niedziela, 11 grudnia 2016

„Portugalio, dziękujemy! Polscy uchodźcy cywilni i wojskowi na zachodnim krańcu Europy w latach 1940−1945” − ciekawy album o polsko-portugalskich związkach w czasie II wojny światowej

Portugalio, dziękujemy! Polscy uchodźcy cywilni i wojskowi na zachodnim krańcu Europy w latach 1940−1945 to album opracowany przez Jana Stanisława Ciechanowskiego, który w latach 2010−2016 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Album ukazał się w 2015 r. w ramach obchodów 75. rocznicy przyjęcia przez Portugalię polskich uchodźców cywilnych i wojskowych podczas II wojny światowej i jest pokłosiem wystawy „Polacy w Portugalii w latach 1940−1945”, która była prezentowana w 2011 r. w Estoril w Centrum Pamięci Uchodźstwa. Album został opracowany w trzech językach: polskim, portugalskim i angielskim jednocześnie, tak by mógł być zrozumiały dla każdego, do kogo trafi. Miał być symbolicznym podziękowaniem dla Portugalczyków za wsparcie i życzliwe przyjęcie uchodźców z Polski w trudnych latach wojennych. Celem autorów było też uświadomienie tego ważnego a mało znanego epizodu we wspólnej historii obu państw. W omawianych czasach do Portugalii trafiali obywatele polscy różnych narodowości i znajdowali tu różnego rodzaju wsparcie. Czasami Portugalia była tylko przystankiem przed dalszą podróżą, czasami dłuższym schronieniem, a dla niektórych miejscem, w którym osiedli znacznie dłużej, a nawet na stałe.

Książka rozpoczyna się przedmowami – pierwszą z nich jest ta Marii Amélii Pavia, portugalskiej ambasador w Warszawie. Potem jest przedmowa polskiego ambasadora w Lizbonie, Bronisława Misztala, a następnie Dyrektor Polskiego Instytutu Dyplomacji (a także polskiej ambasador w Lizbonie w latach 2007−2012) Katarzyny Skórzyńskiej. Jest też przemówienie wygłoszone przez Jana Stanisława Ciechanowskiego na otwarciu wystawy w Estoril, w którym przybliża on tragiczne czasy konfliktu II wojny światowej w kontekście stosunków polsko-portugalskich. Z Noty Edytorskiej dowiadujemy się, że album ma być rozwinięciem wystawy dającym możliwość zapoznania się z bogatym materiałem ikonograficznym szerszej publiczności. Jak czytamy, szczególną wartość mają zdjęcia ze spuścizny Stanisława Schimitzku, w większości jego autorstwa. Ten polski dyplomata od sierpnia 1940 roku pełnił w Lizbonie funkcję delegata Ministerstwa Opieki Społecznej rządu RP na uchodźstwie, potem także przewodniczącego Komitetu Pomocy Uchodźcom Polskim w Portugalii. Był on autorem cennych wspomnień z tego okresu i wykorzystanej w albumie obszernej dokumentacji fotograficznej.


Album został podzielony na dziesięć tematycznych rozdziałów, w których fotografie są dokładnie opisane i przejrzyście zaprezentowane odbiorcy na ponad 350 stronach albumu w formacje A4, pięknie wydanego na papierze kredowym i w twardej oprawie. Wydzielono rozdział dla polsko-portugalskich relacji przed II wojną światową i dla RP w przededniu wojny. Ciekawy jest rozdział o polskich osobistościach w Portugalii w czasie wojny oraz dotyczący cywilnych uchodźców i ich codziennego życia w kraju nad Tagiem. Zamieszczone w książce zdjęcia pochodzą głównie z Lizbony, ale także z innych miejsc, m.in. z Caldas da Rainha, Évory, Porto, Estoril, Cascais, Sintry, Óbidos, Alcobaça, Madery i innych. Te inne miejsca poza Lizboną zostały zilustrowane przed wszystkim w rozdziale Ośrodki poza Lizboną, w których przebywali polscy uchodźcy w czasie II wojny światowej, ale także w innych. Album jest bogatą galerią znanych i anonimowych postaci przebywających w czasie II wojny światowej w Portugalii. Jak czytamy we wstępie, wykorzystano 528 fotografii i 8 skanów dokumentów. Podano źródła pochodzenia tych zdjęć, spora ich ilość pochodzi z Narodowego Archiwum Cyfrowego w Warszawie.

Jan Stanisław Ciechanowski Portugalio, dziękujemy! Polscy uchodźcy cywilni i wojskowi na zachodnim krańcu Europy w latach 1940−1945
Oficyna Wydawnicza Rytm 2015


czwartek, 8 grudnia 2016

Carlos Martins „Absence” – jazzowa uczta z Portugalii




Niemałą niespodziankę otrzymałem ostatnio  jako prezent urodzinowy, a mianowicie płytę koncertującego niedawno portugalskiego jazzmana Carlosa Martinsa Absence. Na dodatek płyta jest z dedykacją – możecie ją odczytać na zamieszczonym poniżej zdjęciu.

Przyznam się szczerze, że nie znałem dotąd twórczości tego Artysty, teraz dopiero nadrabiam zaległości, bo płyta okazała się niesłychanie ciekawa. Ukazała się w 2014 r. po kilkuletniej przerwie od poprzedniego krążka. Przerwa spowodowana była różnymi muzycznymi projektami, w których Carlos Martins brał udział, w końcu jednak powstało Absence. Płyta jest dedykowana artyście o nazwisku Bernardo Sassetti, portugalskiemu jazzmanowi i kompozytorowi muzyki filmowej zmarłemu przedwcześnie w 2012 r. i jest niejako inspirowana jego talentem jako artysty i człowieka. Płyta składa się z prostych i melodyjnych tematów jazzowych, którym towarzyszą intensywne emocje przeżywane przez kompozytora, którym jest sam Martins (z wyjątkiem trzech utworów; dwa z nich skomponował Bernando Sassetti, a jeden z nich to kompozycja Charliego Hadena). Jest odą do milczenia, chwilą kontemplacji w której dąży się do wewnętrznej duchowości, a jej słuchanie wprowadza nas niejako do duchowego świata Artysty, w którym określa on czas, życie i nieustanne dążenie do nowych doświadczeń. Wszytko to znajduje odzwierciedlenie na płycie, w muzyce i sposobie jej grania. Jak podkreśla muzyk, nie chciał nagrywać kolejnej płyty z amerykańskim czy europejskim jazzem, chciał by to było coś bardziej portugalskiego, jednocześnie łącząc fascynację książką Idiota Dostojewskiego (i cytatem „Świat będzie zbawiony przez piękno”), która też była inspiracją przy pisaniu muzyki.


Carlos Martins (źródło zdjęcia tutaj)

Carlos Martins jest uważany za jednego z najlepszych portugalskich muzyków jazzowych, co potwierdza przyznany mu tytuł najlepszej płyty jazzowej 2008 r. za album Água, poprzedzający Absence.W sumie nagrał siedem autorskich albumów sygnowanych własnym nazwiskiem i każdy z nich zdobył jakąś nagrodę. Współpracował z wieloma wybitnymi muzykami z całego świata – m.in. z Bernardo Sassettim, Cindy Blackman i George’m Garzone.

Artysta dał koncert 18 października tego roku w ramach festiwalu PalmJazz w Gliwicach. Wystąpił razem z Carlos Martins Quartet w skład którego weszli muzycy, którzy pojawili się na płycie Absence. Carlos Martins zagrał na saksofonie tenorowym, który jest jego instrumentem wiodącym. Ponadto pojawili się Mario Delgado, który zagrał na gitarach, Carlos Barretto na kontrabasie i Alexander Frazão na perkusji.


Autoria: Carlos Martins Absence
Sons da Lusofonia 2014

Dedykacja dla mnie na płycie Carlosa Martinsa Absence

A fragmentu grania Carlosa Martinsa możecie posłuchać tutaj:



poniedziałek, 5 grudnia 2016

Mariza zaśpiewała w Bielsku-Białej na zakończenie trasy „Mundo” 2016 (30 listopada 2016)

Mariza podczas koncertu w Bielsku-Białej (źródło zdjęcia tutaj)

W niecodziennej scenerii, bo urządzonej w kościele pw. św. Maksymiliana Kolbe w Bielsku-Białej wystąpiła Mariza na zakończenie swojej trasy promującej Mundo w tym roku. Dalsza część trasy będzie, ale w przyszłym roku – teraz Mariza ma zamiar odpoczywać, co oznajmiła na bielskim koncercie. Niektórzy z Was zastanawiali się, ja sam zresztą też, jak będzie brzmiał ten koncert w kościele. Otóż koncert brzmiał świetnie, bo akustyka tego miejsca jest idealna na koncerty, ale to jego jedyna zaleta. Siedząc w niewygodnych kościelnych ławkach słuchacz miał wrażenie, że od razu pokutuje za to, że tak wielką przyjemność czerpie z tego, co na scenie. Ja się tak czułem. No i kościół sam sobie też nie jest ładny, a scena kojarzyła mi się z rozstawionym na środku rusztowaniem. Niestety takie były moje odczucia koncertowe, które potem, na skutek samego występu Marizy nieco się ociepliły, ale ogólnie koncertu w tym kościele nie polecam. Dodatkowo miejsca były nienumerowane, co oburzało nie tylko mnie.

A sam koncert Marizy? Jak zawsze, a to już mój trzeci, na najwyższym poziomie. Mariza jest w świetnej formie, miała dobry humor, żartowała z publicznością i rewelacyjnie śpiewała. Zmieniła też układ piosenek w stosunku do tego, co było w Krakowie wiosną i właściwie naprzemiennie śpiewała piosenki z Mundo i starsze utwory fado. Nie całe Mundo wybrzmiało tego wieczoru. Mi zabrakło Almy, bo jakoś bardzo polubiłem ten kawałek, nie było też Melhor de Mim, natomiast w utworze Caprichosa basy miejscami zagłuszały wokal Artystki. Ale to był jedyny moment niezgrania wokalu z muzyką i ewentualnych minusów.

Zastanwiałem się czy będzie Primavera, którą Mariza śpiewa chyba zawsze, i była, jakże pięknie wybrzmiała późną jesienią. Bardzo wzruszająco, przepięknie wypadł utwór Chuva, po prostu najlepsze wykonanie, jakie dotąd słyszałem. Był też utwór Recusa, z płyty Transparente, też zjawiskowo zaśpiewany. Równie pięknie jak Chuva zabrzmiał zadedykowany Marcinowi Kydryńskiemu utwór Meu Fado (niejako w podziękowaniu za umieszczenie go wiele lat temu na płycie Siesta 2), podobnie jak Terra. Przy utworze Rosa Branca Mariza jak zwykle zachęcała publiczność do śpiewania, i o dziwo wyszło całkiem nieźle, aż Artystka sięgnęła po telefon i nagrała filmik – możecie go zobaczyć na Facebooku Marizy (tutaj lub w udostępnieniu na My Lisbon Story). Publiczność śpiewała też frazę do utworu Padoce de Céu Azul – też poszło całkiem nieźle. Z kolei Meu Amor Pequenino Artystka jak zwykle zadedykowała mężowi, z myślą o którym powstała ta piosenka. Utwór Missangas rozpoczął się niecodziennym intro, chyba wtedy Mariza miała wejść przebrana w drugą sukienkę, czego nie zrobiła. Jak powiedziała, musiałaby iść się przebrać do innego budynku, przez mróz i śnieg, i została cały wieczór w jednej, całkiem zresztą przyjemnej kreacji. 

Tak jak donosiliście z innych koncertów, pierwszy bis był zaśpiewany i zagrany akustycznie wśród publiczności, podczas drugiej piosenki Artystka obeszła publiczność, i jak zawsze było nastrojowo i bajecznie. A potem był już koniec, a na zewnątrz mróz i śnieg… Koncert trwał ponad dwie godziny, a wydawało się, że minęło może 40 minut.
Marizie towarzyszył zespół w składzie: Pedro Jóia (gitarze akustyczna), José Manuel Neto (gitara portugalska), Yami (gitara basowa), Vicky Marques (perkusja). Jedną z piosenek, jak pisałem wyżej, Mariza zadedykowała Marcinowi Kydryńskiemu. Zaznaczyła wówczas że wie, iż nie podoba mu się jej ostatnia płyta, dla niej jednak, jak powiedziała, jest ona najlepsza.

Koncert odbył się w ramach Siesty w Drodze, a jego współorganizatorem było BCK - Bielskie Centrum Kultury. Mariza śpiewała w Bielsku-Białej po raz pierwszy.


Mariza podczas bielskiego koncertu (źródło zdjęcia tutaj)