niedziela, 27 października 2019

Moje serce jest całkowicie sercem fadisty – wywiad z Silvaną Peres



Czym jest dla Ciebie muzyka? Skąd się wzięła w Twoim życiu? Pierwszy był prawdopodobnie taniec?

Muzyka ma dla mnie sens tylko wtedy, gdy można się nią dzielić z publicznością, z innymi twórcami, wykonawcami, muzykami i autorami tekstów. Każda z tych osób wnosi coś, co ma najlepszego do zaoferowania. Wszyscy jesteśmy dyfuzorami sztuki i w związku z tym musimy współpracować wypracowując najlepszy sposób dotarcia do tych, którzy chcą nas usłyszeć.
Muzyka weszła do mojego życia poprzez taniec i jazdę konno. Taniec po raz pierwszy pojawił się w moim życiu w wieku dziewięciu lat, a muzyka trochę później.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z Fado? Czy to był Twój pierwszy wybór stylu muzycznego? Jakie jest twoje podejście do tradycji Fado?
Fado pojawiło się później, gdy miałam 14 lat, podczas jazdy konno. W jeździectwie Fado jest bardzo powszechną praktyką. Moim pierwszym muzycznym wyborem było Fado, ale później odczułam potrzebę śpiewania także innych stylów. Mam najwyższy szacunek dla tradycyjnego Fado i wszystkiego, co ono oznacza, ponieważ moje serce jest całkowicie sercem fadisty.
Śpiewam regularnie w tradycyjnych domach Fado i uwielbiam wszystkie intymne, przytulne, a nawet mityczne środowiska, które można stworzyć tylko w tych tradycyjnych miejscach.

Jak myślisz, dlaczego ta muzyka jest ponadczasowa i przyciąga fanów na całym świecie, także w Polsce? A jak widzisz przyszłość tego gatunku?
Fado pochodzi z serca i jak najgłębszych miejsc naszych dusz. Tak długo, jak masz duszę, tak długo będziesz czuć pociąg do tego, co ma do zaoferowania Fado, podobnie jak blues, jazz czy inne tradycyjne gatunki muzyczne. Gdy przyjdzie z serca, sprawi, że będziesz czuć rzeczy w bardzo surowy i czysty sposób. Fado jest w ciągłej mutacji i ewolucji, stale przyciąga nowe pokolenia twórców i słuchaczy. To gatunek, który nigdy nie umrze. Zostało też wpisane na listę UNESCO jako niematerialne dziedzictwo ludzkości. Ta decyzja uznaje znaczenie Fado jako symbolu duszy naszego kraju.
fot. Krzysztof Rosenberger

Czy prawdziwy pieśniarz Fado ma w duszy saudade
Moim zdaniem Fado należy do wszystkich Portugalczyków, a portugalskie słowo saudade to jedyne słowo bez tłumaczenia na inne języki. Ma kilka znaczeń i związanych z tym emocji. Wszyscy fadiści mają saudade w swoich duszach! Fado i saudade zawsze idą ręka w rękę, jak możemy usłyszeć w utworze Era jâ tarde wspaniałego Maxa, który nagrałam na mój debiutancki album.

Fado w języku innym niż portugalski prawdopodobnie nie byłoby prawdziwe...
Jestem pewna, że nie byłoby takie samo. Bez uszczerbku dla wszystkich pozostałych języków, dla mnie portugalski jest najpiękniejszym i najbardziej poetyckim językiem ze wszystkich.

W projekcie Fado no Pé łączysz dwie pasje – muzykę i taniec. Jak narodził się ten pomysł?
Pomysł zrodził się z chęci uczynienia tego albumu moim hołdem dla Luzofonii – czterech kontynentów z ośmioma krajami, w których język portugalski jest językiem urzędowym, w sojuszu trwającym ponad 500 lat. Oczywiście, jako że byłam również tancerką, zadbałam o to, by różne rytmy i tradycyjne tańce tych krajów były również docenione i zbadane w mojej pracy.

Czy album, a wcześniej koncerty zostały dobrze przyjęte przez publiczność?
Projekt jest świetnie przyjmowany przez publiczność na całym świecie. Ludzie tańczą z nami, śpiewają, a szczególnie dobrze bawią się podczas tej podróży po języku portugalskim.

Występujesz zarówno w Portugalii, jak i za granicą. Zarówno na dużych scenach, jak i w domach Fado. Jaka jest różnica w takich występach i które sprawiają Ci większą radość?
Oba rodzaje występów są bardzo uzależniające, ale zupełnie inne. Jestem bardzo szczęśliwa wykonując każdy z nich. W domach Fado czujemy wymianę energii i reakcję ludzi na każdy utwór, atmosfera jest bardzo intymna i przyjazna, ponieważ jesteśmy tak blisko publiczności. Natomiast na dużych scenach z tysiącami ludzi śpiewającymi i tańczącymi – to bardzo wzmacniające i intensywne doświadczenie poruszać tak wielu ludzi jednocześnie.

Jakie są teksty piosenek, o których śpiewasz? Czy zwracasz uwagę na ich przesłanie i symbolikę?
Fado to przede wszystkim przesłanie i symbolika, pełne jest pięknych ponadczasowych metafor, komentujących nie tylko świat wokół nas, ale także świat wewnętrzny każdego człowieka. Zwracam uwagę na wszystkie aspekty i tajemnice ukryte w semiotyce Fado, inspirujące artystów od XIX wieku.
Fado może opowiadać o morzu lub życiu biednych ludzi, o ich smutku i rezygnacji, przeznaczeniu i melancholii. Ale Fado może także mówić o radości, ekstazie i dumie.

A czego słuchasz na co dzień, w samochodzie lub podczas sprzątania mieszkania? Na jakie koncerty chodzisz?
Chodzę na wiele koncertów, moich kolegów, a także innych artystów występujących w Portugalii, np. Snarky Puppy, Jessy J., Caetano Veloso, Ennio Morricone, i innych... W domu słucham wykonawców takich jak Ana Carolina, Mayra Andrade, Dino d ́Santiago, Sara Tavares, Carlos Ramos, Fernanda Maria, Cartola, Pexinguinha, Dulce Pontes, Guinga i innych...

A Twoi ulubieni artyści Fado? Są tacy? Ktoś Cię inspiruje?
Inspirują mnie kreatywność i miłość, więc każdy artysta współbrzmiący, nadający na tej samej fali, co ja, jest moim natchnieniem. W ich utworach czuje się wybrzmiewającą miłość i inne uczucia. Tacy artyści to m.in. Cidália Moreira, Beatriz da Conceição, Carlos Ramos, Max, Fernando Mauricio, Amália Rodrigues, Fernanda Maria...

W Restaurante Casa de Linhares, gdzie śpiewasz, występują też Fábia Rebordão, André Baptista, Vania Duarte i Jorge Fernando. Czy jesteście także przyjaciółmi poza pracą?
Tak, wszyscy przyjaźnimy się i razem spędzamy też czas wolny. Razem chodzimy na koncerty, jadamy wspólnie kolacje… Jesteśmy społecznością muzyków, wspierającą się nawzajem. Jestem dumna z tego, że jestem jej częścią.

Czasami przychodzi tam też Madonna, spotkałaś ją? Rzeczywiście polubiła Fado?
Madonna była kilka razy w Casa de Linhares, za każdym razem jako gość. Czasami w towarzystwie rodziny, czasami w gronie przyjaciół. Przychodzi posłuchać niesamowitych pieśniarzy Fado i czerpać przyjemność z fantastycznego jedzenia podawanego w restauracji.

Znasz także Annę Laíns, która rok temu występowała na pierwszej edycji Fado w Katowicach. Czy cenisz ją jako artystkę? A prywatnie?
Oprócz tego, że Ana Laíns jest moją przyjaciółką, jest ona także prawdziwą inspiracją i motywuje mnie jako artystkę. Jej siła i talent, wsparcie, które okazuje swoim kolegom, sposób w jaki prezentuje nasz kraj, broni języka i kultury, są naprawdę niezwykłe. Jednak to, co podziwiam najbardziej, to jej niepoddawanie się modom, temu, co narzuca rynek muzyczny. Ana Laíns tworzy muzykę, w którą wierzy, tworzy ją po prostu dla sztuki.

Nie wiem, czy to nie tajemnica, ale Paulo Loureiro uczy Cię gry na fortepianie. Jak idą postępy?
Rzeczywiście, wspaniały Paulo Loureiro uczy mnie gry na fortepianie. Zaczęliśmy lekcje, ponieważ pewnego dnia powiedziałam mu, że chciałabym wiedzieć więcej o muzyce, chciałabym uczyć się gry na fortepianie, żeby łatwiej było mi tworzyć moje kompozycje i piosenki. Zgodził się i od tego czasu jest niestrudzonym wspaniałym nauczycielem, jednak ja wciąż jestem początkującą uczennicą.

Czy miałaś jakiś kontakt z polską muzyką? Znasz jakichś polskich wykonawców?
Bardzo lubię zespół Sutari, podoba mi się taniec krakowiak i ogólnie polska muzyka ludowa, to przypomina mi folklor portugalski, który bardzo cenię. Uważam, że polski folklor jest piękny i inspirujący.

Skoro jesteśmy przy Polsce – przyjedziesz tu po raz pierwszy na koncert. Czy wiesz coś o naszym kraju? Jakie są Twoje wyobrażenia?
Szczerze mówiąc wiem niewiele, ale mój starszy brat Francisco Peres jest filmowcem i wielkim miłośnikiem waszego kina. Uwielbia polskich reżyserów takich jak Kieślowski, Wajda i Żuławski. Pokazywał mi sceny z filmów tych reżyserów i naprawdę mi się podobało to, co dotychczas widziałam, obiecuję więc, że poproszę go, żeby pokazał mi więcej, tak żebym mogła nauczyć się więcej o waszej bogatej historii i kulturze.

Czym się zajmujesz w wolnym czasie? Czytałem gdzieś, ze masz mały warsztat, w którym robisz różne ciekawe rzeczy.
Lubię przetwarzać rzeczy. Dokładniej wytwarzać rękodzieło z recyklingu. Uwielbiam robić nowe przedmioty ze starych, tak jak w muzyce. Tworzę na fundamentach starszych gatunków muzycznych, które stanowią dla mnie źródło inspiracji i przepracowuję je pod nowym, świeżym kątem, wzbogacam o nowe rytmy i tematykę.


A Twoje zamiłowanie do koni? Powiedz coś więcej...
Konie są częścią mojego życia od urodzenia. Nie powiedziałabym, że to tylko pasja, ale coś, co jest i zawsze było częścią mojego życia i z pewnością będzie należeć też do następnych pokoleń mojej rodziny. Zanim zostałam profesjonalną piosenkarką, byłam zawodowym jeźdźcem, trenowałam konie na zawody, a także uczyłam jazdy konno i zajmowałam się hipoterapią.

Mieszkasz w pobliżu Lizbony, pracujesz między innymi w stolicy. To są twoje ulubione miejsca w Portugalii, czy są jeszcze jakieś?
Uwielbiam wszystko, co dotyczy Portugalii – pogodę, jedzenie, wino, ludzi, kulturę. Portugalia ma to, co najlepsze z obu światów, mamy bezpieczeństwo w życiu codziennym, mamy dużo słońca, mamy trochę śniegu, mamy wieś, mamy niesamowite plaże. Wszystkie miasta mają swoją historię, kuchnię i rękodzieło rzemieślnicze.

A twoje ulubione miejsca poza Portugalią?
Z krajów, które do tej pory odwiedziłam, najbardziej podobały mi się Holandia i Brazylia.

Jaka jest Twoja wymarzona podróż? Gdzie najbardziej chciałabyś pojechać?
Nie byłam jeszcze w Afryce... jestem jej bardzo ciekawa, prawdopodobnie będzie to mój następny cel.

Czy masz ulubione potrawy? Kuchnia polska różni się nieco od portugalskiej. Czy masz jakieś oczekiwania? Czy lubisz próbować nowych rzeczy?
Nie mam pojęcia, jakie będzie polskie jedzenie, jestem tego bardzo ciekawa. Bardzo chcę poznać polską kuchnię – jeśli jest tak dobra, jak uczucie, które otrzymałam o całej ekipy My Lisbon Story, na pewno ją pokocham.

Czy Ty też gotujesz? Czy masz jakieś spektakularne danie?
Lubię gotować, ale intensywny tryb życia, jaki prowadzę, ciągle w drodze, powoduje, że prawie zawsze jem na mieście. Moje ulubione danie to gotowany dorsz i gotowane jajko z natką pietruszki, czosnkiem i mieloną surową cebulą.

Czy chciałbyś coś powiedzieć polskim słuchaczom? Twoja muzyka już się trochę spodobała w kraju nad Wisłą.
Dziękuję za tę fantastyczną okazję! Cieszę się, że mogę dzielić się moją pracą z wami wszystkimi i kontynuować ją inspirując się waszą kulturą. Ważne jest, aby pamiętać o znaczeniu sztuki. To, co tworzymy, jest dziedzictwem wielu pokoleń. 9 listopada, na spotkaniu kultur, będziemy się dobrze bawić dzieląc się muzyką i doświadczeniami.


9 listopada 2019 roku o godz. 18.00 Silvana Peres wystąpi w Filharmonii Śląskiej w ramach 2. edycji Fado w Katowicach. Będzie to jej pierwszy i jedyny w tym roku występ w Polsce. Więcej o wydarzeniu znajdziecie tutaj.

Patronat Honorowy nad koncertem objął Ambasador Portugalii w Warszawie Pan Luís Cabaço.
Patronat nad koncertem objął Instytut Camões w Warszawie.
Partnerami koncertu są Legalna Kultura i Hotel Vienna House Easy Katowice.
Współpraca redakcyjna: RMF Classic.
Patronat medialny: „Dziennik Zachodni”, „Nasze Miasto”, TVP Katowice, Silesia24.pl.

sobota, 28 września 2019

Kinga Rataj - koncert TRIBUTE TO AMÁLIA RODRIGUES w hołdzie królowej Fado

Amalia Rodrigues podczas występu (źródło zdjęcia tutaj)
Amália Rodrigues była artystką niezwykłą, do dziś nazywaną królową Fado i trudno nie zgodzić się z tym tytułem. Rozsławiła tę portugalską muzykę na całym świecie i niejako przywróciła ją do łask po latach politycznych zawirowań w Portugalii. W tym roku, 6 października, mija 20 lat od śmierci Amálii, której odejście było niezwykle smutnym wydarzeniem dla Portugalczyków i całego świata Fado, o czym może świadczyć fakt, że na jej pogrzeb przyszło ponad sto tysięcy osób. Szczątki Amalii spoczęły na Cemitério dos Prazeres, a następnie zostały przeniesione, jako pierwszej kobiety, do Panteão Nacional w Lizbonie


Amália Rodrigues urodziła się 23 lipca 1920 roku w Lizbonie, co oznacza, że w przyszłym roku obchodziłaby setne urodziny. Ta okrągła rocznica jest okazją do bardziej „hucznego” niż dotąd świętowania pamięci o Amálii Rodrigues. W całej Portugalii, ale także po za jej granicami, szykują się, a niektóre już trwają, wydarzenia związane z tą rocznicą. Nawet w Polsce, na ostatnim Festiwalu Fado w Grudziądzu, mogliśmy już słyszeć projekt Cantar Amália, pojawiają się nowe publikacje o artystce, jak choćby przetłumaczona przez Grażynę Jadwiszczak Moich 30 lat z Amálią Rodrigeus. Opowiada Estela Carvas. A to dopiero początek. W Polsce dostępny jest też film Amália. Królowa fado, a muzykę królowej bez problemu kupicie w sklepach muzycznych i w platformach cyfrowych.

Amalia Rodrigues w sztuce ulicznej Lizbony (fot. Krzysztof Rosenberger)
Twórczość Amalii jest ciągle żywa i obecna w muzycznym świecie, zarówno przez zainteresowanie samą jej muzyką, jak i poprzez interpretacje jej utworów przez innych artystów. A śpiewają ja chyba wszyscy. Dosłownie, na większości płyt artystów fFado znajdziecie jakiś utwór śpiewany oryginalnie przez Amálię. I to jest wspaniałe, bo dzięki temu jej muzyka jest szerzej znana, a do tego najczęściej powstają bardzo ciekawe interpretacje. 

Z twórczością Amálii Rodrigues zmierzyła się też polska Artystka Kinga Rataj, która od wielu lat wykonuje utwory królowej Fado na swoich koncertach z tą muzyką. Z okazji okrągłego jubileuszu Kinga przygotowała specjalny koncert TRIBUTE TO AMÁLIA RODRIGUES w hołdzie królowej Fado. W imieniu swoim i Artystki zapraszamy już teraz – wypatrujcie zapowiedzi koncertu Kingi Rataj w swojej okolicy.
Kinga Rataj (źródło zdjęcia tutaj)

To będą niesamowite, pełne emocji i saudade koncerty, które pozwolą Wam nie tylko na zbliżenie się do twórczości Amálii, ale też poznanie pięknego głosu i nieocenionych zdolności interpretacyjnych Kingi Rataj. Sama Artystka często powtarza, że śpiew był w Niej od zawsze, odkąd tylko pamięta, a inspiracji wokalnych i muzycznych szuka niemal w każdym gatunku. Kinga Rataj jest jednym z najciekawszych odkryć wokalnych w Polsce ostatnich lat, a także m.in. laureatką Festiwalu Piosenki Artystycznej w Rybniku i Festiwalu Twórczości Marka Grechuty „Korowód” oraz dwukrotną zwyciężczynią w legendarnym konkursie „Śpiewać każdy może” w krakowskiej Rotundzie. Przełomem stał się rok 2006, w którym zdobyła Główną Nagrodę oraz Nagrodę Prezesa TVP za Najciekawszy Debiut na 42. Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie.

To w tym czasie zrodziła się u Kingi fascynacja muzyką Fado (nie bez znaczenia była tu twórczość Amálii) oraz językiem i kulturą Półwyspu Iberyjskiego. Zaowocowało to powstaniem wspomnianego już wcześniej koncertu, w którym klasyka Fado miesza się z jazzem, tango i flamenco. Nieprzerwanie od 2010 roku koncert ten zachwyca publiczność w całej Polsce. Artystka wystąpiła z nim m.in. dwukrotnie na Międzynarodowym Festiwalu Ballady Europy w Niepołomicach, na Festiwalu „Etniczne Inspiracje” w Warszawie, na I i II Festiwalu Fado w Grudziądzu, i w wielu innych miejscach – od klubów muzycznych po duże sale koncertowe. Także nasze Stowarzyszenie dwukrotnie współorganizowało występy Kingi – w Gliwicach i Katowicach. Miarą sukcesu Kingi Rataj jest fakt, że coraz częściej powraca ze swoim koncertem w te same miejsca, jak choćby na Ethno Jazz Festival we Wrocławiu, do poznańskiego Blue Note, czy do Fado Cafe w Grudziądzu. Śpiewając fado, Artystka prezentuje takie opanowanie języka portugalskiego, że brana jest za rodowitą Portugalkę, czym wprawiła w zachwyt licznie zebraną portugalską publiczność podczas I Międzynarodowego Kongresu Luzytanistów Polskich w Krakowie we wrześniu 2013 roku. Nie uszło to uwadze entuzjastom i miłośnikom Fado na Półwyspie Iberyjskim. Artystka ze swoim koncertem została zaproszona na Festival Internacional de Fado de Catalunya / Inter-fado, a fragment nagrania jednego z występów otrzymał status „wideo tygodnia” na Portal do Fado - jednym z najważniejszych portali Fado w Portugalii. 

Kinga Rataj z zespołem (źródło zdjęcia tutaj)
Od tego czasu Kinga Rataj dała dziesiątki koncertów Fado w całej Polsce i choć w ostatnim czasie występuje też z drugim koncertem z repertuarem głównie z muzyką filmową (pojawi się m.in. w grudniu w Klubie Pracowników Politechniki Śląskiej, gdzie w kwietniu ubiegłego roku wystąpiła na współorganizowanym przez nas koncercie Fado), postanowiła uczcić królową Fado i przygotować koncert z repertuarem Amálii Rodrigues. W tej muzycznej uczcie artystce będą towarzyszyć Tomek Grzybowski na gitarach klasycznych i akustycznych oraz Urszula Stosio – gitara elektryczna i looper. Już teraz zapraszamy na koncerty. Śledźcie naszego bloga, gdzie na pewno pojawią się daty koncertów, a także stronę Kingi na Facebooku, by nie przegapić najnowszych wiadomości na temat koncertu TRIBUTE TO AMÁLIA RODRIGUES w hołdzie królowej Fado.

Pierwszy koncert już 8 listopada 2019 roku w Bielsku-Białej. Zapraszamy!





poniedziałek, 23 września 2019

„Lizbona. Miasto, które przytula” – Weronika Wawrzkowicz-Nasternak i Marta Stacewicz-Paixão


Zanim książka pojawiła się na rynku, sporo o niej mówiono i pisano, a od lipca przynajmniej kilkanaście osób zdążyło mnie zapytać, czy już mam i czy przeczytałem. No więc mam od wtorku, ale w natłoku zajęć dopiero dziś udało mi się przeczytać. I teraz rozumiem zachwyty i wyczekiwanie. I tak jak w tytule przytula Lizbona, myślę że śmiało można powiedzieć, że to książka, która przytula. Zachwyciła mnie już od samego początku, a mianowicie cytatem z książki Antonia Munõz Moliny Jak przemijający cień, który kończy się słowami „Od samego początku rozumiałem, że jest to miasto, którego potrzebowałem”. O tej i drugiej portugalskiej książce Moliny, Zima w Lizbonie, pisałem na blogu i należą do moich ulubionych. Taki wstęp od razu zachęca do czytania, a im dalej, czytając kolejne strony, pojawiają się następne moje ulubione pozycje literackie, na czele z niesamowitym włoskim pisarzem Antoniem Tabucchim, José Saramago i oczywiście Fernandem Pessoą. W bibliografii na końcu książki znajdziecie jeszcze kilka innych interesujących nazwisk i tytułów, niektóre z nich pojawiały się też naszym blogu.

Czytając książkę, znalazłem wiele rzeczy, które w pewnym sensie opowiadają o moich lizbońskich przygodach, odczuciach i poznawaniu miasta. Być może dlatego, że autorka Weronika Wawrzkowicz-Nasternak rozpoczynała swoją portugalską przygodę mniej więcej w tym samym czasie, co ja. Druga autorka, Marta Stacewicz Paixão mieszkała tam przez jedenaście lat, więc opowiada o Portugalii z pozycji miejscowej. Cała książka jest bardzo zgrabnie skonstruowana, składa się na nią klika rozmów obu autorek, rozmów z zaproszonymi gośćmi, że tak to ujmę, oraz felietonów Weroniki Wawrzkowicz wprowadzających do poszczególnych rozdziałów, których jest w sumie osiem. Całość wzbogacają piękne zdjęcia, które zazwyczaj uzupełniają tekst. I oczywiście przywołują piękne wspomnienia z Lizbony.

Bardzo spodobał mi się rozdział Szelest ulicy, który dotyczy języka portugalskiego. Znajdziecie w nim świetne wytłumaczenia najbardziej potrzebnych, czasem oryginalnych albo po prostu zabawnych słów portugalskich, z którymi autorki próbują nas oswoić. Bardzo przydatne dla tych, którzy jeszcze nie przyswoili sobie tej pięknie szeleszczącej mowy, bo przy każdym z portugalskich słówek znajdziecie spolszczoną wersję wymowy. Niezwykle przypadł mi do gustu pomysł na używanie „a-żysztora” zamiast przekleństwa!

Pierwsze kroki, czyli tam, gdzie stopy prowadzą, to rozdział o zwiedzaniu. Podoba mi się sposób, i też taki praktykuję, na zdanie się na wędrówki tam, gdzie nas poniesie. Jakoś tak się zawsze składa, że po zostawieniu rzeczy w hotelu za każdym razem kroki prowadzą nad Tag, do przystani Cais do Colunas, gdzie witam się z rzeką. A potem ruszam dalej. Przewodnik w Lizbonie uważam za rzecz zbędną, bo i tak spacery zawsze kończą się w niespodziewanych miejscach, które akurat zauważą oczy, albo gdzie przyciągnie słuch. A dźwięki Lizbony to osobny temat, który pojawia się też w książce Lizbona. Miasto, które przytula. Ci, którzy jeszcze nie byli, przekonają się od razu, a pozostali już wiedzą. Na każdym kroku ktoś gra, śpiewa albo tańczy. Do tego zwyczajne odgłosy miasta – uwielbiane przeze mnie dźwięki starych tramwajów, skrzeczące mewy, wspomniany szeleszczący język portugalski. Można się zakochać od pierwszego razu.

Jeśli jeszcze nie widzieliście filmu Imagine Andrzeja Jakimowskiego, po wywiadzie w tej książce na pewno od razu kupicie DVD. Dowiecie się z niego, jak powstał scenariusz filmu i skąd pomysł, by zrealizować go akurat w Lizbonie. Nie zabrakło też wątku Café Electrico, słynnej już wśród polskich turystów kawiarni w Alfamie, w której kręcono sceny do filmu.

Nie możecie też pominąć fragmentu o Hospital de Bonecas, czyli szpitala dla lalek, który mieści się przy Praça da Figueira 7. Wchodzi się przez sklep w bramie, a co można zobaczyć dalej dokładnie opisała Weronika Wawrzkowicz. Ciekawa jest informacja, że w jednej z portugalskich gazet napisano, że w tym miejscu leczy się portugalskie saudade. Coś w tym jest...

Nie mogłem wręcz czytać rozdziału o portugalskiej kuchni, bo przysłowiowa ślinka ciekła strumieniami. Z tęsknoty za przysmakami z lizbońskich lokalików i dlatego, że w taki obrazowy sposób zostały opisane. Znajdziecie tu rozmowy z Januszem Andraszem z Luzomanii, który w Portugalii mieszkał dziesięć lat, a także z Francuzem Davidem Gabouriaudem, gospodarzem programu telewizyjnego David w Europie, który opowiada o swoim stażu w lizbońskiej restauracji. Dowiecie się tutaj o najbardziej tradycyjnych portugalskich potrawach, o tym gdzie warto się w stolicy stołować, a które miejsca są po prostu turystyczne i dlaczego percebes jest dla Marty Stacewicz-Paixão daniem przerażającym.

Kolejny rozdział to opowieści o ważnych dla Lizbony postaciach, tych którzy kreowali miasto na przestrzeni wieków, w różny sposób wpisali się na karty jego historii i są obecni dziś w mieście, mimo że odeszli z tego świata, czasami dawno temu. Markiz de Pombal odbudował Lizbonę po tragicznym trzęsieniu ziemi, które miało miejsce w 1755 roku, a dziś spogląda na swoje dzieło z pomnika znajdującego się na Praça Marquês de Pombal. Król Józef I ma z kolei pomnik na Praça do Comércio i spogląda z niego mniej więcej w tym samym kierunku co Pombal, czyli w stronę Tagu, tyle że ma do rzeki znacznie bliżej. O wspomnianym już Fernandzie Pessoi nie trzeba dużo pisać – najbardziej znany pomnik poety znajduje się w Chiado przy jego ulubionej Café a Brasileira, gdzie turyści fotografują się z nim niemal o każdej porze dnia i nocy. Cieszę się, że nie zabrakło rozmowy o Calouste Gulbenkianie, który przez całe życie gromadził dzieła sztuki wchodzące w skład dzisiejszego wspaniałego Museu Calouste Gulbenkian. Koniecznie tam pojedźcie, to tylko kilka stacji metrem, a wrażenia będą niezapomniane. Zresztą do wizyty na pewno przekona Was tekst rozmowy autorek książki.

Ciekawostką jest dla mnie, a i Was na pewno zaskoczy, Fadeusz, mosiężny kangur kupiony w sklepie z pamiątkami w Lizbonie. Skąd kangur w Lizbonie? Sami przeczytajcie.

Kolejną rozmowę Weronika Wawrzkowicz przeprowadziła z pochodzącą z San Francisco Shelly Ginenthal, artystką uprawiającą miejskie rysowanie w Lizbonie razem z grupą artystów skupionych w Urban Sketchers Portugal. Dowiecie się z niej, dlaczego artystka uciekła z San Francisco i dlaczego regularnie wraca do rodzinnego miasta oraz co Lizbona i amerykańska metropolia mają ze sobą wspólnego, a co je różni. No i przede wszystkim, gdzie można obejrzeć prace artystki – przykłady znajdziecie w książce Lizbona. Miasto, które przytula. W rozdziale tym znalazło się też zdjęcie lizbońskiej ściany z Gąską Balbinką, postacią z polskiej kreskówki z lat 60. – przyznaję się, że nie znam tej dobranocki, muszę nadrobić zaległości.

Dźwięki Lizbony, to rozdział, którego nie mogłem się doczekać od początku lektury. Zaczyna się zdjęciem z Portas do Sol z moją ulubioną (wiadomo, że nie tylko moją) lizbońską palmą, z podpisem, że śpiewa o niej Anna Maria Jopek na płycie Sobremesa. Przy okazji – jeśli jeszcze nie znacie tego krążka, czym prędzej nadrabiajcie zaległości. Oprócz Anny Marii wystąpiło na niej wielu portugalskich artystów. W rozdziale znajdziecie opowieści o Marizie, Amálii i Madredeus, ale także o filmie Lisbon Story, obowiązkowej pozycji każdego miłośnika Portugalii. Ale jest też o pewnym Węgrze, który grywa Chopina w księgarni, o dźwiękach wydawanych przez tramwaje i śmieciarki o trzeciej nad ranem. Nie mogło zabraknąć Salvadora Sobrala, który niedawno wygrał dla Portugalii Eurowizję, zaskoczeniem jest dla mnie za to Pedro Abrunhosa, tworzący chociażby dla Any Moury, bo wydawało mi się, że to mało znany poza Portugalią artysta. Cieszę się też ze wzmianki o pieśni Grândola, Vila Morena Zeki Afonsa, której wykonanie w wersji Edyty Geppert znajdziecie na blogu.

Podoba mi się historia o miejskiej pralni, którą autorka postanowiła odnaleźć w Lizbonie po obejrzeniu niemieckiego filmu dokumentalnego Lisbon – what makes Portugal’s capital city so attractive. Też go widziałem, ale nie wykazałem się taką ambicją, by odnaleźć to miejsce. Natomiast dla autorki była to okazja do poznania ważnej dla Portugalczyków postaci – żyjącego w XIX wieku wybitnego lekarza Sousy Martinsa – przeczytajcie jak do tego doszło i kim był ten czczony do dzisiaj człowiek.

Kolejna ciekawa rozmowa ma tytuł Spokój, który czuć z nieba. Weronika Wawrzkowicz rozmawia z pilotem Piotrem Lipińskim o tym, jak prezentuje się Lizbona oglądana z kabiny pilota. Ci, którzy już lecieli do Lizbony wiedzą, jak pięknie wygląda to miasto z góry przez pasażerskie okno. Zawsze z niecierpliwością czekam na okrążenie nad Costa da Caparica, Mostem 25 Kwietnia, który nocą z góry wygląda jeszcze piękniej. Widok z kabiny pilota musi być jeszcze bardziej obłędny!

Wspomniany Most 25 Kwietnia pojawia się w kolejnej rozmowie, tym razem obu autorek. Jest on pretekstem do opowiedzenia skróconej historii Portugalii w czasach Salazara, które miały ogromny wpływ, nadal widoczny, na życie Portugalczyków, o Rewolucji Goździków, i o dramatycznych historiach ludzi wracających do Portugalii z afrykańskich kolonii, które właśnie przestawały istnieć. I znowu pojawiają się książki, które warto przeczytać – ich autorem jest wybitny portugalski pisarz António Lobo Antunes. Podręcznik dla inkwizytorów i Karawele powracają znajdziecie bez problemu w bibliotekach. Pojawia się też rozmowa autorek z Sofią Coelho, w której rodzinie pojawił się wątek retornados, czyli powracających z kolonii Portugalczyków. To wzruszająca historia o przeszłości, ale i o obecnych problemach związanych z życiem w Lizbonie.

Prawie na sam koniec przenosimy się do Alentejo, gdzie w São Luís mieszka polski malarz Dominik Jasiński. Artysta przeprowadził się tam, bo tam znalazł własne miejsce na ziemi. Zanim tam jednak trafił, uciekł z Lizbony. Dlaczego? Przeczytajcie rozmowę zatytułowaną Portugalska metamorfoza. Dowiedzie się z niej także, jak się żyje na portugalskiej wsi, o mentalności jej mieszkańców i czy łatwo się przestawić z wielkomiejskiego na wiejskie życie na uboczu.

Autorki jeszcze wracają do Lizbony. W rozdziale Barter z Matką Boską rozmawiają o stosunku lizbończyków do ich świętych patronów – Wincentego i Antoniego, o kulcie Maryi, o klasztorze Hieronimitów w Belém i o cmentarzu Prazeres, gdzie Weronika Wawrzkowicz poszukiwała grobu wspominanego już Antonia Tabucchiego. Nie zabrakło też tekstu o José Saramago i Casa do Bicos, w której mieści się fundacja pisarza – warto ją odwiedzić, bo gromadzi cały dorobek noblisty (są tam też wszystkie polskie wydania jego dzieł) i dba o jego spuściznę i pamięć o nim samym.

Już na sam koniec znajdziecie rozmowę z Małgorzatą Furst, która w Portugalii i Hiszpanii prowadzi, w dużym uproszczeniu, sklepy z bielizną Dama de Copas, oraz rozdział To, czego nie widać, w którym mowa m.in. o różnicach w mentalności polskiej i portugalskiej. Książka kończy się wspaniałym zdaniem, nawiązującym do tego, że w mieście siedmiu wzgórz czasem będziemy mieć pod górkę: „Idąc pod górę, wiele się można o sobie dowiedzieć”.

Weronika Wawrzkowicz-Nasternak i Marta Stacewicz-Paixão
(źródło zdjęcia tutaj)
Podsumowując zacytuję autorkę i jej refleksję z czasów tworzenia książki, która doskonale oddaje jej charakter i chyba przekaz: „Każdy ma swoją Lizbonę, przefiltrowaną przez własną wrażliwość i doświadczenia. Inaczej patrzą na nią oczy turysty, inaczej widzi ją ktoś, kto mieszka w stolicy od lat”.


Weronika Wawrzkowicz-Nasternak jest dziennikarką radiową i telewizyjną. Prowadzi autorski projekt Rozmawiam, bo lubię. Marta Stacewicz-Paixão jest filologiem, designerem i trenerem komunikacji. Przez kilkanaście lat mieszkała w Portugalii.

Tomasz Giza

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Wielka Litera.

Weronika Wawrzkowicz-Nasternak
Marta Stacewicz-Paixão
Lizbona. Miasto, które przytula
Wielka Litera 2019