Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 marca 2017

Polskie wydania książek Catariny Sobral

Aciumpa

Co to jest aciumpa? Czym jest tytułowe słowo z książeczki Catariny Sobral? Na początku nikt tego nie wie. Pewien badacz w starym zapomnianym słowniku odnalazł to słowo, a wiadomość o tym rozeszła się błyskawicznie. Wszyscy chcieli używać aciumpy, jednak nikt nie wiedział jak. Nie wiedziano nawet, jaka to część mowy. O opinię postanowiono zapytać panią Zulmirę, która z racji wieku (miała 137 lat) powinna wszystko wiedzieć. I wiedziała. Ciekawi Was, co powiedziała? Czy aciumpa to rzeczownik? A może wcale nie, może powinno się mówić aciumpować. Jeśli jednak jest to rzeczownik, to jaki ma kolor? I skąd wziąć aciumpę? Podobno za granicą jeszcze są dostępne, nawet w zielonym kolorze. Co jednak jeśli powinno się mówić aciumpowe i słowo to jest po prostu przymiotnikiem? A może rację ma premier, który używa tego słowa w formie jak najaciumpniej, czyli jak przysłówka? Strasznie to zakręcone i w dodatku nie wiadomo kto ma rację. Bo to jeszcze nie wszystkie możliwe znaczenia aciumpy. Reszty dowiecie się z tej pięknej, ładnie ilustrowanej książeczki, w której pojawia się nawet żółty tramwaj z numerem 28. Aciumpastyczna książka dla wszystkich aciumpnych czytelników – jak czytamy na stronie wydawcy.

Aciumpa
Catarina Sobral
przełożył Tomasz Pindel
Dwie Siostry 2017



Mój dziadek

Mój dziadek to książeczka dla dzieci, ale traktująca o poważnych sprawach – czasie, przemijaniu i codziennym zabieganiu. Tytułowy dziadek jest zegarmistrzem, który kiedyś próbował dogonić czas. Dziś ma czas na delektowanie się życiem i codziennymi drobnymi przyjemnościami. Urządza pikniki na trawie, pisze długie listy i ma czas dla innych. Reprezentuje postawę zachwytu codziennością, nieustającej chęci poznawania i zwiedzania świata oraz ciągłego uczenia się czegoś nowego. Jego przeciwieństwem jest doktor Sebastian, ciągle zapracowany, wiecznie się śpieszący i w intensywności swoich działań niemający czasu na prawdziwe życie. Postawa dziadka fascynuje wnuczka, inspiruje go i sprawia, że czas z nim spędzony, to najlepsze chwile w jego dotychczasowym życiu.
Mój dziadek to głównie obrazkowa opowieść o ludzkich relacjach – bliskości i przyjaźni niosących największą dla człowieka wartość. To  także opowieść o umiejętnym korzystaniu z tego co daje nam życie, codzienność, bieżąca chwila. To opowieść dla małych i dużych.

Mój dziadek
Catarina Sobral
Catarina Sobral (źródło zdjęcia tutaj)
Przełożyła Agata Błoch
Kocur Bury 2016


Catarina Sobral to urodzona w 1985 roku portugalska ilustratorka i autorka książek obrazkowych. Jest
autorką ilustracji i tekstu do obu książeczek, a za ilustracje do Mojego dziadka otrzymała prestiżową nagrodę International Prize for Illustration Bologna Children`s Book Fair – Fundación SM 2014.

niedziela, 26 lutego 2017

„Wysokie Góry Portugalii” Yanna Martela



Yanna Martela pewnie wszyscy kojarzą z książką Życie Pi, nawet jeśli jej nie czytali, tymczasem na początku roku ukazała się jego nowa i całkiem interesująca książka Wysokie Góry Portugalii. Składa się z trzech opowieści, które właściwie można czytać oddzielnie, a łączy je wioska Tuizelo, położona na północy Portugalii, niedaleko Bragançy.
Akcja pierwszego opowiadania, pt. Bezdomny, rozgrywa się na początku XX w., a dokładnie w grudniu 1904 r. Bohaterem jest Tomás, ubogi kustosz Narodowego Muzeum Sztuki Starożytnej w Lizbonie, oddelegowany do archiwum episkopalnego, w którym ma ustalić pochodzenie podarowanych przez kardynała artefaktów. Tam przypadkowo odkrywa niezainwentaryzowany nigdzie dziennik ojca Ulissesa – były to zapiski zakonnika z XVII w. prowadzone w Luandzie i São Tomé. Czytając dziennik, Tomás natrafia na zapiski o pewnym cennym przedmiocie, który przed wiekami musiał trafić do Portugalii. Ustala, gdzie on może się znajdować i postanawia wyruszyć w podróż w Wysokie Góry Portugalii, gdzie w jednym z pięciu kościołów powinien znajdować się skarb. Od bogatego wuja dostaje na drogę automobil – pojazd, który dopiero co zaczął pojawiać się w Portugalii, a na prowincji w ogóle nikt jeszcze takiego cudu techniki nie widział. Tomás miał sam prowadzić, mimo iż nigdy wcześniej nie siedział za kierownicą. Poznajemy argumentację wuja, jakie to proste, i obawy Tomása, że raczej nie da rady. W końcu jednak nasz bohater wyrusza w drogę, której opis jest niezwykle ciekawy. Po pierwsze wszystkie wydarzenia wynikające z nieumiejętności kierowania pojazdem, a także inne perypetie trochę śmieszą, a trochę przerażają czytelnika. Po drugie ciekawe są opisy mijanych miejsc, przyroda, pojawiające się po drodze miejscowości i spotykani ludzie. W finale nasz bohater dociera przez przypadek do małej wioski Tuizelo, która później pojawia się w dwóch następnych opowiadaniach. Czy Tomás znalazł skarb, którego poszukiwał? Jaki ślad pozostawił po sobie w zapomnianej wiosce na północy Portugalii? Tego dowiecie się po lekturze książki Martela – nie zdradzę Wam szczegółów, by nie psuć lektury.
Drugie opowiadanie ma tytuł Droga do domu i czytając byłem pewien, że będą to dalsze losy Tomása. Tymczasem jego akcja dzieje się ponad 30 lat później w gabinecie patologicznym w Bragançy. Bohaterem jest tu Eusebio, miłośnik kryminałów Agathy Christie, który chcąc nadrobić zaległości w pracy, spędza w gabinecie sylwestrową noc. Okazuje się, że to dziwna, a może niezwykła noc. Eusebia odwiedzają goście. Jednym z nich jest pewna wiejska kobieta, która przybyła z dużą walizą. Pochodziła z Tuizelo i to jej historia łączy się z pierwszym opowiadaniem Wysokich Gór Portugalii. Kobieta ma dość nietypową prośbę – w walizce są zwłoki męża, a ona chce by Esebio przeprowadził ich autopsję. Dalsza część opowiadania jest jeszcze bardziej intrygująca – dodam tylko, że Eusebio spełnia życzenie wiejskiej kobiety, a opis tego jak to robi, znajdziecie w książce.
Dom to tytuł trzeciej opowieści. Domem okazuje się być Tuizelo, choć nie od razu jest to oczywiste. Akcja ma miejsce 50 lat później, a jej bohaterem jest kanadyjski senator, który niedawno stracił żonę. Jednym ze sposobów na ukojenie ogromnego smutku ma być wyjazd na delegację do Stanów Zjednoczonych. Tam, poza sprawami zawodowymi, czekają na niego dodatkowe atrakcje, z których jedną jest zwiedzanie farmy szympansów. Wycieczka okazała się przełomowa dla Petera Tovy, bo tak nazywa się senator. Postanowił on kupić szympansa o imieniu Odo, tak po prostu, pod wpływem nagłego impulsu, i może zachowania szympansa. Dopiero potem zdał sobie sprawę, że to szalony pomysł, że porywa się z motyką na słońce. Ale nie bardzo może się wycofać, zaczyna wszystko analizować i postanawia zmienić swoje życie, m.in. poprzez wyjazd do wsi w której się urodził, a z której jego rodzice wyjechali do Kanady, gdy Peter miał cztery lata. Co było dalej? Też musicie przeczytać sami. To ciekawa historia, trochę smutna, trochę radosna – historia człowieka doświadczonego wielką stratą i radzącego sobie z pokonaniem po niej smutku i pustki. Dodatkowo poznajemy malutkie Tuizelo z kilkoma domami na krzyż, kawiarenką, polami i piękną przyrodą wokół.
Yann Martel (źródło zdjęcia tutaj)
Książka Martela może się spodobać, ale nie musi. Bywa ciężka, zmusza do zastanawiania się nad ważnymi życiowymi problemami, które dotykają każdego z nas. Czasami „zalatuje” fantastyką, co też nie każdy lubi, innym razem trochę filozofuje. Na pewno trzeba się skupić na lekturze, trochę poanalizować życiowe sytuacje bohaterów, ich zachowanie, sposoby postępowania. Dodatkowym atutem jest Portugalia jako miejsce akcji, co niewątpliwie wielu z Was skusi do lektury. Mnie skusiło.
Yann Martel jest kanadyjskim pisarzem urodzonym w 1963 r. w Salamance (jego rodzice byli dyplomatami przebywającymi akurat na placówce w Hiszpamnii). Ukończył filozofię na Trent University w Peterborough, obecnie pisze, podróżuje, ćwiczy jogę i udziela się jako wolontariusz w hospicjum. W Polsce ukazało się kilka jego książek, z których najpopularniejszą było Życie Pi, za którą autor otrzymał zresztą nagrodę Bookera.

Yann Martel Wysokie Góry Portugalii
przeł. Paweł Lipszyc 
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c. 2017

niedziela, 11 grudnia 2016

„Portugalio, dziękujemy! Polscy uchodźcy cywilni i wojskowi na zachodnim krańcu Europy w latach 1940−1945” − ciekawy album o polsko-portugalskich związkach w czasie II wojny światowej

Portugalio, dziękujemy! Polscy uchodźcy cywilni i wojskowi na zachodnim krańcu Europy w latach 1940−1945 to album opracowany przez Jana Stanisława Ciechanowskiego, który w latach 2010−2016 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Album ukazał się w 2015 r. w ramach obchodów 75. rocznicy przyjęcia przez Portugalię polskich uchodźców cywilnych i wojskowych podczas II wojny światowej i jest pokłosiem wystawy „Polacy w Portugalii w latach 1940−1945”, która była prezentowana w 2011 r. w Estoril w Centrum Pamięci Uchodźstwa. Album został opracowany w trzech językach: polskim, portugalskim i angielskim jednocześnie, tak by mógł być zrozumiały dla każdego, do kogo trafi. Miał być symbolicznym podziękowaniem dla Portugalczyków za wsparcie i życzliwe przyjęcie uchodźców z Polski w trudnych latach wojennych. Celem autorów było też uświadomienie tego ważnego a mało znanego epizodu we wspólnej historii obu państw. W omawianych czasach do Portugalii trafiali obywatele polscy różnych narodowości i znajdowali tu różnego rodzaju wsparcie. Czasami Portugalia była tylko przystankiem przed dalszą podróżą, czasami dłuższym schronieniem, a dla niektórych miejscem, w którym osiedli znacznie dłużej, a nawet na stałe.

Książka rozpoczyna się przedmowami – pierwszą z nich jest ta Marii Amélii Pavia, portugalskiej ambasador w Warszawie. Potem jest przedmowa polskiego ambasadora w Lizbonie, Bronisława Misztala, a następnie Dyrektor Polskiego Instytutu Dyplomacji (a także polskiej ambasador w Lizbonie w latach 2007−2012) Katarzyny Skórzyńskiej. Jest też przemówienie wygłoszone przez Jana Stanisława Ciechanowskiego na otwarciu wystawy w Estoril, w którym przybliża on tragiczne czasy konfliktu II wojny światowej w kontekście stosunków polsko-portugalskich. Z Noty Edytorskiej dowiadujemy się, że album ma być rozwinięciem wystawy dającym możliwość zapoznania się z bogatym materiałem ikonograficznym szerszej publiczności. Jak czytamy, szczególną wartość mają zdjęcia ze spuścizny Stanisława Schimitzku, w większości jego autorstwa. Ten polski dyplomata od sierpnia 1940 roku pełnił w Lizbonie funkcję delegata Ministerstwa Opieki Społecznej rządu RP na uchodźstwie, potem także przewodniczącego Komitetu Pomocy Uchodźcom Polskim w Portugalii. Był on autorem cennych wspomnień z tego okresu i wykorzystanej w albumie obszernej dokumentacji fotograficznej.


Album został podzielony na dziesięć tematycznych rozdziałów, w których fotografie są dokładnie opisane i przejrzyście zaprezentowane odbiorcy na ponad 350 stronach albumu w formacje A4, pięknie wydanego na papierze kredowym i w twardej oprawie. Wydzielono rozdział dla polsko-portugalskich relacji przed II wojną światową i dla RP w przededniu wojny. Ciekawy jest rozdział o polskich osobistościach w Portugalii w czasie wojny oraz dotyczący cywilnych uchodźców i ich codziennego życia w kraju nad Tagiem. Zamieszczone w książce zdjęcia pochodzą głównie z Lizbony, ale także z innych miejsc, m.in. z Caldas da Rainha, Évory, Porto, Estoril, Cascais, Sintry, Óbidos, Alcobaça, Madery i innych. Te inne miejsca poza Lizboną zostały zilustrowane przed wszystkim w rozdziale Ośrodki poza Lizboną, w których przebywali polscy uchodźcy w czasie II wojny światowej, ale także w innych. Album jest bogatą galerią znanych i anonimowych postaci przebywających w czasie II wojny światowej w Portugalii. Jak czytamy we wstępie, wykorzystano 528 fotografii i 8 skanów dokumentów. Podano źródła pochodzenia tych zdjęć, spora ich ilość pochodzi z Narodowego Archiwum Cyfrowego w Warszawie.

Jan Stanisław Ciechanowski Portugalio, dziękujemy! Polscy uchodźcy cywilni i wojskowi na zachodnim krańcu Europy w latach 1940−1945
Oficyna Wydawnicza Rytm 2015


wtorek, 22 listopada 2016

Antonio Tabucchi – „Opowiadania ilustrowane”

Opowiadania ilustrowane Antonia Tabucchiego przeczytałem już dość dawno temu i żałuję, że od razu o nich nie napisałem, bo są niesamowite. Postanowiłem nadrobić zaległości, by je Wam, Czytelnikom tego bloga szczerze polecić. Inne książki tego włoskiego pisarza też zasługują, i to bardzo, na uwagę, uważam jednak, że przygodę z literaturą Tabucchiego można rozpocząć właśnie od tych opowiadań. Na pewno pozostawią niedosyt, i tak jak ja od razu sięgniecie po więcej. Zwłaszcza, że nie tylko niektóre Opowiadania ilustrowane są o tematyce portugalskiej, ale i inne jego powieści. Zresztą ten włoski pisarz pokochał Lizbonę i Portugalię, zafascynował się nią w równym stopniu jak Fernandem Pessoą, nauczył się nawet języka portugalskiego do tego stopnia, że po portugalsku pisał niektóre swoje dzieła.

Do przeczytania Opowiadań ilustrowanych niech zachęci Was notatka wydawnicza zamieszczona na ostatniej stronie okładki książki: „W Opowiadaniach ilustrowanych napotkamy współczesnych malarzy włoskich, portugalskich, latynoamerykańskich, ale także stałe wątki twórczości Tabucchiego: »przestrzeń, czas, pamięć«, jak sam napisał. A wśród niezliczonych postaci, rzeczywistych i wyobrażonych, jedna powraca wielokrotnie, towarzysząc włoskiemu pisarzowi również w tym ostatnim zbiorze: Fernando Pessoa”. Tak, zapomniałem dodać, że tak jak w tytule, opowiadania są ilustrowane reprodukcjami dzieł sztuki.

W opowiadaniu Wakacje Bernarda Soaresa bohater, wraz z papugą Sebastião, wybiera się na świąteczny wypoczynek do Cascais. Zanim wyruszy pisze list do przyjaciela – pana Fernanda. Po drodze szofer śpiewa mu fado Marii Severy, a bohater podejrzewa, że są to jego ostatnie święta. Opowiadaniu towarzyszy ilustracja: Giuseppe Modica Taras Pessoi, 1993.

Śniąc wraz z Dacostą opowiada o sytuacji, w której tytułowy António Dacosta widziany był we śnie, na Azorach. Narrator wszedł do obrazu mistrza, a była wówczas noc, azorska. Bo to był sen. „W krajobrazie widniał księżyc, a na księżycu rysowała się twarz chłopca”. Dalsza część snu jest jeszcze ciekawsza. Obraz: António Dacosta A caça oa anjo, 1984.

Spadkobiercy dziękują zaczyna się wierszem Testament Marii Heleny Vieiry da Silvy. Opowiadanie o tym, że wszystko się kończy, życie, a wraz z nim nawet poezja, skoro on, wielki poeta, od tak dawna nie pisał już wierszy. Ale oto tam, w oddali, za morzem, widać Lizbonę, widoczną z nadburcia statku. Może nie wszystko jeszcze stracone? Do opowiadania dołączono obraz: Maria Helena Vieira da Silva La partie d’eches (detal), 1943.

Do obrazu Femme-automobile (1987), którego autorem jest José de Guimarães, dołączono opowiadanie Trudny wybór. Jego bohaterką jest pani Multipia Seicento, z której została już tylko »kupa złomu«. Pani Multipia wzdycha głęboko, zardzewiale i kategorycznie, prosząc o eutanazję.

„Curanderio” w mieście na wodzie ilustruje obraz Júlio Pomar The Barrister (O Advogado) z 1999 r. Znów jest sen, a może melodia? Za oknem wiał sirocco, a „chmury pędziły w otchłań nieba, gromadząc się na horyzoncie w srebrzystej poświacie, znaku świtu. Tamtej nocy przyśnił mu się Snark. Ale to nie było zwierzę ani istota zoomorficzna lub antropomorficzna, był Wszystkim i Niczym”.

Przybył pan Perreira ma bohatera, który w opowiadaniach pojawia się nie pierwszy raz. Tym razem przybył pocztą z Włoch aż na lizbońską ulicę. W kopercie. Potem usiadł przy stoliku w kawiarni Orquídea. Widać to też na ilustracji – Giancarlo Vitali Portret Pereiry, 1996.

Stateczny podróżny to tytuł kolejnego opowiadania. Zaczyna się od tego, co widzimy na obrazie Antónia Costy Pinheira – Fernando Pessoa siedzi podczas podróży z przyciśniętym do piersi statkiem parowym. „W okularach, które ma na nosie, fruwają dwie mewy, w drugich, leżących na stole, odbijają się inne statki, wspomnienia innych podróży, dalekich mórz”.

Eureka, nieeureka : hołd w stylu Drummonda złożony przyjacielowi Gérardowi Castello-Lopes, fotografowi skłóconemu z prawem Archimedesa to ilustracja Gérarda Castello-Lopesa Portugal (1987) oraz wiersz Na morzu.

Z Afryki w stronę Afryki to opowiadanie o twórczości malarskiej José de Guimarãesa, inspirowaną Afryką – którą malarz odkrył w Afryce, i gdzie też odkrył swoje malarskie powołanie. Opowiadanie ilustruje obraz malarza Maska z tatuażami (1973).

Do nieistniejącego katalogu to z kolei opowiadanie o innym artyście – Bartolomeu Cid Dos Santos, który rył na płycie fikcyjne mapy, potem robił z nimi inne skomplikowane rzeczy w wyniku których na mapy padał jakiś skomplikowany cień. Czasem był to Fernando Pessoa w kapeluszu, innym razem labirynt, jakieś łuki, korytarze. Ilustruje je dzieło artysty pt. Paisagem.

To tylko niektóre opowiadania z tomu, te nawiązujące w jakiś sposób, mniej lub bardziej obszerny do Portugalii, ludzi z nią związanych, portugalskich lądów i przylegających do nich wód rzek i oceanów. Jestem jednak pewien że wszystkie te krótkie formy zawarte w tomie przypadną Wam do gustu, a ich lektura sprawi Wam nie lada przyjemność. To doskonała lektura nie tylko na jesienny, melancholijny  wieczór.

Antonio Tabucchi (źródło zdjęcia tutaj)
A sam autor? Antonio Tabucchi był Włochem, który urodził się w 1943 r. w Pizie. Jak już wspomniałem na początku, pokochał Portugalię i wszystko co z nią związane. Tutaj też, w Lizbonie, zmarł w 2012 r. To spotkanie z twórczością Fernanda Pessoi wywarło na niego ogromny wpływ, zarówno na życie jak i twórczość. Do tego stopnia, że nauczył się języka portugalskiego, by lepiej zrozumieć teksty, potem przekładał je na włoski, a ostatecznie sam tworzył po portugalsku. Nawet jego żona była Portugalką, w Portugalii też zamieszkał. Sporo jego książek ukazało się w Polsce – serdecznie polecam ich lekturę.

Zamieszczone w tym poście ilustracje zostały zamieszczone w tomie Opowiadań ilustrowanych.

Antonio Tabucchi Opowiadania ilustrowane
przekład Joanna Ugniewska

Czuły Barbarzyńca 2014

czwartek, 13 października 2016

„Zima w Lizbonie” – miłość i samotność, alkohol, jazz i Lizbona nocą w powieści Antonio Muñoz Moliny + KONKURS

Miłość, muzyka, sztuka i alkohol są wysuwającymi się na pierwszy plan bohaterami powieści Antonio Muñoz Moliny Zima w Lizbonie. Nie najnowszej, ale ponownie u nas wydanej, tym razem nakładem wydawnictwa Rebis, i opatrzonej epilogiem autora pt. Tak wiele lat później z 2014 r. Na podstawie powieści powstał w 1991 r. film, o którym autor wspomina w epilogu, opatrzony opisem jako thriller. W filmie zagrał m.in. polski aktor Mirosław Zbrojewicz oraz amerykański jazzman Dizzy Gillespie. Zanim jednak sięgniecie po film polecam najpierw lekturę. Ja właśnie przeczytałem Zimę w Lizbonie po raz drugi i nie zmieniłem zdania, że warto.

Jak już wspomniałem, muzyka jest jednym z bohaterów książki, a dokładnie utwór Lizbona skomponowany przez Billego Swana, członka i szefa zespołu, w którym występował Santiago Biralbo, a właściwie już wtedy Giacomo Dolphin. Skąd ta zmiana nazwiska, jakie wydarzenia do tego doprowadziły dowiecie się czytając powieść. W każdym bądź razie większą część historii poznajemy z opowieści Billego Swana, a nam, czytelnikom opowiada ją narrator, dawny przyjaciel Biralba.

Bohaterów poznajemy w Madrycie, w klubie nocnym „Metropolitano”, gdzie występuje grupa Giacomo Dolphin Trio. Narrator spotyka tam Biralba po kilkuletniej przerwie, i to spotkanie jest niejako inspiracją do opowiedzenia historii muzyka. Historii, w której oprócz jazzu dużą rolę odegrała nieszczęśliwa miłość. Pojawia się Lukrecja i już samo jej imię wydaje się trochę niesamowite, trochę wzbudzające strach, że na pewno będą z nią kłopoty. I po części są to uzasadnione obawy. Lukrecja i Biralbo zakochują się w sobie, mimo iż ona jest żoną innego, Malcolma, który zresztą na początku tej historii oszukał Biralba. Jednak to miłość tych dwojga kochanków, ukrywających się ze swoim uczuciem w hotelach na godziny, namieszała sporo w dalszym biegu opowiedzianej historii. W kolejnych rozdziałach Lukrecja i pianista co jakiś czas spotykają się w różnych miejscach, a także korespondują ze sobą, gdy Lukrecja i Malcolm wyjeżdżają do Berlina. Ta korespondencja też ma znaczenie dla rozwoju akcji, niespiesznej zresztą, aczkolwiek wciągającej.

Pomiędzy stronami poznajemy ten wątek powieści, w którym Lukrecja z Macolmem są poza San Sebastian, początkowym miejscem zamieszkania wszystkich bohaterów i miejscem początku całej historii (na początku wspomniałem o Madrycie, tam jednak zaczyna się opowieść, jednak nie jej początki). Małżonek bohaterki prowadzi nielegalne interesy związane m.in. z handlem sztuką. Jeden z wątków opowiada o tym, co wydarzyło się pewnej sylwestrowej nocy, którą Lukrecja i Malcolm spędzają z inną parą dosyć nieprzyjemnych typów. Ba, nieprzyjemnych to mało powiedziane. Nie chcielibyście ich spotkać 
na ulicy nawet w dzień. Na chwilę pojawia się jeszcze kolejny bohater o pseudonimie Portugalczyk, jednak jego los jest raczej przesądzony. Dowiecie się dlaczego. Ta noc sprawiła, że Lukrecja odważyła się odejść od męża, wiedząc jednocześnie, że skazuje się na ciągłą ucieczkę i ukrywanie się przed wyżej wymienionymi typami. To wówczas wraca na chwilę do San Sebastian i opowiada swoją wersję tej historii dawnemu kochankowi, którego uczucia do Lukrecji ożywają w jednej chwili. W wyniku różnych postanowień tych dwojga wraca temat Lizbony, już nie tylko w piosence. Ale czy kochankowie docierają tam razem? Nie zdradzę, by nie psuć Wam lektury. Napiszę tylko, że o naszym ulubionym mieście Biralbo, który, tak, znalazł się tam, opowiada tak, jakbyśmy oglądali stary czarno-biały film z niespieszną akcją, dobrą muzyką i doskonale kadrowanymi scenami. Trochę oddaje to okładka książki (mimo iż zdjęcie na niej jest współczesne). Nie padają żadne nazwy miejsc, mijanych ulic i placów poza Birmą. No właśnie, Birma w Lizbonie to coś, co też przeplata się od początku tej historii. W końcu wraz z Biralbem poznajemy to miejsce. Wtedy też dowiadujemy się, również razem z naszym jazzmanem, o pewnym cennym obrazie. W poprzednim moim poście o Zimie w Lizbonie, dotyczącym innego wydania książki (tutaj), napisałem o jakiego malarza chodzi, wnikliwym pozostawiam odnalezienie tej informacji (zamiast w poście polecam jednak w książce). Czy Lukrecja albo jej były (?) mąż również mają z tym coś wspólnego? Nawet niezbyt uważna lektura pozwoli Wam odpowiedzieć na te pytania.

Tymczasem z opisów Lizbony Biralba wiemy, że błądząc zaspanymi uliczkami mija tramwaj, wjeżdża windą Santa Justa do górnej części miasta, a z dworca Casis do Sodre ciemną nocą jedzie pociągiem do Cascais, jednak nie wysiada na ostatniej stacji. Cóż to zresztą była za jazda! W Cascais odnajduje dom, Quinta dos Lobos, który był celem jego podróży. Ciekaw jestem, jakie jeszcze miejsca w Lizbonie i okolicach rozpoznacie Wy po przeczytaniu powieści. I jak Wam się podoba taka Lizbona, której niby w książce nie ma zbyt wiele, a jednak snuje się przez całą historię... Waszej ocenie pozostawiam też, czy książka rzeczywiście zasługuje na pochwały. I zapraszam do konkursu :-)


Autor (źródło zdjęcia tutaj)

Autor książki, Antonio Muñoz Molina, to urodzony w 1956 r. w Úbeda hiszpański pisarz. Zima w Lizbonie to jego druga powieść, która doczekała się kilkudziesięciu wznowień, w tym najnowszego w edycji wydawnictwa Rebis. Pisarz jest członkiem Królewskiej Akademii Hiszpańskiej, laureatem wielu nagród hiszpańskich i międzynarodowych. W Polsce ukazało się kilka tytułów książek Moliny, oprócz Zimy w Lizbonie m.in. Jeździec polski, Wiatr księżyca, We mgle czasów, czy Nieobecność Blanki. Na podstawie jego powieści powstały też filmy, w tym Zima w Lizbonie (w 1991 r.), a sam Antonio Muñoz Molina pojawiał się w filmach kilka razy jako aktor.
Antonio Muñoz Molina; przeł. Wojciech Charchalis
Zima w Lizbonie
Dom Wydawniczy REBIS 2016


KONKURS
Informację o konkursie, w którym do wygrania są dwa egzemplarze książki Zima w Lizbonie ufundowane przez Dom Wydawniczy Rebis, znajdziecie tutaj lub w prawym menu tego bloga w zakładce Konkursy.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Lizbońskie wątki w powieści Anny B. Kann „Powrót do Barcelony” + KONKURS


Powrót do Barcelony nie jest książką wymagającą ani specjalnie ambitną czy skierowaną do wyszukanego odbiorcy. Nie chcę przez to napisać, że to powieść płytka, i tylko ktoś o niewyrafinowanym guście czytelniczym będzie się nią cieszyć. Jest to lektura z serii lekkich, łatwych i przyjemnych, w sam raz do pociągu, czy do poczytania pod drzewem w letnie upalne popołudnie. Niewątpliwą zaletą powieści są opisy dwóch pięknych miast – Barcelony i Lizbony, a także dwóch charakteryzujących te miasta obszarów kultury – flamenco i fado. Nas oczywiście bardziej interesuje Lizbona i fado, zresztą tylko ze względu na nie sięgnąłem po Powrót do Barcelony (zasugerowała mi to jedna z czytelniczek my lisbon story, za co dziękuję!).

Powrót do Barcelony jest drugą częścią historii zawartej wcześniej w Do zobaczenia w Barcelonie – być może zechcecie przeczytać w tej kolejności, jeśli jednak ktoś jak ja chce pominąć część pierwszą, też tak można. Bohaterką historii jest 40-letnia prawniczka Ewa, która ma problemy w małżeństwie, zakochuje się w nauczycielu flamenco, gorącycm Hiszpanie, potem wyrusza do Hiszpanii w pogoni za miłością i ratowaniem siebie i swojego życia. To tak krótko, upraszczając. Potem sprawy komplikują się jeszcze bardziej, bo jej ukochany okazuje się być niewierny, co nasza bohaterka odkrywa przypadkiem. Postanawia opuścić Barcelonę i swojego chłopaka, nie wie jednak, co dalej. Na lotnisku wsiada do samolotu do Lizbony, z myślą, że tam zbierze myśli i zastanowi się, jakich dokonać wyborów.

Dalsza część książki to ta, która najbardziej mnie zainteresowała, czyli zdarzenia opisane po przylocie bohaterki do Portugalii. Muszę przyznać, że przywoływane opisy Lizbony, miejsca i sytuacje są opisane bardzo rzetelnie. Ba, są nawet przypisy wyjaśniające niezrozumiałe kwestie, wątki historyczne lub po prostu sytuacje niejasne dla kogoś, kto Lizbony czy jej zwyczajów nie zna. Byłem pozytywnie zaskoczony i spodobała mi się ta część bardzo. Mogłaby nawet, w kryzysowej sytuacji,zastąpić przewodnik turystyczny komuś, kto przypadkiem znalazł się w Lizbonie z tą tylko powieścią... A może przesadzam?
Są przechadzki po mieście szlakiem kawiarni, nostalgicznych miejsc i zwyczajnych atrakcji. Są spacery szlakiem knajpek z fado, a w jedej z nich występuje nawet Polka..., spacery magiczną lizbońską nocą, którą większość z nas zna i pewnie kocha… Ewa poznaje w Lizbonie pewną dziewczynę, Polkę mieszkającą tu na stałe, która przybliża jej uroki miasta. Ale poznanie Lizbony przedstawionej w tej książce pozostawiam Wam drodzy Czytelnicy, tak jak i Waszej konfrontacji ze znaną Wam Lizboną i Waszymi odczuciami odnośnie portugalskiej stolicy, jej klimatu i magii.Opisanie tutaj szczegółow zepsułoby Wam lekturę, do czego w żaden sposób nie chcę doprowadzić.

Kolejne strony powieści rozwiązują perypetie bohaterki w sposób nieco zaskakujący, autorka wprowadza w niej bowiem wątki kryminalne (?), które doprowadzają do końca ten etap historii Ewy. Przy okazji dowiadujemy się, jaki związek z całą opowieścią ma historia kobiety opisana w pierwszym rozdziale – dla mnie początkowo był to trochę niejasny wstęp, który długo nie łączył się z całością. Być może po prostu niezbyt uważnie czytałem, a może rzeczywiście brakowało mi początku historii, tej opisanej w Do zobaczenia w Barcelonie

Anna B. Kann
Powrót do Barcelony
Pascal 2015

Jeden egzemplarz powieści można wygrać w konkursie, którego szczegóły znajdziecie tutaj lub w zakładce Konkursy w prawym menu tego bloga.

niedziela, 17 lipca 2016

Najlepsze miejsca do czytania w Lizbonie (część 2)

Czytanie na Miradouro de São Pedro de Alcântara – o tym miejscu pisałem w poście tutaj
Lizbonę kocham też za to, że jest dla mnie idealnym, najlepszym z poznanych dotąd przeze mnie miastem, w którym można czytać. Nie wiem z czego to wynika, ale czyta się tu wspaniale - już podczas pierwszego przyjazdu przekonałem się, że jedna książka to za mało. Może sprawiają to punkty widokowe, przy których i tak chce się przysiąść, może inni czytający (wszędzie) ludzie, a może po prostu to, że czuję się w Lizbonie jak w domu J.
Pierwszą partię miejsc,w których w stolicy Portugalii najlepiej mi się czyta zaprezentowałem już dosyć dawno (zob. tutaj), dziś nadrabiam zaległości – poniżej kilka kolejnych, może nieco mniej oczywistych miejsc. Nie wszystkie z nich są obiektami, do których pędzą tłumy turystów, co może być istotne dla poszukujących spokojnego miejsca do lektury, a przy okazji poznania nowych zakamarków.

Miradouro da Rocha Conde de Óbidos

Ten punkt widokowy jest nieco oddalony od centrum i miejsc, w których licznie pojawiają się turyści, co niewątpliwie jest jego dużą zaletą. Choć może nie do końca jest ich tak mało, bo w sąsiedztwie znajduje się Museu Nacional de Arte Antiga (przy Rua das Janelas Verdes). Z tyłu miradouro jest Jardim 9 de Abril, w którym zwłaszcza wiosną jest pięknie – kwitnąco i bardzo kolorowo, i w którym też można poczytać. Natomiast między punktem widokowym a muzeum jest też widokowa kawiarnia (le chat lisboa, przy Travessa do Olival a Santos 20), wspaniale umieszczona (widać ją na zdjęciu). Jeszcze w niej nie byłem, ale wszystko przede mną. Natomiast na Miradouro da Rocha Conde de Óbidos są wygodne siedzenia zwrócone w stronę Tagu i słońca, więc czytając można zażywać słonecznych kąpieli, zerkać co jakiś czas na panoramę  rozlegającą się z miradouro i fantastycznie spędzić czas.

Miradouro da Rocha Conde de Óbidos

Jardim Botto Machado i Clara Clara Café przy Campo de Santa Clara

To idealne miejsce na odpoczynek po zakupach (lub tylko oglądaniu) na targu Feira da Ladra, oczywiście z książką – niekoniecznie kupioną przed chwilą na bazarze. Jardim Botto Machado oferuje ławeczki w cieniu lub miejsce na trawie, gdzie można się wygodnie rozłożyć i oddać lekturze. Jeśli do czytania potrzebujecie kawy lub innych trunków – mieści się tu kawiarnia – Clara Clara Café, w której przy jakimś stojącym nieco na uboczu stoliku też można w spokoju poczytać. Zresztą poza sobotą i wtorkiem, gdy za płotem odbywa się targ, prawie nie ma tu turystów – jest cicho i spokojnie. Idealnie!

Jardim Botto Machado i Clara Clara Café

Jardim do Campo Grande

To dosyć rozległy ogród z dala od centrum, w bliskim sąsiedztwie uniwersytetu – położony po przeciwnej niż uczelnia dosyć ruchliwej ulicy Campo Grande. Wstąpiłem tam na kawę i parę stron lektury w drodze powrotnej z Biblioteki Narodowej (zob. tutaj). Miał to być krótki przystanek, a spędziłem tam parę godzin – był akurat dosyć ciepły dzień, a w ogrodzie znalazłem przyjemnie ocienione zaułki, ponadto nie było akurat tłumów – studenci pewnie siedzieli w bibliotekach i uczyli się do egzaminów.

Jardim do Campo Grande
Jardim do Campo Grande

Parque Infantil przy Praça da Armada, w pobliżu Estreli

Nie jest to zbyt duży park, są też ładniejsze w Lizbonie, ale coś sprawiło, że usiadłem tam na chwilę. Być może po prostu zmęczył mnie długi spacer w upale, a on był akurat po drodze. Przechodniów zapraszają parkowe ławki, ładna zadbana roślinność, palmy oraz cisza. Owszem, jest tam miejsce zabaw dla dzieci, ale oddzielone pasem zieleni, która tłumi odgłosy. O tym, że jest to idealne miejsce na lekturę świadczy fakt, że podczas mojego pobytu w parku byłem trzecią osobą, która wówczas czytała J.

Parque Infantil, Praça da Armada
Parque Infantil, Praça da Armada

Miradouro de Santa Catarina

To jeden z punktów widokowych, na który nie trafiłem od razu, mimo iż jest znany, oblegany itp. Długo był remontowany, potem o nim zapomniałem… Ale w końcu dotarłem, usiadłem na trawie, bo akurat było sporo ludzi, i po nacieszeniu oka tym co wokół wyjąłem książkę. Widoki może nie są spektakularne – na pierwszym planie głównie zabudowania portowe, ale trochę dalej już Tag, potem drugi jego brzeg, po prawej Most 25 Kwietnia i pomnik Christo Rei. A na samym miradouro? Potwór. Znany z Luzjad Camõesa morski bóg Adamastor (a w zasadzie jego kamienny posąg) stanowi centralną część placu widokowego. Pewnie dla kogoś, komu szmery, rozmowy i tłumy przeszkadzają w czytaniu nie będzie to idealne miejsce, dla mnie jednak jest jednym z ulubionych.

Miradouro de Santa Catarina
Miradouro de Santa Catarina

Noobai Café, Rua de Santa Catarina

Do kawiarni wchodzi się bezpośrednio z Miradouro de Santa Catarina. Zwykle jest tam spory tłumek, ale nie ma się co dziwić – większość przychodzi dla widoków, które w sumie nie różnią się od tych z miradouro. Jeśli jednak ktoś lubi poczytać przy kieliszku wina czy kawie – warto znaleźć stolik na uboczu i rozkoszować się jednym i drugim. Z karty dań polecam sałatkę z arbuzem. W lokalu jest też drugie, niższe piętro – warto o nim wiedzieć w bardziej wietrzne dni J.

Noobai Café
Noobai Café

wtorek, 31 maja 2016

Portugalskie książki dla dzieci wydane w Polsce

Jutrzejszy Dzień Dziecka to doskonała okazja do zaprezentowania portugalskich książek dla dzieci dostępnych na naszym rynku. Może zbyt szumnie piszę, bo nie znam tych książek zbyt dużo. Trzy opisane poniżej zostały wydane przez wydawnictwo Tako, a o czwartej, wydanej przez REA-SJ, pisałem już wcześniej tutaj, a dziś jest idealna okazja do przypomnienia o niej. Liczę na to, że sytuacja będzie się zmieniać na lepsze i będą wydawane kolejne przekłady portugalskich pozycji dla najmłodszych czytelników. Chętnie widziałbym na naszym rynku np. książkę, którą José Saramago napisał kiedyś dla dzieci, a która u nas nie została zdaje się dotąd wydana. A może są inne tytuły które pojawiły się na rynku, a ja o nich nie wiem? Będę wdzięczny za informacje :)

Zamieszczone poniżej okładki i ilustracje pochodzą ze stron wydawców.


Świat w sekundzie



Świat w sekundzie to utrzymana w komiksowej stylistyce opowieść dla najmłodszych, która pokazuje jak różne rzeczy, mniej lub bardziej zwyczajne, mogą się wydarzyć w tym samym czasie w różnych miejscach na ziemi. Czytając i oglądając karty książeczki najmłodsi zwiedzają świat, poznają różnice poszczególnych jego zakątków, niezwykłe sytuacje w nich występujące. Dowiadują się, że świat nigdy nie stoi w miejscu, nie zatrzymuje się nawet na sekundę, w czasie której zdarza się bardzo wiele. 
Dla przykładu - gdy statek napotyka sztorm na Morzu Bałtyckim, w tym samym czasie winda mknie pomiędzy piętrami wieżowca w Nowym Jorku, a dojrzała pomarańcza spada z drzewa w ogrodzie w Portugalii. Gdy mężczyzna w Tokio zatrzymuje się na chwilę by odpocząć, w innym mieście listonosz dostarcza przesyłkę do adresata. Na końcu książeczki znajduje się mapa świata, na której zaznaczono pojawiające się w opowieści miejsca.

tekst: Isabel Minhós Martins
ilustracje: Bernardo Carvalho
przekład: Jakub Jankowski
Tako 2015


 *****

Dzień na plaży


Historia opisana w Dzień na plaży zaczyna się już na okładce. A właściwie nie opisana, a zilustrowana, bo w
książeczce nie ma tekstu. Zaczyna się niepozornie, kilka kolorowych plam tworzących początek historii, która, jak się okazuje wciąga. Bernardo Carvalho bez użycia słów opowiada historię pewnego turysty, którego wyłaniające się z morza śmieci odrywają od czynności związanych z plażowaniem, a jej finał zaskakuje nie tylko dzieci. Książeczka spodobała się pewnemu znajomemu Kubusiowi, który dzięki niej odkrywał portugalską plażę - zatem jest to pozycja sprawdzona, warta polecenia innym maluchom i ich rodzicom.

historia i ilustracje: Bernardo Carvalho
Tako 2015


 *****

Morze


Morze to pozycja dla nieco starszych niż dwa powyższe tytuły czytelników. Jak czytamy na stronie
wydawcy, jest to „błyskotliwy leksykon, który bawi się znaczeniami figur i słów związanych z morzem. Przedstawia ogrom morza w wielu aspektach: faunę i florę, ludzi morza i ich kulturę. Podaje fakty i liczby, sięga po folklor, poezję i humor”. Dodatkowo książka jest bardzo ładnie wydana, w dużym (nieco więcej niż A4) formacie, a jej projekt graficzny doskonale komponuje się z tematem. Doskonała na prezent, w sumie nie tylko dla dziecka, bo sam też sporo się z niej dowiedziałem.

tekst: Ricardo Henriques
ilustracje: André Letria
przekład: Jakub Jankowski
Tako 2016

 *****

 Królik i Chopin


Pozycja nie tylko dla dzieci, ale i rodziców, przeznaczona do wspólnej lektury. Ma uczyć odpowiedzialności, poznania, odpowiednich nawyków życia oraz jak tego uczyć dzieci. Książka jest też o mądrości, wrażliwości i sztuce odkrywania piękna. 
Więcej o książce przeczytacie tutaj

tekst: Miguel Sousa Tavares
ilustracje: Fernanda Fragateiro
przekład: Gabriel Borowski
REA-SJ 2015