sobota, 18 marca 2017

Cristina Branco, Artystka o magnetyzującym głosie, wystąpiła we Wrocławiu (17.03.2017)


17 marca we Wrocławiu w Sali Gotyckiej Starego Klasztoru w ramach Ethno Jazz Festivalu wystąpiła Cristina Branco, artystka fado (ale nie tylko) o magnetyzującym głosie. Przyznam się, że odwykłem od koncertów w takich miejscach jak Sala Gotycka, z niewygodnymi krzesłami itp., a sama Artystka chyba też zazwyczaj występuje w bardziej okazałych salach koncertowych. Ale trzeba przyznać, że koncert w takim miejscu miał swój klimat, który sprawiał pewnego rodzaju przyjemność. Najważniejsza jednak była muzyka, którą zaprezentowali Artyści, i do której nie można mieć zastrzeżeń.
Cristina Branco wydała niedawno płytę Menina (może nie tak niedawno, bo jesienią 2016 r.). Wspominając o niej we wpisie o nowościach płytowych (zob. tutaj) wyraziłem życzenie wysłuchania jej na żywo nie wiedząc jeszcze, że za kilka miesięcy to nastąpi. Tymczasem Artystka zawitała do Wrocławia, jak powiedziała po raz pierwszy (nie wiem, czy występowała już wcześniej w innym miejscu w Polsce) by promować swój najnowszy album.
Menina to bardzo ciekawa, piękna płyta na którą składają się utwory fado, ale także nawiązujące do innych gatunków muzycznych, z których Artystka nie boi się czerpać. Do współpracy przy tworzeniu utworów zaprosiła ciekawe osoby, których nazwiska znamy z różnej działalności muzycznej (i nie tylko), takie jak Pedro da Silva Martins, Luis Martins i Ana Bacalhau z zespołu Deolinda, Kalaf z Buraka Som Sistema, Jorge Cruz z Diabo na Cruz. Autorem jednego tekstu jest nawet pisarz António Lobo Antunes. Nie wszystkie utwory z płyty pojawiły się wczorajszego wieczoru, ale te, których tytuły zaraz przytoczę, wybrzmiały naprawdę pięknie. Zresztą, Cristina Branco ma tak niesamowity głos, że mam wrażenie że wszystko co śpiewa brzmi bajkowo.
Pierwszym utworem, który Artyści wykonali wczoraj we Wrocławiu był E Às Vezes Dou Por Mim (muz. Rui Carvalho, słowa André Henriques) i było to bardzo dobre wejście, bo to na razie najbardziej znany kawałek z Meniny, który zresztą także otwiera płytę. Mam wrażenie, że został zaśpiewany jeszcze lepiej niż na nagraniu. Drugim utworem był A Meio Do Caminho, do którego muzykę napisał Peixe, a słowa Nuno Prata. Po jego zaśpiewaniu Artystka przywitała się z publicznością. Potem na chwilę porzuciła nową płytę i zaśpiewała utwór z poprzedniego albumu Idealist (2014) – Fado do Partilha (muz. Ricardo J. Dias, słowa Mário Cláudio), niezwykle nastrojowo. Potem był utwór Alvorada, do którego powstał niedawno teledysk – drugi utwór promujący Meninę z muzyką i słowami Luísa Severo. Não há só Tangos em Paris z płyty Tango Fado (2011) to bardzo melodyjne i wpadające w ucho tango, do którego muzykę i słowa napisał Pedro da Silva Martins. Opowiada pewną miłosną, nostalgiczną historię, którą wytańczyć można tylko w Paryżu. Pięknie wybrzmiał kolejny utwór z płyty MeninaNão Há Ponte Sem Nós, do którego poruszającą muzykę napisał Luís José Martins, a słowa Pedro da Silva Martins. Potem były dwa utwory z płyty Fado TangoQuando jJulgas Que Me Amas (muz. Mário Laginha, słowa António Lobo Antunes) i A Laurindinha (muz. João Paulo Esteves da Silva, słowa Miguel Farias). Zrobiło się nastrojowo. Artystka pomiędzy utworami mówiła, o czym są niektóre piosenki. A Laurindinha to opowieść o samotnej matce z dalekiej portugalskiej północy (dokładnie z Viseu), która zmaga się z różnymi czynnościami, by jej syn nie odczuł ciągłego braku pieniędzy (mniej więcej). Fado Do Mal Passado to utwór w stylu fado z płyty Kronos (2009). Autorem muzyki do tego wdzięcznego i niesamowicie we Wrocławiu zaśpiewanego utworu jest Vitorino d'Almeida, a słów wybitny Júlio Pomar. Potem Cristina Branco zapowiedziała utwór, do którego słowa napisała Amália Rodrigues. Okazał się nim Ai, Esta Pena de Mim (muz. José António Sabrosa), który znalazł się na płycie Menina. To fado znane jest z różnych wykonań i trzeba przyznać, że Cristina Branco postawiła się w czołówce tych najpiękniejszych. Wersja koncertowa była genialna. Potem było wspaniałe „Se não chovesse” Fado Súplica z płyty Fado Tango (muz. Armando Machado, słowa Manuela de Freitas), którym Cristina zaczarowała wrocławską publiczność. Nie inaczej było z utworem Boatos (muz. i słowa Jorge Cruz) z nowej płyty, opowiadającym o dziewczynie, o której się plotkuje i osądza, choć tak naprawdę ci co plotkują nie wiedzą, jaka ona jest. To niezwykle porywający utwór, co zresztą widać było po publiczności, która klaskała w rytm muzyki, a niektórzy nawet podśpiewywali. Niespodzianką był utwór Amálii Rodrigues Água e Mel (muz. Miguel Ramos, słowa Carlos Barbosa), który pojawił się na płycie Cristiny Live (2006). Bardzo udana interpretacja. Bardzo dobrze zabrzmiał mój ulubiony Bomba Relógio z płyty Kronos z muzyką i słowami Sérgio Godinho. I nagle okazało się, że Artystka zapowiada ostatnią piosenkę – Saber Aqui Estar z Meniny, którą napisali bracia Martins z Deolindy. Zapowiadając ją, podziękowała publiczności, za to że jest i dzięki temu może dawać muzykę, która jest jej życiem. Ostatni utwór to był też czas na prezentację zespołu, który towarzyszy Cristinie podczas koncertów promujących Meninę. Na gitarze portugalskiej zagrał Bernardo Couto, który podczas tego wieczoru miał kilka świetnych solówek (co w moim odczuciu zawsze uświetnia koncerty fado, uwielbiam gitarę portugalską). Na kontrabasie grał Bernardo Moreira, który też miał kilka ciekawych muzycznych popisów, podobnie jak zasiadający przy fortepianie Luís Figueiredo. Zresztą, panowie mieli swoją chwilę podczas bisów – zagrali wówczas bez Cristiny, która pojawiła się dopiero w drugim bisowym utworem. Tak, były bisy, zresztą koncert zakończył się owacją na stojąco, więc nie mogło być inaczej. Drugim utworem bisowym było kolejne fado Amálii Rodrugues Não E Desgraça Ser Pobre (muz. João Black Não, słowa Norberto de Araujo), które u Cristiny Branco pojawiło się na płycie Fado Tango. W wykonaniu Artystki utwór ten nabiera nowego brzmienia, jednak tak samo jak oryginał dobrego i przyjemnego dla ucha.

Koncert trwał półtorej godziny, czyli tyle ile zazwyczaj trwają takie występy, a wydawało mi się, że skończył się po pół godzinie. Po raz kolejny przekonałem się, że uwielbiam muzykę fado, a jej słuchanie na żywo przyprawia mnie o najpiękniejsze odczucia i stanowi wspaniałą muzyczna ucztę. Tak było i tym razem. Tak jak przypuszczałem, Cristina Branco jest niesamowitą Artystką, wydaje się że stworzoną dla sceny. Polecam Meninę jak i występy na żywo!


Bernardo Moreira 
Bernardo Couto
Luís Figueiredo


sobota, 11 marca 2017

Polskie wydania książek Catariny Sobral

Aciumpa

Co to jest aciumpa? Czym jest tytułowe słowo z książeczki Catariny Sobral? Na początku nikt tego nie wie. Pewien badacz w starym zapomnianym słowniku odnalazł to słowo, a wiadomość o tym rozeszła się błyskawicznie. Wszyscy chcieli używać aciumpy, jednak nikt nie wiedział jak. Nie wiedziano nawet, jaka to część mowy. O opinię postanowiono zapytać panią Zulmirę, która z racji wieku (miała 137 lat) powinna wszystko wiedzieć. I wiedziała. Ciekawi Was, co powiedziała? Czy aciumpa to rzeczownik? A może wcale nie, może powinno się mówić aciumpować. Jeśli jednak jest to rzeczownik, to jaki ma kolor? I skąd wziąć aciumpę? Podobno za granicą jeszcze są dostępne, nawet w zielonym kolorze. Co jednak jeśli powinno się mówić aciumpowe i słowo to jest po prostu przymiotnikiem? A może rację ma premier, który używa tego słowa w formie jak najaciumpniej, czyli jak przysłówka? Strasznie to zakręcone i w dodatku nie wiadomo kto ma rację. Bo to jeszcze nie wszystkie możliwe znaczenia aciumpy. Reszty dowiecie się z tej pięknej, ładnie ilustrowanej książeczki, w której pojawia się nawet żółty tramwaj z numerem 28. Aciumpastyczna książka dla wszystkich aciumpnych czytelników – jak czytamy na stronie wydawcy.

Aciumpa
Catarina Sobral
przełożył Tomasz Pindel
Dwie Siostry 2017



Mój dziadek

Mój dziadek to książeczka dla dzieci, ale traktująca o poważnych sprawach – czasie, przemijaniu i codziennym zabieganiu. Tytułowy dziadek jest zegarmistrzem, który kiedyś próbował dogonić czas. Dziś ma czas na delektowanie się życiem i codziennymi drobnymi przyjemnościami. Urządza pikniki na trawie, pisze długie listy i ma czas dla innych. Reprezentuje postawę zachwytu codziennością, nieustającej chęci poznawania i zwiedzania świata oraz ciągłego uczenia się czegoś nowego. Jego przeciwieństwem jest doktor Sebastian, ciągle zapracowany, wiecznie się śpieszący i w intensywności swoich działań niemający czasu na prawdziwe życie. Postawa dziadka fascynuje wnuczka, inspiruje go i sprawia, że czas z nim spędzony, to najlepsze chwile w jego dotychczasowym życiu.
Mój dziadek to głównie obrazkowa opowieść o ludzkich relacjach – bliskości i przyjaźni niosących największą dla człowieka wartość. To  także opowieść o umiejętnym korzystaniu z tego co daje nam życie, codzienność, bieżąca chwila. To opowieść dla małych i dużych.

Mój dziadek
Catarina Sobral
Catarina Sobral (źródło zdjęcia tutaj)
Przełożyła Agata Błoch
Kocur Bury 2016


Catarina Sobral to urodzona w 1985 roku portugalska ilustratorka i autorka książek obrazkowych. Jest
autorką ilustracji i tekstu do obu książeczek, a za ilustracje do Mojego dziadka otrzymała prestiżową nagrodę International Prize for Illustration Bologna Children`s Book Fair – Fundación SM 2014.

niedziela, 26 lutego 2017

„Wysokie Góry Portugalii” Yanna Martela



Yanna Martela pewnie wszyscy kojarzą z książką Życie Pi, nawet jeśli jej nie czytali, tymczasem na początku roku ukazała się jego nowa i całkiem interesująca książka Wysokie Góry Portugalii. Składa się z trzech opowieści, które właściwie można czytać oddzielnie, a łączy je wioska Tuizelo, położona na północy Portugalii, niedaleko Bragançy.
Akcja pierwszego opowiadania, pt. Bezdomny, rozgrywa się na początku XX w., a dokładnie w grudniu 1904 r. Bohaterem jest Tomás, ubogi kustosz Narodowego Muzeum Sztuki Starożytnej w Lizbonie, oddelegowany do archiwum episkopalnego, w którym ma ustalić pochodzenie podarowanych przez kardynała artefaktów. Tam przypadkowo odkrywa niezainwentaryzowany nigdzie dziennik ojca Ulissesa – były to zapiski zakonnika z XVII w. prowadzone w Luandzie i São Tomé. Czytając dziennik, Tomás natrafia na zapiski o pewnym cennym przedmiocie, który przed wiekami musiał trafić do Portugalii. Ustala, gdzie on może się znajdować i postanawia wyruszyć w podróż w Wysokie Góry Portugalii, gdzie w jednym z pięciu kościołów powinien znajdować się skarb. Od bogatego wuja dostaje na drogę automobil – pojazd, który dopiero co zaczął pojawiać się w Portugalii, a na prowincji w ogóle nikt jeszcze takiego cudu techniki nie widział. Tomás miał sam prowadzić, mimo iż nigdy wcześniej nie siedział za kierownicą. Poznajemy argumentację wuja, jakie to proste, i obawy Tomása, że raczej nie da rady. W końcu jednak nasz bohater wyrusza w drogę, której opis jest niezwykle ciekawy. Po pierwsze wszystkie wydarzenia wynikające z nieumiejętności kierowania pojazdem, a także inne perypetie trochę śmieszą, a trochę przerażają czytelnika. Po drugie ciekawe są opisy mijanych miejsc, przyroda, pojawiające się po drodze miejscowości i spotykani ludzie. W finale nasz bohater dociera przez przypadek do małej wioski Tuizelo, która później pojawia się w dwóch następnych opowiadaniach. Czy Tomás znalazł skarb, którego poszukiwał? Jaki ślad pozostawił po sobie w zapomnianej wiosce na północy Portugalii? Tego dowiecie się po lekturze książki Martela – nie zdradzę Wam szczegółów, by nie psuć lektury.
Drugie opowiadanie ma tytuł Droga do domu i czytając byłem pewien, że będą to dalsze losy Tomása. Tymczasem jego akcja dzieje się ponad 30 lat później w gabinecie patologicznym w Bragançy. Bohaterem jest tu Eusebio, miłośnik kryminałów Agathy Christie, który chcąc nadrobić zaległości w pracy, spędza w gabinecie sylwestrową noc. Okazuje się, że to dziwna, a może niezwykła noc. Eusebia odwiedzają goście. Jednym z nich jest pewna wiejska kobieta, która przybyła z dużą walizą. Pochodziła z Tuizelo i to jej historia łączy się z pierwszym opowiadaniem Wysokich Gór Portugalii. Kobieta ma dość nietypową prośbę – w walizce są zwłoki męża, a ona chce by Esebio przeprowadził ich autopsję. Dalsza część opowiadania jest jeszcze bardziej intrygująca – dodam tylko, że Eusebio spełnia życzenie wiejskiej kobiety, a opis tego jak to robi, znajdziecie w książce.
Dom to tytuł trzeciej opowieści. Domem okazuje się być Tuizelo, choć nie od razu jest to oczywiste. Akcja ma miejsce 50 lat później, a jej bohaterem jest kanadyjski senator, który niedawno stracił żonę. Jednym ze sposobów na ukojenie ogromnego smutku ma być wyjazd na delegację do Stanów Zjednoczonych. Tam, poza sprawami zawodowymi, czekają na niego dodatkowe atrakcje, z których jedną jest zwiedzanie farmy szympansów. Wycieczka okazała się przełomowa dla Petera Tovy, bo tak nazywa się senator. Postanowił on kupić szympansa o imieniu Odo, tak po prostu, pod wpływem nagłego impulsu, i może zachowania szympansa. Dopiero potem zdał sobie sprawę, że to szalony pomysł, że porywa się z motyką na słońce. Ale nie bardzo może się wycofać, zaczyna wszystko analizować i postanawia zmienić swoje życie, m.in. poprzez wyjazd do wsi w której się urodził, a z której jego rodzice wyjechali do Kanady, gdy Peter miał cztery lata. Co było dalej? Też musicie przeczytać sami. To ciekawa historia, trochę smutna, trochę radosna – historia człowieka doświadczonego wielką stratą i radzącego sobie z pokonaniem po niej smutku i pustki. Dodatkowo poznajemy malutkie Tuizelo z kilkoma domami na krzyż, kawiarenką, polami i piękną przyrodą wokół.
Yann Martel (źródło zdjęcia tutaj)
Książka Martela może się spodobać, ale nie musi. Bywa ciężka, zmusza do zastanawiania się nad ważnymi życiowymi problemami, które dotykają każdego z nas. Czasami „zalatuje” fantastyką, co też nie każdy lubi, innym razem trochę filozofuje. Na pewno trzeba się skupić na lekturze, trochę poanalizować życiowe sytuacje bohaterów, ich zachowanie, sposoby postępowania. Dodatkowym atutem jest Portugalia jako miejsce akcji, co niewątpliwie wielu z Was skusi do lektury. Mnie skusiło.
Yann Martel jest kanadyjskim pisarzem urodzonym w 1963 r. w Salamance (jego rodzice byli dyplomatami przebywającymi akurat na placówce w Hiszpamnii). Ukończył filozofię na Trent University w Peterborough, obecnie pisze, podróżuje, ćwiczy jogę i udziela się jako wolontariusz w hospicjum. W Polsce ukazało się kilka jego książek, z których najpopularniejszą było Życie Pi, za którą autor otrzymał zresztą nagrodę Bookera.

Yann Martel Wysokie Góry Portugalii
przeł. Paweł Lipszyc 
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c. 2017