czwartek, 12 maja 2016

Portugalia na Eurowizji – przegląd najciekawszych wykonań od 1964 r.

Carlos do Carmo na Eurowizji (źródło zdjęcia tutaj)
Za parę dni w Sztokholmie finał tegorocznego Konkursu Piosenki Eurowizji, postanowiłem więc napisać o najciekawszych portugalskich wykonaniach podczas tego festiwalu na przestrzeni lat. O takim zamiarze wspominałem już rok temu pisząc o ówczesnej reprezentantce (tutaj), ale jak zwykle trochę zeszło, a teraz jest idealna okazja. W tym roku Portugalia nie bierze udziału w konkursie i chyba nie ma czego żałować, biorąc pod uwagę dzisiejszy poziom festiwalu i to, że w jego historii mało jest wysokich miejsc dla tego kraju (co trochę dziwi, zwłaszcza jeśli chodzi o dawne lata, gdy poziom był inny, a o miejscach decydowały inne walory niż dzisiaj). Wcześniej Portugalia rezygnowała z konkursu w 2013, 2002 i 1970 r., a w 2000 kraj nie mógł wystawić reprezentanta z powodu wcześniejszych słabych wyników.
Pierwszy raz Portugalia wzięła udział w konkursie w 1964 r. i do ubiegłego roku zajmująca się w kraju festiwalem RTP wysyłała swoich reprezentantów 48 razy. Najwyższy dla Portugalii wynik osiągnęła w 1996 r. Lúcia Moniz zajmując 6. miejsce. 7. miejsce zajęli Carlos Mendes w 1972 r. i José Cid w 1980 r., natomiast 8. Dulce Pontes w 1991 r. i Sara Tavares w 1994 r. (wówczas pierwszy raz w konkursie wzięła udział Polska – reprezentowała nas Edyta Górniak, która zajęła 2. miejsce śpiewając To nie ja). 
W poniższym zestawieniu wybrałem najciekawsze moim zdaniem eurowizyjne wykonania. Początkowo miałem zamiar zrobić ranking najlepszych, ale przerosło mnie to trochę, więc ocenę, który z poniższych utworów zasługuje na podium pozostawiam Państwu.


Jako pierwszy Portugalię reprezentował António Calvário wykonując w 1964 r. utwór Oração – przyznajcie, że to niezwykle festiwalowa piękna piosenka wpadająca w ucho. Był to debiut na 13. miejscu. 


Rok później, również zajmując 13. miejsce, wystąpiła Simone de Oliveira z utworem Sol de interno, który też mi się podoba. Artystka do dziś występuje na scenie. Na Eurowizji wystąpiła też w 1969 r. z utworem Desfolhada Portuguesa zajmując 15. miejsce. Poniżej oba utwory.



Kolejną reprezentantką była Madalena Iglésias, która zaśpiewała Ele e Ela po raz kolejny plasując Portugalię na 13. miejscu.


Interesujący był występ Eduardo Nascimento z 1967 r., który jednak tylko o jedno oczko podniósł eurowizyjny wynik dla Portugalii zajmując 12. miejsce. Wykonał utwór O vento mudou – łatwo wpadający w ucho.


Carlos Mendes zajął 11. miejsce w 1968 r. śpiewając utwór Verão. Moim zdaniem nie był lepszy od tych z poprzednich lat, choć zapewne spełniał wymogi festiwalowego przeboju.


Do pierwszej dziesiątki wprowadziła Portugalię w 1971 r. Tonicha zajmując 9. miejsce utworem Menina do alto da serra. Jakoś dotąd nie zdarzyło mi się słuchać utworów tej Artystki, tymczasem eurowizyjny utwór jest całkiem przyjemny.


Rok później na konkurs pojechał raz drugi Carlos Mendes, który tym razem zajął 7. miejsce śpiewając A festa da Vida.


Całkiem przyjemnie słucha się utworu Tourada, który w 1973 r. wykonał Fernando Tordo zajmując 10. miejsce.


Paulo de Carvalho zajął w 1974 r. dopiero 14. miejsce, choć bardzo dobrze wykonał utwór E depois do deus. Owszem, ma w swoim dorobku o wiele lepsze utwory, ale na tle innych eurowizyjnych wykonań był rewelacyjny, a wówczas był dopiero na początku swojej artystycznej drogi.


W 1975 r. wystąpił Duarte Mendes z utworem Madrugada, który też mi się podoba. Festiwalowemu jury podobało się trochę mniej, bo Portugalia zajęła wówczas 16. miejsce.


Występ Carlosa do Carmo w 1976 r. był rewelacyjny. Wspaniały utwór Uma flor de verde pinho genialnie wykonany przy akompaniamencie fortepianu oraz gitar klasycznej i portugalskiej dał tylko 12. miejsce, co jest dla mnie niezrozumiałe, bo to jedno z najlepszych eurowizyjnych wykonań, jakie słyszałem. Może jestem nieobiektywny, bo Carlosa do Carmo uwielbiam…


W 1979 r. całkiem przyjemny festiwalowy utwór Sobe, sobe, balão sobe zaśpiewała Manuela Bravo i zajęła 9. miejsce wracając na chwilę do pierwszej dziesiątki Portugalii na Eurowizji.


Armando GamaEsta balada que te dou, 13. miejsce w 1983 r. Żadna rewelacja to nie jest, ale i tak najlepszy portugalski utwór na Eurowizji od czasów występu Manueli Bravo.


Zdecydowanie bardziej podobał mi się występ Marii Guinot z 1984 r., która akompaniując sobie na fortepianie wykonała Silêncio e tanta gente i zajęła 11. miejsce.


Występ zespołu Nevada w 1987 r. z piosenką Neste barco à vela przyniósł miejsce 18.


Dora wystąpiła na Eurowizji dwa razy. W 1986 r. zajęła 14. miejsce z piosenką Não sejas mau para mim, a w 1988 r. (wtedy w konkursie brała udział Celine Dion) ze zdecydowanie bardziej festiwalową Voltarei już tylko 18. Ta druga podoba mi się zdecydowanie bardziej, zamieszczam jednak obie.



Niczego sobie jest utwór Conquistador zespołu Da Vinci, który w 1989 r. dał Portugalii 16. miejsce.


Utwór z 1990 r., Há sempre alguém, też mi się podobał, tylko wokalistka Nucha zawiodła nieco wokalnie, co przełożyło się na miejsce 20. w 1990 r.


W 1991 r. na festiwalu wystąpiła Dulce Pontes i chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że zrobiła to fantastycznie, co dało niestety tylko 8. miejsce − choć biorąc pod uwagę wyniki bezpośrednio z poprzednich lat było bardzo dobre, bo utwór Lusitana paixão przeniósł na chwile Portugalię do pierwszej dziesiątki.


Całkiem znośnie wypadła też w 1993 r. Anabela wykonując utwór A cidade (até ser dia). Zajęła 10. miejsce.


W 1994 r. po raz pierwszy oglądałem festiwal, wtedy przystąpiła do niego Polska i nie wiem czy wcześniej w polskiej telewizji były transmisje. Kibicowałem wtedy, jak pewnie większość Edycie Górniak, a dopiero rok temu odkryłem, że wystąpiła też wtedy w Dublinie Sara Tavares, którą uwielbiam, i mimo iż zupełnie tego nie pamiętam, był to niezaprzeczalnie pierwszy raz, kiedy usłyszałem śpiew tej niezwykłej Artystki. Na festiwalu 16-letnia wówczas Sara zajęła 8. miejsce śpiewając Chamar a música.


W 1995 r. nie tylko Polska miała fatalny wynik w konkursie. Reprezentujący Portugalię Tó Cruz zajął 21. miejsce śpiewając Baunilha e chocolate. Uważam, że tak jak w przypadku piosenki Justyny Steczkowskiej to niezasłużenie niski wynik.


Najwyższe w historii festiwalu miejsce dla Portugalii zajęła w 1996 r. Lúcia Moniz, którą znacie na pewno z filmu To właśnie miłość, w którym grała kelnerkę. Lúcia Moniz nagrała kilka płyt, grała też w filmach i serialach i obecnie bardziej skupia się chyba na karierze filmowej. Utwór O meu coração não tem cor był całkiem przyjemny. Polskę reprezentowała wtedy Kasia Kowalska.


Niezasłużenie niskie 24. miejsce zajęła w 1997 r. Célia Lawson śpiewając Antes do adeu. Pamiętam, że kibicowałem Annie Marii Jopek, ale wykonanie portugalskie też bardzo przypadło mi do ucha.


W 2008 r. wystąpiła Vânia Fernandes z utworem Senhora do mar (negras águas) i zajęła 13. miejsce. Myślę, że pozycja w sam raz odzwierciedla poziom wykonania, czyli mogło być dużo lepiej, ale najgorzej nie było.

Całkiem przyjemny jest też utwór śpiewany przez Flor-de-Lis pt. Todas As Ruas Do Amor. 2009 r., miejsce 15.


W 2012 r. na festiwal pojechała Filipa Sousa z ładną i dobrze zaśpiewaną piosenką Vida minha, jednak nie weszła do finału, zajmując 13. miejsce w półfinale.


Sporo tego się uzbierało, wymieniłem niemal większość, pewnie dlatego, że mam słabość do portugalskiej piosenki. Kilka niewymienionych utworów na przestrzeni lat to piosenki, które w ogóle mi się nie podobały, w większości albo naśladujące jakieś zespoły, np. Abbę, albo prezentujące zbyt trudny folklor, który zwłaszcza w wykonaniu eurowizyjnym nie nadaje się według mnie do słuchania. Nie podobała mi się też ubiegłoroczna piosenka (pisałem o niej tutaj), a w tym roku Portugalia znowu robi przerwę w festiwalu, jak już pisałem wyżej.

piątek, 29 kwietnia 2016

Mariza wystąpiła w Krakowie (17.04.2016 r.)

Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
W wiosenną niedzielę, dokładnie 17 kwietnia na koncert do Krakowa przyjechała Mariza. Artystka promuje swoją ostatnią płytę Mundo, która ukazała się 9 października ubiegłego roku (pisałem o niej tutaj), i utworów z tego albumu nie zabrakło podczas występu w Krakowie. Ale po kolei.

Koncert składał się z dwóch części, chyba że bisy uznamy za trzecią.
Najpierw na scenę weszli muzycy – Pedro Jóia grający na gitarze akustycznej, José Manuel Neto na gitarze portugalskiej i Yami, który udzielał się na gitarze basowej, ale także wokalnie, w chórkach. Yami jest w Polsce całkiem dobrze znany, występował już u nas wielokrotnie, solo i z innymi artystami (poza Marizą m.in. z Sarą Tavares i Anną Marią Jopek), i pewnie pojawi się jeszcze nie raz. Ma zresztą swój fan club w Polsce, prężnie działający.

Potem na scenę weszła Mariza, ubrana w czarną suknię z czymś w rodzaju dużego wisiora na szyi i rozpoczęła koncert wykonując tradycyjnie utwory fado, z towarzyszeniem tylko gitar, w niepełnym świetle, siedząc tuż przed publicznością z pierwszych rzędów. Od razu zrobiło się nastrojowo co udzieliło się też publiczności, która od początku nagradzała gwiazdę wieczoru gromkimi brawami. Wstyd się przyznać, ale nie rozpoznałem większości z tych utworów po tytułach, poza ostatnim, którym był Primavera, a było ich pięć lub sześć. Mniej więcej po drugim lub trzecim utworze Mariza powitała się z publicznością, przywitała też ambasador Portugalii w Polsce Marię Amélię Paiva, która przyjechała na koncert z mężem. Trzeba dodać, że przywitała się z fanami po polsku, mówiąc Dobry wieczór!


Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
Po krótkiej części z tradycyjnym fado na scenę wszedł perkusista Vicky Marques i rozbrzmiało intro inspirowane utworem Melhor de Mim. W tym czasie Mariza wyszła zmienić sukienkę i rozpoczęła się druga część koncertu. Niestety nie pamiętam już kolejności utworów (po raz kolejny żałuję, że nie napisałem posta od razu po powrocie; sporo Was było na koncercie - będę wdzięczny za uwagi o tym, czego nie napisałem, i co jeszcze Mariza śpiewała itp.), ale na początku były głównie utwory z Mundo. Trochę się obawiałem jak będą brzmieć na żywo, w końcu to nowy materiał i nie fado, okazało się jednak że niepotrzebnie, bo utwory live brzmiały jeszcze lepiej niż na płycie, a sama Mariza była niesamowita. Zmieniła nieco repertuar, ale nie zmieniła sposobu śpiewania, przekazywania przez śpiew emocji i wyrażania tego, co chce przekazać samą sobą. Kilkakrotnie zaprosiła do śpiewania publiczność. Początkowo szło trochę opornie, mimo iż trzeba było powtarzać tylko „once forever, once for all” – był to utwór Padoce de Céu Azul. Potem jednak fani się rozkręcili i było coraz lepiej. Mariza namawiała też do wspólnego śpiewania utworu Rosa Branca i Missangas. Podczas zapowiedzi utworu Meu Amor Pequenino okazało się, że wśród publiczności jest mąż Marizy, bo piosenkę dedykowała właśnie jemu (moja interpretacja była taka, że jest to utwór dla syna, o czym pisałem w recenzji płyty, tymczasem okazało się że dla męża; przy okazji okazało się, że Mariza ma męża ;-)). Rewelacyjna jest koncertowa wersja Almy, nieco zmieniona w stosunku do płyty, z dłuższymi wokalizami, równie genialnie wybrzmiały singlowe Paixão i Melhor de Mim. Przy okazji zapowiedzi piosenki Caprichosa wokalistka opowiedziała, skąd wziął się pomysł, by ją zaśpiewać. Z Googole! To znaczy tam Mariza ją znalazła, szukając argentyńskiej piosenki o portugalskiej dziewczynie. Okazuje się, że ojciec wokalistki, Portugalczyk, wiele lat spędził w Argentynie. Caprichiosa wybrzmiała wdzięcznie i zgrabnie, co doceniła publiczność gromkimi brawami.
Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
Były utwory z Mundo, na początku tylko one, potem Mariza wykonała też swoje największe przeboje. Nie zabrakło pięknego Chuva, była też Primavera, jako ostatni wybrzmiał utwór Ó Gente Da Minha Terra, podczas którego Mariza zeszła ze sceny i śpiewając ściskała ręce słuchaczy siedzących w rzędach blisko przejścia. To gest wykonywany przez Artystkę na zakończenie koncertu nie po raz pierwszy, ale trzeba przyznać, że bardzo miły, a nawet wzruszający. Sama Mariza też wyglądała na wzruszoną, być może tym, że po raz kolejny doświadczyła uznania wśród polskiej publiczności, która jest jej niezwykle przychylna, ceni ją, a bilety na koncerty wykupuje na długo przed występami, jak było i tym razem.

Dla mnie był to bardzo udany koncert, drugi Marizy, na którym byłem. Poprzedni, rok temu w londyńskim Barbicanie (zob. tutaj), bardzo mi się podobał, ale ten w Krakowie był jeszcze lepszy. Być może miało znaczenie to, że tym razem siedziałem bliżej sceny i mogłem dokładnie obserwować co się na niej dzieje, jakie miny robi Mariza (a robi różne ;-)),i co robią muzycy, co zawsze bardzo mnie interesuje.



Za zdjęcia dziękuję: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography

Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography
Zdjęcie: Ada i Sobiesław Pawlikowscy www.facebook.com/pawlikowscy.photography

wtorek, 19 kwietnia 2016

„(nie)ciągłość. Portugalia w XX wieku od upadku monarchii do Rewolucji Goździków” + KONKURS

25 kwietnia 2014 r. w warszawskim Domu Spotkań z Historią odbył się wernisaż niecodziennej wystawy – z okazji 40. rocznicy Rewolucji Goździków w Portugalii. Przy okazji ukazał się wspaniały katalog, który był nie tylko elementem towarzyszącym wystawie, ale także samodzielnym wydawnictwem. Wspominałem o wystawie w poście sprzed roku (tutaj), ale nie miałem jeszcze wówczas książki, dlatego postanowiłem napisać o niej przy okazji zbliżającej się już 42. rocznicy Rewolucji Goździków. Dodatkowym powodem jest to, że Dom Spotkań z Historią przekazał dwa egzemplarze książki, które są nagrodą w konkursie.
Wystawa była organizowana przez Dom Spotkań z Historią oraz Instytut Camõesa w Warszawie, obie te instytucje są wydawcami katalogu.

Podobnie jak wystawa, książka zawiera 120 zdjęć, które dotąd w Polsce nie były znane. Pochodzą z archiwów portugalskich dzienników „Diário de Notícias” i „O Século” oraz fotografa Abla Resende i miłośnika i pasjonata Coimbry Fernanda Marquesa znanego pod pseudonimem „Formidávela”. Te zdjęcia są w większości anonimowe. 25 zdjęć zamieszczonych w ostatnim rozdziale zrobił Alfredo Cunha w dniu wybuchu rewolucji – 25 kwietnia 1974 r.

Kuratorem wystawy był Rui Prata, dyrektor Muzeum Obrazu w Bradze. W książęce jest jego wstęp, w którym czytamy między innymi: „Odwiedziłem najważniejsze archiwa prasowe, szukałem też w mniejszych zbiorach. Spośród tysięcy obrazów wiele musiałem odrzucić. Przyjąłem podwójne kryterium: z jednej strony swoje wybory uzależniałem od wartości estetycznej fotograficznego spojrzenia i obecnych w nim śladów różnych nurtów fotografii dokumentalnej; z drugiej strony – poszukiwałem jak najwierniejszego przedstawienia realiów każdego momentu. Starałem się uciec od ilustracyjnego ukazania instytucjonalnego obrazu kolejnych reżimów i ich ceremoniału, aby położyć nacisk na obyczaje zróżnicowanych mikrokosmosów, które razem tworzą społeczeństwo. Narracją wystawy rządzi chronologia wydarzeń – przede wszystkim tych o charakterze politycznym. Obserwujemy ludzi wyobcowanych z teatru politycznego, skromnych i wierzących, którzy wznoszą ręce do nieba; którzy pogodzeni ze swoim losem przebiegają palcami po strunach gitary; również takich, którzy starają się zapomnieć o goryczy codziennego życia podczas wycieczek na plażę czy wizyt w wesołym miasteczku.”



Wstępy do książki napisały też inne osobowości, wśród których jest Ambasador Portugalii w Warszawie Maria Amélia Paiva, która napisała: „Przede wszystkim pragnę podziękować wszystkim mężczyznom i kobietom, dzięki którym wydarzenia 25 kwietnia 1974 stały się możliwe – bez ich wysiłku nie mogłabym teraz kierować do Państwa tych słów jako ambasador Portugalii, bowiem przed Rewolucją dyplomacja była jedną z wielu ścieżek kariery niedostępnych dla kobiet”.

Natomiast Piotr Jakubowski, dyrektor Domu Spotkań z Historią, napisał: „W przypadku wystawy (Nie)ciągłość materiał został zgromadzony dzięki szerokiej, precyzyjnie zaplanowanej kwerendzie, obejmującej najważniejsze dla wspomnianego sposobu rejestrowania przeszłości zbiory fotograficzne w Portugalii. W efekcie otrzymujemy fascynującą panoramę życia społecznego na przestrzeni siedmiu dekad minionego stulecia.

Z kolei João Brás Jorge, prezes zarządu Banku Millennium, sponsora katalogu, pisze o więzach łączących Polskę i Portugalię, które w ostatnich latach się umacniają, oraz o tym, co da wystawa Polakom: „Wystawa obejmuje historię blisko siedemdziesięciu lat, dotąd słabo znaną szerszej polskiej publiczności. Wiedza o tym okresie będzie dostępna wszystkim zainteresowanym przez najbliższe cztery miesiące – a nawet dłużej, dzięki towarzyszącemu ekspozycji katalogowi”.

W książce wypowiada się też prof. João Carlos Espada, dyrektor Instytutu Studiów Politycznych na Portugalskim Uniwersytecie katolickim w Lizbonie. Analizuje on w krótkim wstępie rolę Polski i Portugalii jako liderów trzeciej fali demokratyzacji na świecie: „Wiele nieoczywistych elementów […] łączy Polskę i Portugalię. Jednym z nich, o którym często się zapomina, jest centralna rola obu narodów (geograficznie usytuowanych na peryferiach Europy) w powstawaniu i szerzeniu się trzeciej fali demokratyzacji na świecie”.

Zamieszczone w książce fotografie są pogrupowane w kilku rozdziałach, opatrzonych notą historyczną José Miguela Sardicy (fragmenty publikacji O Século XX Português) oraz, w ostatnim rozdziale, amerykańskiego politologa Samuela P. Huntingtona (fragmenty wydanej również w Polsce przez PWN publikacji Trzecia fala demokratyzacji; wyd. I w 1995 r.). Kolejne rozdziały przybliżają nam w wielkim skrócie historię Portugalii w XX w., co daje przeciętnemu polskiemu czytelnikowi obraz tego kraju od początku ubiegłego stulecia do wybuchu rewolucji i upadku dyktatury. Tym, którzy prezentowanej historii nie znają zapewne to wystarczy (na początek), a pozostałych pewnie zachęci do dalszej lektury na temat dziejów tego niezwykłego kraju leżącego gdzieś na zachodnich krańcach Europy. Wszystkie teksty w książce, także podpisy zdjęć, są w językach polskim, portugalskim i angielskim, co czyni ją zrozumiałą niemal dla każdego.

Pierwsza część to Upadek monarchii i I Republika. Poznajemy tutaj fakty dotyczące kryzysu monarchii konstytucyjnej i jej upadku włącznie z zabójstwem króla i następcy tronu, co miało zasadniczy wpływ na dalsze losy ustroju. Towarzyszące rozdziałowi fotografie obrazują portugalskie społeczeństwo w tym okresie i wydarzenia mające istotny wpływ na nadchodzące zmiany. Jedno ze zdjęć, autorstwa Joshuy Benoliela, prezentuje tłum podczas republikańskiego wiecu na arenie walk byków w Santarém (1907 r.). Inna fotografia (a właściwie rysunek) to próba odtworzenia królobójstwa (1908 r.). Są też zdjęcia zabójców króla i księcia oraz fotografia podpisana: „Czuwanie przy trumnach króla Karola I i jego syna, księcia Ludwika w kościele św. Wincentego” (1908 r.). Inne fotografie w tym rozdziale prezentują przykłady warstw społecznych w Portugalii w tym czasie – jest zdjęcie lizbońskiego mieszczaństwa na spacerze, klientów w kawiarni Espinho i handlarki pozującej do zdjęcia Joshui Benolielowi na targu (1908−1909).
W drugiej części tego rozdziału możemy przeczytać o problemach strukturalnych republikańskich rządów, o sytuacji różnych warstw społecznych, z których najwięcej było wówczas tych żyjących na wsi. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że w tym czasie dochodziło w Portugalii do częstych przypadków pogwałcenia zasad wolności prasy. W prezentowanych tutaj zdjęciach uwagę zwracają rewolucjoniści z 5 października 1910 r. świętujący zwycięstwo i kontrrewolucjoniści pilnowani przez uzbrojonych cywilów (1910 r.), jest zdjęcie dr. Manuaela de Arriaga po wybraniu go na prezydenta Republiki (1911). Jest tu znowu kilka zdjęć Joshuy Benoliela ukazujących Portugalczyków w różnych sytuacjach, np. „Pracownice fabryki gorsetów Santos & Ca w Amadorze” (1911) lub „Portugalscy emigranci na chwilę przed wyruszeniem w podróż do Brazylii” (1911). Są zdjęcia portugalskich żołnierzy z czasów I wojny światowej, z zawodów sportowych oraz zdjęcia przedstawiające wnętrza portugalskich salonów przy okazji portretów ich mieszkanek (Dona Fernanda da Costa, Dona Génova Ulrich; 1921 r.). Rozdział kończy się zdjęciem wymownie podpisanym „Zamknięcie parlamentu po zamachu stanu z 28 maja 1926, w wyniku którego wprowadzona została dyktatura”.


Handlarka pozuje do zdjęcia na targu w Caldas da Rainha, 1909
Wnętrze kawiarni Espinho, 1910
I o tym jest kolejny rozdział zatytułowany Dyktatura Wojskowa i Nowe Państwo, w którym poznajemy początki najdłużej panującego systemu autorytarnego w Europie, wojskową dyktaturę i stopniowe obejmowanie władzy przez Salazara. Zdjęcia z tej części książki są niezwykle ciekawe i niekoniecznie związane z polityką. Jedno z nich prezentuje „Stół prezydialny sesji inauguracyjnej Kongresu Feministycznego i Edukacyjnego” (Lizbona 1928 r.). Jest zdjęcie dzieci podczas kolonii (1928 r.) oraz pacjentów szpitala psychiatrycznego (1926 r.), fotografie z aeroklubu w Cascais (1929 r.) oraz pracownic banderolujących cygara (1931 r.). W dalszej części rozdziału, zatytułowanego Instytucjonalne podpory salazaryzmu zdjęcia mają bardziej polityczny charakter – jest marsz podczas sportowej parady poparcia dla budowy stadionu narodowego (1933 r.), „Wizyta premiera prof. António de Oliveiry Salazara w jadłodajni” (1934 r.), pochód Państwowych Związków Zawodowych (1935 r.) czy różne zdjęcia polityków. Zdjęcie „Na plaży Cruz Quebrada” (1940) daje nam obraz plażowej mody z tego okresu (1940 r.), są też zdjęcia z pokazów mody w Lizbonie (1948, 1957 r.). Nie brakuje też pielgrzymów modlących się w Fátimie (1950 r.) i różnego rodzaju manifestacji.
W tym rozdziale jest jeszcze część zatytułowana Wojna kolonialna i wiatr przemian w latach 60. obrazowana przez zdjęcia o różnej tematyce, od typowo rozrywkowych prezentujących wizytę Miss Universe w Aveiro (1962 r.), przez pokazy mody (1964 r.), transport dorsza (1964 r.), zabawę na festiwalu muzycznym (1973 r.) po rodzinę opłakującą jedną z ofiar zamieszek w Angoli (Lizbona 1961 r.).


Na plaży Cruz Quebrada, 1940
Wizyta premiera prof. António de Oliveiry Salazara w jadłodajni, Lizbona 1934
Ostatnia część książki to rozdział zatytułowany 25 kwietnia. Czytamy w nim o początkach trzeciej fali demokratyzacji w świecie współczesnym, które nieświadomie miały miejsce w Lizbonie, po tym, gdy w radio można było usłyszeć utwór Grândola vila Morena – umówiony sygnał rozpoczęcia zamachu stanu. Zamieszczone tu fotografie Alfreda Cunhy przedstawiają różne sceny z Lizbony datowane na 25 kwietnia 1974 r. Widzimy żołnierzy i czołgi na Praҁa do Comercio i na ulicach, ludność cywilną, a także charakterystyczne zdjęcie z goździkiem w lufie karabinu – symbolu, od którego rewolucja wzięła stosowaną dziś nazwę – Rewolucja Goździków.

Więcej o wystawie i towarzyszących jej wydarzeniach,a także o samej Rewolucji Goździków, przeczytacie na stronie internetowej stworzonej z okazji wystawy i 40. rocznicy Rewolucji: www.rewolucjagozdzikow.pl.



(nie)ciągłość. Portugalia w XX wieku od upadku monarchii do Rewolucji Goździków
teksty: José Miguela Sardica, Samuel P.Huntington
tłumaczenia: Dorota Kwinta (na polski), José Carlos Dias (na portugalski), Wojciech Góralczyk (na angielski)
Dom Spotkań z Historią, Instytut Camõesa
Warszawa 2014

Zdjęcia i podpisy pod nimi pochodzą ze strony wystawy, którą znajdziecie tutaj.

KONKURS
Szczegóły konkursu, w którym do wygrania są dwa egzemplarze opisywanej wyżej publikacji, podarowanej przez warszawski Dom Spotkań z Historią (za co serdecznie dziękuję), znajdziecie w zakładce Konkursy w menu po prawej stronie tego bloga lub tutaj