środa, 2 listopada 2016

Quinta da Regaleira w Sintrze


Letnia rezydencja rodziny Carvalho Monteiro została wybudowana w neomanuelińskim stylu. Żywiołowe dekoracje to dzieła wielu portugalskich artystów, takich jak António Gonçalves, João Machado, José da Fonseca, Costa Motta i Rodrigo de Castro, którzy są autorami kamiennych rzeźb. Rzeźbienia w drewnie to dzieła Júlio da Fonseca. W ręce Carvalho Monteiro majątek trafił w 1697 r., a grubo ponad sto lat później zaczął być znany jako „Quinta da Torre”. Po kupieniu jej przez barona da Regaleirę w 1840 r. została zamieniona w eleganckie letnie zacisze, w skład którego wchodził pałacowy dom i kaplica, a nazwa została zmieniona na „Quinta da Torre da Regaleira”. Kilkadziesiąt lat później, w 1893 r., rezydencję kupił António Augusto de Carvalho Monteiro, a do posiadłości dołączył okoliczne grunty, które w przyszłości miały stać się wspaniałymi ogrodami. Powstawały liczne projekty, jednak do realizacji przyjęto plany włoskiego architekta Luigi Manini, który stworzył dzisiejszy kształt neomanuelińskiej rezydencji na początku XX w. W 1946 r. posiadłość kupił Waldemar Jara d’Orey, który do budynków Quinty wprowadził szereg zmian, dostosowując je do swoich potrzeb i swojego gustu. Ponowna sprzedaż posiadłości odbyła się w 1987 r., wówczas nabyła ją japońska korporacja Aoki, jednak już dziesięć lat później miasto Sintra odkupiło rezydencję. Podjęto historyczną renowację obiektu, nad którą czuwała Cultursintra Foundation, co zaowocowało oddaniem go dla zwiedzających 27 czerwca 1998 r.


Dzisiejsza Quinta da Regaleira to magiczny park-ogród z wieloma atrakcjami architektonicznymi, jaskiniami, strumykami i „studniami”, które nadają jej tajemniczości i przyciągają setki zwiedzających. Wytyczonymi ścieżkami można błądzić godzinami, podążając zgodnie ze wskazówkami lub wyznaczając sobie własny program zwiedzania. Można też zwyczajnie wziąć książkę i przysiąść w jednym z licznych ustroni, by na chwilę, krótszą lub dłuższą, zatopić się w lekturze z dala od zgiełku i codzienności.



Do zwiedzania oddano główny budynek posiadłości, pełen blanków, wieżyczek i smukłych okien pałacyk przywołujący na myśl raczej katedrę niż budynek mieszkalny. Zewnętrzna forma budynku mocno kontrastuje z wnętrzami, skromnymi, spokojnymi, w których wyróżniają się rokokowe, przepiękne sufity.



Ganek ma egzotyczne dekoracje rzeźbione w wapieniu z Coimbry, mające uosabiać ideę podróży i przypominać wieki portugalskich odkryć. Hol i klatka schodowa zarówno dawniej jak i dziś pełni funkcję komunikacji pomiędzy pomieszczeniami i piętrami. Jest zdobiona rzeźbieniami w drzewie kasztanowca.




Pokój Myśliwski, do którego wchodzi się najpierw, to jadalnia, którą wypełnia kominek. Wypełnia niemal dosłownie, bo jest ogromny i bogato rzeźbiony w sceny myśliwskie, masywny, z posągiem leśnika. Tematem zdobień całego pomieszczenia jest „cykl życia” widoczny także na mozaikowej podłodze, ścianach i rzeźbieniach na suficie.



Sala Renesansowa to dawny pokój gościnny zdobiony w stylu włoskiego renesansu. Wśród dekoracji są obrazy związane z Carvalho Monteiro i jego żoną Perpétua Augusta. W pomieszczeniu tym odbywają się czasami kameralne koncerty fortepianowe.




Pokój Królewski był niegdyś salą bilardową. Na ścianie wiszą portrety portugalskich monarchów – 20 królów i czterech królowych oraz herby Bragi, Porto, Coimbry i Lizbony.





Na piętrze jest jeszcze biblioteka, a właściwie jej imitacja, bo ustawione równiutko na półkach książki są przycięte tak, że wszystkie mają jeden format, co daje dobry efekt wizualny, ale czytać się ich nie da. Poza tym są typowo muzealne ekspozycje z planami domu i ogrodów, licznych zakamarków, ciekawostki itp. Warto wyjść na dach z tarasem widokowym, o ile jest pogoda – ja zwiedzałem Quinta da Regaleirę dwa razy, i za każdym razem padał deszcz – taki dziwny traf (dlatego na pewno wybiorę się tam jeszcze raz, pewnego słonecznego dnia…).


Najciekawsze w Quinta da Regaleira są ogrody. Są niejako obrazem kosmosu, który przejawia się w kolejnych magicznych i tajemniczych miejscach, których tu nie brakuje. Taka była idea ich twórcy, czy raczej pomysłodawcy, Carvalho Monteiro, który był masonem i alchemikiem i lubował się w tego typu rzeczach, a zarobione na uprawie kawy pieniądze zainwestował m.in. w Quinta da Regaleira tworząc wymarzoną posiadłość spełniającą jego upodobania. 



Trzeba przyznać, że miał wyobraźnię, co dziś cieszy tłumy turystów odwiedzających co roku posiadłość. Spacerować można kilka godzin, zarówno na ziemi, jak i pod nią, bo w ogrodzie znajdują się jaskinie i tunele łączące różne miejsca. Najciekawszy jest chyba ten łączący wodospad ze Studnią Wtajemniczenia, delikatnie oświetlony i prowadzący pod ziemią przez kilkanaście, może więcej metrów. Ogólnie całość robi wrażenie. W kilku miejscach są różnego rodzaju wieżyczki, na które można wejść i podziwiać panoramę nie tylko Quinty, ale i całej Sintry i okolic łącznie z Palácio da Pena i Castelo Dos Mouros.




Sama Studnia Wtajemniczenia to 27-metrowa budowla w ziemi, wokół której na całej długości biegną spiralne schody na sam dół. Obiekt nigdy nie był używany jako prawdziwa studnia, ale do pewnego rodzaju inicjacji związanych z tajemniczymi obrzędami masonów. Schodząc na samo dno można wyruszyć tunelem i dojść do wspomnianego wcześniej wodospadu z oczkiem wodnym lub do innych miejsc, jak Portal Opiekunów (?), zaznaczonych na mapie, którą dostaniecie wraz z biletem. Interesująca jest rozpoczynająca spacer Promenada Bóstw, przy której znajdują się posągi Fortuny, Orfeusza, Wenus, Hermesa i innych starożytnych bogów. Ciekawa jest niedawno odrestaurowana, piękna fontanna Regaleira i wschodnie wejście do groty. Wieża Regaleira jest obecnie ciekawym punktem widokowym, do którego ustawiają się kolejki, ale cierpliwym roztaczające się z niej widoki zrekompensują niedostatki oczekiwania (zresztą można wrócić do wieży na innym etapie zwiedzania, a nuż będzie mniejszy tłok).



W każdym bądź razie na spacer tutaj warto przeznaczyć nie jedną godzinę, a zdecydowanie więcej czasu. Na koniec warto też wstąpić do strzelistej kaplicy pod wezwaniem Najświętszej Trójcy. Wybudowano ją w manuelińskim stylu. Jest tam zbiór ikonograficzny skupiający sceny z życia Maryi i Chrystusa. Nie brakuje też elementów nawiązujących do Templariuszy, a krypta ma podziemne przejście do głównego budynku. Na terenie posiadłości jest też kawiarnia, w której można przysiąść na chwilę i odetchnąć od nadmiaru wrażeń. 




Ciekawostki

W Quinta da Regaleira powstały niektóre sceny do filmu Romana Polańskiego Dziewiąte wrota oraz do jednej z polskich edycji programu Top Model.
Wśród roślinności porastającej ogrody można rozróżnić m.in. kamelie, drzewiaste paprocie, magnolie (które rozkwitają już w styczniu), sekwoje, dęby korkowe, cisy, kasztanowce, cyprysy, drzewa limonki, sosny i wiele innych.

Zdjęcia: Tomasz Giza, Krzysztof Rosenberger

W styczniu zakwitają tu magnolie





















wtorek, 18 października 2016

Portugalskie nowości płytowe - subiektywny wybór (4)

Tym razem sporo czasu minęło od ostatniego przeglądu (zob. tutaj) i zapewne sporo płyt mi umknęło, mam nadzieję, że jednak przynajmniej te najważniejsze udało mi się dostrzec. Było ich naprawdę dużo, skupiłem się więc na moich absolutnie ulubionych, tych które przynajmniej trochę udało mi się poznać i posłuchać, jeszcze zanim zacząłem pisać posta. Przeważają tu płyty fado, bo ten gatunek portugalskiej muzyki lubię najbardziej. Ciekawe, czy w poniższym zestawieniu są Wasze ulubione albumy...



Teresa Salgueiro Horizonte

Na nagrania Teresy Salgueiro zawsze czekam z utęsknieniem, bo ciągle, od czasów filmu Lisbon Story fascynuje mnie jej głos. W opisie płyty w sklepie Fanc napisano, że nie jest przesadą zaklasyfikowanie głosu Teresy jako niematerialnego dziedzictwa dóbr współczesnej kultury portugalskiej. Na Horizonte znalazł się nowy materiał, którego kształt i brzmienie jest wynikiem czterech lat podróży i koncertów na całym świecie związanych z promocją poprzedniej płyty O Mistério. Tytułowy singiel Horizonte, ze słowami Teresy Salgueiro i jej współkompozycją wraz z magicznym teledyskiem zapowiadają fantastyczny materiał.



António Zambujo Até pensei que fosse minha

1 października ukazał się nowy album Antónia Zambujo Até pensei que fosse minha. Jest to płyta z utworami Chico Buarque, brazylijskiego muzyka i pisarza. Na płycie jest jeden duet z Brazylijczykiem – utwór Joana Francesa; są też duety z Carminho (utwór O Meu Amor) i Robertą Sá (utwór Sem Fantasia). Nie mogę się doczekać, momentu, w którym będę mógł posłuchać tej płyty w domu!



Marta Pereira da Costa Marta Pereira da Costa

Ta wspaniała płyta ukazała się już w maju. Marta Pereira da Costa jest świetną gitarzystką gitary portugalskiej, jedną z nielicznych kobiet grających na tym instrumencie, a już na pewno nieliczną grającą tak dobrze. Na płycie, której singlową Terrę pewnie już znacie, towarzyszą jej znamienici goście, którzy użyczają swojego głosu lub innego talentu muzycznego. Pojawiają się Camané, Dulce Pontes, Rui Veloso, Pedro Joía, Richard Bona oraz irańska artystka Tara Tiba.


Yolanda Soares Royal Fado

Trzeci album Yolandy Soares ukazał się we wrześniu. To płyta inspirowana twórczością Amálii Rodrigues z tekstami wybitnych twórców słowa, jak Camões, i wielkich kompozytorów, wśród których jest Alain Oulman. Yolanda Soares nadaje utworom z płyty romantyzm opery, ale także dźwięki z muzyki światowej takiej jak flamenco, tango czy orientalnej. Królewskie Fado Yolandy Soares ma duszę Artystki, a łączenie z fado wyżej wymienionych stylów daje wspaniały efekt, który możecie posłuchać w pierwszym singlu z płyty pt. O Nosso Povo, do którego teledysk powstał w Coimbrze, w pięknej Bibliotece Joanina (o której w przyszłości też przygotuję post) oraz na dziedzińcu przed nią.



Caixa Alfama

Dwupłytowy album zawiera utwory Artystów, którzy wystąpili na tegorocznej edycji festiwalu Caixa Alfama. Wśród nich znaleźli się m.in. Carminho, Ricardo Ribeiro, Gisela João, Raquel Tavares, Aldina Duarte, Marco Rodrigues, Fábia Rebordão i wielu innych. Doskonały album dla tych, którzy nie mogą mieć osobnych płyt każdego z wykonawców.





Rodrigo Leão & Scott Matthew Life is Long


Najpierw Scott Matthew  przyjął zaproszenie Rodrigo Leão przy okazji jego płyty A Montanha Mágica, a teraz wspólnie nagrali całą płytę. Niezwykle ciekawą i przyjemną w słuchaniu. Rozpoznawalny głos Scotta Matthew doskonale wpasowuje się w kompozycje Rodrigo Leão, a i tak najlepiej obaj panowie brzmią podobno na scenie. Niestety nie miałem okazji sprawdzić, ale może Wy byliście na ich koncercie? Duet jest obecnie w trasie koncertowej, która wychodzi poza Portugalię – w listopadzie będą koncerty w Hiszpanii, a w marcu w krajach niemieckojęzycznych.



Fábia Rebordão Eu

Pod koniec września ukazał się drugi album studyjny Artystki, która jest uważana za jeden z najlepszych głosów nowego fado. Chyba zasłużenie, przynajmniej po tym co mogliśmy usłyszeć do tej pory. Singiel z płyty, Falem Agora, też brzmi niesamowicie. Nazwiska, z którymi Fábia Rebordão współpracowała przy tworzeniu albumu muszą gwarantować sukces i wysoką jakość. Producentami byli New Max (Expensive Soul) i Jorge Fernando, a autorami utworów m.in. Pedro Silva Martins, Dino D'Santiago, Jorge Fernando, Tozé Brito czy Rui Veloso. Sama Fábia też jest autorką kilku piosenek, które znalazły się na płycie. W utworze Alice na gitarze portugalskiej towarzyszy jej legenda tego instrumentu Custódio Castelo.



Cristina Branco Menina

Cristinę Branco uwielbiam bezwarunkowo i każdy jej album potwierdza, że słusznie. Bardzo mnie ucieszyła wiadomość o kolejnej płycie tej fantastycznej Artystki. Na razie przesłuchałem ją tylko fragmentarycznie, ale to wystarczy by stwierdzić, że to płyta doskonała. Sami posłuchajcie. Na zachętę wymienię kilka nazwisk osób, które przy płycie z Cristiną współpracowały: Ana Bacalhau (Deolinda), Kalaf (Buraka Som Sistema), Jorge Cruz (Diabo na Cruz), Luis Severo (Cão da Morte), Cachupa Psicadélica, Peixe i Nuno Prata (Ornatos Violeta) Mário Laginha, Pedro da Silva Martins i Luis Martins (Deolinda) czy pisarz António Lobo Antunes. Nie mogę się też doczekać, aż usłyszę materiał na żywo łudząc się, że Artystka w końcu zawita do Polski.



Helder Moutinho Manual do Coração

Autorem słów do wszystkich utworów na płycie, która ujrzała światło dzienne w maju, jest João Monge. Muzykę napisali tak znani Artyści, jak Carlos Barretto, João Gil, Zeca Medeiros, Manuel Paulo, Marco Oliveira, Mário Laginha, Pedro da Silva Martins & Luís José Martins (Deolinda), Ricardo Parreira oraz Vitorino. Na krążek brata Camané składa się 15 świetnych utworów w stylu fado.






Raquel Tavares Raquel

Trzecia płyta Raquel Tavares, zaliczanej do najważniejszych głosów współczesnego fado, zabiera nas do świata tego gatunku muzyki, gdzie przez 11 utworów króluje jego głębia i prawdziwy artyzm fado, któremu poddajemy się już przy pierwszych dźwiękach i trwamy w nim na długo po wybrzmieniu płyty. Muzykę dla Raquel skomponowali m.in. António Zambujo, Miguel Araújo, Tiago Bettencourt, Rui Veloso oraz Jorge Cruz, a w nagraniu płyty wzięli udział Carlão, Rui Veloso i António Serrano.



Pedro Moutinho O Fado em Nós

Płyta Pedra Moutinho, drugiego brata Camané, ukazała się jeszcze w lutym, ale w poprzednim przeglądzie o niej nie pisałem. A pominięcie jej byłoby sporym przeoczeniem, bo to świetny materiał inspirowany starszym fado. Płyta powstała w studio Muzeum Fado, muzycy towarzyszący Pedrowi nagrali ją wszyscy razem w jednym czasie, a efekt jest co najmniej fantastyczny. Sami posłuchajcie. Fado jest w nas.




Madur Madur

Drugi album Madur ukazał się w kwietniu, a promował go bardzo udany utwór Vem de Expresso z „lizbońskim” teledyskiem. Płytę produkowała sama Madur we współpracy z Diogo Clemente i Valterem Rolo. Wśród dwunastu utworów na płycie siedem to oryginalne kompozycje, a pozostała piątka to tradycyjne fado w wersji Madur. Przy nagrywaniu tego materiału towarzyszyli jej zacni muzycy: na gitarze portugalskiej Ângelo Freire i Guilherme Banza, na gitarze klasycznej Diogo Clemente, na gitarze basowej António Quintino, André Silva na instrumentach perkusyjnych, a Valter Rolo na klawiszowych.


Luísa Soares O Fado e o Sonho


Luísa Soares jest posiadaczką pięknego aksamitnego głosu, który na co dzień można usłyszeć w domach fado w Lizbonie i w Estoril, a zdarzają się też koncerty zagraniczne. Nowa płyta Artystki to różnorodne tematycznie fado, które w wykonaniu Luísy Soares brzmią szczególnie pięknie. Na płycie zagrali dodatkowo António Jorge na gitarze portugalskiej, João Ramos na gitarze akustycznej oraz João Adelino na basie.

czwartek, 13 października 2016

„Zima w Lizbonie” – miłość i samotność, alkohol, jazz i Lizbona nocą w powieści Antonio Muñoz Moliny + KONKURS

Miłość, muzyka, sztuka i alkohol są wysuwającymi się na pierwszy plan bohaterami powieści Antonio Muñoz Moliny Zima w Lizbonie. Nie najnowszej, ale ponownie u nas wydanej, tym razem nakładem wydawnictwa Rebis, i opatrzonej epilogiem autora pt. Tak wiele lat później z 2014 r. Na podstawie powieści powstał w 1991 r. film, o którym autor wspomina w epilogu, opatrzony opisem jako thriller. W filmie zagrał m.in. polski aktor Mirosław Zbrojewicz oraz amerykański jazzman Dizzy Gillespie. Zanim jednak sięgniecie po film polecam najpierw lekturę. Ja właśnie przeczytałem Zimę w Lizbonie po raz drugi i nie zmieniłem zdania, że warto.

Jak już wspomniałem, muzyka jest jednym z bohaterów książki, a dokładnie utwór Lizbona skomponowany przez Billego Swana, członka i szefa zespołu, w którym występował Santiago Biralbo, a właściwie już wtedy Giacomo Dolphin. Skąd ta zmiana nazwiska, jakie wydarzenia do tego doprowadziły dowiecie się czytając powieść. W każdym bądź razie większą część historii poznajemy z opowieści Billego Swana, a nam, czytelnikom opowiada ją narrator, dawny przyjaciel Biralba.

Bohaterów poznajemy w Madrycie, w klubie nocnym „Metropolitano”, gdzie występuje grupa Giacomo Dolphin Trio. Narrator spotyka tam Biralba po kilkuletniej przerwie, i to spotkanie jest niejako inspiracją do opowiedzenia historii muzyka. Historii, w której oprócz jazzu dużą rolę odegrała nieszczęśliwa miłość. Pojawia się Lukrecja i już samo jej imię wydaje się trochę niesamowite, trochę wzbudzające strach, że na pewno będą z nią kłopoty. I po części są to uzasadnione obawy. Lukrecja i Biralbo zakochują się w sobie, mimo iż ona jest żoną innego, Malcolma, który zresztą na początku tej historii oszukał Biralba. Jednak to miłość tych dwojga kochanków, ukrywających się ze swoim uczuciem w hotelach na godziny, namieszała sporo w dalszym biegu opowiedzianej historii. W kolejnych rozdziałach Lukrecja i pianista co jakiś czas spotykają się w różnych miejscach, a także korespondują ze sobą, gdy Lukrecja i Malcolm wyjeżdżają do Berlina. Ta korespondencja też ma znaczenie dla rozwoju akcji, niespiesznej zresztą, aczkolwiek wciągającej.

Pomiędzy stronami poznajemy ten wątek powieści, w którym Lukrecja z Macolmem są poza San Sebastian, początkowym miejscem zamieszkania wszystkich bohaterów i miejscem początku całej historii (na początku wspomniałem o Madrycie, tam jednak zaczyna się opowieść, jednak nie jej początki). Małżonek bohaterki prowadzi nielegalne interesy związane m.in. z handlem sztuką. Jeden z wątków opowiada o tym, co wydarzyło się pewnej sylwestrowej nocy, którą Lukrecja i Malcolm spędzają z inną parą dosyć nieprzyjemnych typów. Ba, nieprzyjemnych to mało powiedziane. Nie chcielibyście ich spotkać 
na ulicy nawet w dzień. Na chwilę pojawia się jeszcze kolejny bohater o pseudonimie Portugalczyk, jednak jego los jest raczej przesądzony. Dowiecie się dlaczego. Ta noc sprawiła, że Lukrecja odważyła się odejść od męża, wiedząc jednocześnie, że skazuje się na ciągłą ucieczkę i ukrywanie się przed wyżej wymienionymi typami. To wówczas wraca na chwilę do San Sebastian i opowiada swoją wersję tej historii dawnemu kochankowi, którego uczucia do Lukrecji ożywają w jednej chwili. W wyniku różnych postanowień tych dwojga wraca temat Lizbony, już nie tylko w piosence. Ale czy kochankowie docierają tam razem? Nie zdradzę, by nie psuć Wam lektury. Napiszę tylko, że o naszym ulubionym mieście Biralbo, który, tak, znalazł się tam, opowiada tak, jakbyśmy oglądali stary czarno-biały film z niespieszną akcją, dobrą muzyką i doskonale kadrowanymi scenami. Trochę oddaje to okładka książki (mimo iż zdjęcie na niej jest współczesne). Nie padają żadne nazwy miejsc, mijanych ulic i placów poza Birmą. No właśnie, Birma w Lizbonie to coś, co też przeplata się od początku tej historii. W końcu wraz z Biralbem poznajemy to miejsce. Wtedy też dowiadujemy się, również razem z naszym jazzmanem, o pewnym cennym obrazie. W poprzednim moim poście o Zimie w Lizbonie, dotyczącym innego wydania książki (tutaj), napisałem o jakiego malarza chodzi, wnikliwym pozostawiam odnalezienie tej informacji (zamiast w poście polecam jednak w książce). Czy Lukrecja albo jej były (?) mąż również mają z tym coś wspólnego? Nawet niezbyt uważna lektura pozwoli Wam odpowiedzieć na te pytania.

Tymczasem z opisów Lizbony Biralba wiemy, że błądząc zaspanymi uliczkami mija tramwaj, wjeżdża windą Santa Justa do górnej części miasta, a z dworca Casis do Sodre ciemną nocą jedzie pociągiem do Cascais, jednak nie wysiada na ostatniej stacji. Cóż to zresztą była za jazda! W Cascais odnajduje dom, Quinta dos Lobos, który był celem jego podróży. Ciekaw jestem, jakie jeszcze miejsca w Lizbonie i okolicach rozpoznacie Wy po przeczytaniu powieści. I jak Wam się podoba taka Lizbona, której niby w książce nie ma zbyt wiele, a jednak snuje się przez całą historię... Waszej ocenie pozostawiam też, czy książka rzeczywiście zasługuje na pochwały. I zapraszam do konkursu :-)


Autor (źródło zdjęcia tutaj)

Autor książki, Antonio Muñoz Molina, to urodzony w 1956 r. w Úbeda hiszpański pisarz. Zima w Lizbonie to jego druga powieść, która doczekała się kilkudziesięciu wznowień, w tym najnowszego w edycji wydawnictwa Rebis. Pisarz jest członkiem Królewskiej Akademii Hiszpańskiej, laureatem wielu nagród hiszpańskich i międzynarodowych. W Polsce ukazało się kilka tytułów książek Moliny, oprócz Zimy w Lizbonie m.in. Jeździec polski, Wiatr księżyca, We mgle czasów, czy Nieobecność Blanki. Na podstawie jego powieści powstały też filmy, w tym Zima w Lizbonie (w 1991 r.), a sam Antonio Muñoz Molina pojawiał się w filmach kilka razy jako aktor.
Antonio Muñoz Molina; przeł. Wojciech Charchalis
Zima w Lizbonie
Dom Wydawniczy REBIS 2016


KONKURS
Informację o konkursie, w którym do wygrania są dwa egzemplarze książki Zima w Lizbonie ufundowane przez Dom Wydawniczy Rebis, znajdziecie tutaj lub w prawym menu tego bloga w zakładce Konkursy.