poniedziałek, 5 grudnia 2016

Mariza zaśpiewała w Bielsku-Białej na zakończenie trasy „Mundo” 2016 (30 listopada 2016)

Mariza podczas koncertu w Bielsku-Białej (źródło zdjęcia tutaj)

W niecodziennej scenerii, bo urządzonej w kościele pw. św. Maksymiliana Kolbe w Bielsku-Białej wystąpiła Mariza na zakończenie swojej trasy promującej Mundo w tym roku. Dalsza część trasy będzie, ale w przyszłym roku – teraz Mariza ma zamiar odpoczywać, co oznajmiła na bielskim koncercie. Niektórzy z Was zastanawiali się, ja sam zresztą też, jak będzie brzmiał ten koncert w kościele. Otóż koncert brzmiał świetnie, bo akustyka tego miejsca jest idealna na koncerty, ale to jego jedyna zaleta. Siedząc w niewygodnych kościelnych ławkach słuchacz miał wrażenie, że od razu pokutuje za to, że tak wielką przyjemność czerpie z tego, co na scenie. Ja się tak czułem. No i kościół sam sobie też nie jest ładny, a scena kojarzyła mi się z rozstawionym na środku rusztowaniem. Niestety takie były moje odczucia koncertowe, które potem, na skutek samego występu Marizy nieco się ociepliły, ale ogólnie koncertu w tym kościele nie polecam. Dodatkowo miejsca były nienumerowane, co oburzało nie tylko mnie.

A sam koncert Marizy? Jak zawsze, a to już mój trzeci, na najwyższym poziomie. Mariza jest w świetnej formie, miała dobry humor, żartowała z publicznością i rewelacyjnie śpiewała. Zmieniła też układ piosenek w stosunku do tego, co było w Krakowie wiosną i właściwie naprzemiennie śpiewała piosenki z Mundo i starsze utwory fado. Nie całe Mundo wybrzmiało tego wieczoru. Mi zabrakło Almy, bo jakoś bardzo polubiłem ten kawałek, nie było też Melhor de Mim, natomiast w utworze Caprichosa basy miejscami zagłuszały wokal Artystki. Ale to był jedyny moment niezgrania wokalu z muzyką i ewentualnych minusów.

Zastanwiałem się czy będzie Primavera, którą Mariza śpiewa chyba zawsze, i była, jakże pięknie wybrzmiała późną jesienią. Bardzo wzruszająco, przepięknie wypadł utwór Chuva, po prostu najlepsze wykonanie, jakie dotąd słyszałem. Był też utwór Recusa, z płyty Transparente, też zjawiskowo zaśpiewany. Równie pięknie jak Chuva zabrzmiał zadedykowany Marcinowi Kydryńskiemu utwór Meu Fado (niejako w podziękowaniu za umieszczenie go wiele lat temu na płycie Siesta 2), podobnie jak Terra. Przy utworze Rosa Branca Mariza jak zwykle zachęcała publiczność do śpiewania, i o dziwo wyszło całkiem nieźle, aż Artystka sięgnęła po telefon i nagrała filmik – możecie go zobaczyć na Facebooku Marizy (tutaj lub w udostępnieniu na My Lisbon Story). Publiczność śpiewała też frazę do utworu Padoce de Céu Azul – też poszło całkiem nieźle. Z kolei Meu Amor Pequenino Artystka jak zwykle zadedykowała mężowi, z myślą o którym powstała ta piosenka. Utwór Missangas rozpoczął się niecodziennym intro, chyba wtedy Mariza miała wejść przebrana w drugą sukienkę, czego nie zrobiła. Jak powiedziała, musiałaby iść się przebrać do innego budynku, przez mróz i śnieg, i została cały wieczór w jednej, całkiem zresztą przyjemnej kreacji. 

Tak jak donosiliście z innych koncertów, pierwszy bis był zaśpiewany i zagrany akustycznie wśród publiczności, podczas drugiej piosenki Artystka obeszła publiczność, i jak zawsze było nastrojowo i bajecznie. A potem był już koniec, a na zewnątrz mróz i śnieg… Koncert trwał ponad dwie godziny, a wydawało się, że minęło może 40 minut.
Marizie towarzyszył zespół w składzie: Pedro Jóia (gitarze akustyczna), José Manuel Neto (gitara portugalska), Yami (gitara basowa), Vicky Marques (perkusja). Jedną z piosenek, jak pisałem wyżej, Mariza zadedykowała Marcinowi Kydryńskiemu. Zaznaczyła wówczas że wie, iż nie podoba mu się jej ostatnia płyta, dla niej jednak, jak powiedziała, jest ona najlepsza.

Koncert odbył się w ramach Siesty w Drodze, a jego współorganizatorem było BCK - Bielskie Centrum Kultury. Mariza śpiewała w Bielsku-Białej po raz pierwszy.


Mariza podczas bielskiego koncertu (źródło zdjęcia tutaj)

poniedziałek, 28 listopada 2016

Biblioteca Joanina w Coimbrze

Główne wejście do biblioteki

Biblioteca Joanina wchodzi obecnie w skład uniwersyteckiej Biblioteki Głównej w Coimbrze (napiszę o niej osobny post w przyszłości). Jest usytuowana w zabytkowym kompleksie uniwersyteckim – stojąc w bramie jest to charakterystyczny budynek narożny  na wprost po lewej stronie, doskonale oznaczony na mapkach. Udało mi się, i moim koleżankom, zwiedzić ją z indywidualnym przewodnikiem w ramach naszej czerwcowej wizyty w bibliotece uniwersyteckiej w ramach programu Erasmus. To była moja druga wizyta w tym miejscu – za pierwszym razem zabytkowa biblioteka była z jakiegoś powodu zamknięta (nie pamiętam już, jaka była przyczyna) i nie udało mi się wejść do środka.

Biblioteca Joanina, zwana inaczej Casa da Livraria jest najbardziej znaną i najznakomitszą z portugalskich bibliotek. Prace budowlane rozpoczęto w 1717 roku i były kontynuowane podczas kadencji kolejnych rektorów: Dom Nuno da Silva Tales II, Dom Pedro de Baena i Dom Francisco Carneiro de Figueiroa. Autor projektu nie jest znany, jednak wiadomo, że był on realizowany przez Gaspara Ferreira, architekta z Coimbry, który w tym czasie nadzorował wszystkie prace kontynuowane na uniwersytecie oraz był autorem dodatków wszystkich uniwersyteckich kościołów. Głównym wykonawcą był João Carlos Ferreira, budowniczy z Coimbry. Niektóre drugorzędne projekty zostały wykonane przez Manuela Morreirę. Prace stolarskie powierzono João Rodrigues de Almeida. Kamieniarz Martins João z pobliskiej wsi Pé de Cão i szklarz André Salgado również brali udział w pracach budowlanych budynku biblioteki. Szlachetna, charakterystyczna barokowa brama zewnętrzna, stoi na czele ogromnego i niezwykle skomplikowanego portugalskiego herbu, co było modne w czasach rządów króla João V.

Wnętrze biblioteki (źródło zdjęcia tutaj)
Po wejściu do biblioteki, której budynek z zewnątrz wydaje się niewielki, naszym oczom ukazują się spore wnętrza. Parter składa się z trzech przestronnych pomieszczeń, połączonych ze sobą łukami o strukturze identycznej do głównej bramy wejściowej. Ściany są pokryte wyjątkowo pięknymi artystycznymi dwupiętrowymi regałami książkowymi, które zaprojektował włoski artysta Francesco Gualdino. Są wykonane z pozłacanego i wielobarwnego drewna egzotycznego sprowadzonego z Brazylii. Z brazylijskiego drzewa zrobione są też cenne ogromne stoły stojące we wnętrzach książnicy. W każdych pomieszczeń są małe boczne drzwi prowadzące do pomieszczeń, w których znajdują się cymelia lub pokoje do indywidualnego czytania. Malowania i złocenia w drewnie wykonał Manuel da Silva, malarz, który przybył z Lizbony i osiadł w Coimbrze. Sufity zostały pomalowane w 1727 roku przez dwóch artystów z Lizbony: António Simones Rodrigues i Vincente Nunes. Na frontowej ścianie, w honorowym miejscu wisi wielkie płótno z portretem króla João V, monarchy, który ufundował budynek biblioteki. W rzeczywistości jest to jeden z najlepszych portretów króla w ogóle, namalowany około 1795 roku przez Giorgio Domenico Dupra, Włocha z Turynu, który wówczas żył i tworzył w Lizbonie.

Wnętrze biblioteki (źródło zdjęcia tutaj)
Na niższym piętrze, na które można się dostać przez „Escadas de Minerva” (schody Minervy), są pomieszczenia o pustakowym sklepieniu. Schody mają gotyckie poręcze pochodzące prawdopodobnie ze średniowiecznego pałacu królewskiego. Znajdujące się u ich zbiegu wejście prowadzi do studenckiego więzienia, używanego w tym celu jeszcze w późnych latach XIX wieku. Są to małe pomieszczenia z wysoko sklepionymi sufitami bez dostępu do światła słonecznego. Były przeznaczone dla studentów wykazujących się antyspołecznym zachowaniem. Oceniał to uczelniany sąd i skazywał delikwentów do tego więzienia. Uwięziony student uczęszczał na zajęcia, a po ich zakończeniu codziennie wracał do celi w podziemiach biblioteki. Sam o mały włos nie zostałem umieszczony w tym więzieniu,ku uciesze koleżanek (!). Próbowałem w bibliotece zrobić zdjęcia do tego posta, z ukrycia, z ręki (nie wyszły) i zauważyła to nasza przewodniczka. Jako że fotografowanie w bibliotece jest zabronione, nawet bez lampy, zażartowała, że umieści mnie w więzieniu ;-).

Zbiory biblioteczne (źródło zdjęcia tutaj)
Kolekcja książek w Biblioteca Joanina jest naprawdę niezwykła, gdyż zawiera wszystkie wielkie i ważne dzieła opublikowane w Europie w minionych wiekach, przede wszystkim z zakresu prawa cywilnego i kanonicznego, teologii i filozofii, w sumie 250 tys. woluminów. Ze zgromadzonych tu mniej i bardziej cennych dzieł (także bezcennych) można korzystać. Przede wszystkim za pośrednictwem biblioteki cyfrowej tworzonej przez bibliotekę uniwersytecką, w skład której wchodzi Biblioteca Joanina (tutaj). Poza biblioteką cyfrową książki mogą być zamawiane do czytelni w Bibliotece Głównej, i są zamawiane, o czym świadczą puste miejsca na regałach z włożonymi w nie rewersami. To dobra wiadomość dla badaczy i naukowców, bo w sumie biblioteka pełni raczej rolę muzeum, do którego lgną tłumy zwiedzających. Taką rolę pełni dziś Biblioteca Joanina, a wszelkie działania biblioteczne związane z jej zbiorami prowadzone są w Bibliotece Głównej.

Livro de Horas. Códice quatrocentista iluminado (zdjęcie pochodzi z książki João Gabriel Silva: A Universidade de Coimbra)
Warto tu wspomnieć, że biblioteka ma niezwykłych stałych mieszkańców. Są to nietoperze żyjące we wnętrzach biblioteki. Nie są usuwane, gdyż przynoszą korzyści zbiorom bibliotecznym, mianowicie żywią się owadami, które mogłyby zaszkodzić zabytkowym książkom. Problemem są jedynie ich odchody, dlatego codziennie przed zamknięciem biblioteki na drogocenne stoły i balustrady rozścielane są płótna zabezpieczające je przed zniszczeniem.

Naprzeciwko biblioteki, na placu przed nią i frontem do rektoratu, od 1950 roku stoi pomnik króla João III, który definitywnie zadecydował o przeniesieniu uniwersytetu do Coimbry, do pałacu królewskiego – bo początkową jego siedzibą była Coimbra. Autorem pomnika jest Francisco Franco, jeden z najznakomitszych portugalskich rzeźbiarzy XX wieku. Od jego imienia wzięła się też nazwa – Biblioteca Joanina.


Starszy niż posąg króla, bo sięgający epoki baroku, jest posąg wiedzy, który stoi na wspomnianych wyżej „schodach Minervy”. Klatka schodowa łączyła dziedziniec z dolną ulicą zanim powstała tu biblioteka – to podczas jej budowy miejsce to uzyskało obecny kształt, około 1724 roku pod kierownictwem wspomnianego wyżej  mistrza budowniczego Gaspara Ferreiry.

Podczas zwiedzania biblioteki przedstawiono nam jedną z jej pracownic. Okazało się, że była to pani, która brała ślub właśnie w tej bibliotece, na co jej zezwolono ze względu na zasługi jako wieloletniej pracownicy. Dodatkowo, o ile dobrze pamiętam, mąż tej pani miał polskie pochodzenie.

Po zakończeniu zwiedzania można zrobić zakupy w znajdującym się przy bocznym wyjściu sklepie z pamiątkami.

Wiadomości w tym poście, o ile nie pamiętałem ich z tego co mówiła przewodniczka, zaczerpnąłem z książki João Gabriel Silva: A Universidade de Coimbra.

Pomnik króla João III na placu przed biblioteką
Wnętrze biblioteki (źródło zdjęcia tutaj)
Wnętrze biblioteki (źródło zdjęcia tutaj)
Wnętrze biblioteki (źródło zdjęcia tutaj)


wtorek, 22 listopada 2016

Antonio Tabucchi – „Opowiadania ilustrowane”

Opowiadania ilustrowane Antonia Tabucchiego przeczytałem już dość dawno temu i żałuję, że od razu o nich nie napisałem, bo są niesamowite. Postanowiłem nadrobić zaległości, by je Wam, Czytelnikom tego bloga szczerze polecić. Inne książki tego włoskiego pisarza też zasługują, i to bardzo, na uwagę, uważam jednak, że przygodę z literaturą Tabucchiego można rozpocząć właśnie od tych opowiadań. Na pewno pozostawią niedosyt, i tak jak ja od razu sięgniecie po więcej. Zwłaszcza, że nie tylko niektóre Opowiadania ilustrowane są o tematyce portugalskiej, ale i inne jego powieści. Zresztą ten włoski pisarz pokochał Lizbonę i Portugalię, zafascynował się nią w równym stopniu jak Fernandem Pessoą, nauczył się nawet języka portugalskiego do tego stopnia, że po portugalsku pisał niektóre swoje dzieła.

Do przeczytania Opowiadań ilustrowanych niech zachęci Was notatka wydawnicza zamieszczona na ostatniej stronie okładki książki: „W Opowiadaniach ilustrowanych napotkamy współczesnych malarzy włoskich, portugalskich, latynoamerykańskich, ale także stałe wątki twórczości Tabucchiego: »przestrzeń, czas, pamięć«, jak sam napisał. A wśród niezliczonych postaci, rzeczywistych i wyobrażonych, jedna powraca wielokrotnie, towarzysząc włoskiemu pisarzowi również w tym ostatnim zbiorze: Fernando Pessoa”. Tak, zapomniałem dodać, że tak jak w tytule, opowiadania są ilustrowane reprodukcjami dzieł sztuki.

W opowiadaniu Wakacje Bernarda Soaresa bohater, wraz z papugą Sebastião, wybiera się na świąteczny wypoczynek do Cascais. Zanim wyruszy pisze list do przyjaciela – pana Fernanda. Po drodze szofer śpiewa mu fado Marii Severy, a bohater podejrzewa, że są to jego ostatnie święta. Opowiadaniu towarzyszy ilustracja: Giuseppe Modica Taras Pessoi, 1993.

Śniąc wraz z Dacostą opowiada o sytuacji, w której tytułowy António Dacosta widziany był we śnie, na Azorach. Narrator wszedł do obrazu mistrza, a była wówczas noc, azorska. Bo to był sen. „W krajobrazie widniał księżyc, a na księżycu rysowała się twarz chłopca”. Dalsza część snu jest jeszcze ciekawsza. Obraz: António Dacosta A caça oa anjo, 1984.

Spadkobiercy dziękują zaczyna się wierszem Testament Marii Heleny Vieiry da Silvy. Opowiadanie o tym, że wszystko się kończy, życie, a wraz z nim nawet poezja, skoro on, wielki poeta, od tak dawna nie pisał już wierszy. Ale oto tam, w oddali, za morzem, widać Lizbonę, widoczną z nadburcia statku. Może nie wszystko jeszcze stracone? Do opowiadania dołączono obraz: Maria Helena Vieira da Silva La partie d’eches (detal), 1943.

Do obrazu Femme-automobile (1987), którego autorem jest José de Guimarães, dołączono opowiadanie Trudny wybór. Jego bohaterką jest pani Multipia Seicento, z której została już tylko »kupa złomu«. Pani Multipia wzdycha głęboko, zardzewiale i kategorycznie, prosząc o eutanazję.

„Curanderio” w mieście na wodzie ilustruje obraz Júlio Pomar The Barrister (O Advogado) z 1999 r. Znów jest sen, a może melodia? Za oknem wiał sirocco, a „chmury pędziły w otchłań nieba, gromadząc się na horyzoncie w srebrzystej poświacie, znaku świtu. Tamtej nocy przyśnił mu się Snark. Ale to nie było zwierzę ani istota zoomorficzna lub antropomorficzna, był Wszystkim i Niczym”.

Przybył pan Perreira ma bohatera, który w opowiadaniach pojawia się nie pierwszy raz. Tym razem przybył pocztą z Włoch aż na lizbońską ulicę. W kopercie. Potem usiadł przy stoliku w kawiarni Orquídea. Widać to też na ilustracji – Giancarlo Vitali Portret Pereiry, 1996.

Stateczny podróżny to tytuł kolejnego opowiadania. Zaczyna się od tego, co widzimy na obrazie Antónia Costy Pinheira – Fernando Pessoa siedzi podczas podróży z przyciśniętym do piersi statkiem parowym. „W okularach, które ma na nosie, fruwają dwie mewy, w drugich, leżących na stole, odbijają się inne statki, wspomnienia innych podróży, dalekich mórz”.

Eureka, nieeureka : hołd w stylu Drummonda złożony przyjacielowi Gérardowi Castello-Lopes, fotografowi skłóconemu z prawem Archimedesa to ilustracja Gérarda Castello-Lopesa Portugal (1987) oraz wiersz Na morzu.

Z Afryki w stronę Afryki to opowiadanie o twórczości malarskiej José de Guimarãesa, inspirowaną Afryką – którą malarz odkrył w Afryce, i gdzie też odkrył swoje malarskie powołanie. Opowiadanie ilustruje obraz malarza Maska z tatuażami (1973).

Do nieistniejącego katalogu to z kolei opowiadanie o innym artyście – Bartolomeu Cid Dos Santos, który rył na płycie fikcyjne mapy, potem robił z nimi inne skomplikowane rzeczy w wyniku których na mapy padał jakiś skomplikowany cień. Czasem był to Fernando Pessoa w kapeluszu, innym razem labirynt, jakieś łuki, korytarze. Ilustruje je dzieło artysty pt. Paisagem.

To tylko niektóre opowiadania z tomu, te nawiązujące w jakiś sposób, mniej lub bardziej obszerny do Portugalii, ludzi z nią związanych, portugalskich lądów i przylegających do nich wód rzek i oceanów. Jestem jednak pewien że wszystkie te krótkie formy zawarte w tomie przypadną Wam do gustu, a ich lektura sprawi Wam nie lada przyjemność. To doskonała lektura nie tylko na jesienny, melancholijny  wieczór.

Antonio Tabucchi (źródło zdjęcia tutaj)
A sam autor? Antonio Tabucchi był Włochem, który urodził się w 1943 r. w Pizie. Jak już wspomniałem na początku, pokochał Portugalię i wszystko co z nią związane. Tutaj też, w Lizbonie, zmarł w 2012 r. To spotkanie z twórczością Fernanda Pessoi wywarło na niego ogromny wpływ, zarówno na życie jak i twórczość. Do tego stopnia, że nauczył się języka portugalskiego, by lepiej zrozumieć teksty, potem przekładał je na włoski, a ostatecznie sam tworzył po portugalsku. Nawet jego żona była Portugalką, w Portugalii też zamieszkał. Sporo jego książek ukazało się w Polsce – serdecznie polecam ich lekturę.

Zamieszczone w tym poście ilustracje zostały zamieszczone w tomie Opowiadań ilustrowanych.

Antonio Tabucchi Opowiadania ilustrowane
przekład Joanna Ugniewska

Czuły Barbarzyńca 2014