niedziela, 31 stycznia 2016

Antonio Muñoz Molina: „Zima w Lizbonie" – kryminał na zimowy wieczór

Akcja powieści rozpoczyna się w Madrycie, w jednym z klubów nocnych, gdzie przygrywa się jazz. Klub nazywał się Metropolitano, a grywał w nim Santiago Biralbo. Właściwie w momencie, gdy poznajemy bohaterów, Biralbo nazywa się już Giacomo Dolphin, a w Metropolitano gra razem z dwójką innych muzyków tworzących razem grupę Giacomo Dolphin Trio.

Podczas wielu nocnych spotkań w tym madryckim klubie Biralbo opowiada narratorowi swoją historię, która doprowadziła go do tego miejsca. Narrator jest jego dawnym przyjacielem, a panowie nie widzieli się przeszło dwa lata. Cała opowiadana historia i składające się na nią obrazy łączą się z mniejszych opowieści, w których jedną z głównych ról odgrywa sztuka, a raczej nielegalny handel pewnym cennym obrazem. Przez całą mroczną historię przeplata się też muzyka, jazz grywany w Madrycie i w San Sebastián. Także Lizbonie. Oczywiście w historii tego pokroju nie mogłoby zabraknąć wątku miłosnego. I nie zabrakło. Wszystkie mroczne opowieści Biralba łączą się wokół wątku jego miłości do Lukrecji. Miłości dramatycznej i niemal niemożliwej do spełnienia, gdyż Lukrecja jest mężatką, a jej mąż to niezbyt przyjemny osobnik, handlarz sztuką i niezwykle zazdrosny o ukochaną mężczyzna. W pewnym sensie jest to miłosna powieść kryminalna, zresztą oceńcie sami.

Mimo pomieszania wątków miłosnego z przestępczym i okraszenia go jazzem, akcja książki posuwa się do przodu niespiesznie, trochę w tempie, w jakim ktoś rzeczywiście mógłby ciemną nocą w muzycznym klubie przy drinku i odpalanych kolejnych papierosach opowiadać historię swojego życia. A Lizbona, mimo iż przywoływana kilkakrotnie, pojawia się w tej opowieści dopiero pod koniec. Była marzeniem Lukrecji, tam chciała uciec z Biralbo i rozpocząć nowe życie. Czy jej się to udało? Wcześniej niż samo miasto pojawia się utwór pod tytułem Lizbona, skomponowany dla Lukrecji przez kochanka, który wzmaga jej marzenie o tym mieście. Dodam jeszcze, że niemałe znaczenie dla akcji ma też Birma. Ale czym ona jest w tej powieści? Pozostawiam to do indywidualnego odkrycia. Jak i to, którego obrazu Cézanne’a dotyczy wątek z handlem sztuką.

Biralbo zjawia się w Lizbonie i zaskakuje go jej przejrzystość − spodziewał się, że miasto będzie zasnute mgłą jak zimowe San Sebastián czy Paryż. Obserwuje czerwone dachy zabudowań, spaceruje po ślepych uliczkach i schodkach, odwiedza tarasy i place z pomnikami i mrocznymi zabudowaniami, pośród których stara się wypatrzyć Lukrecję. Lizbona to jednak nie jedyne miejsce akcji w Portugalii. Bohater przemieszcza się pociągiem odjeżdżającym z lizbońskiego dworca Cais do Sodre do Cascais. Dowiadujemy się przy okazji, jak wyglądały pociągi tej relacji w latach 80. XX w., i jak przebiegała nocna podróż Biralba. Dodam tylko, że była bardzo niebezpieczna i mogła być ostatnią w życiu jazzmana.


Autor książki, Antonio Muñoz Molina, to urodzony w 1956 r. w Úbeda 
Antonio Muñoz Molina (źródło zdjęcia tutaj)
hiszpański pisarz. Zima w Lizbonie to jego druga powieść, która doczekała się od 1987 r. prawie trzydziestu wznowień. Pisarz jest członkiem Królewskiej Akademii Hiszpańskiej, laureatem wielu nagród hiszpańskich i międzynarodowych. W Polsce ukazało się kilka tytułów książek Moliny, oprócz Zimy w Lizbonie m.in. Jeździec polski, Wiatr księżyca, We mgle czasów, czy Nieobecność Blanki.


Antonio Muñoz Molina; przeł. Wojciech Charchalis
Zima w Lizbonie
Seria z Piramidą
Wydawnictwo Historia i Sztuka 1995

wtorek, 26 stycznia 2016

Noworoczny koncert Carminho w Lizbonie z udziałem Antónia Zambujo i Orchestra Sinfonietta de Lisboa (1.01.2016)

Carminho (1.10.2016)
Minęło już trochę czasu od koncertu Carminho w Lizbonie, bo odbył się 1 stycznia. Zapowiedziany był na godz. 18.30 na Praҁa do Comércio, gdzie dzień wcześniej były koncerty sylwestrowe. Występ gwiazdy wieczoru miał poprzedzić koncert orkiestry symfonicznej Orchestra Sinfonietta de Lisboa, później wszyscy mieli wystąpić wspólnie, dodatkowo z gościnnym udziałem Antónia Zambujo. I mniej więcej tak to się odbyło, tylko z lekkim opóźnieniem. Przybywając na plac grubo po 18.00 byliśmy pewni, że nie załapiemy się już na orkiestrę bez Carminho. Przecisnęliśmy się nieco pod scenę, na którą za chwilę weszła wokalistka. Ubrana jakoś dziwnie (niescenicznie), w płaszczu, i na dodatek coś nie działało i nie było jej słychać. Uznałem że to wina ulewy i wichury, która przeszła nad Lizboną nad ranem i zaraz wszystko się wyjaśni. No i się wyjaśniło. Z powodów usterek popogodowych wszystko trochę się przesunęło w czasie i trafiliśmy jeszcze na próbę Carminho, z której zdjęcia także znajdują się poniżej.

Gdy rozpoczął się właściwy koncert, na scenę wkroczyli muzycy z Orchestra Sinfonietta de Lisboa w galowych strojach, zajęli miejsca i zaczęli grać. W repertuarze znalazły się m.in. tematy z Carmen oraz Marsz Radetzkiego Straussa. Po zakończeniu własnego koncertu muzycy orkiestry zostali na scenie, na którą weszła Carminho w swoim rozpoznawalnym już czerwonym kombinezonie (tak to się nazywa?), w którym ostatnio występuje. Występ rozpoczęła utworem As Pedras da Minha Rua z płyty Alma. Potem powitała publiczność, mówiąc mniej więcej, że nie ma lepszego sposobu na rozpoczęcie nowego roku, niż koncert na pięknym placu Lizbony. Jako drugi wybrzmiał bardzo wesoło, i jak się okazało doskonale pasujący do klimatów noworocznych Saia Rodada, który drugi raz Artystka wykonała też na bis. A właściwie trzeci, bo utwór wybrzmiał w całości także na próbie. Potem był jeszcze utwór Chuva no Mar, który Carminho dostała od Marisy Monte i do którego słowa napisał Arnaldo Santos.

Carminho & António Zambujo podczas próby
Stałem dosyć blisko sceny i nie oglądałem się, by zobaczyć co dzieje się za mną. Gdy to zrobiłem, okazało się, że Praҁa do Comércio jest zapełniony po brzegi. Spodziewałem się tłumów, bo przecież Carminho to międzynarodowa gwiazda, ale że tak olbrzymi plac zapełni się niemal w całości podczas koncertu fado  nie.

Carminho
Artystka wykonywała utwory ze swojej ostatniej płyty Canto (2014), z poprzedniej płyty Alma (2012) również. Pojawiły się też przeboje znane z debiutanckiego krążka Fado (2009). Publiczność wielokrotnie została porwana  nie jeden raz, nawet nieproszona wykonywała z Carminho znane przeboje. Entuzjazm wzbudził utwór Bom Dia, Amor, który pięknie wybrzmiał z akompaniamentem orkiestry. Zresztą wszystkie utwory, do których przygrywała orkiestra, nabrały nowego brzmienia i ciekawej oprawy, przynajmniej dla mnie, bo dotąd znałem utwory Carminho jedynie z nagrań studyjnych.

Wspaniale wykonany utwór Disse-te Adeus, który pojawił się w dalszej kolejności, Carminho dedykowała zmarłej niedawno ikonie fado Beatriz da Conceição. Zanim na scenę wszedł António Zambujo, był jeszcze czas na wykonanie Ventura Miguela Araújo. Potem na scenie zrobiło się magicznie, gdy Carminho i António Zambujo wspólnie wykonali trzy muzyczne tematy. Jednym z nich był przebój wokalisty Pica 7. Co ciekawe, utwór powstał dla Carminho, jednak ona zdecydowała się nagrać swoją ostatnią płytę w stylu tradycyjnego fado i Pica 7 nie pasował – to utwór w stylu alentejańskim. Trafił więc na płytę Zambójo, i jak widać dobrze ją promuje.

Carminho & António Zambujo
Potem Carminho zaśpiewała jeszcze m.in. genialne Talvez skomponowane przez  Mário Pacheco, piękne Fado Das Queixas czy Meu Amor Marinheiro.
Koncert był magiczny. Trwał ponad dwie godziny, a rozentuzjazmowana publiczność nie pozwoliła tak po prostu odejść Artystom ze sceny. Były bisy, owacje… I mimo że nie lubię „stadionowych” koncertów, a ten prawie taki był, całą imprezę uważam za bardzo udaną, a śpiewająca całą sobą Carminho pozwoliła zapomnieć, że stoję na ogromnym placu i poczuć muzykę, którą chciała i udało jej się przekazać słuchaczom.
O Fadista!

Oprócz Orchestry Sinfonietta de Lisboa Artystce na scenie towarzyszył zespół muzyków. Na gitarze portugalskiej zagrał Luis Guerreiro, na basie Marino de Freitas, Ruben Alves na klawiszach i akordeonie, Ivo Costa na perkusji, a na gitarze Flávio César Cardoso.

Autorem zdjęć jest Krzysztof Rosenberger


Luis Guerreiro








Ivo Costa
Luis Guerreiro



Flávio César Cardoso, Marino de Freitas
Ivo Costa

Carminho & António Zambujo
Carminho & António Zambujo
Carminho & António Zambujo
Carminho & António Zambujo
Carminho & António Zambujo
António Zambujo
António Zambujo


Luis Guerreiro, Flávio César Cardoso, Marino de Freitas
Luis Guerreiro
Carminho & António Zambujo

António Zambujo
Guitarra portuguesa
Orchestra Sinfonietta de Lisboa
Orchestra Sinfonietta de Lisboa
Orchestra Sinfonietta de Lisboa
Orchestra Sinfonietta de Lisboa
Flávio César Cardoso
Luis Guerreiro





Ruben Alves



Ivo Costa


António Zambujo wita się z Carminho
Carminho & António Zambujo

António Zambujo

Carminho & António Zambujo
Carminho & António Zambujo
Orchestra Sinfonietta de Lisboa