poniedziałek, 30 listopada 2015

„Tajny agent Jaime Bunda” Pepeteli − nietuzinkowy antykryminał (?) angolskiego pisarza + KONKURS

Jaime Bunda jest tytułowym tajnym agentem z książki Pepeteli. Poznajemy go jednak jako detektywa stażystę, który do tajnej policji Luandy dostał się dzięki protekcji członka rodziny – dyrektora operacyjnego z tejże policji. Jest fajtłapowaty i wyróżnia się ogromnej wielkości tyłkiem – podobizna bohatera na okładce wcale nie jest przerysowanym portretem – on naprawdę tak wygląda. Tej charakterystycznej budowie ciała zawdzięcza swoje przezwisko – bunda w języku portugalskim to pupa, dupa. Jest otyły, co sprawia, że wolno się porusza, sapiąc i wkładając w to niemało energii. Nie jest też zbyt inteligentny (choć w sumie można by nad jego inteligencją dyskutować), choć przeczytał sporo książek. Jego ulubionym gatunkiem są amerykańskie powieści detektywistyczne i kryminały, które traktuje jak swego rodzaju podręczniki zawodowe, a do cenionych autorów zalicza m.in. Dashiella Hammeta (Sokół maltański), a przede wszystkim ceni przygody najznamienitszego detektywa Jamesa Bonda.

Jaime Bunda większość czasu w pracy spędza za biurkiem, gdzie nic nie robi, nie odzywa się za wiele i obserwuje życie służbowe kolegów z pokoju. Sam też ma poczucie, że siedzi tam już wieki, i zdaje sobie sprawę, że nieprędko to się zmieni – usłyszał nie raz, że szef trzyma go wyłącznie ze względu na prośbę dyrektora operacyjnego, z którym, jak już wiemy, Bunda był spokrewniony. W tym miejscu warto dodać, że spokrewniony z nim dyrektor sam namawiał Bundę, by ten został detektywem, uznając że chłopak ma zmysł obserwacji, jest bystry i nadawał się do zawodu. Przepowiadał mu wręcz błyskotliwą karierę w zawodzie. Czy tak się stanie? Czytając pierwsze karty powieści aż chce się kontynuować lekturę chociażby w celu sprawdzenia tej kwestii. Na razie jednak Jaime Bunda to raczej fajtłapa, z której nabijają się koledzy z pracy. Aż pewnego dnia jeden z nich przekazuje mu wiadomość – wzywa go szef Chiquino Vieira. Jaime jest zaskoczony tak samo jak koledzy z pokoju. Bodajże nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. Tym razem Jaime uznał, że przełożeni w końcu się na nim poznali (trochę na wyrost – w końcu dotąd nie mieli ku temu okazji). Otóż szef oznajmił, że ma dla naszego agenta ważną sprawę. Jest nią morderstwo i gwałt na nieletniej, czternastoletniej dziewczynie z biednej rodziny, której ciało znaleziono w okolicach Morro dos Veados – nadbrzeżnej dzielnicy Luandy. Jaime od razu poczuł powagę sprawy, którą mu powierzono i z miejsca zaczął zadawać ważne jego zdaniem dla śledztwa pytania, np. ile razy ofiara została zgwałcona, albo czy funkcjonariusze z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych prowadzący sprawę mają go słuchać (jednostka tajnej policji, w której pracuje stażysta, jest w hierarchii jednostką stojącą wyżej niż ministerstwo; często mówi się na nią Bunkier, i jest postrachem dla zwykłej policji). Przy okazji wprawia Vieirę w osłupienie, zadając mu pytanie natury osobistej: – Dlaczego szef ma jedno sznurowadło czarne, a drugie brązowe? 
– i od razu znajdując odpowiedź. W każdym bądź razie Bunda dostał samochód z kierowcą, który miał go wozić w miejsca związane ze śledztwem. Jaime najpierw pojechał do Ministerstwa dowiedzieć się od inspektora Kinangi szczegółów dotyczących morderstwa i postępów w śledztwie. Po przybyciu od razu zaznaczył, że nie trzeba mu podawać kawy. Whisky w zupełności wystarczy. 

Jaime Bunda jest w swoim żywiole. Analizuje poszlaki, zaczyna działać… Podejmowane przez niego kroki budzą często zdziwienie, ale jakoś nikt nie reaguje lekceważąco czy olewająco – panuje ogólne przekonanie, że skoro władze tajnej policji zainteresowały się akurat tym przestępstwem i do śledztwa skierowali agenta, musi to być ważna sprawa, a detektyw wie, co robi. Takie postępowanie umacnia w Bundzie przekonanie, że jest ważną personą, od której działań zależą ważne sprawy. Po pewnym czasie zaczyna śledzić mężczyznę, którego uznaje za podejrzanego. Okazuje się jednak, że ten od razu zauważył, że jest śledzony i zgłosił to szefowi Bundy, ale najgorszym okazało się to, że facet pracuje dla Bunkra. Naszemu detektywowi odebrano samochód i wydawało się, że sprawa skończona, a Jaime zostanie uznany za jeszcze większego fajtłapę, jednak do akcji wkracza krewny, który chce znaleźć „coś” na owego kolesia z Bunkra. Przy okazji poznajemy nieco owego jegomościa, który ponoć jest straszny – na tyle, że czytelnik dla własnego dobra nie może poznać jego nazwiska, jest on po prostu panem T., potem nazywanym zwyczajnie Skurwielem albo Człowiekiem Rybą. 
Nie mogę za dużo napisać, by nie zdradzać tego, co czytelnik z zainteresowaniem odkryje na własną rękę, dodam jeszcze tylko, że pan T. zagości w książce na dłużej, a sprawa zamordowanej nieletniej zejdzie, przynajmniej na jakiś czas, na drugi, a może nawet na trzeci plan. Do akcji wkroczą za to kolejni bohaterowie – Libańczyk, Algierka, młodzieniec o imieniu Tozé, jegomość o nazwisku Bubacar i jeszcze parę mniej lub bardziej istotnych osób. Trzeba także dodać, że Jaime Bunda oprócz prowadzonego śledztwa w powieści uwikłany jest też w pewną historię miłosną (tak, to prawda!), i że jego romans nie jest jedynym tego typu wątkiem książce.

Jaime Bunda to bez wątpienia postać, która jest parodią słynnego agenta 007. Parodią napisaną w sposób błyskotliwy, co sprawia, że od pierwszych stron książka wciąga i od razu chce się wiedzieć, co będzie dalej, co też ciekawego ten fajtłapowaty detektyw wymyśli i czym jeszcze wprawi w osłupienie otoczenie. Przy okazji lektury książki poznajemy Luandę, stolicę Angoli, taką jakiej nie znajdziemy w przewodnikach czy artykułach w turystycznych magazynach. Posługując się absurdalnym humorem, Pepetela doskonale zdaje nam relację z panujących w tym kraju realiów, kwitnącego łapówkarstwa i wszechobecnej deprawacji nowych elit oraz kontrastów społecznych, jakie panują w wymęczonej wojnami Angoli. Jeżdżąc wraz z bohaterami po stolicy zwiedzamy rodzinne przedmieścia Bundy, który odwiedza matkę i rodzeństwo w biednej części stolicy. Przemierzając drogi za panem T. poznajemy tajemniczego lekarza-znachora i dowiadujemy się, dlaczego wszyscy tam jeżdżą, a w ogóle o tym nie mówią. Dzięki lekturze ocieramy się też o życie nocne Luandy, a także poznajemy zwyczaje bogatych – czasem dziwne (np. kąpiele w oceanie w porze lanczu) i biednych (wraz z Bundą zjawiamy się na stypie zamordowanej czternastolatki). Spotykamy kilku znajomych stażysty ze szkoły, zwiedzamy największy w mieście targ i smakujemy tradycyjnych angolskich potraw. Te wszystkie elementy poznawcze Angoli, a także mądrości życiowe Pepetela przemyca między opisami detektywistycznej akcji pełnej zabawnych momentów, pomiędzy opisem zwyczajów bohaterów i opisując miejsca biorące udział w akcji powieści.
Dodatkowo autor umieszcza w powieści aż czterech narratorów opowiadających losy bohaterów, komentując ponadto ich sposób narracji, który nie zawsze jest dokładnie po jego myśli. Jest to ciekawym zabiegiem wprowadzającym pewnego rodzaju dialog z czytelnikiem.

Sam autor, Pepetela (którego prawdziwe nazwisko brzmi Arthur Carlos Mauricio
Pepetela (źródło zdjęcia tutaj)
Pestana dos Santos; Pepetela to pseudonim), jest urodzonym w 1941 r. angolskim pisarzem, jednym z najważniejszych przedstawicieli tamtejszej literatury. Jest laureatem Nagrody Camõesa (i to jest główny powód, dla którego o książce tej piszę na blogu) – najbardziej prestiżowego wyróżnienia na świecie przyznawanego autorom literatury portugalskojęzycznej. Otrzymał też Prémio Nacional de Cultura e Artes Angoli.
Pepetela studiował na uniwersytecie w Lizbonie angażując się w tym czasie w działalność na rzecz wyzwolenia Angoli, będącej wówczas portugalską kolonią. Został przez to zmuszony do opuszczenia Portugalii, a studia dokończył w Algierii (do Angoli też nie mógł wrócić). Te wszystkie wydarzenia, jak i fakt że Angola po wyzwoleniu pozostawała wiele lat w stanie wojny domowej wywarły niemały wpływ na biografię i twórczość pisarza. Po powrocie do kraju w 1975 r. był. m.in. ministrem edukacji, wykładał też socjologię na uniwersytecie w Luandzie. Pseudonim Pepetela przyjął jeszcze w czasach portugalskich, a słowo to w języku kimbundu (dominującym w Angoli) oznacza rzęsę. Tajny agent Jaime Bunda to pierwszy kryminał w dorobku pisarza. Ukazał się do tej pory w ośmiu krajach (a dziś może już w kilku więcej?), a w Portugalii był aż siedmiokrotnie wznawiany. W Polsce książka ukazała się w 2010 r. nakładem wydawnictwa Claroscuro. Tymczasem w 2003 r. powstała druga część przygód naszego detektywa − Jaime Bunda i śmierć Amerykanina (Jaime Bunda e a morte do americano). Miejmy nadzieję, że książka ukaże się również na polskim rynku.
Lekturę powieści Tajny agent Jaime Bunda szczerze polecam. Jeden egzemplarz książki, ufundowany przez Wydawcę, można wygrać w konkursie o którym więcej tutaj lub w prawym menu tego bloga w zakładce Konkursy.

Pepetela; z jęz. portugalskiego przeł. Zofia Stanisławska
Tajny agent Jaime Bunda
Claroscuro 2010

sobota, 31 października 2015

Cemitério dos Prazeres w Lizbonie



Większość z Was słyszała o najbardziej znanym lizbońskim cmentarzu Cemitério dos Prazeres. Można tam łatwo dojechać – przy bramie cmentarnej początkowe przystanki mają tramwaje 25 i 28, a także kilka autobusów. Cmentarz sąsiaduje z dzielnicą Campo de Ourique leżącą na zachód od centrum Lizbony. Założono go w 1833 r., gdy w mieście spustoszenie siała epidemia cholery. Jest jednym z największych lizbońskich cmentarzy i dziś to prawdziwe miasto umarłych, z nazwami ulic i numerami na grobowcach jak na domach w mieście. Cmentarz sam w sobie robi wrażenie, jest ogromny, w większości zadbany (choć zdarzają się zniszczone lub opuszczone grobowce, które szybko przypominają nam, gdzie jesteśmy). Tuż nad grobami przelatują samoloty, gdyż nad cmentarzem znajduje się szlak lotniczy dla samolotów lądujących na lizbońskim lotnisku. 

Na cmentarzu znajduje się niewielkie muzeum przycmentarne (Núcleo Musológico), w którym eksponaty wchodzące w skład stałej ekspozycji pochodzą ze zniszczonych i opuszczonych grobowców. Na samym cmentarzu jest wiele pięknych grobowców, będących architektonicznymi dziełami sztuki. Uwagę zwraca mauzoleum Pedro de Sousy Holsteina, wybitnego portugalskiego polityka i dyplomaty, który zmarł w 1850 r. Grobowiec, który powstał rok wcześniej, jest największym prywatnym grobowcem w Europie (tak piszą w przewodniku po Lizbonie
wydanym w 2011 r. przez Dumont), pochowano w nim 200 osób (wszyscy poza dwoma duchownymi byli z jednej rodziny). Wewnątrz jest nawet kaplica, w której znajdują się dzieła sztuki znanych artystów.

Wśród osób, które spoczęły na Prazeres, jest wielu artystów, aktorów, piosenkarzy, malarzy, pisarzy czy prezenterów telewizyjnych. Tutaj pochowano m.in. Amálię Rodrigues, a dopiero potem jej ciało przeniesiono do Panteonu Narodowego, podobnie było z piłkarzem Eusébio da Silva Ferreira, który w Panteonie spoczął dopiero kilka miesięcy temu. Z kolei ciało Fernanda Pessoi, po początkowym złożeniu na Prazeres, przeniesiono do klasztoru Hieronimitów. Spośród znanych osób spoczywających na Cemitério dos Prazeres można wymienić choćby Lucílię do Carmo, śpiewaczkę fado i matkę Carlosa do Carmo, pisarza Antoniego Tabucchi, lekarza i feministkę Carolinę Beatriz Ângelo, aktorkę i piosenkarkę (także fadistę ) Hermínię Silva, aktorkę Zitę Duarte, poetę i pisarza Henrique Lopes de Mendonça, polityka i aktorkę Marię Barosso i wielu innych.

Autorem zdjęć jest Krzysztof Rosenberger










sobota, 24 października 2015

Miguel Sousa Tavares: Królik i Chopin – portugalska książka dla dzieci

Okładka książki (źródło: strona wydawcy)
Niedawno zakończył się Konkurs Chopinowski, a mi przypomniało się, że nie pisałem jeszcze o książce dla dzieci, której jednym z bohaterów jest właśnie Fryderyk Chopin. Mam na myśli książkę Królik i Chopin, którą napisał portugalski pisarz, dziennikarz i prawnik Miguel Sousa Tavares. Tytuł książki wywoływał uśmiech zdziwienia na twarzy znajomych i pytanie: Co skłoniło cię do zakupienia książki o tak absurdalnym tytule?
Tytułowy królik jest głównym bohaterem, ma na imię Ismael i 52 braci. Spośród licznego potomstwa ojciec wybrał własnie Ismaela na przekazanie mu swojej niezwykłej wiedzy i umiejętności, tak jak odbywało się to w jego rodzinie od wielu pokoleń. Nasz króliczy bohater poznaje więc tajemnice lasu, w którym znajduje się jego rodzinna nora, poznaje świat otaczających go roślin i obserwuje zwierzęta, podziwiając grę niektórych z nich nad dużym jeziorem nieopodal. Ojciec uczył też Ismaela, jak znaleźć jedzenie w różnych porach roku, zwłaszcza w zimowych miesiącach, gdy zwierzętom jest o nie trudniej. Młody królik dowiedział się, dlaczego oliwki są dostępne głównie jesienią, a świeże kwiaty wiosną, które zwierzęta są wrogami dzikich królików i z którymi żyją w zgodzie. – A teraz – powiedział jednego dnia – pokażę ci tych, którzy są naszymi wrogami, i jak należy ich unikać. [...] Ludzie są dziwni, Ismaelu. Nie zawsze wybierają to, co lubią, co sprawia, że są nieszczęśliwi. Na koniec Ismael poznał największy sekret swojej rodziny – umiejętność odczytywania ludzkiego pisma i rozumienia ludzkiej mowy.
Królik i Chopin jest debiutem Tavaresa jeśli chodzi o literaturę dla dzieci. Akcja rozgrywa się w naturalnym środowisku, w idyllicznym otoczeniu, gdzie na skraju dużego lasu znajduje się gospodarstwo. Zwierzęta żyją tutaj w czystej harmonii z naturą. Ale Ismael, poszerzając swoją wiedzę na temat świata, tego otaczającego go, i tego daleko wykraczającego poza linię horyzontu, jest niezwykle ciekawy tego, o czym tylko słyszał lub czytał. Codziennie zwiększając terytorium swoich eksploracji, dociera w końcu do dworu znajdującego się we wspomnianym, nieco opuszczonym gospodarstwie. Zwabia go muzyka, która wydaje mu się niezwykła, intrygująca i wkrótce okazuje się, że królik może jej słuchać godzinami. Okazuje  się, że w domu zamieszkał młody kompozytor, który codziennie wiele godzin poświęca grze na fortepianie. Jest poważnie choray, dlatego zamieszkał w domu na skraju lasu, gdzie świeże powietrze i natura mają mu pomóc w dochodzeniu do zdrowia. Pewnego razu Fryderyk Chopin, bo to on jest tym muzykiem, zauważa swojego słuchacza, który wbrew naukom ojca zapomniał się i dał się złapać. Zauważa go i ze zdumieniem stwierdza, że zwierzak słucha jego muzyki. Wkrótce okazuje się, że Ismael i Chopin nawiązali ze sobą kontakt, wypracowali pewną metodę i potrafią się porozumieć, co początkowo wprawia kompozytora w osłupienie. Nawiązuje się między nimi przyjaźń, która jednak ma swój przykry dla obu finał. Stan zdrowia Chopina pogarsza się i jest on zmuszony wyjechać na leczenie, wie już że prawdopodobnie nie wróci do domu na skraju lasu i do swojego króliczego przyjaciela. Postanawia mu to wynagrodzić i pisze dla niego specjalny, piękny utwór, który jest wyjątkowy – także dlatego, że jest tylko Ismaela. Otrzymuje on jego zapis nutowy i odtąd jest to największy skarb królika.
Miguel Sousa Tavares (źródło zdjęcia tutaj)
W portugalskich recenzjach książki pisano, że jest ona przeznaczona dla dzieci, ale także dla rodziców, do wspólnej lektury. Ma uczyć odpowiedzialności, poznania, odpowiednich nawyków życia oraz jak tego uczyć dzieci. Książka jest też o mądrości, wrażliwości i sztuce odkrywania piękna.

Autor książeczki, Miguel Sousa Tavares, jest urodzonym w 1950 roku w Porto portugalskim pisarzem i dziennikarzem, z wykształcenia prawnikiem (zawód ten wykonywał zresztą w Lizbonie przez ponad 10 lat). W dziennikarstwie telewizyjnym zadebiutował w 1978 roku pełniąc różne funkcje w kilku stacjach i wielu programach telewizyjnych, redagował też czasopisma, niejednokrotnie pełniąc funkcje redaktora naczelnego lub głównego redaktora wydania. Obecnie pracuje w telewizji SIC m.in. komentując w znanym programie Jornal da Noite. Literacki debiut Tavaresa miał miejsce w 1994 roku. Niestety Królik i Chopin jest jedyną jego książką przetłumaczoną na język polski. W Portugalii ukazała się ona w 2010 roku pt. Ismael a Chopin.

Miguel Sousa Tavares, ilustracje Fernanda Fragateiro
z portugalskiego przełożył Gabriel Borowski
Królik i Chopin

Wydawnictwo Rea-SJ 2015
Przy jednej z portugalskich recenzji książki umieszczono link do tego utworu –czyżby to sugerowana kompozycja, którą Chopin napisał dla Isamela? Trzeba przyznać, że piękna.