środa, 1 lipca 2015

Elżbieta Sieradzińska: "Cesaria Evora" + KONKURS


O Cesarii Evorze słyszał każdy, kto choć trochę interesuje się muzyką, słucha radia czy przegląda oferty koncertowe. Bo mimo iż od kliku lat nie ma jej z nami, echa twórczości kabowerdyjskiej śpiewaczki są wciąż obecne. Nie każdy natomiast wie, że Cesaria miała w Polsce przyjaciółkę, bliską – jak można wywnioskować z lektury książki, o której ten wpis. Na tyle bliską, by mogła ona napisać fascynującą biografię, która jest nie tylko biografią wielkiej artystki podziwianej przez miliony na całym świecie, ale także wspomnieniami o bliskiej osobie, jaką dla pani Elżbiety była Cesaria Evora.
Elżbieta Sieradzińska, jak czytamy na jej stronie internetowej czy na tylnej stronie okładki książki, jest romanistą z zamiłowania i wykształcenia, muzykiem i autorem tekstów z zamiłowania, tłumaczem z francuskiego, a także dyrektorem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Mińsku Mazowieckim. Nagrała nawet płytę, o której więcej na jej stronie internetowej tutaj. Z Cesarią Evorą autorka spędziła wiele chwil, zapewne wspaniałych (co można wywnioskować z lektury książki) w ciągu ostatnich dziesięciu lat życia pieśniarki – odwiedzając ją w Mindelo na Cabo Verde oraz jeżdżąc po całym świecie śladami Bosonogiej Divy.
Bo Bosonogą Divą była i jest nazywana kabowerdyjska pieśniarka. Bardzo często występowała boso, ale wcale nie dlatego, by solidaryzować się z jej biednymi rodakami, jak się powszechnie przyjęło i o czym rozpisywała się prasa.
W książce znajdziecie wyjaśnienie bosych stóp Cesarii Evory. Cesaria Evora, bo taki tytuł ma wydawnictwo, to pięknie wydana publikacja (jak zresztą zazwyczaj w wydawnictwie Marginesy), którą chce się przeczytać od razu po pierwszym wzięciu do ręki już za sam wygląd. Ładna twarda okładka, solidnie szyte kartki, bogato ilustrowane zdjęciami, często unikatowymi, z prywatnych zbiorów.
Książka rozpoczyna się od początków znajomości autorki książki z królową morny. Czytając, ma się wrażenie, że poznajemy pieśniarkę z Wysp Zielonego Przylądka razem z Elżbietą Sieradzińską, która w bardzo ciekawy sposób prowadzi narrację. Przy czym w ogóle nie daje nam odczuć, że w temacie Cesarii Evory jest wysoko ponad przeciętnym czytelnikiem, bo to właśnie ona przyjaźniła się z bohaterką książki.
Autorka książki, Elżbieta Sieradzińska
 (źródło zdjęcia tutaj)
Pani Elżbieta ustawiła się w cieniu, czasami może nawet za bardzo… No bo kto inny mógł tak jak ona zbliżyć się do Cesarii, kto mógł być za kulisami jej koncertów, mieć wstęp na każdy jej występ, dostąpić zaszczytu pilnowania jej torebki, rozmawiania na tematy prywatne a nawet intymne, albo kogo innego Cesaria podwoziła samochodem na spotkania, w obawie o jego bezpieczeństwo? Kto rozmawiał z jej dziećmi przez jej telefon komórkowy, gdy Cesaria była akurat w Warszawie? No i wreszcie – do kogo zadzwonił menadżer Cesarii, by poinformować o najsmutniejszym wydarzeniu, jakim była śmierć Artystki? Tą osobą była Elżbieta Sieradzińska, która w książce przyjmuje raczej rolę obserwatora i informatora – dzięki czemu zresztą efekt jest taki, że mamy rzetelną, pięknie napisaną biografię jednej z największych pieśniarek tzw. nurtu world music, która mam nadzieję doczeka się przekładów na inne języki. Szkoda, by tak dobra książka nie mogła być czytana przez wielbicieli Cesarii Evory z innych krajów. 
Jeden z rozdziałów w książce ma tytuł Lisbon story i jest poświęcony relacjom Cesarii Evory z Lizboną i Portugalią, które są określane mianem nieudanej randki. Pieśniarka miała oczekiwania wobec Portugalczyków, które zostały zawiedzione, stąd trochę rozczarowanie, z drugiej strony oczekiwanie na jeszcze jeden raz, który też niekoniecznie jest wymarzony.
Cesaria Evora podczas występu w lizbońskim Coliseu 
(źródło zdjęcia tutaj)
Mimo iż stolica Portugalii była celem pierwszej zagranicznej podróży Artystki, w dodatku wylot był na nagranie utworów na płytę, to tak naprawdę dopiero we Francji „odkryto” talent Cesarii. Wcześniej bywała ona w Lizbonie, gdzie czasem śpiewała w klubach by zarobić na przysłowiowy chleb, lizbońskim wytwórniom zaproponowano też krążki Cesarii, jednak uznano, że Portugalia nie jest gotowa na gwiazdę z dawnej kolonii – mówiąc najogólniej. Dopiero później, gdy Artystka odniosła już sukces we Francji i innych krajach, także w Portugalii bilety na jej koncerty rozchodziły się do ostatniego niemal natychmiast, płyty sprzedawały w olbrzymich nakładach, a Cesaria, nazywana przez bliskich Cize, była gwiazdą. Śpiewała z Marizą, Dulce Pontes, Tito Parisem, w Portugalii ukazywały się jej biografie, to właśnie portugalska telewizja nakręciła film dokumentalny o kabowerdyjskiej gwieździe z Mindelo. Niektórzy dziennikarze uznawali mornę, gatunek wykonywany przez bosonogą divę, za odmianę fado. Zresztą Cesaria lubiła fado, a zwłaszcza Amálię Rodrigues, której była fanką, i którą podziwiała. Z mniej artystycznych rzeczy – w Lizbonie Cesaria poddała się operacji stóp, by wreszcie mogła bezboleśnie chodzić. Z kolei drużyna piłkarska FC Porto była tą, której kibicowała.
Z książki wyłania się postać kobiety, o której dotąd tak naprawdę nie wiedziałem zbyt wiele. Cesaria Evora, której nazwisko początkowo było zapisywane Évora, zaczynała karierę jako młoda dziewczyna, która po prostu śpiewała w Mindelo przy różnych okazjach. I bez okazji też. Nie raz cierpiała niedostatek, bo za wykonaną pracę, jaką był śpiew, nie zawsze jej płacili, albo płacili szklanką koniaku. Ale ona i tak śpiewała, bo to było w jej sercu. Gdy na kilkanaście lat zniknęła dla świata, też śpiewała, ale tylko dla siebie. No może słuchała jej wtedy matka, z którą Cize mieszkała.
Cesaria Evora w swoim rodzinnym mieście (źródło zdjęcia tutaj)
Wraz z ubywającą liczbą stron książki coraz bardziej poznajemy gwiazdę z odległych wysp, dowiadujemy się o jej zwyczajach, o tym co jadała na śniadanie, dlaczego nie lubiła schodów, że nie lubiła czekać, uwielbiała zakupy, a punktualność była jedną z jej najbardziej rozpoznawalnych cech (przekonała się o tym chociażby Dorota Miśkiewicz, która spóźniła się na wspólne z Cesarią podpisywanie płyty i ostatecznie... podpisywała sama, bo Cesaria nie miała ochoty na nią czekać; zresztą o Dorocie Miśkiewicz i duecie z Cesarią, wspólnym nagrywaniu teledysku i występach jest w książce trochę więcej niż jeden akapit). Poznajemy po kolei etapy kariery pieśniarki, kolejne płyty, koncerty, wyróżnienia; Autorka wyjaśnia niektóre kwestie, nie zawsze znane w Polsce czy opisywane we właściwym kontekście i brzmieniu, albo raczej „rozjaśnia” je i komentuje. Cesaria zjeździła z koncertami cały świat, od Afryki przez Bliski i Daleki Wschód, obie Ameryki, Australię. Do współpracy zapraszali ją również artyści z całego świata – wiele muzycznych projektów udało się zrealizować, na niektóre zabrakło czasu (jak ten z Carlosem Santaną), inne były trochę niemożliwe do zrobienia (jak duet z Madonną, fanką Bosonogiej Divy – z powodu różnych upodobań muzycznych), a
Mariza z Cesarią (źródło zdjęcia tutaj)
jeszcze inne były marzeniami Cesarii (duety z Julio Iglesiasem czy Charlesem Aznavourem). Ciekawa jest historia współpracy z Kayah, o której również można przeczytać w książce (w przeciwieństwie do duetu z Dorotą Miśkiewicz, którą wybrała wytwórnia z Polski do polskiej edycji płyty nie pytając Cesarii o zgodę czy opinię, Kayah i Evora wspólnie wybrały utwór, który nagrają, a współpraca była jeszcze kilka razy odnawiana podczas wspólnych występów; duet z Kayah znalazł się zresztą na międzynarodowej edycji płyty Cesarii). Interesujące są kwestie dotyczące tego, jak Cesaria przygotowywała się do koncertów (albo raczej jak się nie przygotowywała), w jaki sposób powstawały jej przeboje i płyty, jak reagowała na różne sytuacje, co ją dziwiło, a nad czym przechodziła do porządku czym z kolei zadziwiała innych. Książka Elżbiety Sieradzińskiej to dodatkowo poboczne historie bliskich pieśniarki – jej rodziny, współpracowników i przyjaciół. A także przybliżenie polskiemu czytelnikowi obrazu Cabo Verde, które u nas wciąż są traktowane w kategoriach egzotyki.
Tylko raz udało mi się być na koncercie Bosonogiej – było to w Gliwicach w 2009 r. Z drugiej strony – cieszę się, że przynajmniej raz. Był to niesamowity koncert – podobne wspomnienia mają moi znajomi, którzy też tam byli. Nie zdołał go zepsuć nawet Wojciech Cejrowski, którego nie wiadomo po co organizatorzy zaprosili na imprezę… A wątek gliwickiego koncertu pojawia się zresztą w książce – Autorka też na nim była – m.in. pilnowała torebki Cesarii ;-), stojąc tuż przed sceną. Jest też zdjęcie Artystki z gliwickiego występu.
A dlaczego piszę o tej książce na blogu o Lizbonie i Portugalii? Mógłbym napisać, że dlatego, bo chcę :) Po prostu lubię słuchać muzyki Evory, chętnie poznałem jej życie, a sama Artystka trochę jednak kojarzy mi się z Portugalią (także przez historyczne związki Wysp z tym krajem); zresztą większość posiadanych płyt Cesarii kupiłem w Lizbonie, mieście z którym ona sama mimo wszystko była w pewien sposób związana.

Elżbieta Sieradzińska
Cesaria Evora
Wydawnictwo Marginesy 2015

Fanom pieśniarki z Cabo Verde polecam stronę Elżbiety Sieradzińskiej, która jest dodatkowym, przepastnym kompendium o Cesarii Evorze: www.sieradzinska.pl.

A przy okazji postu o książce zapraszam do konkursu, w którym do przekazania mam jeden jej egzemplarz (podarowany przez wydawcę). Szczegóły dotyczące zabawy tutaj lub w zakładce Konkursy w bocznym menu tego bloga. 
W Mindelo (źródło zdjęcia tutaj)
Przyjaciółki - Elżbieta Sieradzińska & Cesaria Evora (źródło zdjęcia tutaj)
Cesaria podczas występu w Gliwicach w 2009 r. (źródło zdjęcia tutaj)



wtorek, 23 czerwca 2015

Portugalscy artyści na europejskich festiwalach muzycznych - lato 2015


Lato to czas festiwali, które odbywają się niemal wszędzie. Na wielu europejskich imprezach muzycznych można posłuchać i obejrzeć artystów z Portugalii. Przeglądając programy wielu z nich natknąłem się na zapowiedzi muzycznych występów naszych ulubionych portugalskich wykonawców. Takie festiwale odbywają się niemal wszędzie – w sąsiednich Niemczech, Szwajcarii, Francji, Hiszpanii, na Węgrzech… Trochę gorzej jest z festiwalami w Polsce. Na Off Festivalu w Katowicach wystąpi Rogério Brandão znany jako DJ Nigga Fox (możecie go posłuchać tutaj), urodzony w Angoli artysta, który mieszka i tworzy w Lizbonie.
DJ Nigga Fox (źródło zdjęcia tutaj)
Jak czytamy na stronie imprezy, jego muzyka to mroczny trans, abstrakcyjne techno oraz rytmy kuduro, kizomba, batucada i im podobne, które trafiły do europejskich gett wraz z afrykańskimi uchodźcami.

Wielu z Was w okresie wakacyjnym podróżuje po Europie, może więc poniższy tekst będzie podpowiedzią, którą z imprez odwiedzić podczas pobytu w jednym z europejskich miast.


Carlos do Carmo (źródło zdjęcia tutaj)
Najbliższy festiwal, z całą plejadą artystów fado, odbędzie się w Paryżu. To festiwal Folisboa, który rozpocznie się już w najbliższy piątek. Pierwszą edycję imprezy otworzy koncert 26 czerwca, na którym wystąpi Rodrigo Leão, znany m.in. z tego, że był współzałożycielem zespołu Madredeus. Drugim wykonawcą tego dnia festiwalu będzie znana wszystkim Mariza. 27 czerwca wystąpią m.in. Lura, której kilkanaście razy mogliśmy słuchać na koncertach w Polsce, a także Bonga, który 20 kwietnia wystąpił w Warszawie w ramach AfryKamery. Ostatniego dnia, 28 czerwca, na scenie pojawi się prawdziwa śmietanka współczesnego fado. Jako pierwsza wystąpi Carminho, która w ubiegłym roku wydała piękną płytę Canto. Po niej na scenę wkroczy Camané, zwany nie od dziś księciem fado. Następną artystką, która wystąpi tego dnia w Paryżu będzie Ana Moura, która od wydania płyty Desfado nie przestaje koncertować, i która aż dwa razy wystąpiła tej wiosny w Polsce. Na koniec festiwalu na scenie pojawi się sam mistrz fado Carlos do Carmo – nie wiem, czy Artysta koncertował kiedyś w Polsce, ale mam nadzieję, że jeszcze to nastąpi.



Inny festiwal, na którym pojawi się sporo portugalskich artystów to Badasom w hiszpańskim Badajoz. To już kolejna edycja imprezy, podczas której na jednej scenie występują portugalscy fadiści i hiszpańscy artyści flamenco. W poprzednich latach na scenie w Badajoz wystąpili m.in. Carminho, Mariza, Carlos do Carmo, Cristina Branco, Dulce Pontes, Sara Tavares, Ricardo Ribeiro czy Gisela João. W tym roku na festiwalu zaśpiewają fenomenalna Ana Moura (9 lipca), Dulce Pontes (10 lipca), dla której będzie to już drugi raz na tym festiwalu, oraz Cuca Roseta (11 lipca), o której nowej płycie wspominałem niedawno w jednym z postów.

Z kolei w Madrycie w dniach 26–28 czerwca odbędzie się Festival de Fado Madrid, podczas którego wystąpią kolejne gwiazdy. 26 czerwca wystąpi Carminho, 27 czerwca Raquel Tavares, a 28 czerwca Cristina Branco. Artystka zaśpiewa też 4 lipca podczas 64. Festival Internacional de Música y Danza w Granadzie, a 26 lipca w Bułgarii podczas Varna Summer International Music Festival 2015.

Mariza (źródło zdjęcia tutaj)
Od 10 do 17 sierpnia w Budapeszcie będzie trwał festiwal Sziget. Wśród wielu mniej lub bardziej znanych wykonawców 16 sierpnia na scenie pojawi się Mariza. Artystka pojawi się też 7 lipca w niemieckim Freiburgu na 33. Zelt-Musik-Festivalu. Wystąpi tam także Melody Gardot (13 lipca), związana z Portugalią, która w czerwcu tego roku wydała płytę The Currency Of Man, nagrywaną m.in. w Lizbonie. Mariza wystąpi też 6 lipca w Stuttgarcie na festiwalu JazzOpen.

António Zambujo i Carminho (źródło zdjęcia tutaj )

Z kolei Ana Moura pojawi się we włoskim Lugano na imprezie o nazwie Estival Jazz. Artystka zaśpiewa 4 lipca.
Gisela João wystąpi 28 czerwca w Marsylii podczas Festival de Marseille Danse et Arts Multiples.
António Zambujo da koncert 30 lipca w Trondheim podczas festiwalu Olavsfestdagene. Wcześniej pojawi się we francuskim Lodève – 18 lipca podczas Festival Voix de laméditerranée, a 29 lipca w Genewie podczas Musiques en été.

Camané wystąpi także 27 czerwca na Festival Musiq'3 w Brukseli (na jednej z siedmiu scen, pośród 200 innych artystów).
Ana Lains pojawi się 10 lipca w hiszpańskiej Ceuta podczas festiwalu Festival Sete Sóis Sete Luas. Na imprezie wystąpi wielu innych artystów, m.in. z Cabo Verde, Hiszpanii, Francji czy Grecji.  Spośród portugalskich artystów zagrają też Pé Na Terra (11 sierpnia w Cuenca).

Rodrigo Leão (źródło zdjęcia tutaj)
Melody Gardot (źródło zdjęcia tutaj)
Ana Moura (źródło zdjęcia tutaj)
Raquel Tavares (źródło zdjęcia tutaj)
Cristina Branco (źródło zdjęcia tutaj)
Dulce Pontes (źródło zdjęcia tutaj)
Ana Laíns (źródło zdjęcia tutaj)
Camané (źródło zdjęcia tutaj)
Cuca Roseta (źródło zdjęcia tutaj)
Pé Na Terra (źródło zdjęcia tutaj)
 
Gisela João (źródło zdjęcia tutaj)


sobota, 13 czerwca 2015

13 czerwca - urodziny Fernanda Pessoi


W jednej z lizbońskich galerii

13 czerwca 1888 r. urodził się chyba najbardziej dziś znany portugalski poeta Fernando Pessoa, o którym słyszeli wszyscy miłośnicy portugalskich klimatów, nawet jeśli nie przeczytali ani jednego jego wiersza, poematu czy przewodnika. Jest dziś zaliczany do grona najwybitniejszych pisarzy XX w. W Polsce ukazało się niewiele jego dzieł: Lizbona : co turysta powinien zobaczyć (Czytelnik), Księga niepokoju Bernanda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie (Czytelnik; Czuły Barbarzyńca; Lokator), Bankier anarchista (Jirafa Roja), Poezje zebrane Alberta Caeiro (Czuły Barbarzyńca). O innych nie wiem…
Fernando António Nogueira Pessoa urodził się w domu przy Largo de São Carlos w Lizbonie, skąd roztaczał się piękny widok na Tag. Jego rodzice to Maria Madalena Nogueira i Joaquim Pessoa. Ojciec, urzędnik, meloman i autor kronik w „Diario de Notícias” zmarł gdy Fernando miał pięć lat. Matka Fernanda oczekiwała wówczas drugiego dziecka – brat przyszłego poety odziedziczył wątłe zdrowie po ojcu i zmarł przed ukończeniem pierwszego roku życia. Dwa lata później Maria Madalena poślubiła komendanta João Miguela Rosę, który został mianowany portugalskim konsulem w Durbanie. Tam Fernando wraz z rodziną przeprowadził się na początku 1896 r., co bardzo przeżywał. Jak czytamy we wstępie do wydania francuskiego przewodnika Lizbona… (przedrukowanym w wydaniu polskim), ośmioletni chłopiec czuje się podwójnie okradziony. Po pierwsze ojczym niejako odebrał mu matkę, która teraz nie poświęca mu już całej swojej uwagi, po drugie został pozbawiony Lizbony, Tagu, zabaw dzieciństwa i całej otoczki szczęścia, jakim były dla niego dzielnica i miasto, w którym się wychował. W Durbanie pozostał do 17. roku życia, ukończył tam katolicką szkołę i nauczył się angielskiego (tym językiem musiał się posługiwać w Afryce). W języku angielskim zresztą opublikował cztery z pięciu wydanych za życia pisarza tomików. Także przewodnik Lizbona : co turysta powinien zobaczyć został napisany w języku angielskim i jego oryginalny tytuł to po prostu Lisbon : what the tourist should see.
Powrót z Durbanu miał być odzyskaniem utraconej szczęśliwości w wymarzonej i śnionej przez lata Lizbonie, tymczasem okazuje się, że odzyskanie utraconych marzeń, za którymi cały czas tęsknił, jest niemożliwe. Pisze potem wiersz Lisbon Revisited (1926), w którym czytamy: „Więc widzę cię znowu miasto mego dzieciństwa, które jakże jest minione”. Słowo „minione” zastępuje później jeszcze bardziej wymownym „utracone”. Utracone jest tylko dzieciństwo, które Fernando zostawił w Lizbonie, czy całe miasto, które tak bardzo zmieniło się pod jego nieobecność? A może miasto wcale aż tak się nie zmieniło, tylko zwyczajnie obraz, który młody Pessoa w sobie pielęgnował, trochę się zniekształcił, był za bardzo wyidealizowany i dlatego zderzenie z rzeczywistością było nieco inne, niż się spodziewał.
Mimo tych wszystkich odczuć, Lizbona pozostała jego ukochanym miastem aż do śmierci. Już nigdy jej nie opuścił, nigdy nie wyjechał na dłużej. Dorosły Fernando zajmował się pisaniem listów handlowych w firmach, które prowadziły tego typu korespondencję, w innych był księgowym. Z tych prac się utrzymywał, pisał w tym czasie właściwie tylko do szuflady. Jednocześnie co chwilę się przeprowadzał – mieszkał m.in. w wynajętym pokoju przy Rua de Bela Vista, potem przy Largo do Ccarmo, Rua Passos Manuel, Rua Pascoal de Melo i Rua Dona Estefânia. Kolejne lokale, które wynajmował, mieściły się przy Rua Antero de Quenta, Rua AlmiranteBarroso, Rua Cidade, Rua Bernardim Ribeiro, Rua Santo António Dos Capuchos, Rua Coelho da Rocha, następnie w Benfice przy Avenida Gomes Pereira. Można wręcz ułożyć trasę zwiedzania Lizbony śladami mieszkań Fernanda Pessoi (ciekawe, czy ktoś opisał taką trasę). Samotność i niezrozumienie świata sprawiają, że poeta coraz więcej pije, czas wolny od pracy spędza w ulubionych kawiarniach, w których powstają też jego dzieła. Pod koniec listopada 1935 r. dostał ataku kolki wątrobowej i trafił do szpitala Świętego Ludwika przy Rua Luz Soriano, gdzie zmarł 30 listopada. Jego ciało spoczywa w Panteonie Narodowym w klasztorze Hieronimitów w Belém. Wciąż wiele jego dzieł nie zostało jeszcze wydanych, sporo spośród nich jest niekompletna i wymaga jeszcze wiele wysiłków literatów, którzy pracują nad ich opracowaniem. Wynika to stąd, że dopiero po śmierci pisarza odkryto jego spuściznę, nieopisaną i nieposegregowaną oraz w żaden sposób nie przygotowaną do publikacji. Ale to temat na oddzielnego posta...
Dziś turyści fotografują się z Fernandem Pessoą przy jego stoliku w Café a Brasileira w lizbońskiej dzielnicy Baixa przy Rua Garrett 120, gdzie poeta lubił przesiadywać, kupują liczne pamiątki z jego podobizną, a artyści śpiewają jego poezję i uwieczniają jego sylwetkę w malarstwie czy rzeźbie. Poeta był bohaterem twórczości innych pisarzy, m.in. José Saramago i Antonia Tabucchi, a bohater Nocnego pociągu do Lizbony czyta Księgę niepokoju….

(Przy pisaniu powyższego tekstu posiłkowałem się Wstępem do wydania francuskiego zamieszczonym w polskim wydaniu przewodnika Lizbona : co turysta powinien zobaczyć - Czytelnik 2002).


Turyści fotografują się przy pomniku Fernanda Pessoi przed Café a Brasileira

Mural w Lizbonie z podobizną poety