środa, 22 lipca 2015

Aldina Duarte - nie tylko fadista



Aldina Duarte (źródło zdjęcia tutaj)

Aldina Duarte obdarzona jest niesamowitym głosem, który pozwala jej na tworzenie niezapomnianych interpretacji fado. Urodziła się 22 lipca, a więc dzisiaj obchodzi urodziny. Z tej okazji kilka słów o tej utalentowanej pieśniarce. Zresztą Aldina Duarte nie tylko śpiewa. Pojawiła się w filmach, pisze teksty piosenek i  bloga, gra na altówce… Jest też pasjonatem fado, jego badaczem i naukowcem, a jej pasja została odzwierciedlona w około dwustu utworach, których jest autorką lub współautorką. Fado, które wykonuje, jest często prezentowane bez masek, surowe, bez efektów upiększających. Jest proste, prawdziwe i tradycyjne lub głęboko sięgające tradycji. Tworzy różnorakie projekty, w których łączy różne odmiany fado, muzyki tradycyjnej z literaturą portugalską i światową.
Na stałe śpiewa w domu fado w lizbońskiej Lapie – casa de fados Sr. Vinho.

Artystka w wieku 20 lat zaczęła pracować w gazecie, potem dostała angaż w radio, po czym rozpoczęła pracę w Centrum Porażenia Mózgowego. Tam śpiewała w chórze grupy teatralnej działającej w Centrum, i tak rozpoczęła się jej przygoda ze śpiewaniem. 

W Clube de Fado poznała śpiewaków, dzięki którym „weszła” do świata fado. W tym czasie pracowała dla wytwórni EMI współtworząc płyty innych artystów, m.in. śpiewając na nich i pisząc teksty utworów. Pisała także dla siebie, ze skutkiem takim, że w końcu w 2004 r. wydała debiutancki album Apenas o Amor. Większość utworów na płycie to tradycyjne pieśni fado z jej własnymi tekstami. Dwa lata później ukazała się kolejna płyta – Crua (2006), z tradycyjnymi utworami z tekstami João Monge – znanego portugalskiego poety i kompozytora. Na płycie Mulheres Ao Espelho z 2008 r. znalazły się teksty będące antologią poetów działających pod nazwą DIGA 33, a wśród nich utwór Aldiny Princesa Prometida, który możecie obejrzeć i posłuchać poniżej. Kolejna płyta, Contos de Fados, ukazała się w 2011 r. i była inspirowana dziełami literatury światowej. W kwietniu tego roku ukazało się dwupłytowe wydawnictwo Romances. Jak już pisałem wcześniej tutaj, na swojej najnowszej płycie Artystka śpiewa, gra na altówce i na gitarze. Połączenie tradycyjnej muzyki fado z wierszami Maria do Rosário Pedreira dało efekt przepięknych melodii, od których słuchania nie można się oderwać. Dodatkową wartość albumowi dodają zaproszeni goście: Ana Moura, Filipa Cardoso i Camané.

W 2009 r. na DVD ukazał się film dokumentalny Aldina Duarte: Princesa Prometida zrealizowany przez Manuela Mozosa, który miał swoją premierę na Festival Indie Lisboa, a następnie był pokazywany na innych imprezach filmowych i zdobył kilka nagród.
Jako pieśniarka fado pojawiła się już wcześniej w filmie Manuela Mozosa Xavier w 1992 r. oraz w A Religiosa Portuguesa z 2009 r. wyreżyserowanym przez Eugène Greena.

Poniżej kilka występów i teledysków Aldiny Duarte oraz jeden utwór z najnowszej płyty Romances.

Princesa Prometida
Fado com dono
Fado Mea Noite

Deste-me tudo o que tinhas
Gato Escaldado
Dois Ponteiros


sobota, 18 lipca 2015

17 lipca - urodziny Tristão da Silva


Tristão da Silva (źródło zdjęcia tutaj)
Wczoraj obchodziłby urodziny Tristão da Silva – jeden z najznakomitszych męskich głosów fado w historii tego gatunku. Urodził się w Lizbonie 1927 r. Niestety dość młodo zmarł, bo w wieku 51 lat – 10 stycznia 1978 r., na skutek obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym.


Pierwszy raz wystąpił publicznie w lizbońskiej Café Mondego już jako dziesięcioletni chłopiec. Występował tam tylko w niedziele, ze względu na młody wiek. Znany był wówczas jako O Miúdo do Alto do Pina – był to pseudonim stworzony na potrzeby lokalnego konkursu, w którym wziął udział i wygrał. Jako dorosły artysta przyjął pseudonim, pod którym go znamy, czyli Tristão da Silva (w dowodzie miał wpisane Manuel Augusto Martins Tristão da Silva). W 1956 r. zasłynął pieśniami Nem às Paredes Confesso i Maria Morena, które otworzyły mu furtkę do dalszej kariery. Inne jego najbardziej znane pieśni to Da Janela do Meu Quarto, Aquela Janela Virada P’ró Mar czy Calçada da Glória interpretowane w romantycznym stylu charakterystycznym głębokim, od razu rozpoznawalnym głosem.
Jednak zanim zostaje gwiazdą zatrudnia się w aptece w Graça, a potem odbywa służbę wojskową. Po wstępnych nagraniach otrzymuje angaż jako artysta portugalskiego radia państwowego, potem, począwszy od 1955 r. występuje na Maderze, Azorach, następnie w Hiszpanii i Afryce. Po powrocie do kraju jest pierwszym artystą występującym w programie RTP Feira Popular. W 1960 r. wyjeżdża na cztery lata do Brazylii, gdzie również zdobywa popularność, koncertuje i otrzymuje mnóstwo nagród, m.in. Sasso za Álbum da Canção. W Brazylii również występuje w radio i telewizji, gdzie jest zatrudniany jako gwiazda.
W 1964 r. wraca do Lizbony i znowu pojawia się w telewizji. Poza tym występuje też w najbardziej znanych domach fado Lizbony – w O Faia, A Tipóia, A Parreirinha de Alfama, czy Forcado ou O Luso, a także na scenach teatralnych. Jego błyskotliwa kariera zakończyła się w wieku 51 lat tragicznym wypadkiem samochodowym – artysta wracał wówczas z występu w Fados O Forcado.







piątek, 17 lipca 2015

Max Bilski - "Hotel w Lizbonie", czyli pierwszy tytuł kryminalnej serii "Podróże ze śmiercią" + KONKURS



Hotel w Lizbonie autorstwa Maxa Bilskiego to pierwsza książka z kryminalnej serii Podróże ze śmiercią, zainicjowanej przez Wydawnictwa Videograf z Chorzowa. Nie zaczytuję się w kryminałach jak niektórzy, tym bardziej nie przypominam sobie, bym czytał już książkę z tego gatunku, z akcją osadzoną w Lizbonie czy gdziekolwiek w Portugalii, więc nie wiedziałem czego się po tej książce spodziewać…
Akcja zaczyna się od tego, że para ludzi, dziennikarzy z Polski, leci na urlop do Lizbony. On, Michał, jest trochę zły na żonę Joannę, że wygrała tę wycieczkę w jakiejś loterii i teraz zamiast do Chorwacji muszą lecieć do Portugalii. Od razu poczułem lekką niechęć do głównego bohatera – też mi poświęcenie i powód do narzekania. Prawdopodobnie większość z osób zaglądających na bloga podziela moje zdanie, ale pewnie są osoby, dla których Chorwacja jest tym, czym dla nas Portugalia, więc w sumie w jakiś sposób rozumiem… No więc jest małżeństwo i jest ono trochę dziwne. Michał, który w powieści jest  narratorem, nazywa żonę parę razy suką, bo jest taka i owaka, uważa że jej okropna fryzura wreszcie pasuje do jej charakteru i takie tam. Ona często się na niego obraża, czemu się w sumie nie dziwię, zdarza jej się wrzeszczeć na niego w miejscach publicznych, albo znika na pół dnia i zapomina mu o tym wcześniej powiedzieć (a tymczasem w hotelu mordują!). No ale rozumiem, że takie charaktery zostały stworzone na potrzeby książki. Ciekawostką jest natomiast fakt, że oboje znają portugalski, bo kiedyś po prostu postanowili uczyć się języków obcych, jako rzecz niezbędna do podróżowania po świecie. Joannie nauka poszła nieco łatwiej, co jej mąż zgrabnie tłumaczy zwalając wszystko na wysoki poziom inteligencji odtwórczej małżonki (ona sama uważa, że po prostu ma chłonniejszy umysł).
Główni bohaterowie są na wycieczce do Lizbony razem z całą grupą turystów z Polski i wszyscy mieszkają w pewnym hotelu w centrum miasta (tak przynajmniej jest określana jego lokalizacja, chociaż z opisów miejsc  w pobliżu – niekoniecznie). Biuro podróży, organizator wyjazdu, wysłało wraz z nimi przewodniczkę Alicję, którą Michał obserwował już na lotnisku w Lizbonie, tuż po przylocie, i która była wtedy nienaturalnie zdenerwowana. Okazało się potem, że powodem zdenerwowania był…  − jednak nie napiszę, bo pewnie niektórzy od razu odgadliby kto kogo zamordował itp. A trupów w tej powieści jest kilka, i każda zamordowana osoba należała do polskiej grupy turystów. Zresztą kryminalne przygody zaczynają się już na początku pobytu w stolicy Portugalii, a w pierwszą z nich wplątuje się nasz główny bohater. Ujawnia się też jego dziennikarska dociekliwa strona i postanawia on rozwiązać zagadkę dziwnych śmierci w lizbońskim hotelu. Do współpracy namawia żonę i przystojnego portugalskiego policjanta Felipe, który okazuje się być także bardzo kompetentny w swoim fachu. Uroda Portugalczyka zostaje podkreślona w kontekście podekscytowania żony, z kolei odwrotne sytuacje są udziałem Michała, który ogląda się czasem za zgrabnymi nogami długonogiej Danieli czy innymi blondwłosymi pięknościami.
W sumie w powieści pojawia się kilka barwnych postaci – jest starsze małżeństwo, w którym on jest urzędnikiem pewnego (nie wiadomo jakiego) ministerstwa, a ona śmiertelnie chorą żoną, jest para rodzeństwa, które okazuje się nie być rodzeństwem – on jest kochankiem (ukrywającym się, bo żonatym), a ona jego kochanką, stanu wolnego. Inni członkowie wycieczki to pewna starsza pani (nazywana przez Michała „Złotą Dorotą”), która okazała się być babcią pewnego dziwnego mężczyzny zabierającego na urlop garnitury i koszule z kołnierzykiem, i pewien samotny mężczyzna, Bogdan, który wydawał się zwykłym podrywaczem-gawędziarzem. Innych członków wycieczki nie poznajemy, nie licząc przewodniczki Alicji. Czy wśród wymienionych osób są trupy, które sieją grozę wśród mieszkańców hotelu? I czy mordercą okaże się któryś z gości hotelowych, czy może jednak będzie to włamywacz, którego ścigał Michał? A może któryś z wymienionych przeze mnie członków polskiej grupy?
Mimo pewnych niedociągnięć w opisywaniu miejsca akcji, które mogą przeszkadzać znawcom Lizbony (np. bohater bez problemu pieszo pokonywał odległości między „starówką”, zamkiem św. Jerzego a klasztorem Hieronimitów; ani razu nie padła nazwa Alfama czy nawet Praça do Comércio), książkę czyta się lekko i przyjemnie, dzięki czemu jest to idealna lektura na wakacyjne popołudnie. Bo akurat tutaj nie szczegóły Lizbony a zagadki krwawych wydarzeń są ważne. A czy książka jest dobrym kryminałem? Niech ocenią znawcy gatunku.

Max Bilski
Hotel w Lizbonie

Jedną z tych osób, które będą miały możliwość oceniać, może być zwycięzca konkursu, w którym do wygrania jest egzemplarz książki podarowany przez Wydawnictwa Videograf, za co serdecznie dziękuję. Szczegóły konkursu w zakładce Konkursy w menu  po prawej stronie tego bloga lub tutaj.