sobota, 28 września 2019

Kinga Rataj - koncert TRIBUTE TO AMÁLIA RODRIGUES w hołdzie królowej Fado

Amalia Rodrigues podczas występu (źródło zdjęcia tutaj)
Amália Rodrigues była artystką niezwykłą, do dziś nazywaną królową Fado i trudno nie zgodzić się z tym tytułem. Rozsławiła tę portugalską muzykę na całym świecie i niejako przywróciła ją do łask po latach politycznych zawirowań w Portugalii. W tym roku, 6 października, mija 20 lat od śmierci Amálii, której odejście było niezwykle smutnym wydarzeniem dla Portugalczyków i całego świata Fado, o czym może świadczyć fakt, że na jej pogrzeb przyszło ponad sto tysięcy osób. Szczątki Amalii spoczęły na Cemitério dos Prazeres, a następnie zostały przeniesione, jako pierwszej kobiety, do Panteão Nacional w Lizbonie


Amália Rodrigues urodziła się 23 lipca 1920 roku w Lizbonie, co oznacza, że w przyszłym roku obchodziłaby setne urodziny. Ta okrągła rocznica jest okazją do bardziej „hucznego” niż dotąd świętowania pamięci o Amálii Rodrigues. W całej Portugalii, ale także po za jej granicami, szykują się, a niektóre już trwają, wydarzenia związane z tą rocznicą. Nawet w Polsce, na ostatnim Festiwalu Fado w Grudziądzu, mogliśmy już słyszeć projekt Cantar Amália, pojawiają się nowe publikacje o artystce, jak choćby przetłumaczona przez Grażynę Jadwiszczak Moich 30 lat z Amálią Rodrigeus. Opowiada Estela Carvas. A to dopiero początek. W Polsce dostępny jest też film Amália. Królowa fado, a muzykę królowej bez problemu kupicie w sklepach muzycznych i w platformach cyfrowych.

Amalia Rodrigues w sztuce ulicznej Lizbony (fot. Krzysztof Rosenberger)
Twórczość Amalii jest ciągle żywa i obecna w muzycznym świecie, zarówno przez zainteresowanie samą jej muzyką, jak i poprzez interpretacje jej utworów przez innych artystów. A śpiewają ja chyba wszyscy. Dosłownie, na większości płyt artystów fFado znajdziecie jakiś utwór śpiewany oryginalnie przez Amálię. I to jest wspaniałe, bo dzięki temu jej muzyka jest szerzej znana, a do tego najczęściej powstają bardzo ciekawe interpretacje. 

Z twórczością Amálii Rodrigues zmierzyła się też polska Artystka Kinga Rataj, która od wielu lat wykonuje utwory królowej Fado na swoich koncertach z tą muzyką. Z okazji okrągłego jubileuszu Kinga przygotowała specjalny koncert TRIBUTE TO AMÁLIA RODRIGUES w hołdzie królowej Fado. W imieniu swoim i Artystki zapraszamy już teraz – wypatrujcie zapowiedzi koncertu Kingi Rataj w swojej okolicy.
Kinga Rataj (źródło zdjęcia tutaj)

To będą niesamowite, pełne emocji i saudade koncerty, które pozwolą Wam nie tylko na zbliżenie się do twórczości Amálii, ale też poznanie pięknego głosu i nieocenionych zdolności interpretacyjnych Kingi Rataj. Sama Artystka często powtarza, że śpiew był w Niej od zawsze, odkąd tylko pamięta, a inspiracji wokalnych i muzycznych szuka niemal w każdym gatunku. Kinga Rataj jest jednym z najciekawszych odkryć wokalnych w Polsce ostatnich lat, a także m.in. laureatką Festiwalu Piosenki Artystycznej w Rybniku i Festiwalu Twórczości Marka Grechuty „Korowód” oraz dwukrotną zwyciężczynią w legendarnym konkursie „Śpiewać każdy może” w krakowskiej Rotundzie. Przełomem stał się rok 2006, w którym zdobyła Główną Nagrodę oraz Nagrodę Prezesa TVP za Najciekawszy Debiut na 42. Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie.

To w tym czasie zrodziła się u Kingi fascynacja muzyką Fado (nie bez znaczenia była tu twórczość Amálii) oraz językiem i kulturą Półwyspu Iberyjskiego. Zaowocowało to powstaniem wspomnianego już wcześniej koncertu, w którym klasyka Fado miesza się z jazzem, tango i flamenco. Nieprzerwanie od 2010 roku koncert ten zachwyca publiczność w całej Polsce. Artystka wystąpiła z nim m.in. dwukrotnie na Międzynarodowym Festiwalu Ballady Europy w Niepołomicach, na Festiwalu „Etniczne Inspiracje” w Warszawie, na I i II Festiwalu Fado w Grudziądzu, i w wielu innych miejscach – od klubów muzycznych po duże sale koncertowe. Także nasze Stowarzyszenie dwukrotnie współorganizowało występy Kingi – w Gliwicach i Katowicach. Miarą sukcesu Kingi Rataj jest fakt, że coraz częściej powraca ze swoim koncertem w te same miejsca, jak choćby na Ethno Jazz Festival we Wrocławiu, do poznańskiego Blue Note, czy do Fado Cafe w Grudziądzu. Śpiewając fado, Artystka prezentuje takie opanowanie języka portugalskiego, że brana jest za rodowitą Portugalkę, czym wprawiła w zachwyt licznie zebraną portugalską publiczność podczas I Międzynarodowego Kongresu Luzytanistów Polskich w Krakowie we wrześniu 2013 roku. Nie uszło to uwadze entuzjastom i miłośnikom Fado na Półwyspie Iberyjskim. Artystka ze swoim koncertem została zaproszona na Festival Internacional de Fado de Catalunya / Inter-fado, a fragment nagrania jednego z występów otrzymał status „wideo tygodnia” na Portal do Fado - jednym z najważniejszych portali Fado w Portugalii. 

Kinga Rataj z zespołem (źródło zdjęcia tutaj)
Od tego czasu Kinga Rataj dała dziesiątki koncertów Fado w całej Polsce i choć w ostatnim czasie występuje też z drugim koncertem z repertuarem głównie z muzyką filmową (pojawi się m.in. w grudniu w Klubie Pracowników Politechniki Śląskiej, gdzie w kwietniu ubiegłego roku wystąpiła na współorganizowanym przez nas koncercie Fado), postanowiła uczcić królową Fado i przygotować koncert z repertuarem Amálii Rodrigues. W tej muzycznej uczcie artystce będą towarzyszyć Tomek Grzybowski na gitarach klasycznych i akustycznych oraz Urszula Stosio – gitara elektryczna i looper. Już teraz zapraszamy na koncerty. Śledźcie naszego bloga, gdzie na pewno pojawią się daty koncertów, a także stronę Kingi na Facebooku, by nie przegapić najnowszych wiadomości na temat koncertu TRIBUTE TO AMÁLIA RODRIGUES w hołdzie królowej Fado.

Pierwszy koncert już 8 listopada 2019 roku w Bielsku-Białej. Zapraszamy!





poniedziałek, 23 września 2019

„Lizbona. Miasto, które przytula” – Weronika Wawrzkowicz-Nasternak i Marta Stacewicz-Paixão


Zanim książka pojawiła się na rynku, sporo o niej mówiono i pisano, a od lipca przynajmniej kilkanaście osób zdążyło mnie zapytać, czy już mam i czy przeczytałem. No więc mam od wtorku, ale w natłoku zajęć dopiero dziś udało mi się przeczytać. I teraz rozumiem zachwyty i wyczekiwanie. I tak jak w tytule przytula Lizbona, myślę że śmiało można powiedzieć, że to książka, która przytula. Zachwyciła mnie już od samego początku, a mianowicie cytatem z książki Antonia Munõz Moliny Jak przemijający cień, który kończy się słowami „Od samego początku rozumiałem, że jest to miasto, którego potrzebowałem”. O tej i drugiej portugalskiej książce Moliny, Zima w Lizbonie, pisałem na blogu i należą do moich ulubionych. Taki wstęp od razu zachęca do czytania, a im dalej, czytając kolejne strony, pojawiają się następne moje ulubione pozycje literackie, na czele z niesamowitym włoskim pisarzem Antoniem Tabucchim, José Saramago i oczywiście Fernandem Pessoą. W bibliografii na końcu książki znajdziecie jeszcze kilka innych interesujących nazwisk i tytułów, niektóre z nich pojawiały się też naszym blogu.

Czytając książkę, znalazłem wiele rzeczy, które w pewnym sensie opowiadają o moich lizbońskich przygodach, odczuciach i poznawaniu miasta. Być może dlatego, że autorka Weronika Wawrzkowicz-Nasternak rozpoczynała swoją portugalską przygodę mniej więcej w tym samym czasie, co ja. Druga autorka, Marta Stacewicz Paixão mieszkała tam przez jedenaście lat, więc opowiada o Portugalii z pozycji miejscowej. Cała książka jest bardzo zgrabnie skonstruowana, składa się na nią klika rozmów obu autorek, rozmów z zaproszonymi gośćmi, że tak to ujmę, oraz felietonów Weroniki Wawrzkowicz wprowadzających do poszczególnych rozdziałów, których jest w sumie osiem. Całość wzbogacają piękne zdjęcia, które zazwyczaj uzupełniają tekst. I oczywiście przywołują piękne wspomnienia z Lizbony.

Bardzo spodobał mi się rozdział Szelest ulicy, który dotyczy języka portugalskiego. Znajdziecie w nim świetne wytłumaczenia najbardziej potrzebnych, czasem oryginalnych albo po prostu zabawnych słów portugalskich, z którymi autorki próbują nas oswoić. Bardzo przydatne dla tych, którzy jeszcze nie przyswoili sobie tej pięknie szeleszczącej mowy, bo przy każdym z portugalskich słówek znajdziecie spolszczoną wersję wymowy. Niezwykle przypadł mi do gustu pomysł na używanie „a-żysztora” zamiast przekleństwa!

Pierwsze kroki, czyli tam, gdzie stopy prowadzą, to rozdział o zwiedzaniu. Podoba mi się sposób, i też taki praktykuję, na zdanie się na wędrówki tam, gdzie nas poniesie. Jakoś tak się zawsze składa, że po zostawieniu rzeczy w hotelu za każdym razem kroki prowadzą nad Tag, do przystani Cais do Colunas, gdzie witam się z rzeką. A potem ruszam dalej. Przewodnik w Lizbonie uważam za rzecz zbędną, bo i tak spacery zawsze kończą się w niespodziewanych miejscach, które akurat zauważą oczy, albo gdzie przyciągnie słuch. A dźwięki Lizbony to osobny temat, który pojawia się też w książce Lizbona. Miasto, które przytula. Ci, którzy jeszcze nie byli, przekonają się od razu, a pozostali już wiedzą. Na każdym kroku ktoś gra, śpiewa albo tańczy. Do tego zwyczajne odgłosy miasta – uwielbiane przeze mnie dźwięki starych tramwajów, skrzeczące mewy, wspomniany szeleszczący język portugalski. Można się zakochać od pierwszego razu.

Jeśli jeszcze nie widzieliście filmu Imagine Andrzeja Jakimowskiego, po wywiadzie w tej książce na pewno od razu kupicie DVD. Dowiecie się z niego, jak powstał scenariusz filmu i skąd pomysł, by zrealizować go akurat w Lizbonie. Nie zabrakło też wątku Café Electrico, słynnej już wśród polskich turystów kawiarni w Alfamie, w której kręcono sceny do filmu.

Nie możecie też pominąć fragmentu o Hospital de Bonecas, czyli szpitala dla lalek, który mieści się przy Praça da Figueira 7. Wchodzi się przez sklep w bramie, a co można zobaczyć dalej dokładnie opisała Weronika Wawrzkowicz. Ciekawa jest informacja, że w jednej z portugalskich gazet napisano, że w tym miejscu leczy się portugalskie saudade. Coś w tym jest...

Nie mogłem wręcz czytać rozdziału o portugalskiej kuchni, bo przysłowiowa ślinka ciekła strumieniami. Z tęsknoty za przysmakami z lizbońskich lokalików i dlatego, że w taki obrazowy sposób zostały opisane. Znajdziecie tu rozmowy z Januszem Andraszem z Luzomanii, który w Portugalii mieszkał dziesięć lat, a także z Francuzem Davidem Gabouriaudem, gospodarzem programu telewizyjnego David w Europie, który opowiada o swoim stażu w lizbońskiej restauracji. Dowiecie się tutaj o najbardziej tradycyjnych portugalskich potrawach, o tym gdzie warto się w stolicy stołować, a które miejsca są po prostu turystyczne i dlaczego percebes jest dla Marty Stacewicz-Paixão daniem przerażającym.

Kolejny rozdział to opowieści o ważnych dla Lizbony postaciach, tych którzy kreowali miasto na przestrzeni wieków, w różny sposób wpisali się na karty jego historii i są obecni dziś w mieście, mimo że odeszli z tego świata, czasami dawno temu. Markiz de Pombal odbudował Lizbonę po tragicznym trzęsieniu ziemi, które miało miejsce w 1755 roku, a dziś spogląda na swoje dzieło z pomnika znajdującego się na Praça Marquês de Pombal. Król Józef I ma z kolei pomnik na Praça do Comércio i spogląda z niego mniej więcej w tym samym kierunku co Pombal, czyli w stronę Tagu, tyle że ma do rzeki znacznie bliżej. O wspomnianym już Fernandzie Pessoi nie trzeba dużo pisać – najbardziej znany pomnik poety znajduje się w Chiado przy jego ulubionej Café a Brasileira, gdzie turyści fotografują się z nim niemal o każdej porze dnia i nocy. Cieszę się, że nie zabrakło rozmowy o Calouste Gulbenkianie, który przez całe życie gromadził dzieła sztuki wchodzące w skład dzisiejszego wspaniałego Museu Calouste Gulbenkian. Koniecznie tam pojedźcie, to tylko kilka stacji metrem, a wrażenia będą niezapomniane. Zresztą do wizyty na pewno przekona Was tekst rozmowy autorek książki.

Ciekawostką jest dla mnie, a i Was na pewno zaskoczy, Fadeusz, mosiężny kangur kupiony w sklepie z pamiątkami w Lizbonie. Skąd kangur w Lizbonie? Sami przeczytajcie.

Kolejną rozmowę Weronika Wawrzkowicz przeprowadziła z pochodzącą z San Francisco Shelly Ginenthal, artystką uprawiającą miejskie rysowanie w Lizbonie razem z grupą artystów skupionych w Urban Sketchers Portugal. Dowiecie się z niej, dlaczego artystka uciekła z San Francisco i dlaczego regularnie wraca do rodzinnego miasta oraz co Lizbona i amerykańska metropolia mają ze sobą wspólnego, a co je różni. No i przede wszystkim, gdzie można obejrzeć prace artystki – przykłady znajdziecie w książce Lizbona. Miasto, które przytula. W rozdziale tym znalazło się też zdjęcie lizbońskiej ściany z Gąską Balbinką, postacią z polskiej kreskówki z lat 60. – przyznaję się, że nie znam tej dobranocki, muszę nadrobić zaległości.

Dźwięki Lizbony, to rozdział, którego nie mogłem się doczekać od początku lektury. Zaczyna się zdjęciem z Portas do Sol z moją ulubioną (wiadomo, że nie tylko moją) lizbońską palmą, z podpisem, że śpiewa o niej Anna Maria Jopek na płycie Sobremesa. Przy okazji – jeśli jeszcze nie znacie tego krążka, czym prędzej nadrabiajcie zaległości. Oprócz Anny Marii wystąpiło na niej wielu portugalskich artystów. W rozdziale znajdziecie opowieści o Marizie, Amálii i Madredeus, ale także o filmie Lisbon Story, obowiązkowej pozycji każdego miłośnika Portugalii. Ale jest też o pewnym Węgrze, który grywa Chopina w księgarni, o dźwiękach wydawanych przez tramwaje i śmieciarki o trzeciej nad ranem. Nie mogło zabraknąć Salvadora Sobrala, który niedawno wygrał dla Portugalii Eurowizję, zaskoczeniem jest dla mnie za to Pedro Abrunhosa, tworzący chociażby dla Any Moury, bo wydawało mi się, że to mało znany poza Portugalią artysta. Cieszę się też ze wzmianki o pieśni Grândola, Vila Morena Zeki Afonsa, której wykonanie w wersji Edyty Geppert znajdziecie na blogu.

Podoba mi się historia o miejskiej pralni, którą autorka postanowiła odnaleźć w Lizbonie po obejrzeniu niemieckiego filmu dokumentalnego Lisbon – what makes Portugal’s capital city so attractive. Też go widziałem, ale nie wykazałem się taką ambicją, by odnaleźć to miejsce. Natomiast dla autorki była to okazja do poznania ważnej dla Portugalczyków postaci – żyjącego w XIX wieku wybitnego lekarza Sousy Martinsa – przeczytajcie jak do tego doszło i kim był ten czczony do dzisiaj człowiek.

Kolejna ciekawa rozmowa ma tytuł Spokój, który czuć z nieba. Weronika Wawrzkowicz rozmawia z pilotem Piotrem Lipińskim o tym, jak prezentuje się Lizbona oglądana z kabiny pilota. Ci, którzy już lecieli do Lizbony wiedzą, jak pięknie wygląda to miasto z góry przez pasażerskie okno. Zawsze z niecierpliwością czekam na okrążenie nad Costa da Caparica, Mostem 25 Kwietnia, który nocą z góry wygląda jeszcze piękniej. Widok z kabiny pilota musi być jeszcze bardziej obłędny!

Wspomniany Most 25 Kwietnia pojawia się w kolejnej rozmowie, tym razem obu autorek. Jest on pretekstem do opowiedzenia skróconej historii Portugalii w czasach Salazara, które miały ogromny wpływ, nadal widoczny, na życie Portugalczyków, o Rewolucji Goździków, i o dramatycznych historiach ludzi wracających do Portugalii z afrykańskich kolonii, które właśnie przestawały istnieć. I znowu pojawiają się książki, które warto przeczytać – ich autorem jest wybitny portugalski pisarz António Lobo Antunes. Podręcznik dla inkwizytorów i Karawele powracają znajdziecie bez problemu w bibliotekach. Pojawia się też rozmowa autorek z Sofią Coelho, w której rodzinie pojawił się wątek retornados, czyli powracających z kolonii Portugalczyków. To wzruszająca historia o przeszłości, ale i o obecnych problemach związanych z życiem w Lizbonie.

Prawie na sam koniec przenosimy się do Alentejo, gdzie w São Luís mieszka polski malarz Dominik Jasiński. Artysta przeprowadził się tam, bo tam znalazł własne miejsce na ziemi. Zanim tam jednak trafił, uciekł z Lizbony. Dlaczego? Przeczytajcie rozmowę zatytułowaną Portugalska metamorfoza. Dowiedzie się z niej także, jak się żyje na portugalskiej wsi, o mentalności jej mieszkańców i czy łatwo się przestawić z wielkomiejskiego na wiejskie życie na uboczu.

Autorki jeszcze wracają do Lizbony. W rozdziale Barter z Matką Boską rozmawiają o stosunku lizbończyków do ich świętych patronów – Wincentego i Antoniego, o kulcie Maryi, o klasztorze Hieronimitów w Belém i o cmentarzu Prazeres, gdzie Weronika Wawrzkowicz poszukiwała grobu wspominanego już Antonia Tabucchiego. Nie zabrakło też tekstu o José Saramago i Casa do Bicos, w której mieści się fundacja pisarza – warto ją odwiedzić, bo gromadzi cały dorobek noblisty (są tam też wszystkie polskie wydania jego dzieł) i dba o jego spuściznę i pamięć o nim samym.

Już na sam koniec znajdziecie rozmowę z Małgorzatą Furst, która w Portugalii i Hiszpanii prowadzi, w dużym uproszczeniu, sklepy z bielizną Dama de Copas, oraz rozdział To, czego nie widać, w którym mowa m.in. o różnicach w mentalności polskiej i portugalskiej. Książka kończy się wspaniałym zdaniem, nawiązującym do tego, że w mieście siedmiu wzgórz czasem będziemy mieć pod górkę: „Idąc pod górę, wiele się można o sobie dowiedzieć”.

Weronika Wawrzkowicz-Nasternak i Marta Stacewicz-Paixão
(źródło zdjęcia tutaj)
Podsumowując zacytuję autorkę i jej refleksję z czasów tworzenia książki, która doskonale oddaje jej charakter i chyba przekaz: „Każdy ma swoją Lizbonę, przefiltrowaną przez własną wrażliwość i doświadczenia. Inaczej patrzą na nią oczy turysty, inaczej widzi ją ktoś, kto mieszka w stolicy od lat”.


Weronika Wawrzkowicz-Nasternak jest dziennikarką radiową i telewizyjną. Prowadzi autorski projekt Rozmawiam, bo lubię. Marta Stacewicz-Paixão jest filologiem, designerem i trenerem komunikacji. Przez kilkanaście lat mieszkała w Portugalii.

Tomasz Giza

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Wielka Litera.

Weronika Wawrzkowicz-Nasternak
Marta Stacewicz-Paixão
Lizbona. Miasto, które przytula
Wielka Litera 2019

wtorek, 17 września 2019

Silvana Peres – „Fado no Pé” + KONKURS


Fado no Pé to debiutancki album Silvany Peres, który ukazał się w 2017 r. Jednak Silvana nie była już wówczas debiutantką na portugalskim rynku muzycznym. Od 2009 roku śpiewa na stałe w domach fado. Śpiewanie to jedna z jej pasji, drugą jest taniec. 

Z tych dwóch pasji powstał projekt Fado no Pé, który ponad dwa lata temu nagrano też na płycie. Jej producentem był Edu Miranda, mieszkający w Lizbonie brazylijski muzyk, który towarzyszy Silvanie na koncertach (zagra też w Katowicach). Na płycie grał też na mandolinie, gitarze i ukulele i odpowiada za aranżacje utworów. Inni muzycy, którzy pojawili się na płycie to Carlos Lopes, który zagrał na akordeonie (ten sam, który grał na akordeonie na koncercie Any Laíns w Katowicach), Tuniko Goulart udzielający się na basie, Ruca Rebordão na perkusji i gościnnie João Pedro Santos na klarnecie. Efekt jest fantastyczny – powstał ciekawy materiał łączący tradycyjne fado z rytmami brazylijskimi i afrykańskimi, którym towarzyszą tańce kulturowe tych regionów. Podróż Silvany przez te wszystkie kultury i ich dźwięki zaowocowała dziesięcioma utworami nurtu world music na najwyższym poziomie, zarejestrowanymi na płycie (na koncertach pojawiają się jeszcze inne).

O płycie Artystka zaczęła myśleć już w 2014 roku, po odbytych podróżach związanych z tańcem, które wiązały się z wieloma występami w Europie i Brazylii. Ówczesne kontakty z luzofońską społecznością – tancerzami, muzykami, kompozytorami i wykonawcami i doświadczanie ich ogromnej różnorodności kulturowej sprawiły, że poczuła potrzebę stworzenia tego albumu. Powstała płyta ilustrująca różnorodność kulturową, którą artystka żyła, opisująca ją w kontekście muzyki luzofońskiej. Należy pamiętać, że to nie jest typowa płyta fado. Przede wszystkim gitarę portugalską zastąpiono mandoliną – instrumentem obecnym w muzyce trzech kontynentów, obecnej na płycie, a więc Europy, Ameryki Południowej i Afryki. Są to znane utwory fado, śpiewane w stylu fado, jednak gatunek ten nie jest centrum projektu – jest jego częścią, podobnie jak samba, tango, coladeira, bolero, chorinho, czy afoxé.

Wybór repertuaru nie był przypadkowy. Artystce zależało na śpiewaniu utworów symbolizujących uczucia i emocje, które odczuwamy przez całe nasze życie, będąc w związkach, spędzając czas z rodziną, przyjaciółmi – po prostu żyjąc. Otwierający album Saudades do Brasil em Portugal symbolizuje zerwanie, natomiast Ausência (jak sama nazwa wskazuje) – nieobecność, poczucie nieobecności lub nawet jej potrzebę. Se tardas amor não venhas ma symbolizować przede wszystkim rozmowę, dyskusję. Mãe Preta symbolizuje ofiarę i poświęcanie się dla innych, natomiast De volta para o meu aconchego pasję i czystość pierwszej miłości. Utwór Viver e Sonhar ma symbolizować otwartość człowieka na to, co przynosi nam życie. Zazdrość to symbol, którego możemy się dopatrzeć w Meu amor marinheiro. Era já tarde symbolizuje saudade oraz związek i znaczenie, jakie istnieje między FADO i SAUDADE, portugalskim słowem, którego właściwie nie da się przetłumaczyć na inne języki, oznaczającym tęsknotę za czymś nieokreślonym połączoną z melancholijnością... Sei que nunca vais dizer symbolizuje żałobę, a zamykający płytę Rapsódia de Marchas symbolizuje i zarazem honoruje trzy dzielnice Lizbony, w których Silvana śpiewa w domach fado: Alfamę, Mourarię i Bairro Alto. W albumie tym artystka odnosi się do wielokulturowości, w której żyjemy i poruszamy się, i wyraża to, jak sama mówiła w wywiadach, w trójkącie, który zawiera się między muzyką, sztuką i tańcem.

Warto też dodać, że album Fado no Pé został bardzo dobrze przyjęty przez opinię publiczną, krytykę i prasę, a „Blitz Magazine” uznał go za jeden z dziesięciu najlepszych albumów muzyki światowej z 2017 roku, co jest o tyle satysfakcjonującym wyróżnieniem, że za płytą nie stoi żadna duża wytwórnia.

Niektóre utwory z płyty będziecie mogli usłyszeć na żywo na koncercie w Fado w Katowicach. Silvana po raz pierwszy przyjedzie na koncert do Polski. Zaśpiewa 9 listopada 2019 r. w Filharmonii Śląskiej. BILETY na koncert są dostępne tutaj oraz w Media Markt i u innych partnerów Ticketmaster Polska.

Patronat Honorowy nad koncertem objął Ambasador Portugalii w Warszawie Pan Luís Cabaço.
Patronat nad koncertem objął Instytut Camões w Warszawie.
Partnerami koncertu są Legalna Kultura i Hotel Vienna House Easy Katowice.
Współpraca redakcyjna: RMF Classic.
Patronat medialny: „Dziennik Zachodni”, „Nasze Miasto”, TVP Katowice, Silesia24
KONKURS

A wśród uczestników koncertu rozlosujemy płyty Silvany oraz koncertowe plakaty z autografem.