sobota, 27 sierpnia 2016

Lisboa na Rua 2016 - koncerty fado i nie tylko od 25 sierpnia do 1 września na placach i ulicach Lizbony

Lisboa na Rua, to fantastyczna, organizowana już kolejny raz impreza z mnóstwem ciekawych koncertów i innych wydarzeń odbywających się na ulicach i placach portugalskiej stolicy. Pierwszy raz udało mi się być na kilku wydarzeniach w 2014 r., a rok temu uczestniczyłem w niesamowitych koncertach Amélii Muge (tutaj) i Kátii Guerreiro (tutaj). W tym roku nie będzie mnie w Lizbonie podczas tych imprez, a szkoda, bo program jest równie mocno wypełniony godnymi uwagi koncertami, co rok temu. Jak zwykle w pierwszej kolejności moje zainteresowanie dotyczy sekcji fado, a dokładnie Sou do Fado.

W tym roku tylko trzy nazwiska, ale za to jakie! Wczorajszym występem (26 sierpnia) koncerty w tej kategorii rozpoczęła Gisela João - właścicielka jednego z najbardziej porywających głosów fado młodego pokolenia. Fragmenty jej występu możecie zobaczyć tutaj.
Artystka jest związana z fado od dzieciństwa. Jako nastolatka śpiewała w Adega Lusitana w rodzinnym Barcelos, potem mieszkała w Porto, by wreszcie przeprowadzić się do Lizbony, gdzie powstała jej debiutancka płyta. Zanim to jednak nastąpiło, w 2009 r. Gisela João nagrała płytę w ramach projektu
Gisela João (źródło zdjęcia tutaj)
Atlantihda, użyczyła też głosu w kilku innych projektach. 1 lipca 2013 r. ukazał się solowy krążek Artystki zatytułowany po prostu Gisela João. Został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez fanów, jak i krytyków. Szybko trafił na szczyt listy sprzedaży, a Gisela João odebrała Prémio Revelação Amália. Może ktoś z Was był na wczorajszym koncercie w Lizbonie? Co jakiś czas pojawiają się nowe miejsca na trasie koncertowej Artystki, może i mi w końcu uda się w któreś trafić?

Kolejnym Artystą fado będzie Camané (2 września, godz. 21.30, Largo de São Carlos), którego większości z
Was raczej nie trzeba przedstawiać. Jest jednym z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych współczesnych głosów fado - chyba każdy kto poznał tego Artystę ma tak, że przy każdym kolejnym usłyszeniu jego głosu już wie, że to on. Co wcale nie oznacza nudy, wręcz przeciwnie! Camané to Artysta wielkiej klasy, kunsztu i geniuszu. Mogli się o tym przekonać ci, którzy widzieli jego koncert, choćby na nagraniu. Jakiś czas temu jego koncert sprzed kliku lat w Poznaniu transmitowała TVP (ok. 5 rano!!). To kolejny Artysta, na którego koncercie chcę i muszę być. Szkoda, że nie w tym roku.

Na zakończenie Sou do Fado (choć nie całego Lisboa na Rua; 9 września, godz. 21.30, Largo de São Carlos) wystąpi wielki, niesamowity, niezwykle utalentowany i zasłużony dla muzyki fado i muzyki w ogóle Carlos do Carmo. Artysta nie koncertuje już zbyt często, tym bardziej żałuję, że nie będę na tym jego koncercie... Jeśli tylko będziecie 9 września w Lizbonie, koniecznie wybierzcie się na ten koncert. A z ciekawostek, którą chyba zresztą napisał tutaj kiedyś ktoś z Was - Carlos do Carmo wystąpił kilka lat temu na festiwalu filmowym w Kazimierzu Dolnym. I wiem, że są wśród nas szczęśliwcy, którzy na tym występie byli ;-)

Fado to najbardziej interesujące mnie koncerty podczas Lisboa na Rua, warto jednak wiedzieć, że to o wiele więcej interesujących wydarzeń kulturalnych. Warto zainteresować się towarzyszącymi wystawami i instalacjami artystycznymi czy programami związanymi z tańcem. Są też przedstawienia teatralne i mnóstwo innych niż fado koncertów. Zachwycająco wypadają występujące orkiestry (na czele z Orquestra Gulbenkian 3 września o godz. 21.30 na Praça do Comércio) i big bandy, zespoły i soliści, artyści z Portugalii i z zagranicy. Codziennie kilka imprez, a na wszystkie jest wstęp wolny. Ich program i informacje znajdziecie w towarzyszącym imprezie folderze, który w tym roku w końcu jest dwujęzyczny - po portugalsku i angielsku. Tutaj znajdziecie link do jego wersji w PDF: Lisboa na Rua 2016. Imprezy rozpoczęły się 25 sierpnia, a zakończą 1 października, w Międzynarodowy Dzień Muzyki.

Carlos do Carmo (źródło zdjęcia tutaj)
Camané (źródło zdjęcia tutaj)
Gisela João (źródło zdjęcia tutaj)

czwartek, 18 sierpnia 2016

Cerâmica S. Vicente - fascynująca pracownia w Lizbonie


W Lizbonie, przy rua de São Vicente 31, mieści się pracowania ceramiki i fajansu, w której tworzy artystka Cristina Pina. Nazwa sklepu widoczna na wizytówce brzmi Cerâmica - Azulejaria e Faianças de S. Vicente. Weszliśmy tam przez przypadek, prawdopodobnie coś ciekawego widniało w witrynie wystawowej, i okazało się, że było to nadzwyczaj trafione posunięcie. Wnętrza tej niewielkiej pracowni kryją bowiem wiele ciekawych dla oka elementów, na które składają się jej wyposażenie służące do produkcji ceramiki, jak i gotowe produkty ustawione na półkach. Niesamowite wrażenie zrobił na mnie stół, przy którym powstają ceramiczne dzieła zanim trafią do pieca. Stoją na nim przyrządy, chwilę temu używane do malowania czy lepienia.
W pierwszej części jest coś na wzór sklepu, w którym można oglądać i kupować gotowe prace, stoi tu też wspomniany stół. Część druga to typowy warsztat z piecem do wypalania ceramiki,choć i tutaj na ścianach wiszą azulejos, stoją na półeczkach czy nawet leżą na podłodze.
Cristina Pina tworzy prace, które są jej własną autorską twórczością, lub takie, które ktoś u niej zamówił. Mogą to być zarówno azulejos z tradycyjnymi motywami, nawet odwzorowujące jakieś konkretne ilustracje, lub popularne wzory niekoniecznie najwyższej próby, lecz realizowane na zamówienie, których przykłady są na zdjęciach. Produkowane tutaj kafelki nie są tanie, ale to nie dziwi po poznaniu sposobu i jakości ich produkcji. Warto wejść do środka, nawet jeśli niczego się nie kupuje - można nacieszyć oko, a przy okazji uciąć pogawędkę z artystką czy pracownikiem sklepu.
Nie mam zdjęć Cristiny Piny, można jednak ją dojrzeć na fotografiach, które uchwyciły zdjęcia artystki wiszące w pracowni.


























Zdjęcia: Krzysztof Rosenberger, Tomasz Giza

niedziela, 7 sierpnia 2016

Lizbońskie wątki w powieści Anny B. Kann „Powrót do Barcelony” + KONKURS


Powrót do Barcelony nie jest książką wymagającą ani specjalnie ambitną czy skierowaną do wyszukanego odbiorcy. Nie chcę przez to napisać, że to powieść płytka, i tylko ktoś o niewyrafinowanym guście czytelniczym będzie się nią cieszyć. Jest to lektura z serii lekkich, łatwych i przyjemnych, w sam raz do pociągu, czy do poczytania pod drzewem w letnie upalne popołudnie. Niewątpliwą zaletą powieści są opisy dwóch pięknych miast – Barcelony i Lizbony, a także dwóch charakteryzujących te miasta obszarów kultury – flamenco i fado. Nas oczywiście bardziej interesuje Lizbona i fado, zresztą tylko ze względu na nie sięgnąłem po Powrót do Barcelony (zasugerowała mi to jedna z czytelniczek my lisbon story, za co dziękuję!).

Powrót do Barcelony jest drugą częścią historii zawartej wcześniej w Do zobaczenia w Barcelonie – być może zechcecie przeczytać w tej kolejności, jeśli jednak ktoś jak ja chce pominąć część pierwszą, też tak można. Bohaterką historii jest 40-letnia prawniczka Ewa, która ma problemy w małżeństwie, zakochuje się w nauczycielu flamenco, gorącycm Hiszpanie, potem wyrusza do Hiszpanii w pogoni za miłością i ratowaniem siebie i swojego życia. To tak krótko, upraszczając. Potem sprawy komplikują się jeszcze bardziej, bo jej ukochany okazuje się być niewierny, co nasza bohaterka odkrywa przypadkiem. Postanawia opuścić Barcelonę i swojego chłopaka, nie wie jednak, co dalej. Na lotnisku wsiada do samolotu do Lizbony, z myślą, że tam zbierze myśli i zastanowi się, jakich dokonać wyborów.

Dalsza część książki to ta, która najbardziej mnie zainteresowała, czyli zdarzenia opisane po przylocie bohaterki do Portugalii. Muszę przyznać, że przywoływane opisy Lizbony, miejsca i sytuacje są opisane bardzo rzetelnie. Ba, są nawet przypisy wyjaśniające niezrozumiałe kwestie, wątki historyczne lub po prostu sytuacje niejasne dla kogoś, kto Lizbony czy jej zwyczajów nie zna. Byłem pozytywnie zaskoczony i spodobała mi się ta część bardzo. Mogłaby nawet, w kryzysowej sytuacji,zastąpić przewodnik turystyczny komuś, kto przypadkiem znalazł się w Lizbonie z tą tylko powieścią... A może przesadzam?
Są przechadzki po mieście szlakiem kawiarni, nostalgicznych miejsc i zwyczajnych atrakcji. Są spacery szlakiem knajpek z fado, a w jedej z nich występuje nawet Polka..., spacery magiczną lizbońską nocą, którą większość z nas zna i pewnie kocha… Ewa poznaje w Lizbonie pewną dziewczynę, Polkę mieszkającą tu na stałe, która przybliża jej uroki miasta. Ale poznanie Lizbony przedstawionej w tej książce pozostawiam Wam drodzy Czytelnicy, tak jak i Waszej konfrontacji ze znaną Wam Lizboną i Waszymi odczuciami odnośnie portugalskiej stolicy, jej klimatu i magii.Opisanie tutaj szczegółow zepsułoby Wam lekturę, do czego w żaden sposób nie chcę doprowadzić.

Kolejne strony powieści rozwiązują perypetie bohaterki w sposób nieco zaskakujący, autorka wprowadza w niej bowiem wątki kryminalne (?), które doprowadzają do końca ten etap historii Ewy. Przy okazji dowiadujemy się, jaki związek z całą opowieścią ma historia kobiety opisana w pierwszym rozdziale – dla mnie początkowo był to trochę niejasny wstęp, który długo nie łączył się z całością. Być może po prostu niezbyt uważnie czytałem, a może rzeczywiście brakowało mi początku historii, tej opisanej w Do zobaczenia w Barcelonie

Anna B. Kann
Powrót do Barcelony
Pascal 2015

Jeden egzemplarz powieści można wygrać w konkursie, którego szczegóły znajdziecie tutaj lub w zakładce Konkursy w prawym menu tego bloga.