sobota, 18 kwietnia 2015

Óbidos - bajkowe miasto otoczone średniowiecznymi murami



Pierwsze wrażenie, jakie robi Óbidos na przyjezdnych, przywołuje na myśl krainę z baśni przeniesioną w jakiś tajemniczy sposób do świata realnego. Najczęściej widzimy miasteczko od strony autostrady, która biegnie nieopodal. Jawi nam się jako warowny gród otoczony wysokim murem zwieńczony obronnym zamkiem. Bajkowo.

Óbidos leży jakieś 85 km na północ od Lizbony i mniej więcej 20 km na południowy wschód od Peniche, w dystrykcie Leiria. To niewielkie miasteczko, w którym żyje około 11 tys. mieszkańców. Zabytkowa część właściwie nie zmieniła się od wieków, nie powstają tam nowe budynki, a całość została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Miasto rozbudowuje się tylko poza zabytkowymi murami, choć i w bezpośrednim sąsiedztwie jest to ograniczone odpowiednimi przepisami. Zabudowania wewnątrz XVI-wiecznych murów są białe z żółtymi lub niebieskimi wykończeniami, pokryte czerwoną dachówką.
Pomiędzy nimi prowadzi labirynt krętych brukowanych uliczek. Niemal wszędzie rosną rozłożyste bugenwille, które robią piorunujące wrażenie w połączeniu z estetyką zabudowań. Mieści się tam sporo jak na tak małą powierzchnię kościołów, pręgierz, zamek, ale także np. poczta. No i oczywiście mnóstwo stylowych restauracji i kafejek, w których można przysiąść na coś pokrzepiającego przed wspinaczką po murach.
Przyjeżdżając do Óbidos samochodem najlepiej zostawić pojazd na parkingu, gdzieś przed zabytkową częścią miasta, wjazd zresztą i tak jest utrudniony jeśli nie jest się mieszkańcem, a poza tym wkraczając do miasta przez zabytkową południową bramę Porta da Vila zgłębiamy swoje estetyczne odczucia pojawiające się podczas wizyty w Óbidos. Z kolei przystanek autobusowy jest niemal dwa kroki od murów. Przyjeżdżając autobusem od strony Lizbony trzeba przejść przez ulicę i dalej nieco pod górkę wkracza się do świata Óbidos.

Wprawne oko dostrzeże na murach od strony zachodniej pozostałości po elementach służących do cumowania łodzi, bowiem parę wieków temu Óbidos leżało nad... oceanem. Nanoszone przez wodę piaski znacząco oddaliły brzeg i dziś ta informacja wywołuje raczej zdumienie, ale tak właśnie było jeszcze kilka kilkaset lat temu.

Miasto zostało założone jeszcze przez Celtów, którzy w III w. p.n.e. zbudowali tu osadę, następnie było centrum handlu Fenicjan. Później przebywali tutaj Rzymianie, którzy przypuszczalnie dali nazwę Óbidos, która prawdopodobnie pochodzi od łacińskiego oppidum („cytadela” lub „ufortyfikowane miasto”). Badania archeologiczne potwierdzają rzymskie pochodzenie zamku, a dokładnie podstawy jego wieży. Po upadku Rzymu miasto znalazło się pod wpływem Wizygotów. W 1148 r. tereny zostały przejęte od Maurów przez pierwszego portugalskiego króla Afonso Henriquesa. W 1210 roku król Afonso II podarował Óbidos swojej narzeczonej, królowej Urraca, która zajęła się miastem jak własnym dzieckiem, pielęgnując je i zmieniając tak, że z garnizonowego stało się królewskim grodem, przekazywanym potem jako prezent ślubny kolejnym królowym, zostając miastem królowych do roku 1833.

Za panowania króla Dinisa I (panował w latach 1279–1325) przebudowano zamek wraz z
murami poprzez wzmocnienie struktury z wapienia i marmuru i dodanie nowych elementów. W XIV w. z inicjatywy króla Fernando powstała twierdza. 

Kościół Santa Maria powstał na ślub króla Alfonsa V z księżną Izabellą de Coimbra (z Coimbry), który miał miejsce 15 sierpnia 1441 r. – oboje byli jeszcze dziećmi, mając odpowiednio 9 i 10 lat. W 1513 r. król Manuel I (1495–1521) wprowadził reformy administracyjne nadając Óbidos oficjalny statut i przekwalifikowując jego główne tereny w obszary miejskie.


Trzęsienie ziemi z 1755 r. uszkodziło wiele obiektów w miasteczku, w tym zabytkowe kościoły. Ucierpiało wiele budynków architektury arabskiej czy średniowiecznej. Wojny napoleońskie również miały wpływ na Óbidos, zwłaszcza prowadzona w pobliżu bitwa o Roliça. w pierwszej połowie lat 70. XX w. miasto było centrum spotkań działaczy zaangażowanych w wydarzenia, które doprowadziły w 1974 r. do Rewolucji Goździków.

Współcześnie urok Óbidos przekształcił to miasteczko w popularny turystyczny ośrodek, co czasami, zwłaszcza w weekendy sprowadza tu tylu turystów, że traci ono swą magię. Najlepiej wybrać się tutaj w tygodniu bądź w miesiącach wiosennych i jesiennych, gdy jest jeszcze ciepło, a turystów znacznie mniej.






W bocznym, prawym menu tego bloga znajduje się zakładka Óbidos - miniprzewodnik, w której znajduje się zarówno tekst tego posta, jak i - w dalszej części opis najważniejszych zabytków miasteczka. Zapraszam do lektury (tutaj).










czwartek, 9 kwietnia 2015

Nowości książkowe w mojej bibliotece

Co jakiś czas pojawiają się nowe książki tematycznie związane z Portugalią, a ja z racji zainteresowań tematem portugalskim, jak i samymi książkami oraz ich namiętnym kupowaniem (czytaniem też), staram się być na bieżąco. Nie zawsze mi się to udaje, ale w ostatnim czasie nabyłem kilka mniej lub bardziej interesujących pozycji, które Czytelnikom bloga polecam (nawet jeśli nie do końca książki przypadły mi do gustu). Po datach ukazania się widać, że przeważnie nie są to nowości rynkowe, bo książki mają już po kilka lat (w przypadku ostatniej - kilkadziesiąt; to nabytek antykwaryczny). Nie porywam się na recenzje, bo niestety żadnej z wymienionych poniżej książek nie przeczytałem jeszcze w całości, polecam jednak uwadze przy wyborze następnej lektury do poduszki, czy może raczej do podróży...


Neill Lochery: Lizbona. Miasto Światła w cieniu wojny 1939–1945, Warszawa 2015 (tłum. Arkadiusz Bugaj)

Będąc ostatnio w Londynie zastanawiałem się, czy kupić tę książkę w wydaniu oryginalnym – jeszcze wtedy nie wiedziałem, że parę dni wcześniej ukazała się polska edycja. Kilka lat temu czytałem powieść Kiedy Salazar spał, która rozbudziła we mnie ciekawość na temat losów Lizbony i Portugalii w czasie II wojny światowej. Być może będzie to interesująca lektura – na pewno pod względem pogłębienia wiedzy o nie tak odległej historii portugalskiej stolicy. Autor Neill Lochery jest brytyjskim publicystą i historykiem specjalizującym się w najnowszej historii regionu śródziemnomorskiego i Bliskiego Wschodu. Książka jest ilustrowana fotografiami Lizbony i innych miejsc w Portugalii z okresu II wojny światowej.


Maciej Słęcki, Bohdan Szklarski: Franco i Salazar : europejscy dyktatorzy, Radzymin 2012

Książka składa się z dwóch części. Pierwsza dotyczy Hiszpanii i władającego nią w latach 1936–1975 Francisca Franco, który wprowadził rządy dyktatorskie z elementami faszyzmu.
W części II, zatytułowanej António Salazar – twórca i ideolog portugalskiego autorytaryzmu, opisano 36-letnie rządy portugalskiego przywódcy. Portugalia czasów Salazara to epoka, od której odcinają się współczesne władze, a książka ma być próbą odpowiedzi czy słusznie, a jeżeli nie, to dlaczego.
Na ostatniej stronie okładki czytamy, że autorzy książki tworząc tę publikację włączają się w debatę dotyczącą Franco i Salazara – postaci, które wciąż budzą duże emocje, także u nas. W debacie wypowiadają się zarówno zwolennicy, jak i krytycy obu przywódców, co powinno pozwolić czytelnikowi na uzyskanie obiektywnej wiedzy na temat programów politycznych, gospodarczych, społecznych i kulturalnych systemów Franco i Salazara. Czy tak jest – okaże się po przeczytaniu książki.


Piotr Cieplak: O niewiedzy w praktyce, czyli droga do Portugalii, Wrocław 2014

Nie podoba mi się to, w jaki sposób ta książka została wydana. Owszem, postarano się o twardą oprawę i szycie, ale mamy tu przykład, że to nie wystarczy. Nie przeczytałem jeszcze całości, bo nie zachęca mnie do tego jej szata graficzna, i nawet przeczytane fragmenty nie zdołały tego zmienić (co też o czymś świadczy). W książce są ilustracje, zdjęcia z podróży autora, ale wyglądają one jak wydruki ze średniej jakości drukarki na zwykłym biurowym papierze. A szkoda, bo temat ma potencjał, a odbyta wyprawa tym bardziej. Szkoda, że wydawca nie wysilił się i nie pozyskał środków na lepsze wydanie, nawet kosztem twardej oprawy, która w tym przypadku nie ratuje całości. Być może zmienię zdanie po przeczytaniu, na razie jednak książka mnie nie zachwyciła. Może ktoś z Was ma inne zdanie?


Franciszek Ziejka: Moja Portugalia, Kraków 2009

Książka jest częścią Tryptyku Europejskiego, który autor wydaje z pomocą wydawnictwa Universitas. Na stronie redakcyjnej widnieje data 2009 r., ale mam przed sobą wznowienie, które ukazało się w ubiegłym roku (to starsze wydanie mi umknęło). Autor książki, co można zresztą przeczytać na ostatniej stronie jej okładki, jest profesorem, który utworzył na uniwersytecie w Lizbonie lektorat języka i kultury polskiej. W książce zamieścił wynik swoich zainteresowań krajem nad Tagiem i Douro, dzieląc publikację na cztery części. Pierwsza to portugalski dziennik autora z okresu październik 1979–styczeń 1980 r. Część druga została zatytułowana Z moich podróży do Portugalii – są tu opisane miejsca, które Franciszek Ziejka odwiedził, m.in. Algavre, Evorę, Óbidos czy Coimbrę. Nie zabrakło oczywiście Lizbony. Część trzecia zawiera Tragiczne dzieje miłości Pedra i Ines – fascynującą opowieść o tragicznej historii miłosnej. Część czwarta to naukowe przygody autora z Portugalią. Zapowiada się ciekawie.


Janina Pałęcka, Oskar Sobański: Lizbońskie ABC, Warszawa 1985

To nowość ale z kategorii antykwarycznej, bo książka raczej nie jest dostępna w żadnej księgarni. Mimo iż została napisana w pierwszej połowie lat 80. XX w. i niektóre odniesienia do ówczesnej rzeczywistości wydają nam się nierealne, książka jest całkiem interesująca. Przede wszystkim można w niej znaleźć wiele ciekawych informacji dotyczących Portugalii, a o to nam przecież chodzi. Wśród najciekawszych rozdziałów są te o azulejos, Luzjadach, portugalskim teatrze i filmie (oczywiście do ok. 1984 r.), Vinho vVerde, fado itd. Opisane są też portugalskie zwyczaje i tradycje. Niektóre rozdziały są zapisem wędrówek  autorów przez różne miasta, miasteczka i portugalskie wsie i czytanie o tym jest ciekawe mimo upływu lat.


wtorek, 24 marca 2015

Murale z Porto

Murale i inne malowidła ścienne z Porto nie są tak wspaniałe, jak te w Lizbonie, a przynajmniej ja takich nie spotkałem. Są jednak takie, na które warto zwrócić uwagę - na jedne większą, na inne wystarczy tylko przelotne spojrzenie.
Niektóre zdjęcia były robione w lipcu 2012 roku, więc znajdujące się na nich ilustracje mogą już nie istnieć. Pozostałe są z września ubiegłego roku - być może też są już nieaktualne. Na pierwszej fotografii widnieje logo winnicy porto Sandemana i jest to właściwie reklama tej firmy, ale podoba mi się, więc zamieszczam.