej opisanej w Do zobaczenia w Barcelonie? (więcej tutaj)


Świat w sekundzie tekst: Isabel Minhós Martins
ilustracje: Bernardo Carvalho
przekład: Jakub Jankowski
Tako 2015 


Świat w sekundzie to utrzymana w komiksowej stylistyce opowieść dla najmłodszych, która pokazuje jak różne rzeczy, mniej lub bardziej zwyczajne, mogą się wydarzyć w tym samym czasie w różnych miejscach na ziemi. Czytając i oglądając karty książeczki najmłodsi zwiedzają świat, poznają różnice poszczególnych jego zakątków, niezwykłe sytuacje w nich występujące. Dowiadują się, że świat nigdy nie stoi w miejscu, nie zatrzymuje się nawet na sekundę, w czasie której zdarza się bardzo wiele.
Dla przykładu - gdy statek napotyka sztorm na Morzu Bałtyckim, w tym samym czasie winda mknie pomiędzy piętrami wieżowca w Nowym Jorku, a dojrzała pomarańcza spada z drzewa w ogrodzie w Portugalii. Gdy mężczyzna w Tokio zatrzymuje się na chwilę by odpocząć, w innym mieście listonosz dostarcza przesyłkę do adresata. Na końcu książeczki znajduje się mapa świata, na której zaznaczono pojawiające się w opowieści miejsca.

Dzień na plaży historia i ilustracje: Bernardo Carvalho
Tako 2015

Historia opisana w Dzień na plaży zaczyna się już na okładce. A właściwie nie opisana, a zilustrowana, bo w książeczce nie ma tekstu. Zaczyna się niepozornie, kilka kolorowych plam tworzących początek historii, która, jak się okazuje wciąga. Bernardo Carvalho bez użycia słów opowiada historię pewnego turysty, którego wyłaniające się z morza śmieci odrywają od czynności związanych z plażowaniem, a jej finał zaskakuje nie tylko dzieci. Książeczka spodobała się pewnemu znajomemu Kubusiowi, który dzięki niej odkrywał portugalską plażę - zatem jest to pozycja sprawdzona, warta polecenia innym maluchom i ich rodzicom.

Morze tekst: Ricardo Henriquesilustracje: André Letriaprzekład: Jakub Jankowski
Tako 2016

Morze to pozycja dla nieco starszych niż dwa powyższe tytuły czytelników. Jak czytamy na stronie
wydawcy, jest to „błyskotliwy leksykon, który bawi się znaczeniami figur i słów związanych z morzem. Przedstawia ogrom morza w wielu aspektach: faunę i florę, ludzi morza i ich kulturę. Podaje fakty i liczby, sięga po folklor, poezję i humor”. Dodatkowo książka jest bardzo ładnie wydana, w dużym (nieco więcej niż A4) formacie, a jej projekt graficzny doskonale komponuje się z tematem. Doskonała na prezent, w sumie nie tylko dla dziecka, bo sam też sporo się z niej dowiedziałem.


Vergílio Ferreira Objawienie, przełożył Ireneusz Kania
Wydawnictwo Literackie 1979

Vergílio Ferreira (1916–1996) był jednym z najwybitniejszych portugalskich pisarzy egzystencjonalizmu fenomenologicznego. Początkowo był związany z neorealizmem, a pierwsza jego powieść w tej konwencji (O caminho fica longe – Daleka jest droga) została wydana w 1943 roku. W tej i innych swoich neorealistycznych powieściach opowiada się za rozwiązaniem wszystkich problemów ludzkich na drodze socjoekonomicznej. Już w tych powieściach pisarz objawiał też pewną niezależność estetyczną i doktrynalną, które ostatecznie doprowadziły go do zerwania z neorealizmem, a nawet do zajęcia krytycznego stanowiska w stosunku do ograniczeń tego gatunku literackiego. W tym czasie w swojej twórczości rozpatrywał warunki społeczne człowieka jednocześnie nawiązując do świadomości egzystencjalnej. Zastanawia się, co wyjaśnia czy usprawiedliwia egzystencję człowieka i jego działalność na ziemi, skoro jedno i drugie jest skazane na przemijanie.
Za najbardziej wartościowy dorobek Ferreiry uważa się powieści z okresu egzystencjalnej epoki pisarza, w których podstawowym zagadnieniem jest rozpatrywanie czynnego działania człowieka jako usprawiedliwienie  jego wartości, zarówno wobec świata, jak i własnego sumienia.
Tematem powieści Objawienie jest prawda o życiu, niebędąca sumą rozumowań, lecz obecnością absolutną, we krwi. Jest to prawda często nieuświadamiana, ale mogąca nagle zostać objawiona. Bohater powieści, Alberto, a wraz z nim po prostu  człowiek odkrywa swoją prawdę o życiu, a także usprawiedliwienie swojego losu na ziemi wobec nieuchronnej śmierci. W wewnętrznym konflikcie Alberta i dramatach innych postaci powieści kształtuje się problematyka egzystencjalna, którą pisarz rozumie jako uświadomienie sobie własnego „ja”. A jak czytamy tutaj, nie jest to zła powieść, którą warto przeczytać: „Podobno najwspanialszy przedstawiciel portugalskiego egzystencjonalizmu fenomenologicznego. Przynajmniej tak głosi informacja umieszczona przez wydawcę na książce. To musi budzić niepokój. To stwarza wrażenie, że mamy do czynienia z dalekim pobratymcą Sartre'a i Heideggera. Ach, to ciągłe poszukiwanie siebie, to ciągłe przeżywanie. Nie jest to zła powieść, dużo w niej tej "egzystencjalnej" mordęgi ze sobą i światem. Całość okraszona jakże patetycznym językiem. Opisy przyrody, stanów wewnętrznych - zakrawają na niezamierzony kicz. Ale to można chyba wybaczyć temu panu. Jest w jego pisarstwie coś portugalskiego, co sprawia że lektura ma walor krajoznawczy. W sumie, dość urokliwa opowieść, można by i z tego film zrobić. Mimo wszystko, to nie jest zła literatura, choć oko krytyka tak nad nią czuwa i karci. Takich panów się nie skreśla, nie skreśla się nauczycieli licealnych, mimo że wszystko by na to wskazywało. A jednak, przeczytałem całość”.
Powyższy opis stworzyłem na podstawie Posłowia zamieszczonego na końcu polskiego wydania powieści.





 Ana Veloso Bądź zdrowa Lizbono, Świat Książki

Elisabeth Luard Kuchnia hiszpańska i portugalska, Elipsa 2008

 Marcin Kydryński Lizbona. Muzyka moich ulic, G+J RBA 2013

 José Saramago Mały pamiętnik, Świat Książki 2012


 Pascal Mercier Nocny pociąg do Lizbony, Noir Sur Blanc

 Iwona Słabuszewska-Krauze Ostatnie fado, Otwarte

Fernando Pessoa Poezje zebrane Alberta Caeiro, Czuły Barbarzyńca 2011


 Fernando Pessoa Księga niepokoju, Czuły Barbarzyńca 2013

 Frenando Pessoa Bankier anarchista, Jirafa Roja 2010

 José Saramago Podróż słonia, Rebis 2012

 Antonio Tabucchi Podróże i inne podróże, Czytelnik

 Maria Danilewicz-Zielińska Polonica portugalskie, Biblioteka Więzi 2005

 Domingos Amaral Kiedy Salazar spał, Świat Książki 2009

 Renata Gorczyńska Szkice portugalskie, Zeszyty Literackie, FZL 2014

 Fernando Pessoa Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie, Lokator 2013

José Saramago Historia oblężenia Lizbony, Rebis 2002

 José Saramago Rok śmierci Ricarda Reisa, Rebis 2010

Cyril Pedrosa Portugalia, Timof comics 2013


Komentarze

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Mariola Landowska - polska malarka w Portugalii (i jej wystawa Mundo Colorido w Open Gallery Moniki Krupowicz w Szczecinie)

Mariola Landowska jest polską malarką mieszkającą i pracującą w Portugalii. Moja historia z twórczością Artystki to jedna z (moich) lizbońskich historii. Pewnego razu, oglądając piękne obrazy i kafle w galerii (której nazwy niestety nie pamiętam) pani z obsługi zapytała mnie, skąd jestem. Gdy usłyszała, że z Polski zapytała, czy znam twórczość Marioli Landowskiej, bo obraz który przed chwilą oglądałem to właśnie jej praca. Gdy przyszedłem do galerii następnego dnia, żeby kupić upatrzony wcześniej kafelek, pani już wiedziała że za kilka dni (bodajże 12 czerwca ubiegłego roku) miał być wernisaż wystawy prac Marioli Landowskiej Mona Lisa i inne w galerii CNAP, na który zresztą mnie zapraszała. Data wernisażu była jednak dniem mojego wylotu z Lizbony do Polski. Po powrocie oczywiście zapoznałem się z twórczością tej znakomitej (teraz już to wiem) malarki, odnalazłem jej profil na Facebooku oraz stronę internetową. Wiele obrazów, które oglądałem mogłyby zapełnić wnętrza mojego mieszkania…
T…

Portugalskie lektury na drugą połowę wakacji, czyli polecam książki, które niedawno czytałem + KONKURS

Wakacje w pełni, a oprócz wojaży to także dodatkowy czas na czytanie. Dla niektórych może to także czytanie w trakcie PODRÓŻY, bo na pewno są wśród Was tacy, którzy czytają zawsze i wszędzie i bez książki nie ruszają się z domu, jak piszący te słowa. Niektóre z opisanych poniżej książek czytałem na początku roku, a więc już jakiś czas temu, inne z kolei skończyłem przed kilkoma dniami, więc jestem w miarę na bieżąco jednak pisząc tego posta posługuję się opisami, a zwłaszcza komentarzami czytelników z portalu lubimyczytac.pl, który bardzo lubię i na którym mam konto, a opinie innych czytelników często pozwalają mi zweryfikować moje opinie o książce, przypomnieć zapomniane szczegóły albo zwyczajnie zrozumieć niejasne sytuacje opisane na przeczytanych stronach. Pewnie większość z prezentowanych poniżej książek już czytaliście, ale może się zdarzy, że podsunę komuś idealną lekturę na drugą połowę lata. Dodatkowo, dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis ogłaszam konkurs, w którym do w…

25 kwietnia 1974 - Rewolucja Goździków w sztuce ulicznej dzisiejszej Lizbony i wiecznie żywa pieśń Zeci Afonsa "Grândola, Vila Morena"

25 kwietnia obchodzony jest w Portugalii jako rocznica Rewolucji Goździków – w tym roku już 41. W skrócie można powiedzieć, że był to wojskowy zamach stanu, który doprowadził do obalenia w Portugalii dyktatury Marcelo Cayetano (następcy Antónia Salazara). Nazwa, całkiem przyjemna dla ucha, pochodzi stąd, że żołnierzom wtykano w lufy karabinów właśnie goździki, a całe wydarzenie przebiegło niemal bezkrwawo – zginęły cztery osoby (z rąk tajnej policji DGS – Generalna Dyrekcja Bezpieczeństwa, dawna PIDE – Policja Międzynarodowa i Ochrony Państwa, podczas oblężenia jej siedziby). Następstwem tych wydarzeń była też dekolonizacja portugalskich terytoriów w Afryce i Azji oraz rozpoczęcie procesu demokratyzacji systemu politycznego Portugalii, w której od 1945 r. istniała dyktatura wprowadzona przez Antónia Salazara. Zaczęło się od tego, że 25 kwietnia tuż po północy lizbońska rozgłośnia radiowa Rinasenza nadała zakazaną przez cenzurę pieśń Grândola, Vila Morena Alfonsa Zeki. Możecie jej posłu…