sobota, 14 maja 2016

Biblioteca Municipal Afonso Lopes Vieira – Biblioteka Miejska w Leirii

Czytelnia dla dorosłych (źródło zdjęcia tutaj)
Biblioteka Miejska w Leirii (Biblioteca Municipal Afonso Lopes Vieira) ma imię Afonsa Lopesa Vieiry, portugalskiego poety, który w 1878 r. urodził się w tym mieście, a zmarł w Lizbonie w 1946 r. W Bibliotece miejskiej w Leirii znajduje się oryginalna biblioteka z lizbońskiego domu poety, przekazana książnicy zgodnie z wolą poety po jego śmierci.

Biblioteka w Leirii jest największą tego typu placówką w regionie, z kilkunastoma filiami w mieście i jego okolicach, które wspólnie utworzyły sieć w wyniku rozwijanego w Portugalii od 1987 r. projektu „Rede Nacional de Leitura Pública”. Spełnia typowe dla biblioteki miejskiej funkcje, promując na obszarze swojego działania nie tylko czytelnictwo, ale także szeroko pojętą kulturę regionu. Placówka współpracuje też z biblioteką uczelni działającej w Leirii – Instituto Politécnico de Leiria. Najprostszym przykładem współpracy widocznym dla użytkowników jest możliwość zwracania książek z biblioteki IPL w bibliotece miejskiej gdy ta druga jest zamknięta i odwrotnie. Ciekawostką są sobotnie godziny otwarcia Biblioteki Miejskiej – 14.00−20.00 (u nas wtedy biblioteki się zamyka).

Placówkę zwiedziłem dwa lata temu z koleżanką (autorką zdjęć) podczas pobytu w Bibliotece im. José Saramago w Instituto Politécnico de Leiria na stypendium w ramach Erasmus Staff Program (pisałem o tym tutaj). Umożliwiła nam to dyrektorka biblioteki Politechniki Dulce Correia, za co jej serdecznie dziękuję. Po Bibliotece Afonso Lopes Vieira oprowadzała nas jej dyrektorka – pani Ângela Salgueiro Pereira.

Biblioteka w Leirii działa od 30 kwietnia 1955 r., otwarto ją dziewięć lat po śmierci poety, fundatora – tyle
Portret Afonsa Lopesa Vieiry w jego bibliotece
trwały formalności związane z przeniesieniem księgozbioru z Lizbony. W specjalnym pomieszczeniu odtworzono bibliotekę poety tworząc jego muzeum z siedzibą w Bibliotece Miejskiej. Widoczne na zdjęciach książki, meble, katalog (!) i całe wyposażenie są oryginalne. W 1982 r. biblioteka wzbogaciła się o zbiory jeszcze jednego poety z Leirii, który nazywał się Carlos Eugénio. Niestety na razie nic więcej o nim nie wiem.

W obecnym odnowionym budynku z XVIII w., zlokalizowanym w zabytkowej części miasta, biblioteka działa od 25 września 1997 r., wcześniej była zlokalizowana w dwóch pomieszczeniach w budynku ratusza. Budynek był przebudowywany pod okiem architekta Chartersa Monteiro. Ma pięć kondygnacji (w tym trzy pod ziemią) i dziedziniec wewnętrzny. Na parterze mieści się wypożyczalnia, czytelnia dla dorosłych, galeria i archiwum historyczne – sala Fernando Amaro. Na 1. piętrze mieszczą się zbiory dla dzieci i młodzieży z czytelnią i kawiarnia. Piętro najwyższe mieści działy wewnętrzne biblioteki. Poziom -1 jest częścią czytelni dla dorosłych, do której wchodzi się z parteru, natomiast na poziomie -2 są biblioteczne magazyny. Całość ma powierzchnię 2200 m. Biblioteka jest bardzo ładna, przestronna, tłumnie odwiedzana przez czytelników – ale to nic dziwnego, bo w takich wnętrzach aż chce się pracować, czytać, odpoczywać...


Biblioteka jest czynna od poniedziałku do piątku w godzinach 9.30−20.00, a w soboty od 14.00 do 20.00. Mieści się przy Largo Cândido dos Reis 6.

Katalog Biblioteki tutaj
Facebook Biblioteki tutaj 

Zdjęcia (jeśli nie podpisano inaczej): Walentyna Uljanow


Biblioteka Afonsa Lopesa Vieiry
Biblioteka Afonsa Lopesa Vieiry
Biblioteka Afonsa Lopesa Vieiry  oryginalny katalog poety
Biblioteka Afonsa Lopesa Vieiry
Biblioteka Afonsa Lopesa Vieiry
Biblioteka Afonsa Lopesa Vieiry (tył konstrukcji regałów)
Biblioteca Municipal Afonso Lopes Vieira
Biblioteca Municipal Afonso Lopes Vieira – księgozbiór dla dzieci
Biblioteca Municipal Afonso Lopes Vieira – dział dla dzieci
Biblioteca Municipal Afonso Lopes Vieira – dział dla dzieci
Biblioteca Municipal Afonso Lopes Vieira – dział dla dzieci
Biblioteca Municipal Afonso Lopes Vieira – dziedziniec wewnętrzny
Biblioteca Municipal Afonso Lopes Vieira – dział dla dzieci
Biblioteca Municipal Afonso Lopes Vieira (źródło zdjęcia tutaj)
Biblioteca Municipal Afonso Lopes Vieira – fasada zewnętrzna (źródło zdjęcia tutaj)j

czwartek, 12 maja 2016

Portugalia na Eurowizji – przegląd najciekawszych wykonań od 1964 r.

Carlos do Carmo na Eurowizji (źródło zdjęcia tutaj)
Za parę dni w Sztokholmie finał tegorocznego Konkursu Piosenki Eurowizji, postanowiłem więc napisać o najciekawszych portugalskich wykonaniach podczas tego festiwalu na przestrzeni lat. O takim zamiarze wspominałem już rok temu pisząc o ówczesnej reprezentantce (tutaj), ale jak zwykle trochę zeszło, a teraz jest idealna okazja. W tym roku Portugalia nie bierze udziału w konkursie i chyba nie ma czego żałować, biorąc pod uwagę dzisiejszy poziom festiwalu i to, że w jego historii mało jest wysokich miejsc dla tego kraju (co trochę dziwi, zwłaszcza jeśli chodzi o dawne lata, gdy poziom był inny, a o miejscach decydowały inne walory niż dzisiaj). Wcześniej Portugalia rezygnowała z konkursu w 2013, 2002 i 1970 r., a w 2000 kraj nie mógł wystawić reprezentanta z powodu wcześniejszych słabych wyników.
Pierwszy raz Portugalia wzięła udział w konkursie w 1964 r. i do ubiegłego roku zajmująca się w kraju festiwalem RTP wysyłała swoich reprezentantów 48 razy. Najwyższy dla Portugalii wynik osiągnęła w 1996 r. Lúcia Moniz zajmując 6. miejsce. 7. miejsce zajęli Carlos Mendes w 1972 r. i José Cid w 1980 r., natomiast 8. Dulce Pontes w 1991 r. i Sara Tavares w 1994 r. (wówczas pierwszy raz w konkursie wzięła udział Polska – reprezentowała nas Edyta Górniak, która zajęła 2. miejsce śpiewając To nie ja). 
W poniższym zestawieniu wybrałem najciekawsze moim zdaniem eurowizyjne wykonania. Początkowo miałem zamiar zrobić ranking najlepszych, ale przerosło mnie to trochę, więc ocenę, który z poniższych utworów zasługuje na podium pozostawiam Państwu.


Jako pierwszy Portugalię reprezentował António Calvário wykonując w 1964 r. utwór Oração – przyznajcie, że to niezwykle festiwalowa piękna piosenka wpadająca w ucho. Był to debiut na 13. miejscu. 


Rok później, również zajmując 13. miejsce, wystąpiła Simone de Oliveira z utworem Sol de interno, który też mi się podoba. Artystka do dziś występuje na scenie. Na Eurowizji wystąpiła też w 1969 r. z utworem Desfolhada Portuguesa zajmując 15. miejsce. Poniżej oba utwory.



Kolejną reprezentantką była Madalena Iglésias, która zaśpiewała Ele e Ela po raz kolejny plasując Portugalię na 13. miejscu.


Interesujący był występ Eduardo Nascimento z 1967 r., który jednak tylko o jedno oczko podniósł eurowizyjny wynik dla Portugalii zajmując 12. miejsce. Wykonał utwór O vento mudou – łatwo wpadający w ucho.


Carlos Mendes zajął 11. miejsce w 1968 r. śpiewając utwór Verão. Moim zdaniem nie był lepszy od tych z poprzednich lat, choć zapewne spełniał wymogi festiwalowego przeboju.


Do pierwszej dziesiątki wprowadziła Portugalię w 1971 r. Tonicha zajmując 9. miejsce utworem Menina do alto da serra. Jakoś dotąd nie zdarzyło mi się słuchać utworów tej Artystki, tymczasem eurowizyjny utwór jest całkiem przyjemny.


Rok później na konkurs pojechał raz drugi Carlos Mendes, który tym razem zajął 7. miejsce śpiewając A festa da Vida.


Całkiem przyjemnie słucha się utworu Tourada, który w 1973 r. wykonał Fernando Tordo zajmując 10. miejsce.


Paulo de Carvalho zajął w 1974 r. dopiero 14. miejsce, choć bardzo dobrze wykonał utwór E depois do deus. Owszem, ma w swoim dorobku o wiele lepsze utwory, ale na tle innych eurowizyjnych wykonań był rewelacyjny, a wówczas był dopiero na początku swojej artystycznej drogi.


W 1975 r. wystąpił Duarte Mendes z utworem Madrugada, który też mi się podoba. Festiwalowemu jury podobało się trochę mniej, bo Portugalia zajęła wówczas 16. miejsce.


Występ Carlosa do Carmo w 1976 r. był rewelacyjny. Wspaniały utwór Uma flor de verde pinho genialnie wykonany przy akompaniamencie fortepianu oraz gitar klasycznej i portugalskiej dał tylko 12. miejsce, co jest dla mnie niezrozumiałe, bo to jedno z najlepszych eurowizyjnych wykonań, jakie słyszałem. Może jestem nieobiektywny, bo Carlosa do Carmo uwielbiam…


W 1979 r. całkiem przyjemny festiwalowy utwór Sobe, sobe, balão sobe zaśpiewała Manuela Bravo i zajęła 9. miejsce wracając na chwilę do pierwszej dziesiątki Portugalii na Eurowizji.


Armando GamaEsta balada que te dou, 13. miejsce w 1983 r. Żadna rewelacja to nie jest, ale i tak najlepszy portugalski utwór na Eurowizji od czasów występu Manueli Bravo.


Zdecydowanie bardziej podobał mi się występ Marii Guinot z 1984 r., która akompaniując sobie na fortepianie wykonała Silêncio e tanta gente i zajęła 11. miejsce.


Występ zespołu Nevada w 1987 r. z piosenką Neste barco à vela przyniósł miejsce 18.


Dora wystąpiła na Eurowizji dwa razy. W 1986 r. zajęła 14. miejsce z piosenką Não sejas mau para mim, a w 1988 r. (wtedy w konkursie brała udział Celine Dion) ze zdecydowanie bardziej festiwalową Voltarei już tylko 18. Ta druga podoba mi się zdecydowanie bardziej, zamieszczam jednak obie.



Niczego sobie jest utwór Conquistador zespołu Da Vinci, który w 1989 r. dał Portugalii 16. miejsce.


Utwór z 1990 r., Há sempre alguém, też mi się podobał, tylko wokalistka Nucha zawiodła nieco wokalnie, co przełożyło się na miejsce 20. w 1990 r.


W 1991 r. na festiwalu wystąpiła Dulce Pontes i chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że zrobiła to fantastycznie, co dało niestety tylko 8. miejsce − choć biorąc pod uwagę wyniki bezpośrednio z poprzednich lat było bardzo dobre, bo utwór Lusitana paixão przeniósł na chwile Portugalię do pierwszej dziesiątki.


Całkiem znośnie wypadła też w 1993 r. Anabela wykonując utwór A cidade (até ser dia). Zajęła 10. miejsce.


W 1994 r. po raz pierwszy oglądałem festiwal, wtedy przystąpiła do niego Polska i nie wiem czy wcześniej w polskiej telewizji były transmisje. Kibicowałem wtedy, jak pewnie większość Edycie Górniak, a dopiero rok temu odkryłem, że wystąpiła też wtedy w Dublinie Sara Tavares, którą uwielbiam, i mimo iż zupełnie tego nie pamiętam, był to niezaprzeczalnie pierwszy raz, kiedy usłyszałem śpiew tej niezwykłej Artystki. Na festiwalu 16-letnia wówczas Sara zajęła 8. miejsce śpiewając Chamar a música.


W 1995 r. nie tylko Polska miała fatalny wynik w konkursie. Reprezentujący Portugalię Tó Cruz zajął 21. miejsce śpiewając Baunilha e chocolate. Uważam, że tak jak w przypadku piosenki Justyny Steczkowskiej to niezasłużenie niski wynik.


Najwyższe w historii festiwalu miejsce dla Portugalii zajęła w 1996 r. Lúcia Moniz, którą znacie na pewno z filmu To właśnie miłość, w którym grała kelnerkę. Lúcia Moniz nagrała kilka płyt, grała też w filmach i serialach i obecnie bardziej skupia się chyba na karierze filmowej. Utwór O meu coração não tem cor był całkiem przyjemny. Polskę reprezentowała wtedy Kasia Kowalska.


Niezasłużenie niskie 24. miejsce zajęła w 1997 r. Célia Lawson śpiewając Antes do adeu. Pamiętam, że kibicowałem Annie Marii Jopek, ale wykonanie portugalskie też bardzo przypadło mi do ucha.


W 2008 r. wystąpiła Vânia Fernandes z utworem Senhora do mar (negras águas) i zajęła 13. miejsce. Myślę, że pozycja w sam raz odzwierciedla poziom wykonania, czyli mogło być dużo lepiej, ale najgorzej nie było.

Całkiem przyjemny jest też utwór śpiewany przez Flor-de-Lis pt. Todas As Ruas Do Amor. 2009 r., miejsce 15.


W 2012 r. na festiwal pojechała Filipa Sousa z ładną i dobrze zaśpiewaną piosenką Vida minha, jednak nie weszła do finału, zajmując 13. miejsce w półfinale.


Sporo tego się uzbierało, wymieniłem niemal większość, pewnie dlatego, że mam słabość do portugalskiej piosenki. Kilka niewymienionych utworów na przestrzeni lat to piosenki, które w ogóle mi się nie podobały, w większości albo naśladujące jakieś zespoły, np. Abbę, albo prezentujące zbyt trudny folklor, który zwłaszcza w wykonaniu eurowizyjnym nie nadaje się według mnie do słuchania. Nie podobała mi się też ubiegłoroczna piosenka (pisałem o niej tutaj), a w tym roku Portugalia znowu robi przerwę w festiwalu, jak już pisałem wyżej.

piątek, 29 kwietnia 2016

Mariza wystąpiła w Krakowie (17.04.2016 r.)

Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
W wiosenną niedzielę, dokładnie 17 kwietnia na koncert do Krakowa przyjechała Mariza. Artystka promuje swoją ostatnią płytę Mundo, która ukazała się 9 października ubiegłego roku (pisałem o niej tutaj), i utworów z tego albumu nie zabrakło podczas występu w Krakowie. Ale po kolei.

Koncert składał się z dwóch części, chyba że bisy uznamy za trzecią.
Najpierw na scenę weszli muzycy – Pedro Jóia grający na gitarze akustycznej, José Manuel Neto na gitarze portugalskiej i Yami, który udzielał się na gitarze basowej, ale także wokalnie, w chórkach. Yami jest w Polsce całkiem dobrze znany, występował już u nas wielokrotnie, solo i z innymi artystami (poza Marizą m.in. z Sarą Tavares i Anną Marią Jopek), i pewnie pojawi się jeszcze nie raz. Ma zresztą swój fan club w Polsce, prężnie działający.

Potem na scenę weszła Mariza, ubrana w czarną suknię z czymś w rodzaju dużego wisiora na szyi i rozpoczęła koncert wykonując tradycyjnie utwory fado, z towarzyszeniem tylko gitar, w niepełnym świetle, siedząc tuż przed publicznością z pierwszych rzędów. Od razu zrobiło się nastrojowo co udzieliło się też publiczności, która od początku nagradzała gwiazdę wieczoru gromkimi brawami. Wstyd się przyznać, ale nie rozpoznałem większości z tych utworów po tytułach, poza ostatnim, którym był Primavera, a było ich pięć lub sześć. Mniej więcej po drugim lub trzecim utworze Mariza powitała się z publicznością, przywitała też ambasador Portugalii w Polsce Marię Amélię Paiva, która przyjechała na koncert z mężem. Trzeba dodać, że przywitała się z fanami po polsku, mówiąc Dobry wieczór!


Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
Po krótkiej części z tradycyjnym fado na scenę wszedł perkusista Vicky Marques i rozbrzmiało intro inspirowane utworem Melhor de Mim. W tym czasie Mariza wyszła zmienić sukienkę i rozpoczęła się druga część koncertu. Niestety nie pamiętam już kolejności utworów (po raz kolejny żałuję, że nie napisałem posta od razu po powrocie; sporo Was było na koncercie - będę wdzięczny za uwagi o tym, czego nie napisałem, i co jeszcze Mariza śpiewała itp.), ale na początku były głównie utwory z Mundo. Trochę się obawiałem jak będą brzmieć na żywo, w końcu to nowy materiał i nie fado, okazało się jednak że niepotrzebnie, bo utwory live brzmiały jeszcze lepiej niż na płycie, a sama Mariza była niesamowita. Zmieniła nieco repertuar, ale nie zmieniła sposobu śpiewania, przekazywania przez śpiew emocji i wyrażania tego, co chce przekazać samą sobą. Kilkakrotnie zaprosiła do śpiewania publiczność. Początkowo szło trochę opornie, mimo iż trzeba było powtarzać tylko „once forever, once for all” – był to utwór Padoce de Céu Azul. Potem jednak fani się rozkręcili i było coraz lepiej. Mariza namawiała też do wspólnego śpiewania utworu Rosa Branca i Missangas. Podczas zapowiedzi utworu Meu Amor Pequenino okazało się, że wśród publiczności jest mąż Marizy, bo piosenkę dedykowała właśnie jemu (moja interpretacja była taka, że jest to utwór dla syna, o czym pisałem w recenzji płyty, tymczasem okazało się że dla męża; przy okazji okazało się, że Mariza ma męża ;-)). Rewelacyjna jest koncertowa wersja Almy, nieco zmieniona w stosunku do płyty, z dłuższymi wokalizami, równie genialnie wybrzmiały singlowe Paixão i Melhor de Mim. Przy okazji zapowiedzi piosenki Caprichosa wokalistka opowiedziała, skąd wziął się pomysł, by ją zaśpiewać. Z Googole! To znaczy tam Mariza ją znalazła, szukając argentyńskiej piosenki o portugalskiej dziewczynie. Okazuje się, że ojciec wokalistki, Portugalczyk, wiele lat spędził w Argentynie. Caprichiosa wybrzmiała wdzięcznie i zgrabnie, co doceniła publiczność gromkimi brawami.
Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
Były utwory z Mundo, na początku tylko one, potem Mariza wykonała też swoje największe przeboje. Nie zabrakło pięknego Chuva, była też Primavera, jako ostatni wybrzmiał utwór Ó Gente Da Minha Terra, podczas którego Mariza zeszła ze sceny i śpiewając ściskała ręce słuchaczy siedzących w rzędach blisko przejścia. To gest wykonywany przez Artystkę na zakończenie koncertu nie po raz pierwszy, ale trzeba przyznać, że bardzo miły, a nawet wzruszający. Sama Mariza też wyglądała na wzruszoną, być może tym, że po raz kolejny doświadczyła uznania wśród polskiej publiczności, która jest jej niezwykle przychylna, ceni ją, a bilety na koncerty wykupuje na długo przed występami, jak było i tym razem.

Dla mnie był to bardzo udany koncert, drugi Marizy, na którym byłem. Poprzedni, rok temu w londyńskim Barbicanie (zob. tutaj), bardzo mi się podobał, ale ten w Krakowie był jeszcze lepszy. Być może miało znaczenie to, że tym razem siedziałem bliżej sceny i mogłem dokładnie obserwować co się na niej dzieje, jakie miny robi Mariza (a robi różne ;-)),i co robią muzycy, co zawsze bardzo mnie interesuje.



Za zdjęcia dziękuję: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography

Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography