Niedawno wróciłem z Lizbony, gdzie spędziłem klika ostatnich dni minionego roku i parę dni stycznia. Jakże dobrze było oderwać się od codziennych spraw, monotonii pracy, beznadziejnej polskiej rzeczywistości i dodatkowo, jak się potem okazało, uciec od sporych mrozów. Podczas gdy u nas temperatura dochodziła nocami do -20˚C, w Lizbonie zdarzało mi się widzieć na termometrach +20 stopni w ciągu dnia. Zdarzały się ciepłe słoneczne dni, podczas których niezbędne były okulary przeciwsłoneczne, i podczas których aż chciało się przysiadać i wystawiać twarz ku słońcu, co zresztą ochoczo czyniłem. Przeplatane były dniami deszczowymi, bo ten okres w Portugalii należy zdecydowanie do deszczowych, jednak miało to swój urok. Zwłaszcza wtedy, gdy pomiędzy dosyć mocnymi promieniami słońca co chwilę lało i sprawiało, że Lizbona usiana była tęczami. To były moje pierwsze tęcze w Lizbonie ;-). Zima w Portugalii, przynajmniej ta, którą teraz widziałem, bardziej przypominała mi ...
Stowarzyszenie Miłośników Portugalii „My Lisbon Story”