czwartek, 29 czerwca 2017

„Fados” de Carlos Saura | 10 anos – polecam wystawę w Museu do Fado


Podczas mojego niedawnego pobytu w Lizbonie jak zwykle nie mogłem sobie odmówić wizyty w Museu do Fado. Tym bardziej, że obecnie prezentowana jest tam wystawa „Fados” de Carlos Saura | 10 anos, której zobaczenie Wam polecam, nawet jeśli nie widzieliście filmu. A chodzi o film Fados hiszpańskiego reżysera Carlosa Saury, którego twórczość znana jest także u nas, a który to film powstał w 2007 roku (polska premiera w 2008 r.). Prezentowana w Muzeum Fado wystawa została zorganizowana z okazji dziesiątej rocznicy filmu. Fados jest elementem muzyczno-tanecznej trylogii reżysera, w skład której wchodzą jeszcze filmy Tango i Flamenco. Fados to reżyserskie spojrzenie Carlosa Saury na narodową spuściznę Portugalczyków jaką jest fado, ukazane za pomocą muzyki i tańca. Niesamowita uczta dla oczu i uszu. Jeśli ktoś nie widział filmu, może go zobaczyć w sali audiowizualnej muzeum, gdzie jest wyświetlany. Oprócz tego na wystawie znalazły się rekwizyty z planu filmowego, m.in. suknie w których wystąpiła w nim Mariza, a także fotografie, rysunki i reżyserskie szkice i notatki dotyczące powstawania filmu. Wiele z tych prac reżyser przygotował specjalnie na tę wystawę. Malarstwo, rysunek, fotografia, literatura, muzyka i taniec – te wszystkie sztuki przecinają się w niepowtarzalnej twórczości Carlosa Saury i wszystkie je możemy zobaczyć w Museu do Fado. Reżyser, wraz z Ivanem Diasem, jest też kuratorem wystawy, której otwarcie miało miejsce 20 maja. Można ja oglądać do 8 października.

„Fados” de Carlos Saura | 10 anos
Museu do Fado, Lizbona
20 maja–8 października 2017

zdjęcia: Krzysztof Rosenberger









poniedziałek, 22 maja 2017

Z wizytą w winnicy José Maria da Fonseca


Poniższy tekst nie jest nowy – po raz pierwszy został opublikowany w magazynie „Pastel” (nr 7), który ukazywał się za sprawą Janusza Stanisława Andrasza z Luzomanii. Poszczególne numery magazynu „Pastel” możecie znaleźć na Facebooku (tutaj) lub na blogu Luzomania. Pewnie są osoby, które z różnych powodów nie czytały „Pastela” lub chętnie sobie przypomną, przed kolejną wakacyjną wyprawą do Portugalii, tekst o winnicy, którą zdecydowanie warto odwiedzić, dlatego publikuję tekst o José Maria da Fonseca także tutaj.

Dzisiejsza winnica José Maria da Fonseca to rodzinny biznes, który w rękach tych samych właścicieli pozostaje niezmiennie od 1834 r. Datę tę uważa się za początek istnienia firmy. Jej założycielem był José Maria da Fonseca, od którego wzięła nazwę. Ale miał on wpływ nie tylko na nazwę swojej firmy, jego działania wywarły trwały wpływ na portugalski przemysł winiarski w ogóle, m.in. jego wina jako pierwsze w Portugalii były butelkowane, wprowadził też istotne zmiany w produkcji Setúbal Moscatel i wykreował kilka znaczących marek wina. Nestor rodu urodził się w 1804 r. w Vilar Seco w gminie Nelas niedaleko Viseu. Ukończył studia matematyczne na uniwersytecie w Coimbrze, potem sploty okoliczności zaprowadziły go do Azeitão, gdzie osiadł w Vila Nogueira i otworzył firmę zajmującą się produkcją wina.
W 1849 r. rozpoczął produkcję wina i kreowanie marki Moscatel, która sześć lat później zdobyła złoty medal na Wystawie Światowej w Paryżu. Już wtedy wyjątkowa jakość tego wina sprawiła, że zdobyło ono światowe uznanie i do dziś jest niezwykle ważne nie tylko dla firmy, ale i całej Portugalii, będąc rozpoznawalną i cieszącą się światowym uznaniem ambasadorką regionu, w którym jest wytwarzane, zawartego w nazwie Moscatel de Setúbal.
Kolejny międzynarodowy sukces dotyczył marki wina Periquita – zdobywcy złotych medali podczas Wystawy Win Portugalskich w Berlinie oraz na Wystawie Światowej w Barcelonie − oba w 1885 r. Początkowo istniała tylko Periquita czerwona, która wsławiła się też tym, że była pierwszym w Portugalii winem, które zaczęto butelkować. Później pojawiły się różne odmiany Periquity, także białe i różowe.
W 1866 r. powstała kolejna znana i do dziś ceniona marka wina – Palmela, której nazwa brzmi tak samo, jak pobliska miejscowość. Przysporzyła ona winnicy następnych medali, m.in. na Wystawie Światowej w Filadelfii w 1876 r. Kolejne medale firma będzie zbierać niemal każdego roku na znaczących imprezach związanych z winem – można je oglądać w muzeum, o którym poniżej.
Działania firmy cieszyły się uznaniem nie tylko przemysłu winiarskiego. W 1857 r. król Pedro V przyznał José Marii da Fonsece wyróżnienie „Ordem da Torre e Espada de Valor, Lealdade e Mérito” m.in. za nowoczesne obiekty winnicy, pionierskość i wyróżniający się na tle innych innowacyjny poziom produkcji, jednocześnie nawiązujący do tradycji, w której José Maria da Fonseca trwał kontynuując swoją pasję do sztuki produkcji wina. Założyciel zmarł w 1884 r. pozostawiając po sobie spuściznę w postaci prężnie działającej firmy winiarskiej liczącej się w kraju i na świecie. Jego dzieło jest kontynuowane do dziś przez potomków Fonseki, obecnie już ósmego pokolenia, którzy prowadzą firmę w nawiązaniu do tradycji wprowadzonych przez założyciela, ale jednocześnie cały czas udoskonalając biznes i kreując nowoczesne marki z myślą o miłośnikach portugalskiego wina na całym świecie. Współczesna José Maria da Fonseca wprowadziła pierwsze w Portugalii wino bezalkoholowe (Lancers) i jako pierwsza portugalska firma w sektorze wina stołowego uzyskała certyfikat jakości ISO 9001. Piwnice Fonseki mieszczą 6,5 mln litrów dojrzewającego wina.


Główna siedziba firmy mieści się w Vila Nogueira de Azeitão na obrzeżach Parque Natural da Arrábida, na półwyspie Setúbal. Chcąc zwiedzić winnicę, wchodzi się do okazałego budynku, w którym dziś mieści się muzeum, ale jeszcze w latach 60. XX w. mieszkali w nim właściciele firmy. Potem przenieśli się do pobliskiej Palmeli, przeznaczając rodzinny dom na muzeum. Zwiedzanie odbywa się w grupach i z przewodnikiem, miejsce można sobie zarezerwować na stronie winnicy www.jmf.pt lub na www.winetourismportugal.com. Najtańsze zwiedzanie, z degustacją dwóch gatunków wina, kosztuje 3 €. Cena wzrasta wraz z ilością trunku przeznaczonego do spróbowania.

W muzeum-domu rodzinnym znajdują się pamiątki związane z rozwojem winnicy, m.in. wspomniane już wszystkie medale zdobywane przez tutejsze wina na światowych i krajowych wystawach i konkursach. Jest też urządzenie, które zostało użyte do pierwszego w Portugalii butelkowania wina – była to akurat Periquita. Już w pierwszym pomieszczeniu, które kiedyś było zapewne sienią lub czymś podobnym, poustawiano beczki na wino, choć prawdopodobnie jest to tylko dekoracja. W dalszym pomieszczeniu na ścianach, podobnie jak sufity pięknie dekorowanych w XIX-wiecznym stylu portugalskiej wsi, wiszą też dyplomy zdobywane przez firmę, a na specjalnych regałach spokojnie leżakują butelki z winem. Na honorowym miejscu wisi portret, z którego spogląda na zwiedzających José Maria da Fonseca w towarzystwie rodziny. Zwiedzanie domu nie trwa długo – przewodnik skupia się właściwie tylko na tym, co napisałem i z głównego muzealnego pomieszczenia wychodzi się do ogrodu, porządnie utrzymanego, zadbanego, z bujną roślinnością i ogrodowymi rzeźbami poustawianymi tu i ówdzie. Dalsza trasa wiedzie przez kilka schodków, po drodze mija się przykładową winnicę z odmianami winorośli, z których powstają wina José Maria da Fonseca. W tym miejscu rośnie tylko kilkadziesiąt krzaków utrzymywanych na potrzeby zwiedzających – główna plantacja znajduje się w innej części miasta i przejeżdża się koło niej w drodze z Setúbal do winnicy. Zresztą winorośle José Maria da Fonseca rosną też w innych miejscach Portugalii, głównie w słonecznym Alentejo, co ma oczywiście wpływ na smak wina. Obecnie firma ma ponad 650 ha winnic. Po krótkiej prezentacji szczepów, wśród których znajdują się m.in. Castelão, Aragonez czy Trincadeira służące do produkcji Periquity, przechodzi się dalej do magazynów, a właściwie piwnic z winem. Zwiedza się dwie, ogromne. Ich wielkość optycznie powiększają ustawione w nich beczki, które są tak wielkie, że musiały być budowane wewnątrz, bo ich średnica nie pozwoliłaby na transport gotowych naczyń. Nie zmieściłyby się w ogromnych drzwiach hali. W beczkach znajduje się oczywiście wino, w magazynach czuć lekko stęchłą woń, z głośników sączy się muzyka klasyczna, która ponoć wpływa na jakość starzenia trunku. W piwnicach znajdują się wina z różnych okresów i różnych szczepów, najstarsze mają ponad sto lat i są używane do produkcji różnorakich gatunków wina. 


Jednym z najwspanialszych jest Moscatel de Setúbal, słodkie wino wzmacniane. Warto zaznaczyć, że nie jest ono słodkie przez dosładzanie, a dzięki naturalnym cukrom resztkowym, pochodzącym bezpośrednio ze specjalnych odmian winogron. Powstaje na drodze przerwania fermentacji winogron poprzez dodanie portugalskiej brandy, co zatrzymuje w winie więcej cukru, przy czym zawartość alkoholu kształtuje się na poziomie 18%. We wspomnianych beczkach znajdują się moscatele przechowywane w beczkach 60 i 80 lat, służące do mieszania z innymi odmianami wina, nie butelkuje się ich osobno. Pochodzą z bardzo rzadkiej odmiany winogron Moscatel Roxo Alexandria, uprawianej tylko w Portugalii i jedynie na kilkunastu hektarach. Beczki z tymi trunkami są specjalnie opisane, z zaznaczeniem wieku i odmiany. Z kolei Superior de Setúbal przechowuje się do 30 lat i butelkuje tylko z niektórych, dobrych roczników.
Synonimem win z półwyspu Setúbal jest Periquita, przechowywana w beczkach w drugiej piwnicy. To pierwsze, wówczas tylko czerwone, butelkowane wino w Portugalii. Prototyp urządzenia służącego do butelkowania do dziś stoi w dawnym domu Fonseców i jest pokazywany zwiedzającym. Szczepy winogron, z których kiedyś było robione, to Castelão mające niegdyś nazwę jak wino – Periquita. Nazwę szczepu jednak zmieniono, by firma miała wyłączność na stosowanie jej dla swojego wiodącego trunku. Marka istnieje od 1850 r. i od tego czasu było wiele okazji do świętowania okrągłych rocznic, których skutkiem były nowe odmiany Periquity. Ta produkowana w dawnym stylu zwie się dziś Periquita Clássico, a dzisiejsza Periquita jest lekkim winem codziennym, dojrzewającym osiem miesięcy w dębowych beczkach przy dźwiękach muzyki klasycznej. W jej smaku daje się wyczuć aromaty jagód, porzeczek i fiołków, o lekko szorstkim i dojrzałym posmaku. Periquita Reserva stanowi pewnego rodzaju mieszankę oryginalnej tradycyjnej Periquita Clássico z wizją przyszłości, która w winnicy Fonseców ma zawsze właściwe miejsce. Jest mieszanką portugalskich szczepów Castelão, Touriga Nacional i Touriga Francesa, które zapewniają tej odmianie charakterystyczny posmak ze słodkim aromatem i złożonością smaku. Do 2010 r., czyli w ciągu 160 lat od wypuszczenia na rynek, sprzedano ponad 4 mln butelek win Periquita (z tego 85% na eksport do 60 krajów).


Ważnymi markami winnicy są też mniej znane wina. Lancers Rosé Wine było produkowane od 1944 r. na rynek amerykański, a Hexagon Brand stworzono by świętować szóstą generację Fonseców. Vinho verde Twin Vines powstało natomiast z okazji objęcia firmy przez ósme pokolenie rodziny, przeznaczono je głównie na eksport. Periquita Superior jest produkowana od 2008 r. i od razu zdobyła deszcz nagród, co daje poczucie stabilności tej marki i jej pewnego miejsca na rynku win i w kieliszkach jego miłośników. Z kolei wspomniane Lancers Rosé Free to pierwsze portugalskie wino bezalkoholowe.
Zwiedzanie muzeum kończy się w sklepie z miejscem, w którym można napić się wina, ale także kawy czy zjeść regionalne przysmaki. Zwiedzający winnicę w grupie kończą wycieczkę degustacją wina. Mi trafiła się wspaniała czerwona Palmela o aksamitnym posmaku i pyszny Moscatel de Setúbal o jak zawsze wspaniałej bursztynowej barwie. W sklepie firmowym można się zaopatrzyć w tańsze i droższe trunki, wybór jest ogromny, a prawdziwi znawcy wina muszą się tu czuć jak przysłowiowe ryby w wodzie. W sprzedaży są też winiarskie gadżety oraz regionalne przysmaki, które można podawać do tutejszych win. Sklep firmowy Fonseków można znaleźć też w Lizbonie w Chiado (Rua das Flores 41−43), nazywa się „By the Wine José Maria da Fonseca”.


José Maria da Fonseca: 
Quinta da Bassaqueira − Estrada Nacional 10
2925-542 Vila Nogueira De Azeitão
tel. +351 212 197 500
www.jmf.pt, info@jmf.pt

Zdjęcia: Krzysztof Rosenberger






poniedziałek, 15 maja 2017

Iwona Słabuszewska-Krauze „Portugalka”



Pewnie czytaliście parę lat temu książkę Ostatnie fado? Jej autorka, Iwona Słabuszewska-Krauze napisała kolejną „portugalską” książkę. Bohaterką Portugalki jest Sophie, która urodziła się i wczesne dzieciństwo spędziła w Portugalii, w regionie Douro. Gdy ją poznajemy, jest młodą kobietą mieszkającą w Londynie, z rodzicami. Jednak w jej rodzinnym domu nie układa się najlepiej, bo małżeństwo jej rodziców od lat jest fikcją podtrzymywaną ze względu na dobro córki. Dlatego Sophie, która na dodatek niedawno poznała miłość swojego życia, marzy o tym, by się wyprowadzić do własnego mieszkania. Nie jest to takie proste, bo ceny nieruchomości w Londynie są ogromne, a ona, ze względu na brak stałej pracy, nie dostałaby nawet kredytu. I wtedy, chyba z okazji urodzin, ojciec podarował jej kawałek ziemi – winnicę w portugalskim Douro, gdzie mieszka jej babka Gabriela i wuj Leonardo. Ojciec stawia jednak warunek – Sophie ma złożyć kwiaty na grobie Horacia. Nic więcej nie zdradza, ani kim był Horacio, ani dlaczego to dla niego takie ważne. Jak się potem okaże, Horacio był kluczową postacią historii, z którą musiała się zmierzyć Sophie.
Tymczasem dziewczyna postanawia od razu zacząć działać i znaleźć kupca na swoją działkę. W tym celu wyrusza do Portugalii, do Quinty de São Francisco w regionie Douro, gdzie mieszkają jej krewni. Wyjawienie powodu swojej wizyty nie podoba się ani wujowi, ani tym bardziej babce, choć oficjalny powód tej niechęci nie jest znany Sophie. Jednak czytelnik wie trochę więcej niż dziewczyna i może snuć domysły, co wciąga w lekturę. A wie więcej, bo książka rozpoczyna się sceną mającą miejsce jesienią 1982 r., w której Gabriela i Leonardo budują mur i rozmawiają o kimś, kto zabił i nie poniósł kary, a zabił najbliższą im osobę – dla Gabrieli syna, dla Leonarda brata.
Jednak podczas tej pierwszej wizyty czujność Sophie jest jeszcze jakby uśpiona. Dowiaduje się, że sprzedanie jej ziemi nie będzie wcale takie łatwe, wuj uruchamia jednak pewne kontakty i trzeba czekać. Dopiero po jakimś czasie, gdy nasza bohaterka już prawie przestała myśleć o sprzedaży, pojawił się potencjalny kupiec. Sophie pakuje się niemal od razu i leci do Portugalii. Wszystko byłoby w porządku, gdyby się nie okazało, że ziemię chce kupić nie kto inny, jak Camila Hernandez. Gdy Leonard usłyszał jej nazwisko jako kupca, zemdlał, a babka wcale nie przyjęła tego faktu lepiej. Dlaczego? Tego właśnie dowiecie się czytając Portugalkę. Warto poznać tę historię – mam nadzieję, że moje powyższe wprowadzenie do niej zachęciło Was, bo taki był mój cel. Okazuje się, że są w niej też polskie wątki, a dokładniej Polką była Gabriela, która wiele lat temu poznała swojego męża Anglika na statku do Stanów Zjednoczonych. Los sprawił, że tych dwoje wzięło ślub i zamieszkało w Porto, gdzie rodzina zajmowała się produkcją porto. Porto zresztą jest ważnym bohaterem powieści. Rodzina Sophie od lat jest jego uznanym producentem, choć nie jakimś wielkim, to jednak ważnym i mającym stałych klientów. Autorka, która przygotowując się do pisania książki dokładnie poznała zasady jego produkcji, zwiedzała i poznawała quinty zajmujące się produkcją, obrazowo i rzeczowo przedstawiła czytelnikom tajniki powstawania tego pysznego trunku. Poznajemy je razem z Sophie, która do tej pory nie wiedziała za wiele o rodzinnej produkcji, a która trochę z ciekawości, trochę z nudy zagląda do pomieszczeń, w których stoją kadzie, gdzie ugniata się owoce na wino, albo do piwnic, w których leżakuje porto. Razem z Sophie poznajemy też przyrodę Douro, okoliczne miasteczka i żyjących w nich ludzi.
Nie jest to książka o miłości, ale pojawia się ona nie jeden raz. Na przykład w opowieściach Gabrieli, która przekazuje Sophie historię rodziny, w tym swoją własną zaczynając od jej wyjazdu z Polski dziesiątki lat temu. Innym razem bohaterem miłosnej sprawy jest Leonardo, stary kawaler, choć właściwie nie wiadomo dlaczego, bo nawet teraz jest atrakcyjny, do tego mądry, przedsiębiorczy… W końcu trudno byłoby napisać powieść o ludzkich historiach, w której nie byłoby wątków miłosnych… Jednak jest to książka przede wszystkim, tak mi się wydaje, o odkrywaniu siebie (nie tylko przez Sophie, ale też pozostałych bohaterów), odkrywaniu i poznawaniu własnej przeszłości, która dotąd, o wiele za  długo, była skrywana pod wymyśloną, dawno temu przybraną powłoką nie do końca prawdziwej historii. Różnica pomiędzy bohaterami jest taka, że Sophie odkrywa ją po raz pierwszy, a pozostali na nowo, porzucając uprzedzenia, skrywane w sercach żale i otwierając się na tych, którzy wydawali się wrogami.