Murale i inne malowidła ścienne z Porto nie są tak wspaniałe, jak te w Lizbonie, a przynajmniej ja takich nie spotkałem. Są jednak takie, na które warto zwrócić uwagę - na jedne większą, na inne wystarczy tylko przelotne spojrzenie.
Niektóre zdjęcia były robione w lipcu 2012 roku, więc znajdujące się na nich ilustracje mogą już nie istnieć. Pozostałe są z września ubiegłego roku - być może też są już nieaktualne. Na pierwszej fotografii widnieje logo winnicy porto Sandemana i jest to właściwie reklama tej firmy, ale podoba mi się, więc zamieszczam.
wtorek, 24 marca 2015
piątek, 20 marca 2015
Koncert Marizy w Barbican Centre, Londyn 16.03.2015 r.
Londyn, poniedziałkowy spacer po stolicy Wielkiej Brytanii, kilka
godzin przed koncertem. Przemierzając ulice tego intrygującego miasta
zastanawiam się, jakie utwory usłyszę wieczorem na koncercie. Wszędzie kładą
się dywany żonkili, nieśmiało kwitną pierwsze magnolie – może więc Primavera?
Nad głowami ciemne deszczowe chmury – w Londynie to niemal codzienność, ale
czyżby dziś zapowiedź utworu Chuva? Jednocześnie tęsknię do Alfamy, gdzie na
pewno nie pada – większe prawdopodobieństwo, że usłyszę jakąś gitarę albo inne
dźwięki tęsknego fado. Od razu przychodzą mi na myśl dwa utwory – O Silêncio da
Guitarra i Vielas de Alfama… Ale, ale… już wieczorem zapowiada się uczta fado,
być może z wymienionymi utworami, tymczasem zostało jeszcze parę chwil na
rozkoszowanie się Londynem.
![]() |
| (źródło zdjęcia tutaj) |
Koncert, zaplanowany na godz. 19.30, rozpoczyna się z lekkim
opóźnieniem. Jednak na scenę, zamiast spodziewanej Marizy wychodzi… Simon
Broughton – przyjaciel Artystki i jednocześnie reżyser filmu Mariza – Fado
(polski tytuł Mariza i dzieje fado, można go zobaczyć tutaj). Krótko opowiada o
Marizie, początkach jej kariery i ich przyjaźni oraz o filmie. Mówi też, że
program występu przewiduje 90 minut muzyki fado. Zapowiada się nieźle. Jeszcze
przed koncertem wszędzie słychać rozmowy po portugalsku, ale gdy na scenę wchodzi
gwiazda wieczoru i przemawia w swoim ojczystym języku okazuje się, że na sali
jest co najmniej połowa, a może nawet dwie trzecie jej rodaków, którzy
przebywając na emigracji, stęsknieni przeżyć związanych z portugalską kulturą,
tłumnie przybyli do Barbicanu, wcześniej w błyskawicznym tempie wykupując
bilety („rozeszły” się jeszcze w grudniu).
Mariza zazwyczaj ubiera się na występy w długie szykowne
kreacje, tak było i tym razem – na scenę wkroczyła w czerwonej zwiewnej
sukni, co widać na zdjęciach. Wybrzmiewają pierwsze dźwięki gitary portugalskiej,
później dołącza do niej klasyczna i basowa, a zaraz po nich Mariza rozpoczyna
koncert pięknym utworem Promote, Jura pochodzącym z płyty Fado Tradicional
(2010). A potem posypały się największe przeboje, o ile można tak powiedzieć o
utworach fado. Nie zabrakło wspomnianego wcześniej Chuva (Fado Em Mim, 2011) –
wybrzmiało jako czwarty utwór, Primavera było w dalszej kolejności. Nie
zabrakło Meo Fado Meo, Transparente (Mariza, 2005), Fado Curvo, Primavera, Retrato (Fado
Curvo, 2003), było też Loucura, Poetas, Terra d'Água, Oiça Lá Ó Senhor Vinho, O
Gente Da Minha Terra, Barco Negro (Fado Em Mim, 2001), Beijo de Saudade –
wykonane tylko przy akompaniamencie perkusji (Terra, 2008), Boa Noite Solidão,
Rosa da Madragoa (Fado Tradicional) i wiele innych.
Przy utworze Rosa Branca (Terra, 2008) Mariza postanowiła zaprosić
do śpiewania publiczność. Próby nauki nieportugalskojęzycznej publiczności
dwóch wersów piosenki trwały dobrych parę minut, jednak zakończyły się sukcesem
i po chwili cała sala wyśpiewała „Colha a rosa Branca / Ponha a rosa ao peito”,
co sprawiło Artystce nieukrywaną radość (tutaj krótki filmik).
W ogóle przez cały wieczór gwiazda miała świetny kontakt z publicznością, który miał dosłowną kulminację podczas ostatniego utworu. Mariza zeszła wówczas ze sceny i uścisnęła dłonie chyba ze stu fanom z pierwszych rzędów, oferując im prywatne Obrigado.
W ogóle przez cały wieczór gwiazda miała świetny kontakt z publicznością, który miał dosłowną kulminację podczas ostatniego utworu. Mariza zeszła wówczas ze sceny i uścisnęła dłonie chyba ze stu fanom z pierwszych rzędów, oferując im prywatne Obrigado.
Jednak zanim ostatnia piosenka – jeszcze trochę się działo.
Należy zaznaczyć, że występy Marizy znacząco odbiegają od tradycyjnych wykonań
muzyki fado. Widoczne na pierwszy rzut oka innowacje to gitara basowa (na
której w Londynie grał Yami) i perkusja (tradycyjnie są tylko gitara klasyczna i gitara
portugalska). A sama Mariza pląsa po scenie (pozwalam sobie tutaj użyć
określenia, które stosuje w takich sytuacjach Marcin Kydryński, co słuchacze
jego trójkowej audycji zdążyli zapewne zauważyć), podryguje i wykonuje inne
taneczne kroki. W tradycyjnym fado artystka stoi pomiędzy gitarzystami,
nieznacznie z tyłu, często na ramieniu jednego z nich trzymając rękę. Jednak Mariza
jest świetna w tym co robi, jest Artystką najwyższej klasy, co zresztą
pozwoliło jej usłyszeć od swoich rodaków przybyłych do barbicanu „Ó Fadista” (co
oznacza uznanie u słuchaczy, mające wielkie znaczenie podczas tradycyjnych
wykonań tego gatunku, np. d domach fado).
Wykonując utwór Retrato Artystka zdradziła, że robi to po
raz ostatni (mam nadzieję, że jednak zmieni zdanie), oraz że londyński koncert
jest jednym z ostatnich z tym programem. Mariza przygotowuje właśnie nową płytę,
która okaże się jesienią i będzie nagrana w innym stylu – na płycie mają się
znaleźć nowe wersje tradycyjnych utworów fado (dosłownie: „with a different koncept”)
i kolejne koncerty będą miały inny program niż dotychczasowy. Jest więc szansa,
że słuchacze gdańskiego Siesta Festivalu będą mieli okazję usłyszeć go jako
jedni z pierwszych. Podczas londyńskiego koncertu pojawił się jeden nowy utwór
(brzmiący mi jakoś znajomo) – początkowo miało go nie być, jednak Simonowi
Broughtonowi udało się namówić wokalistkę by zaśpiewała coś z przygotowywanej płyty.
Wśród wykonywanych utworów, których było ponad dwadzieścia,
i których tytułów nie byłem w stanie zapamiętać, była też piosenka É Ou Náo É
z ostatniej płyty Best of (2014), a także cover Elvisa Presleya Can't Help
Falling in Love, który Artystka często śpiewa podczas bisów. Bisy trwały
zresztą ponad pół godziny, a na sam koniec pojawił się jeszcze raz utwór
Primavera, wykonany wspólnie z zachwyconą publicznością. Koncert zakończył się kilka minut przed godz. 22.00.
Mariza była formalna, a jednocześnie spontaniczna – władcza i
zarazem zabawna portugalska diva – jak napisał The Times (tutaj),
która jest teraz matką dla swojego syna, wykonującą codzienne prace domowe, o
czym kilka razy wspominała podczas występu. Wyjawiła też, że dziś jest
szczęśliwsza niż jeszcze trzy lata temu, a jej życie diametralnie zmieniło się
od czasu wydania płyty Fado Tradicional. Przede wszystkim urodziła dziecko, a
potem wyszła za mąż. „Dokładnie w tej kolejności”. To wszystko jednak nie przeszkadza jej w byciu jedną z największych współczesnych gwiazd fado, o czym słuchacze przekonują się podczas kolejnych koncertów,takteżbyło w loncyńskim Barbican Centre.
Ó Fadista!
Ó Fadista!
![]() |
| Mariza na scenie (źródło zdjęcia tutaj) |
![]() |
| Mariza podczas londyńskiego występu (źródło zdjęcia tutaj) |
![]() |
| Mariza i Simon Broughton po koncercie (źródło zdjęcia tutaj) |
![]() |
| Zdjęcie, które Mariza opublikowała na swoim Facebooku tuż przed wyjściem na scenę (źródło tutaj) |
![]() |
| Londyn, City |
![]() |
| Londyn, Notting Hill |
wtorek, 24 lutego 2015
Santa Justa
Jest
jednym z rozpoznawalnych symboli Lizbony. Wkomponowana w pejzaż ulic, domów,
klasztoru czy wzgórza portugalskiej stolicy. Jest zrealizowanym z wielką finezją
i kunsztem pomysłem XIX-wiecznej inżynierii. Dla jednych stanowi zwyczajny,
codzienny środek transportu, dla innych, niczym wieża Eiffla, jest spełnieniem wizji
z pogranicza techniki i sztuki. Tylko po to, by ulżyć codziennej wspinaczce na
lizbońskie wzgórza. Santa Justa. To o niej mowa. Smukła w talii, wysoka,
odziana w ażurową szarą suknię. Nocą, otoczona blaskiem tajemniczych świateł,
ukrywa w swoich wnętrzach wspomnienia minionego wieku. Nazywana jest również
windą Carmo (Elevador do Carmo). Łączy ona ulicę Rua Santa Justa z Largo do
Carmo. Czyżby funkcjonujące dwie nazwy windy wynikały z punktu widzenia ludzi
mieszkających u jej podstawy czy też u szczytu?
Jest
jedną z dwóch pionowych wind, jakie były wybudowane w Lizbonie. Druga to Elevador
do Sao Joao – wybudowana w tym samym czasie co Santa Justa, ale nie dotrwała do
naszych czasów. Została rozebrana.
Początki
idei usprawnienia ruchu do wzgórz Chiado sięgają roku 1874, kiedy to inżynier
do spraw cywilnych i militarnych Roberto Arménio przedstawił Radzie Miejskiej
Lizbony projekt rozwiązania transportowego dla tego miejsca. Inny projekt,
który powstał dwa lata później (1876), zakładał w tym miejscu transport
szynowy. Do napędu wykorzystywana miała być siła zwierząt, które miały wciągać
wagoniki na szczyt wzgórza. W czerwcu 1882 roku Rada zleciła inżynierowi Raoulowi
Mesinerowi przygotowanie projektu wraz z alternatywnymi rozwiązaniami tras,
gdzie zastosowano by napęd tylko mechaniczny,
odrzucając tym samym pomysł wykorzystania zwierząt pociągowych. Raoul
Mesiner de Ponsard był utalentowanym inżynierem, absolwentem Uniwersytetu w
Coimbrze o kierunkach matematyka i filozofia. Wiedzę z zakresu inżynierii
mechanicznej pobierał m.in. we Francji, Niemczech i Szwajcarii. Legenda głosi,
że jednym z jego mentorów miał być sam Gustaw Eiffel. Tak, ten sam od paryskiej
wieży. Raoul uczestniczył w realizacji imponujących projektów, takich jak:
winda Bom Jesus w Bradze, funikular Dos Guindais w Porto, funikular da Nazaré w
Nazaré, kolejka Comboio do Monte w Funchal (nie istnieje), a także lizbońskie
funikulary i windy Lavra, Glória, Santa Justa, Bica i nieistniejące Biblioteca (wspomniana Sao Joao), Estrela,
Graça, Chiado i Sao Sebastiao. Kiedy przemierzając ulice Lizbony, Porto lub
Nazaré, wasze nogi dadzą wam znać o sobie, pomyślcie o zrealizowanych
projektach inżyniera Raoula Mesinera. Dzięki Raoul!!! W 1896 roku Raoul wystąpił
o koncesję dla projektu i późniejszej eksploatacji windy Santa Justa w ramach
spółki Escadinhas de Santa Justa.
Został on odrzucony przez Henry’ego Lusseau. Nie jest mi znany powód odrzucenia,
jednak dzięki wsparciu Miejskich Służb Publicznych (Serviços de Obras da Câmara),
koncesja jedynie na prace budowlane została przyznana. Montaż zajął dwa lata. W
1899 roku założono spółkę o nazwie Empresa do Elevador do Carmo, której
udziałowcami byli: Raoul Mesnier, chirurg medyczny João Silvestre de
Almeida oraz Markiz Praia i Monforte, António Borges de Medeiros Dias da Câmara
e Sousa (imię długie jak sama Justa). Tak więc markiz, inżynier i medyk
otrzymali koncesję na 99 lat eksploatacji windy.
Nastał
upragniony dzień 31 sierpnia 1901 roku, kiedy to król Carlos wraz ze swoją
świtą, członkami rady miejskiej, zespołem projektowym i innymi zgromadzonymi,
inauguruje działanie windy. Jednak na rozpoczęcie pracy komercyjnej przyjdzie
jeszcze poczekać do 1902 roku. Wtedy to ma miejsce kolejna impreza
inauguracyjna z udziałem dyrektora spółki dr. Almeidy, dziennikarzy i
zaproszonych gości. Okazji do wypicia porto nigdy za wiele.
Winda
sięga na wysokość 45 metrów. Całość wykonana jest z żelaza w stylu neogotyckim.
Dwie kabiny mogą pomieścić 29 osób (pierwotnie 24), udekorowane są drewnem.
Winda napędzana była silnikiem parowym, który został zastąpiony w 1907 roku
elektrycznymi. Ciekawe, gdzie mieściła się kotłownia? Z drugiego poziomu, dokąd
dojeżdżają kabiny, można przedostać się metalowymi spiralnymi schodami na
szczyt, gdzie znajduje się taras widokowy. Warto zwrócić uwagę na kunsztowne
wykończenia i ornamenty tej jakże ciekawej żelaznej konstrukcji. Z wieży można
przedostać się metalowym chodnikiem do Museu Arqueológico do Carmo, znajdującego
się w ruinach klasztoru Karmelitów.
W
1905 roku koncesja na eksploatację windy została przekazana firmie z branży
transportu bardziej poziomego – Lisbon Electric Tramway Ltd. Kilka lat później
(1913) cała winda została odkupiona od Empresa
do Elevador do Carmo.
Nastał rok 2002, kiedy to nasza sędziwa solenizantka świętowała setne urodziny i wraz z innymi jubilatkami Lavra, Gloria i Bica (więcej o nich tutaj) zostały zaklasyfikowane jako pomniki narodowe. Na szczęście ruchome i
działające. Parabéns!! Dzięki pracom remontowym i renowacyjnym w 2006 roku nasza Justa
wjechała w kolejny wiek pracy. Ciekawe jaki on będzie.
W 2009 roku nastała wiekopomna chwila, bo oto na szczycie Santa Justy Robert
Makłowicz, przygotowując jeden ze swoich programów kulinarnych, przyrządzał
portugalskie danie, a mianowicie krewetki w piwie. Ja na jej szczycie jedynie delektowałem
się widokami Lizbony w promieniach zachodzącego słońca.
Tekst: Krzysztof Rosenberger
Tekst: Krzysztof Rosenberger
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























