Szanowni Czytelnicy i Miłośnicy Portugalii. Jakiś czas temu wspólnie z grupą entuzjastów Portugalii postanowiliśmy założyć stowarzyszenie, które miałoby promować Portugalię w Polsce. 17 grudnia ubiegłego roku odbyło się spotkanie założycielskie, na którym powstało Stowarzyszenie Miłośników Portugalii „My Lisbon Story”. Jego nazwa, jak zauważyliście, nawiązuje do bloga i jego stron na Facebooku i Instagramie, bo działalność Stowarzyszenia będzie poniekąd kontynuować skromną działalność dotychczasowego My Lisbon Story.
6 marca 2018 roku w końcu doczekaliśmy się wpisu do KRS i od tego momentu nasze stowarzyszenie oficjalnie rozpoczęło działalność. Szczegółowe cele planowanej działalności i sposoby ich realizacji znajdziecie w Statucie; w skrócie chcemy promować i popularyzować Portugalię w Polsce poprzez spotkania podróżnicze i autorskie, koncerty i wydawanie różnego rodzaju publikacji. W jakim stopniu nam się to uda? Zależy to także od Państwa. Zapraszamy do współpracy i brania udziału w naszych przedsięwzięciach - mamy nadzieję, że będą ciekawe i wzbudzą Wasze zainteresowanie. Już niedługo podamy szczegóły pierwszego z nich.
W zakładkach po prawej stronie tego bloga znajdziecie więcej informacji na temat Stowarzyszenia.
sobota, 24 marca 2018
niedziela, 4 marca 2018
Cuca Roseta dała świetny koncert w Zabrzu (3.03.2018)
Wczoraj w zabrzańskim Domu Muzyki i Tańca zaśpiewała Cuca
Roseta. I zrobiła to wspaniale, oczarowując zgromadzoną publiczność. Wychodząc
z koncertu słyszałem rozmowy, że ludzie spodziewali się tylko smutnej muzyki, po
której będą zalewać się łzami, tymczasem fado potrafi też rozweselić. Trafne
spostrzeżenia, które dla stałych bywalców koncertów fado nie są nowością.
Koncert rozpoczął się od zapowiedzi Marcina Kydryńskiego, który
wspominał sytuację, gdy pierwszy raz usłyszał Cukę Rosetę w lizbońskim Clube de
Fado kilka ładnych lat temu, i gdy się nią wówczas zachwycił a potem
zaprosił na Siesta Festival. Powiedział też o zaobserwowanej sytuacji, że fado
ma się bardzo dobrze w Polsce, a Portugalię i nasz kraj połączył pod tym
względem pewnego rodzaju most… No cóż, coś w tym jest i oby tych koncertów było
jeszcze więcej.
Cuca Roseta koncertem w Zabrzu promowała swoją ostatnią
płytę, wydaną w listopadzie ubiegłego roku Luz, a przynajmniej tak koncert był
zapowiadany. Jednak większość wykonanych tego wieczoru utworów pochodziła z
wcześniejszych płyt Artystki, głównie z pierwszej. Przypomnijmy, że przed Luz wydała ona płyty Cuca
Roseta (2011), Raiz (2013) i Riû (2015).
Zabrzański koncert rozpoczął się od Rua do Capelão, który
znalazł się na debiutanckiej płycie Cuca Roseta. Już po nim Artystka zebrała
gromkie brawa. Z tej samej płyty był drugi utwór, Lisboa a Namorar. Kolejnym
fado był Quero z ostatniej płyty, który bardzo dobrze zabrzmiał w wersji na
żywo. Havemos de Ir a Viana to znany utwór Amálii Rodrigues, który nawiązuje do
miejscowości Viana do Castelo na północy Portugalii. Nie słyszałem go wcześniej
w tym wykonaniu, tymczasem wyszło świetnie. Podobnie jak inny utwór legendy
fado, który pojawił się tego wieczoru, a mianowicie Barco Negro. Przyznaję, że
Cuca obroniła swoją wersję. Podobnie było w przypadku pięknego Lagrima. Zachwyt
wzbudziło też wykonanie Maria Lisboa. Z utworów Amálii Rodrigues pojawiła się
jeszcze jedna perełka – Estranha Forma de Vida. Wykonanie Cuki było magiczne.
Z debiutanckiej płyty Cuca zaśpiewała jeszcze bardzo udane
Soudades do Brasil Em Portugal, które porwało publiczność, piękne Ave Maria
Fadista i Nos Teus Braços oraz Marche de Santo António, do którego Cuca sama
napisała tekst. Artystka zresztą bardzo często sama pisze i komponuje, płyta
Raiz zawiera wyłącznie jej teksty i kompozycje. Z płyty tej mogliśmy usłyszeć Fado
do Contra (poniżej znajdziecie nagranie tego utworu z koncertu) i Marcha da
Esperança, natomiast z płyty Riû – Amor Ladrão. Na scenie Artystce towarzyszyli
muzycy Pedro Viana (gitara portugalska), Bernardo Viana (gitara akustyczna) i
Frederico Gato (gitara basowa).
To był bardzo udany koncert, myślę, że Artystka też była zadowolona,
zwłaszcza że zabrzańska publiczność (choć słuchacze na widowni przyjechali tak
naprawdę z całej Polski), zgotowała jej owację na stojąco, po której siłą
rzeczy musiały nastąpić bisy. Przed koncertem Cuca udzieliła na scenie wywiadu
lokalnej telewizji, który być może uda się odnaleźć w sieci.
Cuca Roseta: Fado do Contra
![]() |
| Pedro Viana, Cuca Roseta, Bernardo Viana i Frederico Gato |
![]() |
| Przed koncertem Cuca Roseta udzieliła wywiadu lokalnej telewizji |
poniedziałek, 19 lutego 2018
Ana Moura zaśpiewała w Katowicach (17 lutego 2018 r.)
![]() |
| fot. Izabela Furgoł-Wala |
Kilkakrotnie opisywałem już koncerty Any Moury, na których byłem.
Pierwszy raz było to w Wiedniu (zob. tutaj),
potem w Bielsku-Białej (zob. tutaj)
i we Wrocławiu (zob. tutaj).
Tym razem Artystka wystąpiła w najlepszej sali koncertowej w Polsce, a może i w
Europie – w katowickiej siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego
Radia. Tematem przewodnim koncertu była płyta Moura, która ukazała się 27
listopada 2015 roku (zob. tutaj).
Wśród utworów mogliśmy jednak usłyszeć kilka tematów z poprzednich płyt
artystki a także te, które zostały nagrane na inne płyty. Takim utworem jest
fenomenalne Maldição, które w wersji koncertowej jest numerem popisowym Any, a
wykonuje je ona tak genialnie, z głębi duszy, że ciarki przechodzą po ciele.
Towarzysząca temu jedynie gitara portugalska w wykonaniu Ângelo Freire, który
również wzbudził entuzjazm publiczności, jeszcze dobitniej oddawała podniosłość
utworu. Valentim to z kolei utwór żywiołowy, przy którym można tańczyć, i w
którym udziela się publiczność. Zresztą przy jego rytmach trudno siedzieć
spokojnie. Oba fado znalazły się ostatnio na płycie Any Best of wydanej w
listopadzie ubiegłego roku. Na tej samej płycie jest też utwór Loucura (w
wersji koncertowej), który do tej pory w wykonaniu Any można było znaleźć
jedynie na płycie DVD z Coliseu z 2008 roku. Artystka wykonuje Loucurę
zazwyczaj na bis, z towarzyszeniem gitar, i jest to kolejna uczta fado. Ana
śpiewa to genialnie, a cała sala głęboko przeżywa utwór razem z nią.
Jeśli
jesteśmy przy publiczności, trzeba przyznać, że ta katowicka przyjęła Anę Mourę
bardzo dobrze. Oklaski po każdym utworze trwały zdecydowanie dłużej niż
zazwyczaj obserwuję na koncertach, co chyba dostrzegła i Artystka, a cały
koncert zakończył się oczywiście owacją na stojąco. Liczę na to, że jeszcze nie
raz Ana powróci do Katowic…
Artystce od lat towarzyszy ten sam skład muzyków. Wspomniany
już Ângelo Freire grał na gitarze portugalskiej i zebrał najwięcej braw w
trakcie prezentacji zespołu. Na gitarze klasycznej grał Pedro Soares, a na
basowej André Moreira. Na perkusji zagrał Mario Costa, a na klawiszach João
Gomes. Panowie mieli zresztą swoją chwilę, podczas której mogli zagrać solówki –
Ana w tym czasie zrobiła sobie krótką przerwę na zmianę kreacji.
Oprócz koncertu w Katowicach, który odbył się 17 lutego, Ana
wystąpiła też dzień później we Wrocławiu w Imparcie w ramach Ethno Jazz
Festivalu. Z tego co czytałem na Facebooku, też było magicznie J.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




