piątek, 20 marca 2015

Koncert Marizy w Barbican Centre, Londyn 16.03.2015 r.

Londyn, poniedziałkowy spacer po stolicy Wielkiej Brytanii, kilka godzin przed koncertem. Przemierzając ulice tego intrygującego miasta zastanawiam się, jakie utwory usłyszę wieczorem na koncercie. Wszędzie kładą się dywany żonkili, nieśmiało kwitną pierwsze magnolie – może więc Primavera? Nad głowami ciemne deszczowe chmury – w Londynie to niemal codzienność, ale czyżby dziś zapowiedź utworu Chuva? Jednocześnie tęsknię do Alfamy, gdzie na pewno nie pada – większe prawdopodobieństwo, że usłyszę jakąś gitarę albo inne dźwięki tęsknego fado. Od razu przychodzą mi na myśl dwa utwory – O Silêncio da Guitarra i Vielas de Alfama… Ale, ale… już wieczorem zapowiada się uczta fado, być może z wymienionymi utworami, tymczasem zostało jeszcze parę chwil na rozkoszowanie się Londynem.
(źródło zdjęcia tutaj)

Koncert, zaplanowany na godz. 19.30, rozpoczyna się z lekkim opóźnieniem. Jednak na scenę, zamiast spodziewanej Marizy wychodzi… Simon Broughton – przyjaciel Artystki i jednocześnie reżyser filmu Mariza – Fado (polski tytuł Mariza i dzieje fado, można go zobaczyć tutaj). Krótko opowiada o Marizie, początkach jej kariery i ich przyjaźni oraz o filmie. Mówi też, że program występu przewiduje 90 minut muzyki fado. Zapowiada się nieźle. Jeszcze przed koncertem wszędzie słychać rozmowy po portugalsku, ale gdy na scenę wchodzi gwiazda wieczoru i przemawia w swoim ojczystym języku okazuje się, że na sali jest co najmniej połowa, a może nawet dwie trzecie jej rodaków, którzy przebywając na emigracji, stęsknieni przeżyć związanych z portugalską kulturą, tłumnie przybyli do Barbicanu, wcześniej w błyskawicznym tempie wykupując bilety („rozeszły” się jeszcze w grudniu).
Mariza zazwyczaj ubiera się na występy w długie szykowne kreacje, tak było i tym razem – na scenę wkroczyła w czerwonej zwiewnej sukni, co widać na zdjęciach. Wybrzmiewają pierwsze dźwięki gitary portugalskiej, później dołącza do niej klasyczna i basowa, a zaraz po nich Mariza rozpoczyna koncert pięknym utworem Promote, Jura pochodzącym z płyty Fado Tradicional (2010). A potem posypały się największe przeboje, o ile można tak powiedzieć o utworach fado. Nie zabrakło wspomnianego wcześniej Chuva (Fado Em Mim, 2011) – wybrzmiało jako czwarty utwór, Primavera było w dalszej kolejności. Nie zabrakło Meo Fado MeoTransparente (Mariza, 2005), Fado Curvo, Primavera, Retrato (Fado Curvo, 2003), było też Loucura, Poetas, Terra d'Água, Oiça Lá Ó Senhor Vinho, O Gente Da Minha Terra, Barco Negro (Fado Em Mim, 2001), Beijo de Saudade – wykonane tylko przy akompaniamencie perkusji (Terra, 2008), Boa Noite Solidão, Rosa da Madragoa (Fado Tradicional) i wiele innych.
Przy utworze Rosa Branca (Terra, 2008) Mariza postanowiła zaprosić do śpiewania publiczność. Próby nauki nieportugalskojęzycznej publiczności dwóch wersów piosenki trwały dobrych parę minut, jednak zakończyły się sukcesem i po chwili cała sala wyśpiewała Colha a rosa Branca / Ponha a rosa ao peito, co sprawiło Artystce nieukrywaną radość (tutaj krótki filmik).
W ogóle przez cały wieczór gwiazda miała świetny kontakt z publicznością, który miał dosłowną kulminację podczas ostatniego utworu. Mariza zeszła wówczas ze sceny i uścisnęła dłonie chyba ze stu fanom z pierwszych rzędów, oferując im prywatne Obrigado.
Jednak zanim ostatnia piosenka – jeszcze trochę się działo. Należy zaznaczyć, że występy Marizy znacząco odbiegają od tradycyjnych wykonań muzyki fado. Widoczne na pierwszy rzut oka innowacje to gitara basowa (na której w Londynie grał Yami) i perkusja (tradycyjnie są tylko gitara klasyczna i gitara portugalska). A sama Mariza pląsa po scenie (pozwalam sobie tutaj użyć określenia, które stosuje w takich sytuacjach Marcin Kydryński, co słuchacze jego trójkowej audycji zdążyli zapewne zauważyć), podryguje i wykonuje inne taneczne kroki. W tradycyjnym fado artystka stoi pomiędzy gitarzystami, nieznacznie z tyłu, często na ramieniu jednego z nich trzymając rękę. Jednak Mariza jest świetna w tym co robi, jest Artystką najwyższej klasy, co zresztą pozwoliło jej usłyszeć od swoich rodaków przybyłych do barbicanu Ó Fadista (co oznacza uznanie u słuchaczy, mające wielkie znaczenie podczas tradycyjnych wykonań tego gatunku, np. d domach fado).
Wykonując utwór Retrato Artystka zdradziła, że robi to po raz ostatni (mam nadzieję, że jednak zmieni zdanie), oraz że londyński koncert jest jednym z ostatnich z tym programem. Mariza przygotowuje właśnie nową płytę, która okaże się jesienią i będzie nagrana w innym stylu – na płycie mają się znaleźć nowe wersje tradycyjnych utworów fado (dosłownie: „with a different koncept”) i kolejne koncerty będą miały inny program niż dotychczasowy. Jest więc szansa, że słuchacze gdańskiego Siesta Festivalu będą mieli okazję usłyszeć go jako jedni z pierwszych. Podczas londyńskiego koncertu pojawił się jeden nowy utwór (brzmiący mi jakoś znajomo) – początkowo miało go nie być, jednak Simonowi Broughtonowi udało się namówić wokalistkę by zaśpiewała coś z przygotowywanej płyty.
Wśród wykonywanych utworów, których było ponad dwadzieścia, i których tytułów nie byłem w stanie zapamiętać, była też piosenka É Ou Náo É z ostatniej płyty Best of (2014), a także cover Elvisa Presleya Can't Help Falling in Love, który Artystka często śpiewa podczas bisów. Bisy trwały zresztą ponad pół godziny, a na sam koniec pojawił się jeszcze raz utwór Primavera, wykonany wspólnie z zachwyconą publicznością. Koncert zakończył się kilka minut przed godz. 22.00.

Mariza była formalna, a jednocześnie spontaniczna  władcza i zarazem zabawna portugalska diva – jak napisał The Times (tutaj), która jest teraz matką dla swojego syna, wykonującą codzienne prace domowe, o czym kilka razy wspominała podczas występu. Wyjawiła też, że dziś jest szczęśliwsza niż jeszcze trzy lata temu, a jej życie diametralnie zmieniło się od czasu wydania płyty Fado Tradicional. Przede wszystkim urodziła dziecko, a potem wyszła za mąż. „Dokładnie w tej kolejności”. To wszystko jednak nie przeszkadza jej w byciu jedną z największych współczesnych gwiazd fado, o czym słuchacze przekonują się podczas kolejnych koncertów,takteżbyło w loncyńskim Barbican Centre. 
Ó Fadista!

Mariza na scenie (źródło zdjęcia tutaj)
Mariza podczas londyńskiego występu (źródło zdjęcia tutaj)
Mariza i Simon Broughton po koncercie (źródło zdjęcia tutaj)
Zdjęcie, które Mariza opublikowała na swoim Facebooku tuż przed wyjściem na scenę (źródło tutaj)
Londyn, City
Londyn, Notting Hill

wtorek, 24 lutego 2015

Santa Justa



Jest jednym z rozpoznawalnych symboli Lizbony. Wkomponowana w pejzaż ulic, domów, klasztoru czy wzgórza portugalskiej stolicy. Jest zrealizowanym z wielką finezją i kunsztem pomysłem XIX-wiecznej inżynierii. Dla jednych stanowi zwyczajny, codzienny środek transportu, dla innych, niczym wieża Eiffla, jest spełnieniem wizji z pogranicza techniki i sztuki. Tylko po to, by ulżyć codziennej wspinaczce na lizbońskie wzgórza. Santa Justa. To o niej mowa. Smukła w talii, wysoka, odziana w ażurową szarą suknię. Nocą, otoczona blaskiem tajemniczych świateł, ukrywa w swoich wnętrzach wspomnienia minionego wieku. Nazywana jest również windą Carmo (Elevador do Carmo). Łączy ona ulicę Rua Santa Justa z Largo do Carmo. Czyżby funkcjonujące dwie nazwy windy wynikały z punktu widzenia ludzi mieszkających u jej podstawy czy też u szczytu?
Jest jedną z dwóch pionowych wind, jakie były wybudowane w Lizbonie. Druga to Elevador do Sao Joao – wybudowana w tym samym czasie co Santa Justa, ale nie dotrwała do naszych czasów. Została rozebrana.


Początki idei usprawnienia ruchu do wzgórz Chiado sięgają roku 1874, kiedy to inżynier do spraw cywilnych i militarnych Roberto Arménio przedstawił Radzie Miejskiej Lizbony projekt rozwiązania transportowego dla tego miejsca. Inny projekt, który powstał dwa lata później (1876), zakładał w tym miejscu transport szynowy. Do napędu wykorzystywana miała być siła zwierząt, które miały wciągać wagoniki na szczyt wzgórza. W czerwcu 1882 roku Rada zleciła inżynierowi Raoulowi Mesinerowi przygotowanie projektu wraz z alternatywnymi rozwiązaniami tras, gdzie zastosowano by napęd tylko mechaniczny,  odrzucając tym samym pomysł wykorzystania zwierząt pociągowych. Raoul Mesiner de Ponsard był utalentowanym inżynierem, absolwentem Uniwersytetu w Coimbrze o kierunkach matematyka i filozofia. Wiedzę z zakresu inżynierii mechanicznej pobierał m.in. we Francji, Niemczech i Szwajcarii. Legenda głosi, że jednym z jego mentorów miał być sam Gustaw Eiffel. Tak, ten sam od paryskiej wieży. Raoul uczestniczył w realizacji imponujących projektów, takich jak: winda Bom Jesus w Bradze, funikular Dos Guindais w Porto, funikular da Nazaré w Nazaré, kolejka Comboio do Monte w Funchal (nie istnieje), a także lizbońskie funikulary i windy Lavra, Glória, Santa Justa, Bica i nieistniejące  Biblioteca (wspomniana Sao Joao), Estrela, Graça, Chiado i Sao Sebastiao. Kiedy przemierzając ulice Lizbony, Porto lub Nazaré, wasze nogi dadzą wam znać o sobie, pomyślcie o zrealizowanych projektach inżyniera Raoula Mesinera. Dzięki Raoul!!! W 1896 roku Raoul wystąpił o koncesję dla projektu i późniejszej eksploatacji windy Santa Justa w ramach spółki Escadinhas de Santa Justa. Został on odrzucony przez Henry’ego Lusseau. Nie jest mi znany powód odrzucenia, jednak dzięki wsparciu Miejskich Służb Publicznych (Serviços de Obras da Câmara), koncesja jedynie na prace budowlane została przyznana. Montaż zajął dwa lata. W 1899 roku założono spółkę o nazwie Empresa do Elevador do Carmo, której udziałowcami byli: Raoul Mesnier, chirurg medyczny João Silvestre de Almeida oraz Markiz Praia i Monforte, António Borges de Medeiros Dias da Câmara e Sousa (imię długie jak sama Justa). Tak więc markiz, inżynier i medyk otrzymali koncesję na 99 lat eksploatacji windy.


Nastał upragniony dzień 31 sierpnia 1901 roku, kiedy to król Carlos wraz ze swoją świtą, członkami rady miejskiej, zespołem projektowym i innymi zgromadzonymi, inauguruje działanie windy. Jednak na rozpoczęcie pracy komercyjnej przyjdzie jeszcze poczekać do 1902 roku. Wtedy to ma miejsce kolejna impreza inauguracyjna z udziałem dyrektora spółki dr. Almeidy, dziennikarzy i zaproszonych gości. Okazji do wypicia porto nigdy za wiele.
Winda sięga na wysokość 45 metrów. Całość wykonana jest z żelaza w stylu neogotyckim. Dwie kabiny mogą pomieścić 29 osób (pierwotnie 24), udekorowane są drewnem. Winda napędzana była silnikiem parowym, który został zastąpiony w 1907 roku elektrycznymi. Ciekawe, gdzie mieściła się kotłownia? Z drugiego poziomu, dokąd dojeżdżają kabiny, można przedostać się metalowymi spiralnymi schodami na szczyt, gdzie znajduje się taras widokowy. Warto zwrócić uwagę na kunsztowne wykończenia i ornamenty tej jakże ciekawej żelaznej konstrukcji. Z wieży można przedostać się metalowym chodnikiem do Museu Arqueológico do Carmo, znajdującego się w ruinach klasztoru Karmelitów.
W 1905 roku koncesja na eksploatację windy została przekazana firmie z branży transportu bardziej poziomego – Lisbon Electric Tramway Ltd. Kilka lat później (1913) cała winda została odkupiona od Empresa do Elevador do Carmo. 


Nastał rok 2002, kiedy to nasza sędziwa solenizantka świętowała setne urodziny i wraz z innymi jubilatkami Lavra, Gloria i Bica (więcej o nich tutaj) zostały zaklasyfikowane jako pomniki narodowe. Na szczęście ruchome i działające. Parabéns!! Dzięki pracom remontowym i renowacyjnym w 2006 roku nasza Justa wjechała w kolejny wiek pracy. Ciekawe jaki on będzie.

W 2009 roku nastała wiekopomna chwila, bo oto na szczycie Santa Justy Robert Makłowicz, przygotowując jeden ze swoich programów kulinarnych, przyrządzał portugalskie danie, a mianowicie krewetki w piwie. Ja na jej szczycie jedynie delektowałem się widokami Lizbony w promieniach zachodzącego słońca. 

Tekst: Krzysztof Rosenberger





niedziela, 22 lutego 2015

Mariola Landowska - polska malarka w Portugalii (i jej wystawa Mundo Colorido w Open Gallery Moniki Krupowicz w Szczecinie)

Pracownia Marioli Landowskiej Paço de Arcos
Mariola Landowska jest polską malarką mieszkającą i pracującą w Portugalii. Moja historia z twórczością Artystki to jedna z (moich) lizbońskich historii. Pewnego razu, oglądając piękne obrazy i kafle w galerii (której nazwy niestety nie pamiętam) pani z obsługi zapytała mnie, skąd jestem. Gdy usłyszała, że z Polski zapytała, czy znam twórczość Marioli Landowskiej, bo obraz który przed chwilą oglądałem to właśnie jej praca. Gdy przyszedłem do galerii następnego dnia, żeby kupić upatrzony wcześniej kafelek, pani już wiedziała że za kilka dni (bodajże 12 czerwca ubiegłego roku) miał być wernisaż wystawy prac Marioli Landowskiej Mona Lisa i inne w galerii CNAP, na który zresztą mnie zapraszała. Data wernisażu była jednak dniem mojego wylotu z Lizbony do Polski. Po powrocie oczywiście zapoznałem się z twórczością tej znakomitej (teraz już to wiem) malarki, odnalazłem jej profil na Facebooku oraz stronę internetową. Wiele obrazów, które oglądałem mogłyby zapełnić wnętrza mojego mieszkania…
Curiosity (źródło)
Tymczasem za kilka dni w Szczecinie w Open Gallery – Galerii Sztuki Moniki Krupowicz odbędzie się wernisaż wystawy prac Marioli Landowskiej. Szczecin to rodzinne miasto malarki, gdzie się urodziła i uczęszczała do szkoły średniej. Potem ukończyła studia architektoniczne, a następnie, w Scuola de Arte Instittuto Gazzola we włoskiej Piacenzie, w latach 1990–1992 studiowała malarstwo.
Misia (źródło)
Jak czytamy w zaproszeniu na wernisaż wystawy w Szczecinie, Mariola Landowska należy do grupy zdolnych polskich artystów, którzy dobrze radzą sobie na niełatwych dla obcokrajowców rynkach sztuki – portugalskim i brazylijskim. Przejawia się to chociażby w tym, że prace Artystki znajdują się w licznych galeriach i wielu prywatnych kolekcjach. Na stronie www.mariolalandowska-art.com możemy natomiast zobaczyć długą listę indywidualnych i grupowych wystaw m.in. w Polsce, Portugalii, Danii, Stanach Zjednoczonych, Brazylii, we Włoszech. Na tej samej stronie czytamy: „Ta polska malarka, która pewnego dnia zdecydowała się osiąść w Portugalii, »miejscu gdzie spotykają się kultury luzo-brazylijska i luzo-arabska«, wyraża otwarcie swoje zainteresowanie i znajomość kultury Indian oraz dążenie ku temu by sztuka przedstawiała symbole oraz ikony zaczerpnięte z ich mitologii. W tym subtelnie emanującym kobiecą wrażliwością malarstwie, natykamy się, na przykład, na liczne nawiązania do mitu/archetypu »Wielkiej Matki«, obecnego w tak wielu społeczeństwach pierwotnych, a jednocześnie stanowiącego odwieczną podstawę ogólnoludzkich wierzeń”.
Mariola Landowska tworzy obecnie w Paço de Arcos, niedaleko Lizbony. Ma piękną pracownię – tak wspaniałą, że nie dziwię się, iż powstają w niej te wszystkie urocze i zachwycające dzieła. Możecie zobaczyć wnętrza pracowni na zdjęciach poniżej, które dostałem od Artystki, i za które serdecznie jej dziękuję. 

Pracownia Marioli Landowskiej w Paço de Arcos
Przed pracownią Artystki
Mariola Landowska przed swoją pracownią 
W pracowni
W pracowni

Widok z pracowni, w tle ocean

Przed pracownią
Krytycy i znawcy sztuki jednogłośnie podkreślają ekspresję malarstwa, doceniają inspiracje pierwotnymi kulturami łączone ze współczesną estetyką i prostotą form.

„Mamy do czynienia z malarstwem, które w kolorach poszukuje pretekstu do tworzenia, które, nawiązując zawsze do wolności formalnej ekspresji, odczuwane jest jako coraz bardziej pociągające (Rodriguez Vaz z „Correio da Manhã”).

„Jako entuzjastka pierwotnych kultur, poczynając od ich przejawów z okresu prehistorii, aż po dzieła ludów rdzennych, artystka w swych dziełach wędruje przez ulotny alfabet symboliki owych starodawnych kultur (Júlio Quaresma z magazynu „Caras”)”.


„Jej malarstwo to kombinacja współczesnej estetyki oraz tradycyjnej sztuki figuratywnej, inspirowanych ikonami charakterystycznymi dla dzieł pierwotnych/dzieł sztuki pierwotnej. Efektem jest silna ekspresja (prac), która to wywodzi się z prostoty form oraz nasycenia kolorów (Alicja Tylmann z magazynu „Szpak”)”. (źródło cytatów: strona www.mariolalandowska-art.com).

Obrazy Artyski można oglądać (i kupować zapewne też) m.in. w Czapski GalleryCNAPEmotions of the World Gallery, na blogu Sarita no i oczywiście na stronie Marioli Landowskiej, a od 28 lutego także w Open Gallery Moniki Krupowicz w Szczecinie.


FADO em emoção na figura feminina - łatwe do rozpoznania Amalia Rodriguez i Mariza (źródło)
Ruas de Fernando Pessoa (źródło)
Conversa alegre (źródło)
Fly - piękny obraz z moją ulubioną lizbońską palmą (źródło)
Plakat z wystawy Mona Lisa i inne z ubiegłego roku (galeria CNAP w Lizbonie; źródło)

Na kanale Marioli Landowskiej na youtube.com są dostępne filmy dokumentujące jej pracę nad różnymi projektami, na tym poniżej można śledzić proces powstawania obrazu Fly w atelier w Paço de Arcos (to ten z moją ulubioną lizbońską palmą):



28 lutego w Open Gallery Moniki Krupowicz w Szczecinie przy Końskim Kieracie 17/1 odbędzie się wernisaż malarstwa Marioli Landowskiej Mundo Colorido. Na wystawie pojawią się obrazy będące owocami podróży Artystki do Portugalii, Brazylii i Indii, przekazujące siłę światła i moc kolorów pochodzącą z mitologii Indian południowoamerykańskich. Jak czytamy w zaproszeniu, Artystka szuka inspiracji w malarstwie ludów rdzennych, sięga po pradawne symbole i znaki z czasów kultur myśliwskich. Dowodzi, że znaczenie słowa prymitywny mocno odbiega od potocznego rozumienia. Primitivus oznacza przede wszystkim »pierwszy w swoim rodzaju, oryginalny, stanowiący pierwowzór dla późniejszych, bardziej rozwiniętych form sztuki«.
Szczecińska wystawa będzie malarskim dziennikiem podróży, który Mariola Landowska odmalowuje podczas swoich dalszych i bliższych wypraw do różnych zakątków świata, ale także drzemiących w niej inspiracji. Jej malarstwo, jak słusznie zauważa właścicielka galerii Monika Krupowicz, niesie słońce, kolory, i dobrą energię.

Zaproszenie na wernisaż wystawy w Open Gallery Moniki Krupowicz w Szczecinie (źródło galeria)
28.02.2015 r., godz. 18.00 – wernisaż malarstwa Marioli Landowskiej Mundo Colorido, Open Gallery Moniki Krupowicz, Koński Kierat 17/1, Szczecin


Pani Marioli Landowskiej dziękuję za zdjęcia z atelier, które zamieszczam powyżej, a pani Monice Krupowicz za przesłanie zaproszenia na wernisaż z informacjami o wystawie i malarstwie. Obu Paniom dziękuję za miłą współpracę :) 


ZAPROSZENIE