niedziela, 16 lipca 2017

Koncerty nie tylko fado, noc św. Antoniego i targi książki, czyli o tym, co było najciekawszego w czerwcu w Lizbonie

W Alfamie (fot. Krzysztof Rosenberger)
Czerwiec w Lizbonie to fantastyczny czas. W tym roku byłem już po raz drugi w Lizbonie właśnie w czerwcu, jednak pierwszy raz w czasie fiesty z okazji dnia św. Antoniego. Dużo się w tym czasie dzieje, a na ulice wylewają tłumy. Nie tylko nocą, ale i w dzień. I o dziwo wcale mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, ludzie tworzyli niesamowitą atmosferę, wystarczyło odrobinę muzyki i od razu wszyscy tańczyli, cieszyli się i obejmowali.
Maria Ana Bobone (fot. Krzysztof Rosenberger)
Muzyczne wydarzenia czerwca to dla mnie jeden z najważniejszych elementów pobytu w Lizbonie, bo zawsze mam niedosyt portugalskiej muzyki, której u nas ciągle jest tak mało (jeśli chodzi o koncerty). Udało mi się być na kliku, na paru nie, bo się pokrywały z innymi. Przez przypadek trafiłem na koncert Marco Oliveiry w kościele św. Antoniego, nie widziałem tego wydarzenia w żadnym programie, a tu taka niespodzianka. Niektórzy z Was pewnie widzieli i słyszeli tego Artystę w Gdańsku na Siesta Festivalu w 2016 roku, mnie jednak tam nie było. Inni z Was będą mogli go usłyszeć w październiku w Sieradzu i Wejherowie. Tymczasem w czerwcu w Lizbonie Marco Oliveira występował kilkakrotnie w różnych miejscach, zawsze ściągając tłumy. Podobnie mogliście słyszeć na wymienionym przed chwilą festiwalu, tym razem w tym roku, Marię Anę Bobone. Okazało się, że to wspaniała Artystka, zdolna i o bardzo ładnym ciekawym głosie. W kościele św. Antoniego dała niesamowity koncert, nie tylko śpiewała – podczas kliku utworów grała też na gitarze. Na co dzień możecie ją usłyszeć w Casa do Fado w Alfamie. Inny koncert odbył się na scenie FNACa w Chiado. Tam swoją najnowszą płytę promował Miguel Araújo. Dotychczas znałem jego twórczość wybiórczo. Wiedziałem, że koncertował z Antóniem Zambujo i Aną Mourą i znałem ich wspólne występy z Youtube, wiedziałem, że napisał kilka utworów dla Any Moury, miałem nawet ulubione jego solowe piosenki. Na żywo jednak pokazała się dla mnie cała klasa tego Artysty, który fenomenalnie śpiewa, gra na banjo i gitarze i bez najmniejszego wysiłku oczarowuje publiczność. Wśród genialnych wykonań pojawił się m.in. utwór Fado Dancado, który znalazł się na ostatniej płycie Any Moury, i którego autorem jest właśnie Araújo.

Miguel Araújo
Gorzej było z koncertami z cyklu Fado no Castelo, a właściwie z biletami na nie. Obowiązywały darmowe wejściówki, które można było odebrać w kasie zamku lub w Muzeum Fado. Chętnych było chyba kilkanaście razy więcej niż miejsc, więc nie wystarczyło stać w kolejce, lecz trzeba było zająć w niej miejsce kilka godzin wcześniej. Mi się nie udało ani razu. Niewielkim, ale jednak pocieszeniem jest to, że występy było też słychać poza murami zamku, można było więc przysiąść przed bramą i słuchać. A było warto. Odbyły się trzy różne koncerty o trzech różnych tematach: Fado & Flamenco, Fado & Chorinho, oraz Fado & Tango. Wokalistami byli odpowiednio Ana Sofia Varela, Marco Rodrigues i Ricardo Ribeiro. Każdemu z koncertów towarzyszył zespół wybitnych muzyków, z Luísem Guerreiro na czele.
Ciekawe były też niektóre koncerty z cyklu Fado & the City, jednak te na których najbardziej mi zależało pokrywały się z innymi wydarzeniami, w których chciałem wziąć udział, więc w sumie za wiele z nich nie skorzystałem. Równie interesujące występy odbywały się na miniaturowej scenie na placu obok dworca Rossio. Niestety nie wiem, kto tam występował (z imienia i nazwiska), a szkoda, bo niektórzy wykonawcy byli naprawdę godni uwagi, przykuwali swoją muzyką i zmuszali do zatrzymania się choć na chwilę. To co prezentowali wpisywało się, najogólniej rzecz ujmując, do nurtu szeroko pojętego world music. Podobni wykonawcy występowali w kafejkach przy Avenida da Liberdade. Tam zawsze można liczyć na jakiś występ, nawet zimą.

83. Feiro do Livro de Lisboa
Z wydarzeń niemuzycznych najważniejsze były oczywiście targi książki, czyli Feira do Livro de Lisboa, które w tym roku, już po raz 83., odbywały się w dniach 1–18 czerwca w Parque Eduardo VII. Uwielbiam spacerować między stoiskami ustawionymi na świeżym powietrzu i oglądać, co oferują swoim czytelnikom tutejsi wydawcy. Zawsze jest to też świetna okazja by porównać, co wydaje się u nas, a co w Portugalii (oni już mają najnowszą Zadie Smith, a my nie), jakich polskich pisarzy się tu wydaje (niewielu), i jakie jest zainteresowanie imprezą. Spore, o czym świadczy fakt, że targi trwają aż 18 dni, a nie tak jak u nas trzy czy cztery.

Marches Populares (fot. Krzysztof Rosenberger)
Najważniejszym wydarzeniem czerwca w Lizbonie jest oczywiście noc św. Antoniego i poprzedzająca ją parada czyli Marches Populares. Tego dnia od rana dało się wyczuć poruszenie wśród lizbończyków, pewnego rodzaju podniecenie połączone z oczekiwaniem na ten ważny wieczór. Parada rozpoczęła się o 21.30 mniej więcej pośrodku Avenida da Liberdade. Oczywiście by móc zająć najlepsze miejsca do śledzenia reprezentacji poszczególnych dzielnic Lizbony, które na ten wieczór przygotowują wymyślne stroje, piosenki i układy taneczne, trzeba przyjść dużo dużo wcześniej. Ja i moi towarzysze nie byliśmy na tyle wytrwali i zjawiliśmy się dopiero ok. 21.00. Miejsce znaleźliśmy w okolicach przystanku przy Praça dos Restauradores, w pobliżu Palácio Foz. Nie było to zbyt dobre miejsce. Pierwsza reprezentacja dzielnic, nawet nie pamiętam już która (wygrała jak prawie co roku Alfama), pojawiła się tutaj dopiero koło 22.00, następna za pół godziny i tak dalej, tak więc głównie czekaliśmy. A że czekać nie lubimy, wkrótce postanowiliśmy wyruszyć, by świętować noc św. Antoniego razem z lizbończykami i setkami turystów, którzy specjalnie na tę okazję przybyli do stolicy Portugalii. Skierowaliśmy się do Alfamy zahaczając o zamek. Co tam się działo! Ulice pełne były wesołych, tańczących i śpiewających tłumów spowitych zapachami grillowanych sardynek i unoszących się z grillów dymów. Dominowała radosna atmosfera, nieznajomi poznawali się w tańcu, wspólnie pili sangrię lub piwo i zostawali przyjaciółmi. I my po drodze wychyliliśmy kilka porcji stosownych trunków, zjedliśmy sardynki, potańczyliśmy i pośpiewaliśmy (bo muzyka była różna, także ta którą znaliśmy, np. Desfado Any Moury czy Meu Amorde de Longe Raquel Tavares. Wspaniała noc, Jak się okazało nie ostatnia, bo następnej było podobnie, i jeszcze następnej też. Polecam ten okres w Lizbonie, nawet nieimprezowicze jak ja nie będą żałować ;-).

Noc św. Antoniego w Alfamie (fot. Krzysztof Rosenberger)
A co jeszcze w Lizbonie? Dużo się zmienia, choć jeśli ktoś jest tutaj przynajmniej raz w roku, zmiany te nie rzucają się tak bardzo w oczy. Sporo się remontuje i odnawia, co cieszy. Wiele miejsc jest ciągle rozkopanych, jak choćby tereny przy Casa dos Bicos i dalej wzdłuż Rua da Alfândega, wiele prac już zakończono i teraz cieszą oczy. Cieszę się, że Lizbona się zmienia na lepsze. Są też zmiany na gorsze, np. coraz więcej turystów, także z Polski. Muszę to napisać, i pewnie nie dotyczy to czytelników tego bloga (taka mam przynajmniej nadzieję), ale turyści z Polski to osoby, których w Lizbonie staram się unikać, bo często się ich wstydzę. Są krzykliwi, roszczeniowi i konfliktowi, takie mam przynajmniej spostrzeżenia. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy, może nawet nie większość, jednak Ci którzy tacy są najbardziej rzucają się w oczy i wystawiają nam świadectwo...
By jednak nie kończyć tego posta zbyt posępnie, dodam że Pastel de Nata i bica rekompensują wszystko. Właściwie już dla samej portugalskiej kawy warto przyjechać do tego pięknego kraju. A przecież jest jeszcze cała kuchnia portugalska, wspaniałe zupy, pyszne ryby i owoce morza i nieziemskie w smaku desery. I saudade, które już kiedyś we mnie utknęło, i tak trwa i trwa...


W noc św. Antoniego gdzieś w okolicy zamku (filmował Krzysztof Rosenberger)

Pewnej czerwcowej nocy na Portas do Sol (filmował Krzysztof Rosenberger)


Marco Oliveira z zespołem (fot. Krzysztof Rosenberger)
83. Feiro do Livro de Lisboa (fot. Krzysztof Rosenberger)
83. Feiro do Livro de Lisboa (fot. Krzysztof Rosenberger) 
W Alfamie (fot. Krzysztof Rosenberger)
Maria Ana Bobone z zespołem (fot. Krzysztof Rosenberger)
W oczekiwaniu na paradę
Marches Populares (fot. Krzysztof Rosenberger)
Marches Populares (fot. Krzysztof Rosenberger)
Marches Populares (fot. Krzysztof Rosenberger)
Marchas Populares (fot. Krzysztof Rosenberger)
Marchas Populares (fot. Krzysztof Rosenberger)
Marchas Populares (fot. Krzysztof Rosenberger)
W Alfamie

83. Feiro do Livro de Lisboa
83. Feiro do Livro de Lisboa
W Alfamie 
W Alfamie

W Alfamie

W oczekiwaniu na paradę

Noc św. Antoniego (fot. Krzysztof Rosenberger)

Noc św. Antoniego (fot. Krzysztof Rosenberger)

Noc św. Antoniego (fot. Krzysztof Rosenberger)

czwartek, 29 czerwca 2017

„Fados” de Carlos Saura | 10 anos – polecam wystawę w Museu do Fado


Podczas mojego niedawnego pobytu w Lizbonie jak zwykle nie mogłem sobie odmówić wizyty w Museu do Fado. Tym bardziej, że obecnie prezentowana jest tam wystawa „Fados” de Carlos Saura | 10 anos, której zobaczenie Wam polecam, nawet jeśli nie widzieliście filmu. A chodzi o film Fados hiszpańskiego reżysera Carlosa Saury, którego twórczość znana jest także u nas, a który to film powstał w 2007 roku (polska premiera w 2008 r.). Prezentowana w Muzeum Fado wystawa została zorganizowana z okazji dziesiątej rocznicy filmu. Fados jest elementem muzyczno-tanecznej trylogii reżysera, w skład której wchodzą jeszcze filmy Tango i Flamenco. Fados to reżyserskie spojrzenie Carlosa Saury na narodową spuściznę Portugalczyków jaką jest fado, ukazane za pomocą muzyki i tańca. Niesamowita uczta dla oczu i uszu. Jeśli ktoś nie widział filmu, może go zobaczyć w sali audiowizualnej muzeum, gdzie jest wyświetlany. Oprócz tego na wystawie znalazły się rekwizyty z planu filmowego, m.in. suknie w których wystąpiła w nim Mariza, a także fotografie, rysunki i reżyserskie szkice i notatki dotyczące powstawania filmu. Wiele z tych prac reżyser przygotował specjalnie na tę wystawę. Malarstwo, rysunek, fotografia, literatura, muzyka i taniec – te wszystkie sztuki przecinają się w niepowtarzalnej twórczości Carlosa Saury i wszystkie je możemy zobaczyć w Museu do Fado. Reżyser, wraz z Ivanem Diasem, jest też kuratorem wystawy, której otwarcie miało miejsce 20 maja. Można ja oglądać do 8 października.

„Fados” de Carlos Saura | 10 anos
Museu do Fado, Lizbona
20 maja–8 października 2017

zdjęcia: Krzysztof Rosenberger









poniedziałek, 22 maja 2017

Z wizytą w winnicy José Maria da Fonseca


Poniższy tekst nie jest nowy – po raz pierwszy został opublikowany w magazynie „Pastel” (nr 7), który ukazywał się za sprawą Janusza Stanisława Andrasza z Luzomanii. Poszczególne numery magazynu „Pastel” możecie znaleźć na Facebooku (tutaj) lub na blogu Luzomania. Pewnie są osoby, które z różnych powodów nie czytały „Pastela” lub chętnie sobie przypomną, przed kolejną wakacyjną wyprawą do Portugalii, tekst o winnicy, którą zdecydowanie warto odwiedzić, dlatego publikuję tekst o José Maria da Fonseca także tutaj.

Dzisiejsza winnica José Maria da Fonseca to rodzinny biznes, który w rękach tych samych właścicieli pozostaje niezmiennie od 1834 r. Datę tę uważa się za początek istnienia firmy. Jej założycielem był José Maria da Fonseca, od którego wzięła nazwę. Ale miał on wpływ nie tylko na nazwę swojej firmy, jego działania wywarły trwały wpływ na portugalski przemysł winiarski w ogóle, m.in. jego wina jako pierwsze w Portugalii były butelkowane, wprowadził też istotne zmiany w produkcji Setúbal Moscatel i wykreował kilka znaczących marek wina. Nestor rodu urodził się w 1804 r. w Vilar Seco w gminie Nelas niedaleko Viseu. Ukończył studia matematyczne na uniwersytecie w Coimbrze, potem sploty okoliczności zaprowadziły go do Azeitão, gdzie osiadł w Vila Nogueira i otworzył firmę zajmującą się produkcją wina.
W 1849 r. rozpoczął produkcję wina i kreowanie marki Moscatel, która sześć lat później zdobyła złoty medal na Wystawie Światowej w Paryżu. Już wtedy wyjątkowa jakość tego wina sprawiła, że zdobyło ono światowe uznanie i do dziś jest niezwykle ważne nie tylko dla firmy, ale i całej Portugalii, będąc rozpoznawalną i cieszącą się światowym uznaniem ambasadorką regionu, w którym jest wytwarzane, zawartego w nazwie Moscatel de Setúbal.
Kolejny międzynarodowy sukces dotyczył marki wina Periquita – zdobywcy złotych medali podczas Wystawy Win Portugalskich w Berlinie oraz na Wystawie Światowej w Barcelonie − oba w 1885 r. Początkowo istniała tylko Periquita czerwona, która wsławiła się też tym, że była pierwszym w Portugalii winem, które zaczęto butelkować. Później pojawiły się różne odmiany Periquity, także białe i różowe.
W 1866 r. powstała kolejna znana i do dziś ceniona marka wina – Palmela, której nazwa brzmi tak samo, jak pobliska miejscowość. Przysporzyła ona winnicy następnych medali, m.in. na Wystawie Światowej w Filadelfii w 1876 r. Kolejne medale firma będzie zbierać niemal każdego roku na znaczących imprezach związanych z winem – można je oglądać w muzeum, o którym poniżej.
Działania firmy cieszyły się uznaniem nie tylko przemysłu winiarskiego. W 1857 r. król Pedro V przyznał José Marii da Fonsece wyróżnienie „Ordem da Torre e Espada de Valor, Lealdade e Mérito” m.in. za nowoczesne obiekty winnicy, pionierskość i wyróżniający się na tle innych innowacyjny poziom produkcji, jednocześnie nawiązujący do tradycji, w której José Maria da Fonseca trwał kontynuując swoją pasję do sztuki produkcji wina. Założyciel zmarł w 1884 r. pozostawiając po sobie spuściznę w postaci prężnie działającej firmy winiarskiej liczącej się w kraju i na świecie. Jego dzieło jest kontynuowane do dziś przez potomków Fonseki, obecnie już ósmego pokolenia, którzy prowadzą firmę w nawiązaniu do tradycji wprowadzonych przez założyciela, ale jednocześnie cały czas udoskonalając biznes i kreując nowoczesne marki z myślą o miłośnikach portugalskiego wina na całym świecie. Współczesna José Maria da Fonseca wprowadziła pierwsze w Portugalii wino bezalkoholowe (Lancers) i jako pierwsza portugalska firma w sektorze wina stołowego uzyskała certyfikat jakości ISO 9001. Piwnice Fonseki mieszczą 6,5 mln litrów dojrzewającego wina.


Główna siedziba firmy mieści się w Vila Nogueira de Azeitão na obrzeżach Parque Natural da Arrábida, na półwyspie Setúbal. Chcąc zwiedzić winnicę, wchodzi się do okazałego budynku, w którym dziś mieści się muzeum, ale jeszcze w latach 60. XX w. mieszkali w nim właściciele firmy. Potem przenieśli się do pobliskiej Palmeli, przeznaczając rodzinny dom na muzeum. Zwiedzanie odbywa się w grupach i z przewodnikiem, miejsce można sobie zarezerwować na stronie winnicy www.jmf.pt lub na www.winetourismportugal.com. Najtańsze zwiedzanie, z degustacją dwóch gatunków wina, kosztuje 3 €. Cena wzrasta wraz z ilością trunku przeznaczonego do spróbowania.

W muzeum-domu rodzinnym znajdują się pamiątki związane z rozwojem winnicy, m.in. wspomniane już wszystkie medale zdobywane przez tutejsze wina na światowych i krajowych wystawach i konkursach. Jest też urządzenie, które zostało użyte do pierwszego w Portugalii butelkowania wina – była to akurat Periquita. Już w pierwszym pomieszczeniu, które kiedyś było zapewne sienią lub czymś podobnym, poustawiano beczki na wino, choć prawdopodobnie jest to tylko dekoracja. W dalszym pomieszczeniu na ścianach, podobnie jak sufity pięknie dekorowanych w XIX-wiecznym stylu portugalskiej wsi, wiszą też dyplomy zdobywane przez firmę, a na specjalnych regałach spokojnie leżakują butelki z winem. Na honorowym miejscu wisi portret, z którego spogląda na zwiedzających José Maria da Fonseca w towarzystwie rodziny. Zwiedzanie domu nie trwa długo – przewodnik skupia się właściwie tylko na tym, co napisałem i z głównego muzealnego pomieszczenia wychodzi się do ogrodu, porządnie utrzymanego, zadbanego, z bujną roślinnością i ogrodowymi rzeźbami poustawianymi tu i ówdzie. Dalsza trasa wiedzie przez kilka schodków, po drodze mija się przykładową winnicę z odmianami winorośli, z których powstają wina José Maria da Fonseca. W tym miejscu rośnie tylko kilkadziesiąt krzaków utrzymywanych na potrzeby zwiedzających – główna plantacja znajduje się w innej części miasta i przejeżdża się koło niej w drodze z Setúbal do winnicy. Zresztą winorośle José Maria da Fonseca rosną też w innych miejscach Portugalii, głównie w słonecznym Alentejo, co ma oczywiście wpływ na smak wina. Obecnie firma ma ponad 650 ha winnic. Po krótkiej prezentacji szczepów, wśród których znajdują się m.in. Castelão, Aragonez czy Trincadeira służące do produkcji Periquity, przechodzi się dalej do magazynów, a właściwie piwnic z winem. Zwiedza się dwie, ogromne. Ich wielkość optycznie powiększają ustawione w nich beczki, które są tak wielkie, że musiały być budowane wewnątrz, bo ich średnica nie pozwoliłaby na transport gotowych naczyń. Nie zmieściłyby się w ogromnych drzwiach hali. W beczkach znajduje się oczywiście wino, w magazynach czuć lekko stęchłą woń, z głośników sączy się muzyka klasyczna, która ponoć wpływa na jakość starzenia trunku. W piwnicach znajdują się wina z różnych okresów i różnych szczepów, najstarsze mają ponad sto lat i są używane do produkcji różnorakich gatunków wina. 


Jednym z najwspanialszych jest Moscatel de Setúbal, słodkie wino wzmacniane. Warto zaznaczyć, że nie jest ono słodkie przez dosładzanie, a dzięki naturalnym cukrom resztkowym, pochodzącym bezpośrednio ze specjalnych odmian winogron. Powstaje na drodze przerwania fermentacji winogron poprzez dodanie portugalskiej brandy, co zatrzymuje w winie więcej cukru, przy czym zawartość alkoholu kształtuje się na poziomie 18%. We wspomnianych beczkach znajdują się moscatele przechowywane w beczkach 60 i 80 lat, służące do mieszania z innymi odmianami wina, nie butelkuje się ich osobno. Pochodzą z bardzo rzadkiej odmiany winogron Moscatel Roxo Alexandria, uprawianej tylko w Portugalii i jedynie na kilkunastu hektarach. Beczki z tymi trunkami są specjalnie opisane, z zaznaczeniem wieku i odmiany. Z kolei Superior de Setúbal przechowuje się do 30 lat i butelkuje tylko z niektórych, dobrych roczników.
Synonimem win z półwyspu Setúbal jest Periquita, przechowywana w beczkach w drugiej piwnicy. To pierwsze, wówczas tylko czerwone, butelkowane wino w Portugalii. Prototyp urządzenia służącego do butelkowania do dziś stoi w dawnym domu Fonseców i jest pokazywany zwiedzającym. Szczepy winogron, z których kiedyś było robione, to Castelão mające niegdyś nazwę jak wino – Periquita. Nazwę szczepu jednak zmieniono, by firma miała wyłączność na stosowanie jej dla swojego wiodącego trunku. Marka istnieje od 1850 r. i od tego czasu było wiele okazji do świętowania okrągłych rocznic, których skutkiem były nowe odmiany Periquity. Ta produkowana w dawnym stylu zwie się dziś Periquita Clássico, a dzisiejsza Periquita jest lekkim winem codziennym, dojrzewającym osiem miesięcy w dębowych beczkach przy dźwiękach muzyki klasycznej. W jej smaku daje się wyczuć aromaty jagód, porzeczek i fiołków, o lekko szorstkim i dojrzałym posmaku. Periquita Reserva stanowi pewnego rodzaju mieszankę oryginalnej tradycyjnej Periquita Clássico z wizją przyszłości, która w winnicy Fonseców ma zawsze właściwe miejsce. Jest mieszanką portugalskich szczepów Castelão, Touriga Nacional i Touriga Francesa, które zapewniają tej odmianie charakterystyczny posmak ze słodkim aromatem i złożonością smaku. Do 2010 r., czyli w ciągu 160 lat od wypuszczenia na rynek, sprzedano ponad 4 mln butelek win Periquita (z tego 85% na eksport do 60 krajów).


Ważnymi markami winnicy są też mniej znane wina. Lancers Rosé Wine było produkowane od 1944 r. na rynek amerykański, a Hexagon Brand stworzono by świętować szóstą generację Fonseców. Vinho verde Twin Vines powstało natomiast z okazji objęcia firmy przez ósme pokolenie rodziny, przeznaczono je głównie na eksport. Periquita Superior jest produkowana od 2008 r. i od razu zdobyła deszcz nagród, co daje poczucie stabilności tej marki i jej pewnego miejsca na rynku win i w kieliszkach jego miłośników. Z kolei wspomniane Lancers Rosé Free to pierwsze portugalskie wino bezalkoholowe.
Zwiedzanie muzeum kończy się w sklepie z miejscem, w którym można napić się wina, ale także kawy czy zjeść regionalne przysmaki. Zwiedzający winnicę w grupie kończą wycieczkę degustacją wina. Mi trafiła się wspaniała czerwona Palmela o aksamitnym posmaku i pyszny Moscatel de Setúbal o jak zawsze wspaniałej bursztynowej barwie. W sklepie firmowym można się zaopatrzyć w tańsze i droższe trunki, wybór jest ogromny, a prawdziwi znawcy wina muszą się tu czuć jak przysłowiowe ryby w wodzie. W sprzedaży są też winiarskie gadżety oraz regionalne przysmaki, które można podawać do tutejszych win. Sklep firmowy Fonseków można znaleźć też w Lizbonie w Chiado (Rua das Flores 41−43), nazywa się „By the Wine José Maria da Fonseca”.


José Maria da Fonseca: 
Quinta da Bassaqueira − Estrada Nacional 10
2925-542 Vila Nogueira De Azeitão
tel. +351 212 197 500
www.jmf.pt, info@jmf.pt

Zdjęcia: Krzysztof Rosenberger