niedziela, 7 sierpnia 2016

Lizbońskie wątki w powieści Anny B. Kann „Powrót do Barcelony” + KONKURS


Powrót do Barcelony nie jest książką wymagającą ani specjalnie ambitną czy skierowaną do wyszukanego odbiorcy. Nie chcę przez to napisać, że to powieść płytka, i tylko ktoś o niewyrafinowanym guście czytelniczym będzie się nią cieszyć. Jest to lektura z serii lekkich, łatwych i przyjemnych, w sam raz do pociągu, czy do poczytania pod drzewem w letnie upalne popołudnie. Niewątpliwą zaletą powieści są opisy dwóch pięknych miast – Barcelony i Lizbony, a także dwóch charakteryzujących te miasta obszarów kultury – flamenco i fado. Nas oczywiście bardziej interesuje Lizbona i fado, zresztą tylko ze względu na nie sięgnąłem po Powrót do Barcelony (zasugerowała mi to jedna z czytelniczek my lisbon story, za co dziękuję!).

Powrót do Barcelony jest drugą częścią historii zawartej wcześniej w Do zobaczenia w Barcelonie – być może zechcecie przeczytać w tej kolejności, jeśli jednak ktoś jak ja chce pominąć część pierwszą, też tak można. Bohaterką historii jest 40-letnia prawniczka Ewa, która ma problemy w małżeństwie, zakochuje się w nauczycielu flamenco, gorącycm Hiszpanie, potem wyrusza do Hiszpanii w pogoni za miłością i ratowaniem siebie i swojego życia. To tak krótko, upraszczając. Potem sprawy komplikują się jeszcze bardziej, bo jej ukochany okazuje się być niewierny, co nasza bohaterka odkrywa przypadkiem. Postanawia opuścić Barcelonę i swojego chłopaka, nie wie jednak, co dalej. Na lotnisku wsiada do samolotu do Lizbony, z myślą, że tam zbierze myśli i zastanowi się, jakich dokonać wyborów.

Dalsza część książki to ta, która najbardziej mnie zainteresowała, czyli zdarzenia opisane po przylocie bohaterki do Portugalii. Muszę przyznać, że przywoływane opisy Lizbony, miejsca i sytuacje są opisane bardzo rzetelnie. Ba, są nawet przypisy wyjaśniające niezrozumiałe kwestie, wątki historyczne lub po prostu sytuacje niejasne dla kogoś, kto Lizbony czy jej zwyczajów nie zna. Byłem pozytywnie zaskoczony i spodobała mi się ta część bardzo. Mogłaby nawet, w kryzysowej sytuacji,zastąpić przewodnik turystyczny komuś, kto przypadkiem znalazł się w Lizbonie z tą tylko powieścią... A może przesadzam?
Są przechadzki po mieście szlakiem kawiarni, nostalgicznych miejsc i zwyczajnych atrakcji. Są spacery szlakiem knajpek z fado, a w jedej z nich występuje nawet Polka..., spacery magiczną lizbońską nocą, którą większość z nas zna i pewnie kocha… Ewa poznaje w Lizbonie pewną dziewczynę, Polkę mieszkającą tu na stałe, która przybliża jej uroki miasta. Ale poznanie Lizbony przedstawionej w tej książce pozostawiam Wam drodzy Czytelnicy, tak jak i Waszej konfrontacji ze znaną Wam Lizboną i Waszymi odczuciami odnośnie portugalskiej stolicy, jej klimatu i magii.Opisanie tutaj szczegółow zepsułoby Wam lekturę, do czego w żaden sposób nie chcę doprowadzić.

Kolejne strony powieści rozwiązują perypetie bohaterki w sposób nieco zaskakujący, autorka wprowadza w niej bowiem wątki kryminalne (?), które doprowadzają do końca ten etap historii Ewy. Przy okazji dowiadujemy się, jaki związek z całą opowieścią ma historia kobiety opisana w pierwszym rozdziale – dla mnie początkowo był to trochę niejasny wstęp, który długo nie łączył się z całością. Być może po prostu niezbyt uważnie czytałem, a może rzeczywiście brakowało mi początku historii, tej opisanej w Do zobaczenia w Barcelonie

Anna B. Kann
Powrót do Barcelony
Pascal 2015

Jeden egzemplarz powieści można wygrać w konkursie, którego szczegóły znajdziecie tutaj lub w zakładce Konkursy w prawym menu tego bloga.

środa, 20 lipca 2016

„Confidências” – znakomita płyta Viviane na 10-lecie solowej działalności Artystki


Niektórzy z Was uwielbiają Viviane, większość chyba jednak jej nie zna. Ja słucham od niedawna, dopiero od ostatniej płyty Confidências (czyli „zwierzenia”), która ukazała się w ubiegłym roku. Tymczasem Artystka płytą tą świętowała 10-lecie solowej kariery artystycznej prowadzonej właśnie pod nazwą Viviane (imię i nazwisko artystki to Viviane Parra). Oprócz działalności indywidualnej Artystka jest wokalistką zespołu Entre Aspas, który popularność w Portugalii zdobył w latach 90. ubiegłego stulecia i nadal działa artystycznie. Tymczasem Viviane, wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka,  w ciągu dziesięciu lat nagrała cztery solowe płyty, z których najlepsze utwory znalazły się na Confidências – rozpoczęcie przygody z muzyką Viviane od tego właśnie krążka jest więc całkiem dobrym pomysłem. Po jego przesłuchaniu ma się ochotę na więcej, i wtedy przychodzi czas na kolejne nagrania. Pierwszą płytę Viviane nagrała w 2005 roku – była to Amores Imperfeitos, dwa lata później ukazała się Viviane, w 2011 roku As Pequenas Gavetas do Amor, a w 2014 – Dia Novo. W sumie 46 wspaniałych, wpadających w ucho utworów, od których nie można się zbyt łatwo oderwać.

Wśród autorów tekstów utworów, które znalazły się na płycie Confidências można wymienić tak znane nazwiska, jak chociażby pisarz José Luís Peixoto (o jedynej jego książce wydanej w Polsce pisałem tutaj) – napisał tekst do O Tempo Subitamente Solto Pelas Ruas e Pelos Dias, która znalazła się wcześniej na płycie As Pequenas Gavetas do Amor, i w której Viviane towarzyszy António Zambujo. Hugo V. Costa to autor trzech utworów – opatrzonego ciekawym teledyskiem, wpadającego w ucho pięknego Fado do Beijo – pierwszego singla z płyty, Alma Danada i Do Chiado até ao Cais. Fado do Beijo to premierowy utwór, którego nie było na wcześniejszych płytach, podobnie jak Cantoras do Rádio – drugi singiel, utwór napisany przez Lamartine Babo, Jõao de Barro i Alberto Ribeiro, a wykonywany oryginalnie przez Carmen Miranda i jej siostrę Aurorę Miranda (pojawił się w filmie Alô, Alô Carnaval z 1936 r.). Muzykę do większości piosenek z płyty napisała sama Viviane, niektóre wspólnie z Tó Viegas, m.in. wspomniane Fado do Beijo i O Tempo Subitamente Solto Pelas Ruas e Pelos Dias.

Piosenki, które znalazły się na płycie Confidências, jak i cała muzyka, którą tworzy Viviane, to połączenie tradycji i nowoczesności czerpanej z portugalskiej muzyki, dające fantastyczną i rozpoznawalną nutę charakterystyczną dla Viviane od pierwszych dźwięków. To połączenie fado i jazzu, ale także piosenki francuskiej, bossa novy i muzyki latynoamerykańskiej, może nieco popu na wysokim poziomie. Wszystko to w odpowiednich proporcjach i w świetnych aranżacjach daje przyjemną muzykę, która wprawia w dobry nastrój, poprawia samopoczucie i której po prostu przyjemnie się słucha, mając przy tym świadomość, że to wyrafinowana przyjemność na wysokim poziomie.


Płyta ukazała się 27 listopada 2015 r. – wspominałem o niej w poście tutaj. W Polsce nie jest dostępna w wersji CD, można jej jednak posłuchać na stronie Vivian (tej, jak i wszystkich pozostałych, pod każdą płytą jest też link do iTunes, gdzie są dostępne pliki z poszczególnymi piosenkami): www.viviane.com.pt. Polecam. W Portugalii płyta jest też dostępna w postaci winylowej. A jeśli ktoś w sierpniu będzie na Litwie, warto wybrać się na jeden z trzech występów – Artystka będzie tam koncertować 11, 12 i 13 sierpnia. Szczegóły na jej stronie lub na Facebooku.

Viviane
Confidências
Zipmix records 2015



niedziela, 17 lipca 2016

Najlepsze miejsca do czytania w Lizbonie (część 2)

Czytanie na Miradouro de São Pedro de Alcântara – o tym miejscu pisałem w poście tutaj
Lizbonę kocham też za to, że jest dla mnie idealnym, najlepszym z poznanych dotąd przeze mnie miastem, w którym można czytać. Nie wiem z czego to wynika, ale czyta się tu wspaniale - już podczas pierwszego przyjazdu przekonałem się, że jedna książka to za mało. Może sprawiają to punkty widokowe, przy których i tak chce się przysiąść, może inni czytający (wszędzie) ludzie, a może po prostu to, że czuję się w Lizbonie jak w domu J.
Pierwszą partię miejsc,w których w stolicy Portugalii najlepiej mi się czyta zaprezentowałem już dosyć dawno (zob. tutaj), dziś nadrabiam zaległości – poniżej kilka kolejnych, może nieco mniej oczywistych miejsc. Nie wszystkie z nich są obiektami, do których pędzą tłumy turystów, co może być istotne dla poszukujących spokojnego miejsca do lektury, a przy okazji poznania nowych zakamarków.

Miradouro da Rocha Conde de Óbidos

Ten punkt widokowy jest nieco oddalony od centrum i miejsc, w których licznie pojawiają się turyści, co niewątpliwie jest jego dużą zaletą. Choć może nie do końca jest ich tak mało, bo w sąsiedztwie znajduje się Museu Nacional de Arte Antiga (przy Rua das Janelas Verdes). Z tyłu miradouro jest Jardim 9 de Abril, w którym zwłaszcza wiosną jest pięknie – kwitnąco i bardzo kolorowo, i w którym też można poczytać. Natomiast między punktem widokowym a muzeum jest też widokowa kawiarnia (le chat lisboa, przy Travessa do Olival a Santos 20), wspaniale umieszczona (widać ją na zdjęciu). Jeszcze w niej nie byłem, ale wszystko przede mną. Natomiast na Miradouro da Rocha Conde de Óbidos są wygodne siedzenia zwrócone w stronę Tagu i słońca, więc czytając można zażywać słonecznych kąpieli, zerkać co jakiś czas na panoramę  rozlegającą się z miradouro i fantastycznie spędzić czas.

Miradouro da Rocha Conde de Óbidos

Jardim Botto Machado i Clara Clara Café przy Campo de Santa Clara

To idealne miejsce na odpoczynek po zakupach (lub tylko oglądaniu) na targu Feira da Ladra, oczywiście z książką – niekoniecznie kupioną przed chwilą na bazarze. Jardim Botto Machado oferuje ławeczki w cieniu lub miejsce na trawie, gdzie można się wygodnie rozłożyć i oddać lekturze. Jeśli do czytania potrzebujecie kawy lub innych trunków – mieści się tu kawiarnia – Clara Clara Café, w której przy jakimś stojącym nieco na uboczu stoliku też można w spokoju poczytać. Zresztą poza sobotą i wtorkiem, gdy za płotem odbywa się targ, prawie nie ma tu turystów – jest cicho i spokojnie. Idealnie!

Jardim Botto Machado i Clara Clara Café

Jardim do Campo Grande

To dosyć rozległy ogród z dala od centrum, w bliskim sąsiedztwie uniwersytetu – położony po przeciwnej niż uczelnia dosyć ruchliwej ulicy Campo Grande. Wstąpiłem tam na kawę i parę stron lektury w drodze powrotnej z Biblioteki Narodowej (zob. tutaj). Miał to być krótki przystanek, a spędziłem tam parę godzin – był akurat dosyć ciepły dzień, a w ogrodzie znalazłem przyjemnie ocienione zaułki, ponadto nie było akurat tłumów – studenci pewnie siedzieli w bibliotekach i uczyli się do egzaminów.

Jardim do Campo Grande
Jardim do Campo Grande

Parque Infantil przy Praça da Armada, w pobliżu Estreli

Nie jest to zbyt duży park, są też ładniejsze w Lizbonie, ale coś sprawiło, że usiadłem tam na chwilę. Być może po prostu zmęczył mnie długi spacer w upale, a on był akurat po drodze. Przechodniów zapraszają parkowe ławki, ładna zadbana roślinność, palmy oraz cisza. Owszem, jest tam miejsce zabaw dla dzieci, ale oddzielone pasem zieleni, która tłumi odgłosy. O tym, że jest to idealne miejsce na lekturę świadczy fakt, że podczas mojego pobytu w parku byłem trzecią osobą, która wówczas czytała J.

Parque Infantil, Praça da Armada
Parque Infantil, Praça da Armada

Miradouro de Santa Catarina

To jeden z punktów widokowych, na który nie trafiłem od razu, mimo iż jest znany, oblegany itp. Długo był remontowany, potem o nim zapomniałem… Ale w końcu dotarłem, usiadłem na trawie, bo akurat było sporo ludzi, i po nacieszeniu oka tym co wokół wyjąłem książkę. Widoki może nie są spektakularne – na pierwszym planie głównie zabudowania portowe, ale trochę dalej już Tag, potem drugi jego brzeg, po prawej Most 25 Kwietnia i pomnik Christo Rei. A na samym miradouro? Potwór. Znany z Luzjad Camõesa morski bóg Adamastor (a w zasadzie jego kamienny posąg) stanowi centralną część placu widokowego. Pewnie dla kogoś, komu szmery, rozmowy i tłumy przeszkadzają w czytaniu nie będzie to idealne miejsce, dla mnie jednak jest jednym z ulubionych.

Miradouro de Santa Catarina
Miradouro de Santa Catarina

Noobai Café, Rua de Santa Catarina

Do kawiarni wchodzi się bezpośrednio z Miradouro de Santa Catarina. Zwykle jest tam spory tłumek, ale nie ma się co dziwić – większość przychodzi dla widoków, które w sumie nie różnią się od tych z miradouro. Jeśli jednak ktoś lubi poczytać przy kieliszku wina czy kawie – warto znaleźć stolik na uboczu i rozkoszować się jednym i drugim. Z karty dań polecam sałatkę z arbuzem. W lokalu jest też drugie, niższe piętro – warto o nim wiedzieć w bardziej wietrzne dni J.

Noobai Café
Noobai Café