czwartek, 30 czerwca 2016

Coimbra by night... (19-25 czerwca 2016)

Poprzedni tydzień spędziłem w Coimbrze, w bibliotekach tamtejszego Uniwersytetu, o czym kiedyś napiszę (zapewne przy okazji kolejnego Tygodnia Bibliotek). Tym razem, z braku większej ilości czasu, proponuję galerię zdjęć zrobionych podczas nocnych spacerów. Miasto nabiera wtedy zupełnie innych barw, innego klimatu i kusi innymi zakątkami niż za dnia. Dodatkowo był to okres przygotowań do zbliżających się obchodów związanych z São João, ale także z zakończeniem roku akademickiego. Stąd widoczne na ulicach ozdoby, jeszcze nie świecące, przypominające te bożonarodzeniowe. W czwartek 23 czerwca koncertem fado (odmiany z Coimbry) rozpoczęły się Noites de Música no Coração da Cidade Coimbra, a następnej nocy było już mnóstwo imprez, m.in. folklorystyczna połączona z prezentacją strojów i dawnych zawodów Coimbry, spektakle teatralne, koncerty na świeżym powietrzu i w kawiarniach oraz gry miejskie. Niektóre z tych wydarzeń udało mi się sfotografować, czego efekty zamieszczam poniżej.
Kawiarnia obok Igreja Santa Cruz (Praça 8 de Maio)
Rua das Flores
Rua das Flores

Igreja de Santa Cruz
Jedna z ulic tuż obok historycznej części miasta, w tle widoczna trakcja trolejbusowa
Praça do Comercio
Praça do Comercio
Koncert fado na Praça 8 de Maio rozpoczynający cykl imprez z serii Noites de Música no Coração da Cidade Coimbra. Na zdjęciu Artyści z Fado ao Centro, którzy wystąpili 23 czerwca





Igreja de São Tiago


Praça 8 de Maio
Praça 8 de Maio
Oświetlone budynki historycznej części Coimbry, najwyżej oświetlony punkt to wieża mieszcząca się na terenie zabytkowej części Universidade de Coimbra 

Prezentacja strojów ludowych i tradycyjnych zawodów na Praça 8 Maio drugiego dnia cyklu imprez z serii Noites de Música no Coração da Cidade Coimbra (24 czerwca)
Występ grupy teatralnej na Praça do Comercio (24 maja)



Rua das Flores




wtorek, 14 czerwca 2016

Ana Moura w Wiedniu (29 maja 2016 r.) + KONKURS



Ana Moura w Wiener Konzerthaus (źródło zdjęcia tutaj)
Przepraszam za opóźnienie, bo już dwa tygodnie minęły od koncertu Any Moury w Wiedniu, a muszę przyznać, że było to dla mnie niemałe przeżycie. Może dlatego, że długo czekałem na możliwość bycia na występie Any...
O koncercie Any Moury w stolicy Austrii wiedziałem na długo przed tym, zanim pojawiły się informacje, że Artystka wystąpi także w Bielsku-Białej (dokąd mam z Katowic rzut beretem), ale bilet kupiłem dopiero jakoś tydzień przed tym, gdy podano termin polskich występów. No cóż, miały być dwa koncerty w krótkim odstępie czasu, aż okazało się, że basista złamał palec i koncerty w Polsce (ale także w Niemczech i Szwajcarii) zostały odwołane. Tym bardziej cieszyłem się z posiadanego biletu na występ w Wiener Konzerthaus, tym bardziej że data koncertu przylegała do długiego weekendu. No i nie został odwołany!
I muszę potwierdzić, że basista André Moreira miał coś z prawą dłonią. Jeszcze podczas wiedeńskiego koncertu miał ją całą zabandażowaną, a spod opatrunku wystawały tylko dwa palce. Ale grał po mistrzowsku, więc chyba wszystko zmierza w dobrym kierunku. Ciekawe, czy czuje się winny, że z jego powodu fani z trzech państw nie poszli na koncerty…

Koncert rozpoczął się z około 10-minutowym opóźnieniem – publiczność wiedeńska na ostatnią chwilę zajmowała miejsca i pewnie to był powód. Ale w końcu się rozpoczęło. Muszę jeszcze dodać, że sala koncertowa jest fantastyczna, fakt że „z epoki”, jednak występ w niej to musi być dla artysty przyjemność. A jeśli ktoś bywa w Wiedniu to warto śledzić repertuar Wiener Konzerthaus, bo często występują tu artyści z Portugalii. Ale czas na mój koncert. Najpierw na scenę, jak to zwykle bywa, weszli muzycy – Pedro Soares, który grał na gitarze klasycznej, Ângelo Freire na gitarze portugalskiej, wspomniany już André Moreira na gitarze basowej, João Gomes na klawiszach i Mario Costa na perkusji. Muzycy zebrali duże brawa już za samo pojawienie się, zwłaszcza Ângelo Freire, który jest zaliczany do ścisłej czołówki mistrzów gitary portugalskiej, co zresztą pokazał na koncercie nie raz. Ale o tym później.

Gdy rozległy się dźwięki pierwszego utworu, Moura Encantada, na scenę weszła ubrana w czarną sukienkę z frędzlami Ana Moura. Frędzle miały znaczenie, były swego rodzaju rekwizytem – Ana chwytała je podczas śpiewania przeżywając przekazywane publiczności utwory i emocje. Już od pierwszych dźwięków zrobiło się magicznie, koncert otworzył ten sam utwór, który rozpoczyna płytę Moura. Repertuar z ostatniej płyty dominował podczas tego wieczoru, co nie dziwi, skoro trasa promuje właśnie ten krążek. Już tym pierwszym utworem Artystka pokazała, że nie tylko na płycie brzmi świetnie. Jej głos był niesamowity, o niezwykłej barwie, silnym brzmieniu i doskonale oddający emocje, które towarzyszyły Anie podczas wykonywania tego utworu, jego przeżywania i oddawania dźwięków publiczności. Tak było zresztą z każdym następnym utworem. Drugim w kolejności był Ai Eu autorstwa Pedro da Silva Martinsa, którego wykonanie tylko utwierdziło mnie, że warto było na ten wieczór czekać. Po jego zaśpiewaniu Artystka przedstawiła się z publicznością, najpierw po portugalsku zwróciła się do obecnych na sali rodaków (Portugalczycy za granicą, także w Polsce zawsze przychodzą na koncerty swoich artystów  przekonałem się o tym kolejny raz), później przeprosiła ich i powiedziała, że będzie mówić po angielsku, by być lepiej rozumianą. Po niemiecku powiedziała tylko Guten Abend, czym i tak zasłużyła na gromkie brawa. 
Kolejnym utworem był niezwykle wpadający w ucho O Meu Amor Foi Para o Brasil, który dosyć często pojawiał się w programie Marcina Kydryńskiego „Siesta” i został umieszczony na ostatniej płycie Siesta Festival. Zapowiadając Fado Dançado Artystka przypomniała to, o czym można przeczytać w książce
Historia Fado (zob. tutaj), że w XIX w. fado było tańcem, oraz że utwór z jej płyty nawiązuje do muzyki z północy Portugalii i jest innym niż tradycyjnym spojrzeniem na fado. Nie jestem znawcą, ale to raczej trudny utwór do śpiewania na żywo, a Ana wykonała go fenomenalnie, bez jednej fałszywej nutki, bez zadyszki i żadnego niepożądanego dźwięku. W trakcie następnej piosenki trochę zmienił się nastrój, wybrzmiały bowiem dźwięki utworu Ninharia, który z płyty mogę słuchać godzinami, a którego wersja koncertowa również jest niesamowita, wręcz magiczna. Następnie zabrzmiał utwór Porque Teimas Nesta Dor, który nie pochodzi z ostatniej płyty. To niezwykle wdzięczny temat z pierwszego albumu Any Moury Guarda-me a Vida Nas Mãos (2003). Kolejny utwór należy do moich ulubionych utworów fado i cieszę się, że znalazł się także w repertuarze Any Moury. To niezwykłe Maldição, którego wersja studyjna w wykonaniu Any ukazała się w ubiegłym roku na płycie wydanej w hołdzie Amálii Rodrigues, na której pojawili się różni Artyści. Maldição w wersji koncertowej bardzo różni się od tej znanej z płyty. To swego rodzaju studium fado a także możliwości wokalnych Any Moury. Słuchając tego, miałem ciarki na skórze, to było niesamowite. Okazję do popisów miał tutaj też Ângelo Freire, którego solówka wzbudziła niemały zachwyt  nie był to jego pierwszy solowy popis podczas tego koncertu, ale chyba pierwszy tak widowiskowy.
Po tym utworze Ana zeszła ze sceny zostawiając publiczność, jak to powiedziała, w dobrym towarzystwie muzyków, którzy mogli popisać się swoimi możliwościami grając po kolei solówki w długim utworze instrumentalnym, składającym się w sumie z trzech części. W Pierwszej najbardziej wykazywał się Ângelo Freire rozgrzewając do czerwoności swoją portugalską gitarę i publiczność, potem André Moreira pokazał co potrafi zrobić z gitarą basową, a następnie Mario Costa szalał na instrumentach perkusyjnych. Całość zamknęła znowu gitara portugalska z towarzyszeniem klasycznej. Muzycy zebrali za ten instrumentalny utwór brawa nie mniejsze niż główna gwiazda wieczoru.
Potem rozbrzmiały dźwięki Eu Entrego i na scenę weszła ponownie Ana Moura, tym razem w białej sukience, tej widocznej na zdjęciach. Po zakończeniu utworu zapowiedziała następną piosenkę  Valentim, zapraszając do pomocy publiczność, która miała w odpowiednich momentach klaskać i śpiewać. To kolejny utwór ze wspomnianej wyżej płyty poświęconej Amálii Rodrigues (tej, na której znalazło się też Maldição). Było głośno, żywiołowo i bardzo dobrze to wszystko współgrało  publiczność, instrumenty i mocny wokal Any Moury. Zapowiadając Lilac Wine, wokalistka powiedziała, że gdyby tekst przetłumaczyć na język portugalski, byłby on idealnym fado. Też o tym pomyślałem, słuchając tej piosenki po raz pierwszy w wykonaniu Any Moury. Wokalistka nadaje mu czegoś magicznego, a przecież już w wykonaniu oryginalnym to niesamowita piosenka. Następne w kolejności było Bailinho à Portuguesa, pochodzące z płyty Aconteceu (2004). Znowu zrobiło się magicznie i także przy brzmieniu tego utworu swój udział miała publiczność. Także w następnym  Dia da Folga, który widownia śpiewała razem z Artystką, i który w wersji koncertowej trwał chyba kilkanaście minut i sprawił, że zebrani fani nie chcieli wypuścić Artystów ze sceny. Dzięki temu były bisy. Zabrzmiało przepiękne Fado Loucura i jego wykonanie to było mistrzostwo. Poruszył mnie ten utwór tak samo jak Maldição, a może i bardziej. Już dla samego tego wykonania warto było przyjść na koncert. Na zakończenie, razem z roztańczoną w trakcie publicznością, Ana zaśpiewała największy przebój z poprzedniej (5-krotnie platynowej w Portugalii) płyty, czyli Desfado (tytuł utworu i płyty; 2012). Śpiewali wszyscy, nie tylko Ana Moura, były brawa mające zatrzymać jeszcze Artystkę na scenie. I została jeszcze chwilę, podczas narady z zespołem dotyczącej kolejnej piosenki publiczność wykrzykiwała swoje typy  ktoś prosił o Os Búzios, ktoś inny o Mapa do Coração. Jakaś dziewczynka podeszła pod scenę i powiedziała coś Anie „na ucho”. Ja łudziłem się, że będzie A Penumbra, Até Ao Verão czy Clandestinos do Amor. Wybrzmiały jednak dźwięki czegoś, co gdzieś już słyszałem, jakiś tradycyjny utwór portugalski, którego tytułu jednak nie znam, i którego jak dotąd nie udało mi się znaleźć w sieci. Spodobało się, zwłaszcza że Ana wplotła do tekstu niemieckie Guten Abend

No i potem koncert się zakończył. Wydawało mi się, że trwał zaledwie chwilę, a już się kończy, ale tak naprawdę występ trwał ponad dwie godziny. Niestety nie było wielu utworów, które chciałbym usłyszeć na żywo, ale rozumiem, że spóźniłem się. Obecnie trwa trasa promująca album Moura i utwory z tego krążka przeważają na koncertach. Zresztą bardzo dobrze brzmią na żywo, nie tylko na płycie, która jak wiadomo jest świetna (pisałem o niej tutaj). Zabrakło mi tytułowego utworu Moura, który zaliczam do moich ulubionych z płyty. Ale nie można mieć wszystkiego. Pozostaje czekać na koncerty w Polsce. Co prawda w Lublinie nie ustalono (przynajmniej na razie) nowego terminu, za to w Bielsku-Białej Ana Moura zaśpiewa 29 września. Pojawiła się też zapowiedź koncertu na przyszły rok  8 kwietnia 2017 r. Ana Moura wystąpi we Wrocławiu (jeśli pojawią się nowe daty, na pewne umieszczę je w kalendarzu tutaj). Tymczasem zostałem chwilowo zaspokojony jeśli chodzi o Anę Mourę na żywo. Chwilowo, czyli myślę, że do września jakoś wytrzymam :)

A informację o konkursie, w którym do wygrania płyta Leva-me aos Fados, znajdziecie tutaj lub w prawym menu tego bloga w zakładce Konkursy.

Ana Moura i jej zespół w Wiener Konzerthaus (źródło zdjęcia tutaj)
fot. Tomasz Giza
Wiener Konzerthaus


wtorek, 31 maja 2016

Portugalskie książki dla dzieci wydane w Polsce

Jutrzejszy Dzień Dziecka to doskonała okazja do zaprezentowania portugalskich książek dla dzieci dostępnych na naszym rynku. Może zbyt szumnie piszę, bo nie znam tych książek zbyt dużo. Trzy opisane poniżej zostały wydane przez wydawnictwo Tako, a o czwartej, wydanej przez REA-SJ, pisałem już wcześniej tutaj, a dziś jest idealna okazja do przypomnienia o niej. Liczę na to, że sytuacja będzie się zmieniać na lepsze i będą wydawane kolejne przekłady portugalskich pozycji dla najmłodszych czytelników. Chętnie widziałbym na naszym rynku np. książkę, którą José Saramago napisał kiedyś dla dzieci, a która u nas nie została zdaje się dotąd wydana. A może są inne tytuły które pojawiły się na rynku, a ja o nich nie wiem? Będę wdzięczny za informacje :)

Zamieszczone poniżej okładki i ilustracje pochodzą ze stron wydawców.


Świat w sekundzie



Świat w sekundzie to utrzymana w komiksowej stylistyce opowieść dla najmłodszych, która pokazuje jak różne rzeczy, mniej lub bardziej zwyczajne, mogą się wydarzyć w tym samym czasie w różnych miejscach na ziemi. Czytając i oglądając karty książeczki najmłodsi zwiedzają świat, poznają różnice poszczególnych jego zakątków, niezwykłe sytuacje w nich występujące. Dowiadują się, że świat nigdy nie stoi w miejscu, nie zatrzymuje się nawet na sekundę, w czasie której zdarza się bardzo wiele. 
Dla przykładu - gdy statek napotyka sztorm na Morzu Bałtyckim, w tym samym czasie winda mknie pomiędzy piętrami wieżowca w Nowym Jorku, a dojrzała pomarańcza spada z drzewa w ogrodzie w Portugalii. Gdy mężczyzna w Tokio zatrzymuje się na chwilę by odpocząć, w innym mieście listonosz dostarcza przesyłkę do adresata. Na końcu książeczki znajduje się mapa świata, na której zaznaczono pojawiające się w opowieści miejsca.

tekst: Isabel Minhós Martins
ilustracje: Bernardo Carvalho
przekład: Jakub Jankowski
Tako 2015


 *****

Dzień na plaży


Historia opisana w Dzień na plaży zaczyna się już na okładce. A właściwie nie opisana, a zilustrowana, bo w
książeczce nie ma tekstu. Zaczyna się niepozornie, kilka kolorowych plam tworzących początek historii, która, jak się okazuje wciąga. Bernardo Carvalho bez użycia słów opowiada historię pewnego turysty, którego wyłaniające się z morza śmieci odrywają od czynności związanych z plażowaniem, a jej finał zaskakuje nie tylko dzieci. Książeczka spodobała się pewnemu znajomemu Kubusiowi, który dzięki niej odkrywał portugalską plażę - zatem jest to pozycja sprawdzona, warta polecenia innym maluchom i ich rodzicom.

historia i ilustracje: Bernardo Carvalho
Tako 2015


 *****

Morze


Morze to pozycja dla nieco starszych niż dwa powyższe tytuły czytelników. Jak czytamy na stronie
wydawcy, jest to „błyskotliwy leksykon, który bawi się znaczeniami figur i słów związanych z morzem. Przedstawia ogrom morza w wielu aspektach: faunę i florę, ludzi morza i ich kulturę. Podaje fakty i liczby, sięga po folklor, poezję i humor”. Dodatkowo książka jest bardzo ładnie wydana, w dużym (nieco więcej niż A4) formacie, a jej projekt graficzny doskonale komponuje się z tematem. Doskonała na prezent, w sumie nie tylko dla dziecka, bo sam też sporo się z niej dowiedziałem.

tekst: Ricardo Henriques
ilustracje: André Letria
przekład: Jakub Jankowski
Tako 2016

 *****

 Królik i Chopin


Pozycja nie tylko dla dzieci, ale i rodziców, przeznaczona do wspólnej lektury. Ma uczyć odpowiedzialności, poznania, odpowiednich nawyków życia oraz jak tego uczyć dzieci. Książka jest też o mądrości, wrażliwości i sztuce odkrywania piękna. 
Więcej o książce przeczytacie tutaj

tekst: Miguel Sousa Tavares
ilustracje: Fernanda Fragateiro
przekład: Gabriel Borowski
REA-SJ 2015