sobota, 17 października 2015

Lalki z Santo Aleixo - Bonecos de Santo Aleixo w Warszawie na 10. Międzynarodowym Festiwalu Teatru Lalek i Animacji Filmowych dla Dorosłych „Lalka też Człowiek” (19.10.2015)

Lalki z Santo Aleixo (źródło zdjęcia tutaj)

W Warszawie trwa właśnie X Międzynarodowy Festiwal Teatru Lalek i Animacji Filmowych dla Dorosłych „Lalka też Człowiek”. Festiwal właściwie powoli zmierza ku końcowi, rozpoczął się bowiem 11 października, a jego zakończenie planowane jest na 20 października  o 20.30 przewidziane jest ogłoszenie werdyktów międzynarodowego Jury X Międzynarodowego Festiwalu Teatru Lalek i Animacji Filmowych dla Dorosłych „Lalka też Człowiek” oraz Międzynarodowego Konkursu Filmów Animowanych Młodych Twórców połączone z wręczeniem dodatkowych nagród. Po ceremonii zaprezentowane zostaną nagrodzone filmy animowane.
Zanim jednak zakończenie, 19 października w Instytucie Teatralnym zostanie pokazane przedstawienie, które do Warszawy przyjechało z Centro Dramático z Évory (CENDREV). W Bonecos de Santo Aleixo, jak czytamy na stronie Festiwalu, las i kwiaty pełnią rolę materiału budulcowego, który zastępuje tradycyjnie pojmowaną scenę. To pewnego rodzaju miniatura z kurtyną sceniczną, scenografią naniesioną na karton oraz swoim własnym oświetleniem w postaci świecy olejnej.
W przedstawieniu artyści wykorzystują lalki wykonane z drewna i korka (znanego wszystkim towaru eksportowego z Alentejo) o wymiarach od 20 do 40 cm. Ich kostiumy są zaprojektowane w ten sposób, by od razu można było odgadnąć charakter postaci, które opowiadają historie przy akompaniamencie gitary portugalskiej. Te tradycyjne marionetki alenteżańskie swoją nazwę zawdzięczają miastu, z którego pochodzą - Santo Aleixo. Na warszawski festiwal przyjadą dzięki wsparciu Instytutu Camõesa.


Lalki z Santo Aleixo
10. Międzynarodowy Festiwal Teatru Lalek i Animacji Filmowych dla Dorosłych
19 października 2015 r., godz. 20.0021.30
Instytut Teatralny, ul. Jazdów 1

Lalki z Santo Aleixo (źródło zdjęcia tutaj)
Lalki z Santo Aleixo (źródło zdjęcia tutaj)
Lalki z Santo Aleixo (źródło zdjęcia tutaj)

niedziela, 4 października 2015

Kinga Rataj w Kinoteatrze Rialto - koncert z muzyką fado w Katowicach (3.10.2015 r.)



Kinga Rataj (źródło zdjęcia tutaj)

3 października w Katowicach odbył się koncert pod hasłem: Muzyka FADO w Kinoteatrze Rialto – koncert Kingi Rataj. Występ Kingi Rataj i jej zespołu zgromadził pełną salę widzów, zapewne zarówno fanów wokalistki, jak i stęsknionych dźwięków fado miłośników tej portugalskiej muzyki i portugalskiego sposobu życia. Ja początkowo należałem do tej drugiej grupy widzów, bo z twórczością występującej wczorajszego wieczoru Artystki zapoznałem się całkiem niedawno, gdy pojawiła się zapowiedź koncertu w Katowicach. Cieszę się, że występ był akurat w Rialcie – większość dotychczasowych wydarzeń w tym miejscu, w których brałem udział, należy do bardzo udanych.

Kinga Rataj występuje na scenie od dziesięciu lat, jest laureatką Grand Prix 42. Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie, na tymże festiwalu otrzymała też nagrodę prezesa TVP za najciekawszy debiut. Potem występowała na 11. Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Artystycznej w Rybniku OFPA oraz na 2. Festiwalu Twórczości Marka Grechuty – Korowód. Na obu zdobywała pierwsze nagrody. Ma za sobą udział w festiwalach zagranicznych oraz występy u boku Anny Marii Jopek, Grzegorza Turnaua czy João de Sousy. Ponoć doskonale opanowała język portugalski, w którym śpiewa fado (jak wiadomo, fado można śpiewać tylko w języku portugalskim) – do tego stopnia, że Portugalczycy biorą ją za swoją rodzimą piosenkarkę.

Na scenie w Kinoteatrze Rialto Kinga Rataj wystąpiła z zespołem w składzie: Marek Bazela (fortepian), Martin Złotnicki (gitara klasyczna), Marcin Spera (gitara basowa akustyczna) i Łukasz Kurzydło (instrumenty perkusyjne – niektóre niezwykle oryginalne o bardzo ciekawym brzmieniu). Zabrakło gitary portugalskiej, która dla mnie jest nieodłącznym elementem fado, ale zdaje się, że Kinga Rataj z towarzyszeniem tego instrumentu nie występuje (choć mogę się mylić). Zapewne zresztą trudno jest znaleźć w Polsce muzyka grającego na tym wyjątkowym instrumencie (tu też mogę się mylić). W jednym z wywiadów Artystka powiedziała zresztą, co z kolei niejako tłumaczy brak gitary portugalskiej, że nie jest rodowitą Portugalką, dlatego wybiera utwory z którymi się utożsamia, a koncert jest budowany na kontrastach – miłość, śmierć, emocje, wino... Wraz ze słuchaczami przenosi się do świata, którego na co dzień nie mamy tutaj w Polsce, a dobór instrumentarium to „nasz styl i nasze interpretacje, stąd brak gitary portugalskiej”. Zresztą, w trakcie koncertu okazało się, że jej nieobecność nie była aż tak odczuwalna…

No właśnie – nie było gitary portugalskiej, był za to fortepian i instrumenty perkusyjne, na co dzień nieobecne w tradycyjnym fado. Wykonywane utwory wymagały więc odpowiedniej aranżacji z uwzględnieniem tych instrumentów. I okazało się, że wyszło to świetnie. Choć i tak najważniejszy okazał się głos wokalistki, mocny, intensywny i po paru utworach już dla mnie rozpoznawalny, nowe instrumenty zagrały w całości bardzo dobrze, a na koncercie w Katowicach Artyści zbierali z każdym utworem coraz większe brawa.
Pojawiły się utwory zaliczające się do klasyki gatunku fado, jak nieśmiertelna Gaivota, o której wokalistka powiedziała, że i dla niej jest to utwór bardzo ważny (a wykonywali go chyba wszyscy, począwszy od Amálii Rodrigues, przez Dulce Pontes, Carlosa do Carmo na Luli Pena kończąc). Było sporo utworów rozsławionych przez Marizę, m.in. popularna i zawsze porywająca publiczność Rosa Branca czy wzruszające Meu fado. Z kolei w Barco Negra głos Kingi Rataj bardzo przypominała samą Marizę (co w tym wypadku należy uznać za zaletę, przynajmniej moim zdaniem). Ucieszyła mnie obecność w repertuarze dwóch utworów Any Moury, na dodatek niespodziewany dla mnie wybór utworu A Penumbra, jednego z moich „naj” w ogóle – utwór trudny zarówno do wykonania, jak i w odbiorze (jak zapowiedziała piosenkę gwiazda wieczoru, jest ona o śmierci). Kinga Rataj wykonała go bardzo pięknie, wręcz dostojnie, z wyczuwalną wrażliwością... Z kolei Desfado ponownie rozruszało publiczność – jest to utwór nieco odbiegający od typowego fado, co nie przeszkodziło Portugalczykom w pokochaniu go, a Anie Mourze w zebraniu wielu nagród w dziedzinie fado. Kinga Rataj wykonała tę piosenkę także na bis, co było doskonałym wyborem. As meninas dos meus olhos z kolei zyskało całkiem nową świeżą formę, za co Kindze Rataj i zespołowi należą się wielkie brawa. Na uznanie zasługuje też genialne wykonanie Tive um coração pedri-o z repertuaru Amálii Rodrigues. 

Pośród portugalskich utworów podczas wczorajszego koncertu pojawiły się też inne piosenki, m.in. z repertuaru Cesarii Evory czy kołysanka Marka Grechuty. Bardzo piękny był utwór napisany specjalnie dla Artystki – Piosenka o czasie. Można się zakochać od pierwszego słuchania…
Artystka chyba oczarowała katowicką publiczność, co było widać po reakcjach w czasie występu, jak i podsłuchanych komentarzach po nim. Koncert trwał półtorej godziny, może odrobinę dłużej, choć gdy wokalistka zapowiedziała ostatni utwór wydawało się, że dopiero co wyszła na scenę… Wieczór zaliczam do bardzo udanych, Kindze Rataj gratuluję świetnej formuły koncertu, talentu oczywiście też, no a sobie życzę pojawienia się na kolejnych wydarzeniach z udziałem wyżej wymienionych Artystów. Tak jak i Czytelnikom tego bloga :-)
Zdjęcia z koncertu pojawiły się już na stronie netfan.pl. 





czwartek, 1 października 2015

Gonçalo M. Tavares - wykaz lektur Portugalczyka przy okazji październikowej wizyty w Polsce (Festival Conrada - 24 października 2015 r.)



Gonçalo M. Tavares (źródło zdjęcia tutaj)

Gonçalo M. Tavares jest urodzonym w Luandzie w 1970 r. portugalskim pisarzem. Jest autorem powieści, opowiadań, poezji i sztuk teatralnych. Wykłada na uniwersytecie w Lizbonie, zajmuje się teorią nauki, a w swojej twórczości nawiązuje stylem do największych pisarzy europejskiego modernizmu, takich jak Kafka czy Brecht. W Polsce ukazały się do tej pory trzy powieści: Panowie z dzielnicy, Jeruzalem i wydana w ubiegłym roku Przypadki Lenza Buchmanna. Autor jest laureatem nagrody im. José Saramago za powieść Jeruzalem. Podczas jej przyznania portugalski noblista powiedział: „Mam ochotę stłuc Tavaresa, bo nikt nie ma prawa tak dobrze pisać w wieku 35 lat”.
Powiedział też, że za trzydzieści lat (zostało jeszcze 20), jeżeli nie wcześniej, Tavares otrzyma Nagrodę Nobla. Słowa te są cytowane przy każdej okazji, również w najnowszej (u nas, bo w Portugalii książka ukazała się dziewięć lat temu) powieści autora, uważanego, zresztą słusznie, za jednego z najwybitniejszych portugalskich pisarzy swojego pokolenia. W Polsce nie mamy niestety zbyt wielkich możliwości porównawczych, musimy więc wierzyć na słowo portugalskim i światowym krytykom i znawcom literatury. Ciekawostką jest natomiast fakt, że pisarz będzie gościem podczas tegorocznego Festivalu Conrada (24 października o godz. 18.00 – temat spotkania: Pan z dzielnicy literatury). Powieść Jeruzalem została włączona do europejskiej edycji „1001 książek do przeczytania, zanim umrzesz” co można potraktować jako spore uznanie dla autora.





Gonçalo M. Tavares – Jeruzalem  
przeł. Michał Lipszyc
Świat Książki 2010

Na wewnętrznej stronie okładki czytamy: „Jest środek nocy w wielkim mieście. Śmiertelnie chora Mylia, cierpiąca na schizofrenię nagle postanawia pójść do kościoła. Jej były mąż, lekarz psychiatra Theodor, owładnięty manią zrozumienia całej ludzkości, chce znaleźć sobie prostytutkę. Hanna, »niepospolita« dziwka, wyrusza właśnie, by znaleźć klienta. Jej przyjaciel, naznaczony wojną Hinnerk, też wychodzi z domu, z naładowaną bronią…”. 
Kim naprawdę są ci ludzie? Co jeszcze ich łączy? Co stanie się, nim nadejdzie świt? Co zdarzy się w Noc Prawdy?


Bardzo zgrabna zachęta sprawia, że chce się przeczytać tę książkę. Intrygująca wydaje się postać Mylii, zastanawiający jest jej były mąż – ciekawe, czy prostytutką, którą weźmie sobie tej nocy będzie Hanna? I czy w ogóle dojdzie do takiej sceny? W końcu w tym samym czasie ma pojawić się jeszcze ktoś z naładowaną bronią, a opis powyżej sugeruje, że wszyscy raczej się spotkają tej nocy. Tylko czy wszyscy naraz, czy może jakoś etapami? Każdy z każdym po kolei? 

Powieść Tavaresa można zakwalifikować jako psychodramę. W momencie wydania została okrzyknięta najlepszą i najgłośniejszą książką pisarza. José Saramago ogłosił, że „Jeruzalem to świetna książka, która w pełni zasługuje na swoje miejsce pośród wybitnych dzieł literatury zachodniej”. Giulia Lancii napisała natomiast: „Pisarstwo Tavaresa jest surrealistyczne, zabawne, poetyckie, głębokie i dramatyczne… to mała bomba, która burzy wszelkie ograniczenia i standardowe wzorce”. Obie wypowiedzi wydrukowano na ostatniej stronie okładki powieści i czytając je nie sposób nie zainteresować się książką. Jest w niej wszystko: zło, dobro, Bóg, szaleństwo, choroba, mechanizmy ludzkiej pamięci i umysłu, niedomówienia i tajemnice. Książka jest mroczna, ale i wciągająca, katastroficzna i czasem szokująca ,ale jednocześnie refleksyjna... Mnie osobiście wciągnęła mimo początkowego „zagubienia” w treści i losach bohaterów.




Gonçalo M. Tavares – Panowie z dzielnicy 
rys. Rachel Caiano; przeł. Michał Lipszyc
Świat Książki 2007

To bardzo ciekawa, w pewnym sensie (a może po prostu?) zabawna książka. Składa się z sześciu opowiadań będących jednocześnie sześcioma portretami dziwaków zamieszkujących tę samą dzielnicę. Panowie są absurdalnie oryginalni, a słowo dziwak do każdego z nich pasuje jak ulał. Te filozoficzne przypowiastki, jak możemy nazwać opowiadania, są dodatkowo opatrzone graficznymi ilustracjami autorstwa Rachel Caiano, uzupełniającymi treść opowiadań. Bohaterowie rozdziałów to Valéry, Henri, Brecht, Juarroz, Kraus i Calvino. 

Każdy z nich ma jakieś dziwactwa. Jeden jest niskiego wzrostu, więc skacze by dorównać innym. Następny przechowuje pustkę w szufladzie i jest ona dla niego rzeczą bezcenną. Kolejny uważa że absynt, jego sens życia, został wynaleziony wcześniej niż inteligencja, a jeszcze inny, mój ulubiony, zawsze ma przy sobie sześć egzemplarzy tej samej książki. Któryś z nich każdą ulicę przemierza w innej parze butów, co sprawia mu trochę problemów. Chyba któregoś pominąłem… Był jeszcze taki, który codziennie na świeżym powietrzu otwierał książkę na innej stronie, tak by słońce mogło ją poczytać. Nie jestem pewien, czy to on miał w walizce kilka egzemplarzy jednego tytułu...


Ilustracja z wnętrza Panów z dzielnicy



Zachęcające do przeczytania mogą być komentarze na stronie http://lubimyczytac.pl (choć krytyczne wpisy też tam są):


werrrrra: Książka magiczna, jestem w niej zakochana od pierwszej strony.
Nie potrafię wyrazić zachwytu nad twórczością Tavaresa, nigdy nie spotkałam czegoś takiego. Kto przeczyta ten zrozumie.

anonimowe: Genialna. Styl. Konstrukcja. Poruszane tematy. Bohaterowie. Książka bardzo ciekawa. Poruszająca. Nie znam niczego podobnego.


MariannaJ: Cudowne to jest, po prostu cudowne. Chyba najbardziej oryginalna książka, jaką w życiu czytałam. Cieszyłam się jak dziecko na każdą kolejną stronę. Wracam do niej od czasu do czasu, otwieram, gdzie popadnie, i do razu humor mi się poprawia :-D


herodot83: Powiedzieć coś przy użyciu słowa, które ma więcej znaczeń niż to oficjalne, w dodatku odnieść to do kultury w lesie metafor i błyskotliwego poczucia humoru z dozą ironii.
Godne uwagi, dyskretny domokrążca sprzedający myślenie, w dodatku za darmo.


Agnieszka: Lubię do niej wracać. Lubię ją polecać innym. Oni też nie narzekają i wracają do niej. I polecają innym innym...

Suzi: Dowcipnie i inteligentnie o tym, jak kompletnie pokręciliśmy świat i zamieniliśmy miejscami myślicieli z idiotami.





Gonçalo M. Tavares – Przypadki Lenza Buchamnna  
przeł. Wojciech Charchalis
Wydawnictwo Literackie 2015

Portret psychologiczny bohatera na wskroś złego. Oj jak mnie wkurzał ten facet − Lenz Buchmann, któremu czytając chce się życzyć źle i jednocześnie nie można przestać być zaciekawionym, co jeszcze złego zrobi. A tymczasem książka zaczyna się nieco zabawnie – od inicjacji seksualnej bohatera, którą wymusza na nim ojciec. Ojciec, do którego potem bohater w życiu się odwołuje, ale w taki sposób, by usprawiedliwiać swoje zło. Nawet nie usprawiedliwiać, bo on nie uważa że to, co robi należy usprawiedliwiać. Gdy jeszcze jest lekarzem chirurgiem zabija, bo uważa, że tak powinien. Potem porzuca zawód na rzecz polityki, nie przestając być złym człowiekiem i bezwzględnym mordercą. To wręcz narasta. Jednocześnie uchodzi za przykładnego obywatela − najpierw szanowanego lekarza, potem uznanego polityka i szefa partii. Gdy u niego wykryto nowotwór, i gdy zostają o tym poinformowani czytelnicy, nie ma mowy o współczuciu dla Lenza Buchmanna. Ja jako czytelnik ucieszyłem się, że w końcu mu się to przytrafiło. Też jest we mnie zło, jak i w każdym z czytelników, bo zapewne każdy z nich ucieszył się czytając o chorobie bohatera. A może jednak nie? 


Na ostatniej stronie okładki czytamy: „Ta obłędna biografia bohatera uosabiającego dzisiejsze zło pokazuje, w jak niepokojąco mistrzowski sposób mieszkający w Lizbonie pisarz wypełnił lukę w literaturze światowej, jak w lustrze swej wyobraźni odzwierciedlił szaleństwo, władzę i chorobę”. Szaleństwo, władza i choroba – te słowa w całości oddają treść książki. Dotyczą bohatera, który jest uosobieniem współczesnego zła, ale też zła w ogóle. Autor wykazuje się tutaj niezwykłym kunsztem literackim wnikając w umysł bohatera i ukazując drzemiące w nim pokłady zła jako coś, co może tkwić w każdym z nas lub coś z czym każdy z nas może spotykać się w innych. Jednocześnie mamy odczucie, że są to sprawy, które niepokoją Tavaresa we współczesnym świecie, i które próbuje w jakiś sposób okiełznąć poprzez uosobienie ich w postaci Lenza Buchanna. Książkę polecam, aczkolwiek jest to lektura dosyć ciężka, i na pewno nie każdemu się spodoba.