Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncerty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncerty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2015

Amélia Muge - zachwycający koncert podczas Lisboa na Rua (28.08.2015)



28 sierpnia na placu przy Teatro Nacional de São Carlos, w ramach Lisboa na Rua (pisałem o tym tutaj) odbył się koncert ciekawej Artystki, o której przed poznaniem programu imprez niewiele wiedziałem. Nazywa się Amélia Muge i w piątkowy sierpniowy wieczór wystąpiła z programem koncertowym pt. Amélia Com Versos de Amália. Koncert miał się rozpocząć o godz. 21.30, na miejscu imprezy zjawiliśmy się jakieś 40 minut przed czasem z nadzieją na jakieś miejsce siedzące, okazało się to jednak niemożliwe, bo wszystkie krzesła (miejsca stojące zresztą też) były już zajęte. Ale całkiem przyjemną miejscówkę udało się jeszcze zdobyć...




Kilka minut po 21.30 na scenie pojawił się dosyć pokaźny zespół muzyków. Oprócz Amélii, która rozpoczęła występ od recytacji jednego z wierszy Amálii Rodrigues, na scenie zasiedli wiolonczelistka Catarina Anacleto, grający na gitarze elektrycznej i akustycznej António Pinto Guitarras, na klarnecie, saksofonie i flecie Daniel Salomé, na perkusji Ivo Costa, a na skrzypcach i mandolinie udzielający się również wokalnie Manuel Maio. Gościnnie wystąpili też António Quintino na gitarze basowej i Carisa Marcelino i na akordeonie. Sama Amélia grała też na gitarze akustycznej i instrumentach perkusyjnych.



Amélia Com Versos de Amália
(co można przetłumaczyć Amélia w wersetach Amálii) to sposób na złożenie hołdu Amálii Rodrigues, gatunkowi fado i artystom wykonującym ten gatunek. Dodajmy, że bardzo piękny sposób. Utwory wykonane na koncercie to mniej znane wiersze Amálii Rodrigues, do których muzykę w większości napisała Amélia. Materiał, który pojawił się na koncercie wcześniej ukazał się już na płycie (jest ona dostępna w portugalskim FNAC-u – tutaj).


Był to piękny koncert, zarówno pod względem artystycznym, jak i wizualnym. Klimatu dodawało miejsce – plac, przy którym stoi teatr, do którego z kolei przylegała scena, dodatkowo lekko niespokojny aczkolwiek ciepły wiatr rozwiewający nuty i włosy Artystów, a na ścianie specjalne wizualizacje graficzne. Niektóre utwory wykonane na koncercie ocierały się o fado, inne były folkowymi obrazami przywołującymi portugalską tradycję, w jeszcze innych Artyści jazzowali bez żadnego skrępowania. Dodatkowo mi osobiście Amélia Muge bardzo przypominała głosem i sposobem śpiewania gwiazdę naszej Piwnicy pod Baranami Tamarę Kalinowską, którą zresztą bardzo lubię.


Amélia Muge urodziła się w 1952 r. w Mozambiku, jest portugalską piosenkarką, kompozytorką, instrumentalistką i poetką. Jest cenioną pieśniarką fado i uznaną autorką tekstów. Debiutowała w 1992 r. płytą Múgica. Kolejne albumy to Todos os Dias (1994), nagrany we współpracy z João Afonso i José Mário Branco Maio Maduro Maio (1995), Taco a taco (1998), Novas vos Trago (1998), A Monte (2002), Não Sou Daqui (2007), Uma Autora, 202 Canções (2009), Periplus (2012). W styczniu 2014 r. ukazała się płyta Amélia Com Versos de Amália.



Jej muzyka łączy tradycję z nowoczesnością dużo czerpiąc także z tradycyjnej muzyki afrykańskiej. Artystka dąży do innowacji przy użyciu zarówno nowoczesnych, jak i tradycyjnych instrumentów muzycznych. Charakterystyczne dla twórczości Amélii są jej piękne teksty, zrozumiałe niestety tylko dla tych, którzy znają język portugalski. Są to przede wszystkim jej własne teksty, ale także znanych portugalskich poetów, m.in. Fernanda Pessoi czy Grabato Diasa, a w przypadku ostatniej płyty sięgnęła po mniej znaną poezję Amálii Rodrigues. Amélia jest też m.in. autorką przebojów innych artystów, m.in. utworu O Fado da Procura – jednego z największych przebojów z płyty Any Moury Para Além da Saudade



Zapraszam do posłuchania próbki twórczości Amélii oraz do galerii zdjęć z koncertu.

Autorem zdjęć jest Krzysztof Rosenberger









 



















 


























piątek, 1 maja 2015

Niesamowita Maria João w Katowicach (NOSPR, 27.04.2015)

Maria João na scenie NOSPR (autor zdjęcia Radoslaw Kazmierczak, źródło tutaj)

Przyznam się, że pierwszym powodem, dla którego zdecydowałem się pójść na koncert było to, że Maria João jest Portugalką. Gdy dostałem od koleżanki wiadomość o koncercie nie znałem jeszcze jej twórczości. Dopiero potem odsłuchałem i obejrzałem nagrania zamieszczone na Youtube.com i zacząłem podejrzewać, że pierwszy impuls był właściwy, i że taką muzykę koniecznie trzeba zobaczyć na żywo. Oglądając zasoby internetu bardziej podobały mi się wcześniejsze nagrania Artystki, te z projektu OGRE wydały się mniej przystępne i za bardzo przesycone elektroniką, której nie każde wydanie jestem w stanie strawić. Niesłusznie.

Koncert rozpoczął się z niemal półgodzinnym opóźnieniem, ale w końcu, po zapowiedzi konferansjera festiwalu na scenę weszła Maria João i jej dwaj muzycy (używający tylko komputerów i syntezatorów) João Farinha i André Nascimento. Zaczęło się od... ćwierkania ptaków, które pojawiło się na początku pierwszego utworu. Potem ptasie trele przeszły w mocno elektroniczne dźwięki wydobywane przez urządzenia, które obsługiwali towarzysze Artystki, i co trochę mnie zmroziło, bo nie były zbyt przyjazne dla moich uszu. Na szczęście nie trwało to długo i w końcu gwiazda wieczoru zaśpiewała. A zrobiła to w taki sposób, że od razu wiedziałem, że będzie super. Nie ulega wątpliwości, że jest profesjonalistką pierwszej klasy, która świetnie się czuje w tym co robi – w tym przypadku wykonując materiał z projektu OGRE.
A trzeba wiedzieć, że Maria João jest artystką, która w muzyce, zwłaszcza w jazzie, z którym głównie jest utożsamiana, nie zna granic. Pisano o tym zresztą i mówiono we wszystkich zapowiedziach katowickiego koncertu. Przez 30 lat występowania na scenie i nagrywania płyt płynnie poruszała się między gatunkami jazzu, muzyki etnicznej czy symfonicznej. Od kilku lat występuje z projektem OGRE, ale jest już gotowa nowa płyta, która co prawda jeszcze się nie ukazała, ale wokalistka przywiozła ją do Katowic i można ją było kupić. Ten, kto to zrobił, wie już w jakim kierunku muzycznym Maria Joao podążyła tym razem.
Artystka na scenie wyglądała niesamowicie, trochę skojarzyła się, mi i moim koncertowym współsłuchaczom, z Japonką, chyba głównie przez fryzurę z dopiętym ogromnym czerwonym kwiatem. No i przez brzmiący z japońska repertuar. Nie cały rzecz jasna, ale przede wszystkim utwór Má é do Bom.
W pewnym momencie pojawił się medley znanych utworów, które być może mieliśmy rozpoznać, m.in. I Get A Kick Out Of You Franka Sinatry i Summertime Georga Gershwina.

Artystka nawiązała świetny kontakt z publicznością, której chyba bardzo spodobała się twórczość Portugalczyków. W przerwach między utworami opowiedziała kilka rzeczy o sobie, m.in. o tym, że ona urodziła się w Portugalii, ale jej mama pochodzi z Mozambiku, więc ona sama jest częściowo Afrykanką. Wyznała też, że mieszka w fajnym domu z wielkim ogrodem, w którym lubi pracować. Ma kilka psów, chyba kota i pewnie coś tam jeszcze, co mogło mi umknąć. Przy piosence Toxic, która też mogła być nam znana, a której wersja OGRE jest nieziemska, wyznała nawet (choć nieco żartobliwie i z przymrużeniem oka), że bardzo lubi Britney. Lubi też Beyonce, Gagę... Wszystkie je lubi. Śmieszna była sytuacja z katarem, w której kulminacji, pokazując na cieknący z nosa katar zapytała, jak na to mówimy po polsku. Padły odpowiedzi: gile, szpiki i inne takie (o katarze nikt nie wspomniał). Potem ku rozbawieniu publiczności, po instrukcjach tejże, Maria powiedziała "I have a szpiki".

Koncert trwał ponad półtorej godziny, ale gdy Artystka zapowiedziała, że zbliżamy się do końca zdawało się, że minęło może pół godziny. Oprócz wspomnianych tytułów na koncercie były też, a raczej przede wszystkim autorskie utwory projektu OGRE, m.in. nastrojowe A Ilha czy mocno elektroniczne i trochę skoczne Ha Gente Aqui. Bardzo ciekawie zabrzmiało na żywo Reggae da Maria (wykonanie z 2012 r. zamieszczam poniżej). Było super, na bis cała trójka wykonała a capella The Lion Sleeps Tonight - poniżej starsze wykonanie - mam wrażenie, że to w Katowicach było jeszcze bardziej żywiołowe, doprowadziło zresztą do owacji na stojąco.
Nie mam własnych zdjęć, mimo miejsca w pierwszym rzędzie, bo przed koncertem wybrzmiał komunikat, że fotografowanie i nagrywanie jest zabronione. A szkoda, bo tak barwna Artystka byłaby też wspaniałym obiektem do fotografowania. Zamieszczam zatem zdjęcia, które Maria udostępniła na swojej stronie na Facebooku - pozostałe możecie obejrzeć sami - tutaj. Polecam też konto z projektem OGRE na Youtube.

Obrigado Maria João! Obrigado OGRE!





Artyści wraz z organizatorami koncertu (autor zdjęcia Radoslaw Kazmierczak, źródło tutaj)