sobota, 8 sierpnia 2015

Na ścianach w Leirii

Leiria nie należy chyba do najchętniej odwiedzanych miast w Portugalii, ale moim zdaniem niesłusznie jest pomijana w wędrówkach po tym kraju. Jest tam sporo zabytków oraz malownicza starówka i górujący nad miastem zamek. Ja bardzo polubiłem to miasto - być może także dzięki ludziom, których udało mi się tam poznać - i chciałbym je jeszcze odwiedzić w niedalekiej przyszłości. Tymczasem wspominając postanowiłem podzielić się z Wami zdjęciami, na których są różnego rodzaju dekoracje ścienne - często są to przypadkowe bohomazy, które ktoś uwiecznił na ścianie, zdarzały się ilustracje nawiązujące do różnego rodzaju akcji, wydarzeń czy propagujące jakieś idee, przypominające stemple. Jest też logo kawiarni, mural z okazji Rewolucji Goździków i parę dekoracji z użyciem azulejos. Zdjęcia były robione we wrześniu ubiegłego roku, więc pewnie niektóre z zamieszczonych poniżej malunków już nie istnieją, za to na pewno pojawiły się nowe, które być może kiedyś się tutaj pojawią.








 


Ten królik był papierowy, przyklejony do ściany
fot. Walentyna Uljanowa
fot. Walentyna Uljanowa
fot. Walentyna Uljanowa
fot. Walentyna Uljanowa
fot. Walentyna Uljanowa
Kawałek ściany w jednej ze szkół podstawowych w Leirii, fot. Walentyna Uljanowa
Ta sama ściana, co wyżej, fot. Walentyna Uljanowa
fot. Walentyna Uljanowa
fot. Walentyna Uljanowa
Logo kawiarni przy wejściu do niej, post o kawiarni znajdziecie tutaj

Cztery poniższe ilustracje to plakaty reklamujące jeden z miejscowych teatrów. Znajdowały się dosyć wysoko, w bardzo wąskiej uliczce,co utrudniało robienie zdjęć.






Ten pies (poniżej w powiększeniu), podobnie jak królik parę zdjęć wyżej, powstał na papierze, potem przyklejono go do ściany










Zamek w Leirii na azulejos

piątek, 31 lipca 2015

Lizbońskie wątki w książce "Cierpliwy snajper" Arturo Pérez-Reverte’a + KONKURS



Zabierając się za czytanie Cierpliwego snajpera Arturo Pérez-Reverte’a nie do końca miałem świadomość, że jest to książka tematycznie związana (częściowo) z tym blogiem, a więc Lizboną i Portugalią. Po prostu czytane wcześniej książki tego hiszpańskiego pisarza i dziennikarza spodobały mi się, postanowiłem więc przeczytać następną. Dopiero potem przeczytałem na ostatniej stronie okładki: „Pojawia się w mrocznych zakamarkach Madrytu, Lizbony i Neapolu. Nikt go nigdy nie spotkał, ale wszyscy o nim wiedzą”.
Cytat dotyczy oczywiście tytułowej postaci, głównego bohatera książki, o pseudonimie Sniper. Jest on znanym chyba na całym świecie grafficiarzem, tworzącym rozpoznawalne, szeroko omawiane i komentowane prace, które od razu są uznawane za dzieła – chyba głównie z powodu tego, kto jest ich autorem. Jest Hiszpanem, który początkowo tworzył w Madrycie, potem w innych rejonach Hiszpanii, a z czasem pojawiał się w Lizbonie, Anglii, we Włoszech i innych częściach Europy. Ma swoich wyznawców w postaci innych grafficiarzy, głównie młodych, ale nie tylko, którzy zawsze są gotowi wykonywać polecenia mistrza, stawiać się na wyznaczane przez niego akcje i uczestniczyć w nich. Sniper jest poszukiwany przez wielu, ale głównie przez pewnego milionera, którego syn zginął podczas jednej z akcji zorganizowanej przez grafficiarza. Oferuje za niego sporo pieniędzy i jest zdeterminowany, by zrobić wiele w celu schwytania swojego wroga.

Choć moim zdaniem główną bohaterką jest jednak dziewczyna Alejandra Varela, której wszyscy mówią Lex. Ma ona dość specyficzną pracę, która zresztą mogłaby mi się podobać. Zajmuje się wyszukiwaniem ciekawych autorów i książek, na zlecenie wydawców, którzy całkiem nieźle jej płacą (pod warunkiem, że doprowadzi zlecenie do końca). W żargonie wydawniczym taka osoba to skaut. I właśnie Sniper jest jej kolejnym zleceniem. Pewien wydawca chce opublikować książkę z pracami grafficiarza, wydaniu towarzyszyłyby wystawy w Nowym Jorku, a całość miałaby być ogromną sensacją, za którą organizatorzy są w stanie zapłacić naprawdę ogromne kwoty. Problem polega na tym, że nikt nie wie gdzie przebywa Sniper, ani jak do niego dotrzeć. I bardziej niż pewne jest też to, że raczej nie będzie zainteresowany ofertą, no chyba że ktoś go przekona... Lex podejmuje się zadania. Co ją do tego motywuje? Czy tylko spore pieniądze, czy może coś jeszcze? Być może jeszcze chęć poznania artysty uchodzącego za postać kultową, przystojnego mężczyznę, w którym grafficiarze widzą boga, a kobiety zwyczajnie się podkochują. Jednak Lex to raczej nie dotyczy, woli kobiety. Kiedyś zresztą była z jedną grafficiarką… Ale, jej motywacje czytelnik poznaje w trakcie lektury książki, zatem wszystko przed Wami.

No więc Lex ma za zadanie odnaleźć Snipera i przekazać mu ofertę wydawcy. Pierwsze kroki kieruje do znajomego policjanta, którego wypytuje o Snipera. Nie dowiaduje się zbyt wiele, ale pewien trop prowadzi do Lizbony, gdzie artysta zorganizował akcję, podczas której cała Lizbona została pokryta pewnym motywem nawiązującym do książki portugalskiego noblisty José Saramago Miasto ślepców. Na czym dokładnie polegała akcja, w żargonie grafficiarzy nazywana bombingiem? Całe miasto zostało pokryte tysiącami ślepych oczu, począwszy od siedziby Fundacji Saramago (na zdjęciu) promieniście rozchodzącymi się we wszystkie strony miasta. Na usuwanie skutków tej masowej i bezlitosnej akcji władze Lizbony wydały prawie pół miliona euro. Pewnych informacji o graffiti w Lizbonie, o zorganizowaniu przestrzeni dla tego typu artystów i znikomych o Sniperze udziela naszej bohaterce lizboński porucznik Caetano Dinis, do którego namiary dostała od swojego hiszpańskiego znajomego policjanta. Przy okazji lektury tej książki, jeszcze przed przyjazdem bohaterki do Portugalii, dowiadujemy się, czym się różnią graffiti od murali – no więc, cytując tytuł drugiego rozdziału, „jeśli jest zgodne z prawem, to nie jest graffiti”. 

Podczas pobytu Lex w Lizbonie spacerujemy razem z nią znajomymi uliczkami, którymi się przechadza, zaglądamy do jej ulubionego hotelu, w którym zazwyczaj się zatrzymuje podczas pobytów w stolicy Portugalii, czy robimy sobie przejażdżkę windą. Okazuje się także, że razem z nią stajemy twarzą w twarz z mężczyzną w zielonym płaszczu, którego pierwszego dnia pobytu bohaterka spotyka już trzeci raz. Być może tylko jej się wydaje, że ktoś ją śledzi – ale nic więcej nie napiszę, poza tym, że pan w zielonym płaszczu, w pewnym towarzystwie, pojawi się jeszcze w Weronie, potem we Florencji… 

A Lex w Lizbonie spotyka się jeszcze z dwiema dziewczynami, które tworzą murale i graffiti. Były siostrami bliźniaczkami o imionach Sim i Não – jako grafficiarki podpisywały się też pseudonimem As Irmãs, czyli siostry. Z Lex umówiły się na jednej z betonowych ramp nabrzeża Tagu, po lewej stronie miały wieżę Belém, a za plecami tory kolejowe i autostradę. Większość z Was już zapewne kojarzy, gdzie mniej więcej mogło się odbyć to spotkanie. As Irmãs opowiadają naszej bohaterce, dlaczego zajęły się tworzeniem graffiti, dlaczego zdecydowały się także na działalność legalną, i jaki jest dla nich sens tego, co robią. Dzięki tym rozmowom poznajemy trochę bliżej istotę sztuki jaką jest graffiti samo w sobie – czytałem o tym z zainteresowaniem, bo zazwyczaj jestem tylko ciekawym odbiorcą tego, co pojawia się na ścianach. Prawdopodobnie lektura tej książki nieco wpłynie na moje postrzeganie sztuki ulicznej. Siostry współpracowały kiedyś ze Sniperem, stąd zainteresowanie Lex dziewczynami – próbuje ona dowiedzieć się czegoś więcej na temat lizbońskiej działalności grafficiarza i natrafić na jego trop. Czy jej się to udaje i jakich informacji udzielają jej Sim i Não? Czy w ogóle są pomocne? Musicie o tym przeczytać sami, nie mogę zdradzać zbyt wiele, by czytało się Wam równie dobrze, jak mnie. 

Co się dzieje potem? Lizbona to tylko fragment książki, po niej akcja przenosi się do Włoch, można się więc domyśleć, że w Portugalii Lex nie odnajduje Snipera, a jakieś tamtejsze wydarzenia kierują jej kroki w stronę Werony. Ale czy na pewno pojawi się tam Sniper, i czy jego kolejne akcje są jeszcze możliwe, skoro artysta jest tak bardzo poszukiwany? Napiszę tylko, że jeszcze parę zwrotów akcja ma w książce miejsce, a samo zakończenie zaskoczyło mnie w stu procentach! Życzę udanej lektury i przyjemnego oglądania wszelakiej sztuki ulicznej!

Arturo Pérez-Reverte; przekł. Joanna Karasek
Cierpliwy snajper

Dwie osoby, chcące przeczytać książkę, mogą ją wygrać w konkursie, o którym więcej w zakładce Konkursy (w bocznym menu tego bloga) lub tutaj. Książki otrzymałem dzięki uprzejmości wydawcy, za co serdecznie dziękuję!



sobota, 25 lipca 2015

Portugalskie filmy na 15. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu




Kadr z filmu Rabo Peixe (źródło zdjęcia tutaj)
W czwartek we Wrocławiu rozpoczął się 15. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty – prawdziwa uczta fanów kina w Polsce. Przejrzałem listę filmów w poszukiwaniu obrazów portugalskich i okazuje się, że jest ich bardzo mało, aczkolwiek i tak dobrze, że są. Nie wiedzieć czemu filmy portugalskie pojawiają się na naszych ekranach niezwykle rzadko. 

Wrocławski festiwal rozpoczął się 23 lipca i potrwa do 2 sierpnia. Pierwszym z pokazywanych tu filmów portugalskich będzie Koń Dinheiro (Cavalo Dinheiro) – obraz Pedra Costy z 2014 r. (seanse: 29 lipca, godz. 18.45; 31 lipca, godz. 12.45). Film otrzymał sporo nagród, m.in. na Locarno IFF 2014. Na stronie festiwalu czytamy, że „Pedro Costa wydobywa z mroku psychiczny pejzaż schorowanego, nękanego przez duchy przeszłości Ventury. Reżyser porzuca perspektywę kontynentalnego Portugalczyka i spogląda na współczesną historię swojego kraju, zwłaszcza na rewolucję goździków z połowy lat 70. i jej konsekwencje, oczami Kabowerdyjczyków. Oświetla upiornym blaskiem ich doświadczenia i przeżycia. Jego opowieść z jednej strony czerpie inspirację z prawdziwych historii występujących przed kamerą ludzi, którzy odgrywają samych siebie, z drugiej – z tradycji filmowego modernizmu”. W Calvalo Dinheiro reżyser nawiązuje do bohaterów pojawiających się w jego wcześniejszych filmach, tworzących trylogię Ossos (1997), Quatro da Vanda (2000) i Juventude Em Marcha (2006). Największą uwagę poświęcił właśnie Venturze, jako jednemu z emigrantów z Wysp Zielonego Przylądka. Łącząc prawdę z fikcją, opowiadał o trudnym życiu mieszkańców przylizbońskiej Fontainhas.
Drugi portugalski film, który będzie można zobaczyć podczas wrocławskiego festiwalu, to Rabo de Peixe (seanse: 30 lipca, godz. 16.15; 2 sierpnia, godz. 10.15). Przy jego opisie widnieje data produkcji 2015 r., ale tak naprawdę jest to na nowo zmontowany materiał filmowy z 1999 r. O innym filmie twórców, Joachima Pinto i jego partnera Nuno Leonela – Co teraz? Przypomnij mi, który był pokazywany na Nowych Horyzontach w 2014 r., i który był tegorocznym portugalskim kandydatem do Oscara, pisałem już tutaj. Na stronie festiwalu, w opisie Mariusza Miklińskiego czytamy, że film Rabo de Peixe jest „intymnym wideopamiętnikiem na dwa głosy, dryfującym między zwodniczą ciszą głębin a hukiem fal. Na otwartym oceanie w Rabo de Peixe znalazło się miejsce na cytaty z Simone Weil, refleksję o ginących tradycjach czy opowieści o morskim potworze i oscarowej roli Spencera Tracy. Duetowi reżyserów udało się zejść pod powierzchnię prozaicznych zdarzeń – przez ponad rok mieszkali w archipelagu Azorów, nawiązując trwałe relacje z młodymi rybakami. Poznali tajniki zawodu i problemy mieszkańców tytułowej osady – od pogoni za miecznikiem po walkę z unijną biurokracją. Dokument, który przenika poczucie straty, jest pochwałą prostego życia i rzemiosła przegrywającego w konfrontacji ze zglobalizowanym przemysłem”.

Poza tymi dwoma tytułami w programie festiwalu są jeszcze filmy, których Portugalia jest współproducentem. Dom (seanse: 30 lipca, godz. 19.00; 2 sierpnia, godz. 10.00) to obraz francusko-litewsko-portugalski z 1997 r., w reżyserii Šarūnasa Bartasa, który podczas festiwalu ma retrospektywę. Akcja filmu jest wędrówką „przez pokoje realnego budynku, a jednocześnie przez czas i pamięć, przez podświadomość młodego mężczyzny, »podmiotu lirycznego« tego filmowego poematu. U Bartasa wszystko zaczyna się od uczucia. Wstępem do fabuły jest pełen smutku list do matki czytany przez narratora, ilustrowany ujęciem fasady szlacheckiego pałacyku, w którym toczy się akcja”. Niewielu nas (produkcji portugalsko-francusko-niemiecko-litewskiej) to inny tytuł tego reżysera (1996), pokazywany w ramach retrospektywy we Wrocławiu. W opisie Agnieszki Szeffel, na stronie festiwalu, czytamy: „W Niewielu nas Bartas ucieka od kultury – z miasta, które stało się dla niego przestrzenią eksploracji – ale wciąż intryguje autorską wizją kina na granicy fabuły i dokumentu, poetyckim pejzażem, ludzkimi twarzami i melancholią ruin”. Akcja filmu została osadzona w społeczności Tofolarów, żyjącej w sowieckiej Buriacji, którą reżyser poznał podczas kręcenia zaginionej później studenckiej etiudy TofolariaBohaterką jest młoda dziewczyna Katerina Golubeva, która jest prawdopodobnie alter ego reżysera.  Z kolei Wolność (2000), też w reżyserii Bartasa, to produkcja francusko-portugalsko-litewska (seanse: 26 lipca, godz. 19.00; 2 sierpnia, godz. 13.00). W filmie czworo afrykańskich uchodźców próbuje dopłynąć do europejskiego brzegu, jednak zostają ostrzelani przez patrol graniczny. Jeden z nich umiera, a pozostała trójka musi uciekać przed ścigającymi ich żołnierzami. Film otrzymał nagrodę na festiwalu w Wenecji za sposób pokazania związku człowieka z naturą.


Podczas Nowych Horyzontów fani kina zobaczą jeszcze jeden obraz Bartasa – litewsko-francusko-portugalsko-holenderską produkcję Siedmiu niewidzialnych ludzi z 2005 r. (seanse: 27 lipca, godz. 19.00; 30 lipca, godz. 22.00). Na stronie festiwalu czytamy o filmie: „nastrojowe kino drogi, w którym zachwycony pięknem krymskich stepów Bartas opowiada historię powrotu do domu drobnego moskiewskiego gangstera. Reżyser oprócz charakterystycznego dla siebie operowania obrazem, gestem i twarzami bohaterów w narrację włącza dialog”.
W Międzynarodowym Konkursie Nowe Horyzonty bierze udział film Tysiąc i jedna noc (2015), który składa się z trzech części: Niespokojny (seanse: 27 lipca, godz. 19.15; 28 lipca, godz. 10.15), Opuszczony (seanse: 28 lipca, godz. 19.15; 29 lipca, godz. 10.15) oraz Oczarowany (seanse: 29 lipca, godz. 19.15; 30 lipca, godz. 10.15). Reżyserem tej portugalsko-niemiecko-szwajcarsko-francuskiej trylogii jest Miguel Gomes znany u nas z filmu Tabu. W przeciwieństwie do wyżej wymienionych obrazów, których twórcami byli Portugalczycy, ale akcja była umiejscowiona w innych miejscach (nie licząc Azorów w Rabo de Peixe), tutaj bohaterowie to Portugalczycy. W pierwszej części ukazano obraz pracowników stoczni w Viana do Castelo w obliczu kryzysu gospodarczego z lat 2013–2014. Bohaterem części drugiej jest tajemniczy Simão, zabójca uchodzący za lokalnego bohatera (ciekawe, kogo zamordował?). W trzeciej części, jak pisze na festiwalowych stronach Magdalena Bartczak, reżyser „skupia się na historii uciekającej z pałacu sułtana Szeherezady [która występuje również w poprzednich częściach]. Zestawia jej miłosne perypetie m.in. z opowieścią o bezrobotnych mężczyznach przygotowujących swoje ptaki do konkursu śpiewu i obrazami antyrządowych demonstracji w Lizbonie z listopada 2013 roku, przedstawionych z perspektywy Chinki. Podobnie jak w innych częściach, reżyser nasyca tę symboliczną historię subtelną ironią, humorem i melancholią. Hipnotyzując widza rozgrzanymi słońcem kadrami, niczym w pieśni fado przenosi punkt ciężkości na to, co kryje się w utracie i niespełnieniu”.

Dokładniejsze opisy wszystkich wymienionych filmów można przeczytać na stronie festiwalu, a dokładnie tutaj.